poniedziałek, 9 stycznia 2012

Od kuchni

Nie ma to jak niespodziewany prezent, na dodatek dopasowany do upodobań beneficjenta (dziękuję Ci, M.;). Kafka's Soup łączy w sobie trzy elementy, które sobie cenię: literaturę, kuchnię i humor. Ta mała książeczka to historia literatury światowej w 14 przepisach kulinarnych. Nie są to cytaty z utworów literackich tuzów, ale receptury napisane w stylu danego literata. I tak Raymond Chandler serwuje jagnięcinę w sosie koperkowym, Jane Austen - jaja w estragonie, Franz Kafka - zupę miso, Irvine Welsh - ciasto czekoladowe, a Marcel Proust - tiramisu. Marquez zaprasza na coq au vin, Steinbeck - na risotto grzybowe, Markiz de Sade - na kurczę z farszem, natomiast Virginia Woolf - na ciasto clafoutis Grand-Mere. Homer uraczy chętnych fenkatą, Graham Greene - kurczęciem po wietnamsku, a Jorge Luis Borges - solą a la dieppoise. Pozostają jeszcze grzanki z serem Harolda Pintera oraz tarta z cebulą a la Geoffreya Chaucera.


Książeczka jest bardzo dowcipna, do każdego z przepisów dołączono zdjęcie lub ilustrację. To nietypowe dzieło wydał kilka lat temu Prószyński i S-ka, niestety zupełnie mi wówczas umknęło. A szkoda, bo zabawa jest przednia, tak więc prezent okazał się ze wszech miar trafiony. Tymczasem Mark Crick stworzył już kolejny poradnik - Sartre's Sink czyli majsterkowanie z wielkimi literatami. Zapowiada się równie interesująco.

A że Polacy nie gęsi itd., można by pokusić się o polską wersję Zupy Kafki - niechby to była np. czarna polewka a la Mickiewcz. W literaturze polskiej występują tytuły z nazwami produktów spożywczych, zdarzały się też potrawy mające spore znaczenie dla przebiegu akcji danego utworu. Pomysły kulinarne do historii literatury polskiej będą mile widziane;)





_____________________________________________________

Mark Crick Kafka's Soup, Libri Publications Ltd, 2005
_____________________________________________________


93 komentarze:

  1. Świetna rzecz:) "Pasztet z zająca a la Żeromski". Ogary poszły w las, by pochwycić zająca na pasztet. Echo ich szczekania odbijało się od niebotycznych sosen, jak czarny mur zasłaniających horyzont":P

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna, bo uruchamia wyobraźnię i można wykorzystać w towarzystwie jako zabawę. A ogarach i pasztecie nie pomyślałabym, dawno Żeromskiego nie czytałam. Uprasza się o więcej;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Więcej nie będzie, bo w życiu nie robiłem pasztetu:P W Żeromskim też mam zaległości:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wystarczy nazwa potrawy i autor. Np. Deser z owoców leśnych a la Słowacki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Twarożek a la Orzeszkowa.
    Justyna zdecydowanym ruchem sięgnęła na półkę po glinianą misę. Dość już zmitrężyła czasu. Wyniosła z komory gomółkę sera i zdecydowanym ruchem zaczęła wkruszać go do naczynia, dumając równocześnie o odmianie losu, jaka ją spotkała, odkąd w bohatyrowickiej okolicy zamieszkała. Gdzieżby jej tam kiedy ciotka Marta dotknąć się do twarogu dała. Spokojnym ruchem dolewała do sera śmietany, równocześnie srebrnym widelcem, resztką dawnej świetności przechowywaną dotąd przez wuja Benedykta, rozdrabniała masę. Posoliła, hojnie dosypała pieprzu i zmarszczyła czoło. Szczypiorek czy cebulka lepszym będzie dodatkiem do wieczornego posiłku? Jan z pola zaraz zjedzie, nie można decyzji odwlekać. Szybko wybiegła do ogrodu, urwała kilka nici szczypioru, co jak ruń trawy zieleniał na grządce pod oknem, ale znienacka przykucnęła i przy cebulowej grządce, aby z ziemi, która teraz jej najbliższą była, cebul kilka drobnych wyjąć. Posiekała szczypior i cebulę, do twarogu wsypała i wymieszawszy wszystko, uśmiechnęła się do siebie jakby wielkie jakie szczęście ją spotkało.

    OdpowiedzUsuń
  6. aj, za dużo zdecydowanych ruchów kazałem Justynie wykonywać:(

    OdpowiedzUsuń
  7. Kolega się marnuje! Nie po raz pierwszy zresztą to stwierdzam;)

    OdpowiedzUsuń
  8. No jak się marnuję, skoro właśnie rozwijam skrzydła:))

    OdpowiedzUsuń
  9. Marnuje się, bo ma stanowczo za słaby zasięg - a tu takie możliwości twórcze - lepieje, limeryki, proza. Do wyboru, do koloru;) Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  10. Potrenuję sobie w kameralnym gronie, a potem kto wie, na jakie wody wypłynę:PP

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawe, czy ktoś zdecydowałby się wydrukować "Płaszcz..."

    OdpowiedzUsuń
  12. Za dużo byłoby kupowania praw autorskich, niestety:(

    OdpowiedzUsuń
  13. zacofany.w.lekturze - A nie dało by się tego jakoś obejść:) Wiele z tych rzeczy wyszło dawno. Może potraktować to jako reklamę dla tych wydawców, ich pozycji?

    OdpowiedzUsuń
  14. Takiego Joyce'a można od tego roku wykorzystywać na lewo i prawo;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Pewnie by się dało, ale chwilowo nie nosimy się z myślą o druku, więc nie będziemy kombinować:)
    Ania: można, w oryginalnej wersji, pozostają jeszcze prawa tłumaczy:P

    OdpowiedzUsuń
  16. A jak to było z angielskim "Płaszczem"? Jest przecież wydany.

    OdpowiedzUsuń
  17. Pewnie pracowicie kupowali prawa, ale oni byli cwańsi i korzystali głównie z dzienników anglojęzycznych, więc im odpadało szukanie praw do tłumaczeń:)

    OdpowiedzUsuń
  18. @ zacofany.w.lekturze

    Wierzę, że do spółki z Lirael pięknie byście go przełożyli;)

    @ Zbyszekspir

    Brytyjczykom odpada choćby sprawa tłumaczeń. Może obowiązują ich inne przepisy prawne.

    OdpowiedzUsuń
  19. Aniu, dzięki za zaufanie, ale chyba wolelibyśmy dostać za taką robotę jakieś wynagrodzenie, a nie robić to w czynie społecznym:) Bogaty sponsor lub zdeterminowany wydawca poszukiwany:))

    OdpowiedzUsuń
  20. Kto wie, może znalazłby się sponsor ze skrętem na kulturę. Może ktoś z branży odzieżowej, bo gangsterom nie śmiałabym proponować;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Może mecenas Palikot. Taki żart, sorry:)

    OdpowiedzUsuń
  22. O, wcale nie żart. Dobrych kilka lat temu uratował księgarnię Czytelnika.

    OdpowiedzUsuń
  23. ale ja osobiście lubię papier, szczególnie zadrukowany czymś ciekawym i po prostu szkoda, że jednak nie:)

    OdpowiedzUsuń
  24. No to rozglądajcie się po bogatych znajomych:D

    OdpowiedzUsuń
  25. w obecnej formie "Płaszcz" nie potrzebuje praw autorskich, a gdyby go drukować z sieci to wtedy już tak?

    OdpowiedzUsuń
  26. Tak sobie tylko kombinuję jak koń pod górkę:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Jest jeszcze opcja: zrób to sam;) Ile tu pola do popisu - zdjęcia, szlaczki, dokumenty przeróżnej treści. Plus wybór według upodobań.

    OdpowiedzUsuń
  28. Zbyszku, nie zadawaj kłopotliwych pytań:)) Funkcjonuje na zasadzie dozwolonego cytatu, który nie przekracza iluś tam procent całego tekstu i niech tak zostanie:P Poza tym jest niszowy i nikt o nim nie wie, więc nikt chwilowo nie marudzi, że piratujemy bestseller jego wydawnictwa:D

    OdpowiedzUsuń
  29. E, jeśli już, to doszło ledwie do plagiatu pomysłu, chyba nic więcej;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Jeżeli kiedyś przestanie być niszowy, to wtedy być może łatwo będzie znaleźć chętnego, który to wyda, szczególnie jeżeli by mieć gotowy projekt ze zdjęciami etc. Oby tylko, któreś wydawnictwo nie ukradło pomysłu:) Może zarejestrować jako wynalazek:)

    OdpowiedzUsuń
  31. No to nie było pytania i marudzenia, a komentarze można usunąć:)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ania: Lirael przeprowadziła kiedyś szybki risercz i okazało się, że a) angielski Płaszcz sam w sobie jest plagiatem, b) takich antologii to oni mają na kopy i nikt sobie szat nad problemem oryginalności pomysłu nie rozdziera:PP

    OdpowiedzUsuń
  33. Myślę, że "Płaszcz..." ma szansę zaistnieć szerzej. Gdyby redaktorzy ni byli tacy skromni, mogliby się promować wszędzie i u wszystkich;) Z czasem poszłoby łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
  34. Toteż się promujemy:P Na baner na Pałacu Kultury nas nie stać, może faktycznie ten Palikot to byłoby rozwiązanie:))

    OdpowiedzUsuń
  35. Chłopina teraz chyba mocno zajęty, trzeba znaleźć takiego, który chce dopiero kulturalnie (sic!) wypłynąć;)

    OdpowiedzUsuń
  36. A może kiedyś jakieś małe wydawnictwo sami założycie? Nie będziecie się prosić:)

    OdpowiedzUsuń
  37. Może projekt napisać, pieniądze z Uni na rozwój kultury pogranicza. No dobrze, już się nie odzywam:)

    OdpowiedzUsuń
  38. Zbyszek: a zrzutkę na kapitał zakładowy rozpiszemy na Płaszczu:D Zacznijcie już oszczędzać, współakcjonariusze:D
    Jakiego pogranicza? Od kiedy to Wirdżinia Łulf jest pogranicze? Albo ten bubek Dali?:P

    OdpowiedzUsuń
  39. A to akurat niezła myśl, tylko wniosek trzeba dobrze napisać;)

    OdpowiedzUsuń
  40. Chroń mnie materio przed unijną biurokracją:))

    OdpowiedzUsuń
  41. Polska wydaje książkę, więc zdecydowane kresy:)

    OdpowiedzUsuń
  42. Kresy analfabetyzmu może. Przepraszam ojczyznę za złośliwość.

    OdpowiedzUsuń
  43. Tia, Trzeci Świat:) Ale myślcie, myślcie, potrzeba takich rzutkich osób do wyszarpywania kasy:)

    OdpowiedzUsuń
  44. Kiedyś było w pewnym filmie hasło: Kup Pan cegłę!" to może teraz "Kup Pan książkę!". Niezłe hasło dla akcji czytelniczej:)

    OdpowiedzUsuń
  45. :)
    Zbyszek: to przemyśl szczegóły, a teraz zarzuć jakiś przepis literacki:P Sorbet lodowy a la Truman Capote:)

    OdpowiedzUsuń
  46. Halo, halo - Anglosasi poradzą sobie i bez nas. Polskie przepisy proszę;) Rosół a la Musierowicz, kurka wodna a la Witkacy. A flaki kto?

    OdpowiedzUsuń
  47. Fasolka ala Herbert, podobno bardzo lubił jadać na dworcach:)

    OdpowiedzUsuń
  48. No tak. Ewentualnie a la Wiech. Może być jeszcze Indyk a la Mrożek i fasolka a la Myśliwski.

    OdpowiedzUsuń
  49. A kisiel ala Kisiel z wody po krakowsku

    OdpowiedzUsuń
  50. Kisiel - piękne!;)))

    Byczki w pomidorach a la Chmielewska.

    OdpowiedzUsuń
  51. Flaki a la Tyrmand, po warszawsku:)
    W półmroku wagonu podmiejskiej kolejki błysnął blado nóż. Zły miał ochotę na flaki, świeżutkie, z majerankiem. Czyhał przy drzwiach, przyglądając się wsiadającym. Wreszcie uznał, że nada się na oko dwudziestoletnia dziewczyna w płaszczu z ciuchów. Lubił takie. Powoli poszedł za nią w głąb wagonu. Pusto było, nikt więc nie powinien mu przeszkodzić w konsumpcji. Majeranek przezornie kupił na koszykach i kieszeń wypychało mu apetycznie pachnące zawiniątko.

    OdpowiedzUsuń
  52. Dziczyzna pieczona ala Myśliwski, Pyzy mrożone ala Mrożek, bigos ala Kapuściński,

    OdpowiedzUsuń
  53. Ze też zapomniałam o Kapuścińskim;)
    Bardziej abstrakcyjnie: ucho od śledzia a la Ożogowska.

    OdpowiedzUsuń
  54. Pyzy a la Mrożek (świeże)
    Pyzów mnie się zachciało, więc poszedłem do magister Kupściny, która u nas we wsi reaktor atomowy obsługuje i na prętach grafitowych najlepsze pyzy uwarzyć potrafi. Takoż akurat dobrze trafiłem, właśnie garnek gliniany w kogutki malowany magister do wnętrza stosu atomowego wsuwała, a tak zgrabnie w skafandrze azbestowym wyglądała, że aż mnie ciarki przeszli po kręgosłupie. Pyzy wkrótce wyszły z garnka, bo pod wpływem promieniowania gamma nóżki im rośli, a jak uran był bardziej zanieczyszczony, to i czasem jaką rączkę im wymutowywało. Przeżegnałem się, wyciągłem łyżkę zza cholewy i walić zacząłem pyzy po łbach, żeby ogłuszyć. Takoż i upolowałem sobie kopiastą miskę i do konsumpcji zasiadłem.

    OdpowiedzUsuń
  55. Indyk pieczony ala Dąbrowska;)

    OdpowiedzUsuń
  56. @ zacofany.w.lekturze

    Muszę się oddalić celem opanowania fizjonomii rozkraczonej w uśmiechu;)

    OdpowiedzUsuń
  57. No ładnie, teraz się będę w drodze do domu opędzał od obrazów fizjonomicznego rozkraczenia:)

    OdpowiedzUsuń
  58. Barszcz ala Wyspiański, chałwa ala Lem

    OdpowiedzUsuń
  59. @ zacofany.w.lekturze

    Tak mię się skojarzyło;)

    @Zbyszekspir

    To może na deser bułki z cynamonem a la Schulz?

    OdpowiedzUsuń
  60. Barszcz a la Wyspiański
    Panna Młoda:
    Barszczu dawajcie, a chyżo, goście głodni czekają.
    Gospodyni:
    A dyć się grzeje, ino chochoł się słabo pali, a ten tam upiór juchą jeszcze ogień zalewa. Błazny jakieś po kuchni się pętają.
    (bije błazna kaduceuszem)
    Masz tu kaduceusz polski, tylko mnie nim w barszczu nie mieszaj, cudaku jeden.
    Rachela z kąta, tęsknym głosem:
    Jaki piękny kolor ma ten barszcz, jak krew zupełnie. Ach, drżeniem mnie przejmuje ten widok, zatracenie przeczuwam.

    OdpowiedzUsuń
  61. Grzybki (ewentualnie: pastelowe patery owocowe) a la Witkacy... albo... albo cukier sypki na modłę schulzowską (musze skrzydełka w bonusie).
    Chcę to! ; (

    OdpowiedzUsuń
  62. ;)))))))))))))

    Skoro klimaty wiejskie, to dorzucam kaszę ze skwarkami a la Boryna. I miód pitny na sposób czarnoleski.

    OdpowiedzUsuń
  63. @ makiwara

    Na grzybki masz chęć? A gicz dwugłowego cielęcia nie może być?;)

    OdpowiedzUsuń
  64. Ej no, samymi nazwami rzucać to nie sztuka. Zgrabne persyflaże, dowcipne parodie, pastisze wyrafinowane proszę pisać:D

    OdpowiedzUsuń
  65. zacofany.w.lekturze - Waść się marnujesz, do pióra a nie do szabli się bierz, lepsze to pożytki naszej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej przynieść może!

    OdpowiedzUsuń
  66. Zbyszku: za dobrze znam swoje ograniczenia, żeby się bawić w literaturę. Dość mamy grafomanów i każdego dnia paru nowych przybywa, a mnie coraz bardziej kusi wycieczka w świat nowości wydawniczych na ebookach:P

    OdpowiedzUsuń
  67. Jam ci jest prosty kmieć co to słowa pisanego nie posmakował. Gdzie mi tam jakoweś fikuśne facecyje wymyślać.

    OdpowiedzUsuń
  68. No dobra, niech będzie sandacz a la Wokulski:

    Podano sandacza, którego Wokulski zaatakował łyżką. Zgrabnie nałożywszy sobie kawałek ryby, skierował porcyjkę do ust. Już miał zacząć delektować się posiłkiem, gdy napotkał zdumiony wzrok panny Izabeli.

    - Musi mnie pan kiedy nauczyć, jak się jada ryby łyżką - rzekła.

    - Z dziką rozkoszą - odparł Wokulski, nie rumieniąc się przy tym i nie ulegając zmieszaniu. - Niejadanie ryb łyżką to doprawdy przesąd. Powiem więcej, ostatnią modą paryską jest jadanie wszelkich pokarmów tylko łyżką. Z niewiadomych przyczyn Francuzi zaczęli uważać widelce i noże za obrazę.

    Panna Izabela aż poruszyła się na krześle.

    - Łyżkę, Florentyno! Łyżkę podaj!

    OdpowiedzUsuń
  69. No, no - smakowicie się tu zrobiło!

    OdpowiedzUsuń
  70. Sandacz a la Wokulski palce lizać:))

    OdpowiedzUsuń
  71. Może podsekcja kulinarna w "Płaszczu" - "Chochla zabójcy" by się przydala?

    OdpowiedzUsuń
  72. --> Karolina

    Bo ja lubię kuchnię w książkach;)

    --> Zbyszekspir

    Dziękuję;) Gdyby więcej lit. polskiej było dostępnej w sieci można by było poszaleć z jadłospisem;)

    --> Iza

    Myślę o takiej podstronie od jakiegoś czasu, a konkretnie od notki Lirael, w której podała przepis na ciasto E. Dickinson. Zrobiłam i było dobre;) A tytuł "Chochla zabójcy" wymiata;)

    OdpowiedzUsuń
  73. Kasza a la Boryna


    Jagna nałożyła kaszę do misy suto okraszając ją skwarkami i serem. Z kąta odezwała się Hanka:
    - A nie żałujesz sobie skwarków, kiej pani jaka! A Maciejowi tylkoś syra dała!
    Jagna ze spokojem odparła:
    - Zajmij się lepiej dzieciakiem, a nie w gary zaglądaj! To zapomniałaś, że Maciejowi cholesterol skoczył i chudo musi jeść!? Tak ci jego zdrowie miłe? Patrzajcie ją, jaka usłużna!
    Hanka zamilkła, ale odzyskawszy po chwili rezon rzuciła:
    - A garstkę majeranku byś dała, skoro takaś dbająca żona. Nie wiesz, latawico, że wspomaga trawienie!? Za chłopami się uganiać potrafisz, a strawy nagotować to już nie?
    - Miarkuj się, Hanka, bo cię chochlą pacnę! Na swoim gospodarzę, to gotuje jak chcę! A innym wara!

    OdpowiedzUsuń
  74. Aniu, sandacz i kasza wyborne:) A powstanie strony "Chochla zabójcy" popieram:D

    OdpowiedzUsuń
  75. Czapki z głów, panie i panowie, czapki z głów. . A może tak zupa a la Zapolska lub polewka a la Sienkiewicz?

    OdpowiedzUsuń
  76. Dabarai: to zapodawaj zupę a la Zapolska:))

    OdpowiedzUsuń
  77. W tym tygodniu i w następnym mogę tylko pomarzyć o zabawach literackich, ale z ogromnym podziwem przeczytałam Wasze teksty. Są rewelacyjne!!! Mam nadzieję, że to tylko przystawka i ciąg dalszy nastąpi. :)

    OdpowiedzUsuń
  78. skumbrie w tomacie a la Tuwim ;)
    zupa cebulowa a la Wisława Szymborska
    "Co innego cebula.
    Ona nie ma wnętrzności.
    Jest sobą na wskroś cebula,
    do stopnia cebuliczności.
    Cebulasta na zewnątrz,
    cebulowa do rdzenia,
    mogłaby wejrzeć w siebie
    cebula bez przerażenia"

    a Joyce to nie powinien czasami magdalenek piec?

    OdpowiedzUsuń
  79. --> zacofany.w.lekturze

    Dziękuję, pierwsze koty za płoty.
    Pomysł na Chochlę rodzi się w bólach, coś może z niego wyjdzie.

    --> Lirael

    Ciąg dalszy zależy od Was;) Okazuje się, że to nie jest takie trudne, zwłaszcza jeśli ma się pod ręką dobry materiał wyjściowy;)

    --> Mag

    Brawo! A wydawałoby się, że poezję najtrudniej tworzyć;)
    Za te magdalenki Proust mógłby się obrazić;) Joyce to może powinien coś na bazie piwa upichcić?

    OdpowiedzUsuń
  80. Dzisiaj szpinak a la Dąbrowska

    Barbara Niechcicowa z łyżką szpinaku w ręce wybiegła z izby.
    - Tomaszek! Tomaszek! - wołała szukając syna. - Tomaszek! Tomaszek! Wracaj na obiad! Toć świeży szpinak dzisiaj mamy!
    Chłopca nie było ani w domu, ani w ogrodzie. Nie bacząc na błoto i chaszcze Barbara nadal biegała z łyżką.
    - Tomaszek! Tomaszek! No chodźże, chłopaku! Szpinak ledwie zblanszowany, jak lubisz! I z czosnkiem, i ze śmietaną! Wracaj, bo stygnie!!!
    Chłopiec nie odezwał się. Zrezygnowana Barbara skierowała się w stronę domu. Zanim opadły jej ręce, cisnęła łyżkę ze szpinakiem precz.

    OdpowiedzUsuń
  81. No to już wszystko jasne. Gdyby Tomaszek jadał szpinak, byłby grzecznym chłopcem i nie ukradłby broszki. :)

    OdpowiedzUsuń
  82. o matko, ale wtopa! Ech...to ja Pana Joyca baaardzo przepraszam ,a Pana Prousta zachęcam do pichcenia :)

    OdpowiedzUsuń
  83. a swoją drogą, ciekawe jak smakują skumbrie w tomacie?

    OdpowiedzUsuń
  84. --> Mag

    Sama nie próbowałam magdalenek, ale podobno nie są rewelacyjne;( Tak więc może Proust nie będzie pomstował na pomyłkę;)

    Smak skumbrii chyba jest łatwy do ustalenia - wystarczy skosztować pierwszej lepszej puszki z dorszem, makrelą etc. w sosie pomidorowym. Mam duży sentyment do tych "rarytasów", mimo że sos pozostawia wiele do życzenia.

    OdpowiedzUsuń