poniedziałek, 18 stycznia 2010

Dzikie palmy - William Faulkner

Dziwna książka. Niby historia miłosna, a miłości w niej jak na lekarstwo. Jest para kochanków, ona nawet decyduje się odejść od męża i dzieci, tułają się po Stanach Zjednoczonych w poszukiwaniu miejsca dla siebie, jednak trudno tu dostrzec głębokie uczucia, które miałyby łączyć tę parę. Szamocą się nie tylko z okolicznościami, ale i z sobą nawzajem.

Harry jest niedoświadczony i bierny, nie potrafi podejmować decyzji, Charlotte przejmuje dowodzenie, ma konkretną wizję ich przyszłości. Niestety nie jest ona zbyt optymistyczna, ponieważ jest rok 1937 i kobieta zamężna żyjąca z kochankiem nie może liczyć na wyrozumiałość społeczeństwa. Charlotte nie należy z kolei do osób, które ulegają konwenansom: nie chce się ukrywać ani przemykać kuchennymi drzwiami. Ma w sobie coś ze straceńca, nie liczy się z konsekwencjami romansu, ponieważ wierzy, "(...) że miłość i cierpienie to jedno i to samo i że wartość miłości zmierzy się sumą, jaką trzeba za nią zapłacić; i zawsze, jeśli to wypada zbyt tanio, to znaczy, że człowiek oszukuje sam siebie" (s. 50). Obojgu przyjdzie drogo zapłacić za przeżyte wspólnie chwile.

Bohaterów "Dzikich palm" nie da się lubić. Na dobrą sprawę nie wiadomo nawet, co ich ku sobie popchnęło. Może dlatego ich historia niezbyt mnie poruszyła. Oprócz niedopowiedzeń Faulkner serwuje czytelnikowi sporo zagmatwanych przemyśleń i przyznam, że trzeba się dobrze skupić, żeby za nimi nadążyć. Zdania są długie, wielokrotne złożone, pełne dygresji i retrospekcji. I tak na przykład pukanie do drzwi, od którego książka się zaczyna, powróci do akcji dopiero po 11 stronach.

Z ciekawostek: w kopalni w Utah, gdzie pracę podejmuje Harry, pracują Polacy. Oto jak autor opisuje jednego z nich: "(...) w pobliżu nie było widać nikogo oprócz jakiegoś niechlujnego olbrzyma, którego wygląd zdumiał ich i zaskoczył. Miał na sobie barani kożuch, jego blade oczy wyglądały tak, jakby od dawna nie spał, a w niechlujnej twarzy, według wszelkiego prawdopodobieństwa od szeregu dni nie golonej i nie mytej, malowała się duma, dzikość i trochę histerii. Był to Polak, nie mówił po angielsku, ale bełkocząc coś i gwałtownie gestykulując wskazywał przeciwną stronę kanionu" (s. 140) i dalej: "(...)to złudzenie olbrzymiego wzrostu stwarzała jakaś atmosfera wokoło nich, promieniująca z nich wszystkich dziecięca naiwność i łatwowierność" (s.148).

Podsumowując - cieszę się, że "Dzikie palmy" przeczytałam, jednak do Faulknera szybko nie powrócę.

Moja ocena: 7/10

William Faulkner, "Dzikie palmy", Książka i Wiedza, 1977

16 komentarzy:

  1. Przegapiłam Twoją recenzję. Mam dokłądnie takie same odczucia co do tej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko jest inaczej! Kobieta nie jest w stanie zrozumieć tej historii pięknej i tragicznej gdzie nawet wspomnienie(o Niej) jest dla mężczyzny ważne po śmierci bo kiedy ono trwa(wspomnienie) to tak jakby i Ona trwała...

    OdpowiedzUsuń
  3. Akurat doskonale znam z autopsji odczucia, o których piszesz:( Dotyczy to zwłaszcza miłości niespełnionej, kiedy ludzie kochają się, ale z różnych przyczyn (np. śmierć, siła wyższa) muszą się rozstać. Znam to i dlatego ostatnie strony powieści były dla mnie przekonujące. Natomiast główna część historii - nie. Zabrakło mi czułości z którejkolwiek stron tego romansu, żeby uwierzyć w ich głęboką miłość. Harry i Charlotte wydali mi się po prostu zbyt chłodni. Ją rozumiem - kobieta z tzw. bagażem doświadczeń może być powściągliwa, nie poddawać się emocjom. Chłopak był młody, więc można było się spodziewać, że podejdzie do związku bardziej "żywiołowo". Nie oczekiwałam ckliwej historyjki, jednak brak emocji nieco mnie zaskoczył.
    Dziękuję za odzew;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ...czułość w tym związku nie miała żadnego znaczenia. Tych Dwoje nie pokochało się miłością radosną/młodzieńczą, która wyrasta z zauroczenia, ciekawości i gry hormonów ich miłość stała się nagle jak błysk lub wypadek(słowa Charlotte) "co z tym zrobimy" lub jakoś tak.
    Trudno mi pisać o tym co czuję (jest to dla mnie trudne technicznie-brak umiejętności składnego wyrazania myśli tekstem)-ta książka jest dla mnie bardzo ważna bo zmieniła całe moje życie. Pierwszy raz przeczytałem ją w roku 1978(wakacyjna praca w Barlinku/cegielnia) i przez lata historia miłości tych Dwojga była ze mną (czułem wręcz piętno tej miłości na mojej duszy) jest to chyba mało wiarygodne i śmieszne ale tak było. Przed dwoma laty (dobijając do pięćdziesiątki) zakupiłem na allegro identyczna książeczkę oraz jeszcze jedną z nowszego wydania Pruszyński Dzikie Palmy i przeczytałem (kilka razy) analizując dosłownie każde zdanie. Oniemiałem! Jest to jedyna książka w moim życiu która po latach nie stała się "płaska" a jeszcze nabrała treści i piękna. Wiem, że piękno jej jest chyba dla wszystkich niewidoczne. Wydaje mi się, że kobiety wyjątkowo źle odbierają tak ukazaną miłość. Z mężczyznami nie rozmawiałem na ten temat (bo w tym wieku to tylko kasa, polityka lub choroby są ważne) i tak książka ta splotła się z moim życiem na dobre i złe i mimo, że jest tak smutna kocham ją i uważam za piękną i mimo wszystko optymistyczną...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. W takim zazdroszczę istnienia tak ważnej książki w życiu. Ja takiej nie mam. Ważny był dla mnie "Idiota" Dostojewskiego, ale dawno go nie czytałam ponownie.
    Widzę, że będę musiała wrócić do "Dzikich Palm" i jeszcze raz je uważnie przeczytać z uwzględnieniem Twoich uwag.
    Kobiety może inaczej ją postrzegają (choć znam tylko inną damską recenzję) ze względu na inną naturę - m.in. potrzebę czułości właśnie;).
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi się bardzo podobały, bardzo je przeżyłem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Najwyraźniej ta powieść lepiej trafia do mężczyzn niż kobiet;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam nadzieję, że wróciłaś do Faulknera mimo zniechęcenia, jakie odczuwałaś po "Dzikich palmach". Powieść ta w pewnym sensie nie jest typowa dla Faulknera. Mi osobiście się podobała, jednak dużo większe wrażenie wywarły na mnie choćby "Wściekłość i wrzask", "Kiedy umieram" czy "Azyl".

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeszcze nie, ale wciąż "siedzi" we mnie ta książka. Po kilku innych lekturach miłość Harry'ego i Charlotte wygląda już nieco inaczej.

    "Azyl" czytałam jeszcze w szkole, ale chyba byłam zbyt niedojrzała, żeby go zrozumieć. Przymierzam się do "Światłości w sierpniu".

    OdpowiedzUsuń
  10. Mi każda ksiązka Faulknera pozostaje wielkim przeżyciem, przy czym Dzikie palmy rzeczywiście są mało reprezentacyjne (w porównaniu z Absolomem, Swiatłosćią czy Wściekłość i wrzask), ale często na korzyść dla ludzi nie przywykłych do trudnej prozy - bardzo artystycznej. Co do dyskusji nad naturą opisywanego uczucia - sądzę, że powściągliwość jaka charakteryzuje bohaterów jest tak nierealistyczna, że za sprawą tego nabywa w końcu realność najżywszą. Tak jak liczne wypadki rzeczywiste, których uczestnikami bywamy, wydają się czasem bardzo nierealne - to właśnie to podkreśla grubą kreską ich niezaprzeczalną realność. Pozdrawiam, Tomasz Jerzy

    OdpowiedzUsuń
  11. --> Tomasz Jerzy

    "powściągliwość jaka charakteryzuje bohaterów jest tak nierealistyczna, że za sprawą tego nabywa w końcu realność najżywszą" - to wielce oryginalne stwierdzenie, ale do mnie, realistki, nie trafia;(

    Z perspektywy ponad roku wydaje mi się, że lepiej rozumiem bohaterów powieści. Pozory, to co widoczne dla innych, nie zawsze (a może nawet rzadko) jest odzwierciedleniem tego, co się dzieje prywatnie między ludźmi. Odpowiada mi myśl Simone de Beauvoir: "Nie rozumiemy miłości innych", wierzę, że tak jest.

    I chyba wreszcie nastał dla mnie czas, żeby przeczytać kolejną książkę Faulknera.

    Pozdrowienia;)

    OdpowiedzUsuń
  12. nie rozumiem. w ogole nie odebralam tej ksiazki w ten sposob. po pierwsze omijacie caly drugio watek ktory sie tam przeplata. watku walki czlowieka z zywiolem i woli przetrwanai pomimo przeciwnosci losu. byc moze ja to odbieram troche krzywo. ale wydaje mi sie ze jest to historia opowiadajaca o dwoch niszczycielskich zywiolow nad ktorymi czlowiek nie umie panowac i moze tylko sie im poddac plynac z pradem. co wiecej, byc moze nie umiem tego wyrazic nalezycie i pieknie, ale sadze, ze WF pokazuje, ze milosc dwojga ludzi jest na wskros egoistyczna, ze dzika namietna milosc skazuje ludzi na zycie w nieszczesciu i na odrzucenie istoty czlowieczenstwa. lekarz, ojciec robi rzecz pietnujaca go do konca zycia, znajac zagrozenie jakie to za soba niesie w imie milosci. podczas gdy w starym, czlowiek napietnowany spolecznie, dla osoby obcej bez jakiegokolwiek uczucia, pomimo zlosci ktora to w nim wzbudza, uratowac dwa zycia, chocby tracac przy tym swoje wlasne. to nie jest historia milosna. to jest historia o milosci bardzo gleboka i bardzo prawdziwa. tak wg mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawe spojrzenie. Myślę, że "Dzikie palmy" pozwalają na wiele interpretacji i każdy zwróci uwagę na inne elementy. Można czytać tę powieść romantycznie i realistycznie. Wydaje mi się, że miłość dwojga osób jest zawsze egoistyczna, nie każda - na szczęście - kończy się źle. Zgodzę się z Tobą, że to prawdziwa i głęboka historia i założę się, że podobnych jest wokół nas całkiem dużo. Książkę nadal planuję przeczytać jeszcze raz.;)

      Usuń
  13. jestem kobietą, to jedna z najcudowniejszych książek z jakimi przyszło mi się zderzyć. Doskonała, w każdym miejscu. Wciągająca jak wir studni. Żadnych ckliwości tylko tu i teraz i wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ckliwości w tej powieści nie ma ani grama. Pisana "bez znieczulenia", bez ułatwiania czytelnikowi odbioru.

      Usuń