środa, 20 czerwca 2012

Autor przesadnie wyrafinowany

Przegląd prasy, a w nim interesujący wywiad z Erikiem-Emmanuelem Schmittem w Wysokich Obcasach z 9 czerwca 2012 r. (nr 23/2012). Może powinnam zrewidować opinię na temat tego pisarza.;)


Eric-Emmanuel Schmitt: (...) Porównanie reakcji na pisarza w różnych krajach to ciekawy zabieg. W Stanach jestem traktowany jako szczyt europejskiego wyrafinowania, creme de la creme europejskiej prozy. Jestem autorem elitarnym - bo piszę wieloznacznie. Tymczasem powieściopisarze amerykańscy nic nie pozostawiają wyobraźni, wypełniają ją z taką łatwością, z jaką zapisują 800 stron. Osobiście tego nie znoszę. Dlatego jestem tam autorem przesadnie intelektualnym - i co za tym idzie, nigdy nie stanę się w Stanach autorem popularnym.

Mogę być popularny w starej Europie, gdzie umysł hartuje się poprzez paradoksy, złożoności. Mnie przyświeca cytat z Woltera, że najlepsze książki to te, które w połowie stworzone zostały przez wyobraźnię czytelnika. Ludzie mówią mi na spotkaniach: ''To niesamowite, czytałem to dziesięć lat temu i nadal pamiętam!'', a ja im odpowiadam, że nic w tym dziwnego, skoro sami to napisali wraz ze mną.

Cały wywiad tutaj.

40 komentarzy:

  1. Za każdym razem gdy nie kupię Wysokich Obcasów przegapię jakiś fajny artykuł:< Dobrze, że jest internet:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie miłej lektury.;) Ja się ubawiłam.;)

      Usuń
  2. A ja się właśnie zastanawiałem, dlaczego aspirujący polscy literaci lecą w taką dosłowność:) Że jak kawa to koniecznie czarna i gorąca, z mleczną pianką, a jak coś upada na podłogę, to koniecznie pokrytą drewnianymi panelami:P Wszystko wina Ameryki, jak zwykle:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio się zdziwiłam, bo literat nie napisał "leżał jak kłoda", ale "leżał jak zwalone drzewo". Postęp!;)
      Znam tylko Oskara oraz Pana Ibrahima ww. autora, ale wnioskuję, że to jego wczesne utwory, bo brak w nich wieloznaczności.;(

      Usuń
    2. Ja nic nie znam, właśnie dlatego, że z licznych recenzji mi wynikało, że dzieła są nader łopatologiczne:) No ale grunt, że autor ma o sobie wysokie mniemanie:P

      Usuń
    3. Mam podobne wrażenie. Natomiast mogę polecić "Małe zbrodnie małżeńskie", przynajmniej wersję telewizyjną z Jandą i Fryczem.

      Usuń
    4. Może kiedyś. Janda z wiekiem robi się coraz bardziej nieznośna:P

      Usuń
    5. Ale nie ma jej w tv tak dużo, więc raz na jakiś czas można sobie zaaplikować dawkę. Dla mnie ona zawsze gra tak samo.;( Bez stanu bliskiego histerii ani rusz.

      Usuń
    6. Otototo, święte słowa, ale ja mam ostatnio obniżoną odporność na histerię:PP

      Usuń
    7. Czyli potrzeba Ci czegoś przesadnie wyrafinowanego.;)

      Usuń
    8. Nie, trzeba mi czegoś absolutnie niehisterycznego:P Wyrafinowane może być, swoją drogą, byle nie przesadnie, ja prosty człowiek jestem:))

      Usuń
    9. Raczej skromny niż prosty.;)

      Usuń
    10. Kokiet i pozer, a nie skromny:P

      Usuń
    11. ZWL, mów mi wuju! Razem stworzymy królestwo krygującego się chłopstwa :P

      Usuń
    12. Bazyl, wyobraziłem sobie, jak się krygujesz w różowej spódniczce baletowej. Wisisz mi ścierę do wytarcia monitora :DD

      Usuń
    13. A skąd Ci się ta spódniczka w ogóle wzięła, że tak, nader freudowsko, zapytam? :P
      PS. Może chodźmy na priv, bo siary Ani narobimy?? :D

      Usuń
    14. Zaraz siara!;) Jak się ktoś kryguje, to powinien robić ładnie dyg, a to w takiej spódniczce szczególnie słitaśnie wygląda.;)

      Usuń
    15. Czy któreś z Was pomyślało o przyrodzeniu? Czyżby miało być jak w tym dowcipie o panience, która staruszkowi powracającemu z pociągowej toalety zwraca uwagę, że mu COŚ wystaje z rozporka, a ten z werwą odpowiada:
      - COŚ??!! Drogie dziecko, to był kiedyś postrach Lubartowa!! :P

      Usuń
    16. Założyłbyś pod kieckę rajtuzy baletmistrza i po problemie.

      Kawał przedni.;)

      Usuń
    17. Kawał przedni:) A myśl ma podążyła tym samym torem, co u Ani. Dyg przy krygu niezbędny, a krynolina jakaś taka mniej poręczna:)) Ostatecznie nie musi być różowa, może być kostium czarnego łabędzia:P

      Usuń
    18. Czyli z ozdobą z piór na głowie;) Yes, yes, yes!

      Usuń
    19. Bardziej chodziło mi o cekiny na biuście:PP

      Usuń
    20. Mógłbym przytoczyć jeszcze wiele wiców, ale to po 23 :) A jeśli chodzi o dzisiejszy dzień, to lepszą opcją byłby kilt z jego tradycyjnymi walorami chłodniczymi :) W świętokrzyskim duchota niemożebna :(

      Usuń
    21. To wskakuj w kilt, tylko foty zrób:) A w stolycy też duchota okrutna:(

      Usuń
    22. Niestety najbliższe kratki metra, to u Ciebie. Bez niespodziewanych podmuchów z, zdjęcia nie będą miały ducha artyzmu :P

      Usuń
    23. Ma być burzowo, więc przy okazji może i wiatr zawieje.;)

      Usuń
    24. Kończmy ten dryf, bo dziś nie piątek przeca :D
      Zmykam pod prysznic :)

      Usuń
    25. Czyżbyś się spocił na samą myśl o kostiumie czarnego łabędzia? :P

      Usuń
    26. Rajtuzy i body tak ściśle przylegają do ciała, że na samą myśl robi się gorąco.;)

      Usuń
  3. Megalomania bije aż miło. Chyba nie chcę czytać całego wywiadu... Wystarczy mi cytat. A i to za długie ;-) Intelektualista ze spalonej biblioteki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Celnie powiedziane.;)Chociaż EES pewnie by powiedział, że zna po prostu swoją wartość.;)

      Usuń
  4. Ja EES nie czytam, bo to nie moja bajka. A ostatnio chodzi mi po głowie analiza porównawcza jego "Oskara .." i "Dwóch serc anioła" Widłaka ze względu na podobną tematykę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poproszę o tę analizę. Ostatnio na spotkaniu DKK mało nie wyszłam z siebie (i spotkania;)), bo większość tak się zachwycała Oskarem. Widłaka dopiero obadam.

      Usuń
    2. Z głębin Sieci wyszperałem stary wpis:
      Od czasu kiedy "Alchemik" zrobił kolosalną karierę, nie tylko w Polsce, ale również na świecie, namnożyło się, jak nie przymierzając królików w Australii, pisarzy "przypowieściowych". Nie wiem czym tłumaczyć wielką
      popularność tego rodzaju literatury. Czy tym, że ludziom nie chce się samodzielnie myśleć o ważnych sprawach, takich jak: życie, miłość, śmierć? Czy tym, że w dzisiejszych czasach, rzeczy ważne, a jednocześnie proste muszą być wykładane wprost, żeby czytelnik mógł je bez wysiłku przyswoić?
      Powiem wprost: daleki jestem od zachwytów krytyki i recenzji z uznanych pism. Oczekiwania z każdą stroną rozbijały się o fakt jaka książka jest. A jest nijaka. Schmitt przemawia ustami swego bohatera, nieuleczalnie chorego chłopca, któremu zostaje 12 dni życia. Przemawia w sposób, który mnie osobiście wydawał się zbyt "dorosły" jak na 10-latka, a jest, moim zdaniem, wynikiem wciśnięcia w usta małego chłopca "ważnych spraw". Ot wyglądało to tak, jakby Oskar mówił to co Schmittowi wydawało się, że on powiedziałby będąc w jego sytuacji. Wyszło sztucznie. "Oskar ..." to próba napompowania czytelnika optymizmem, zarażenia wiarą i przygotowania do spotkania z misterium śmierci. Próba, jak dla mnie, nieudana. Wiem jednak, że są ludzie, którym ten rodzaj literatury odpowiada. Jeśli lubisz przypowieści i nie boisz się tzw. "trudnych" tematów, ta 78-stronicowa książeczka jest dla Ciebie. Mnie jakoś tak niespecjalnie ;(

      Usuń
    3. Zgadzam się. Od siebie dodam, że przeszkadzał mi brak wyboru u czytelnika: rzecz jest tak napisana, że Oskarowi można tylko współczuć. A czy on np. nie mógł mieć jakiś wad? Nie lubię, jeśli autor zmusza czytelnika do wzruszania się, wolę być poruszana.

      Usuń
  5. Czytałam tylko te wczesne dzieła Schmitta, muszę sięgnąć po któreś z bardziej współczesnych. Boję się tylko, żeby nie poszedł za bardzo w stronę prozy typu Paulo Coelho!
    pozdrawiam i zapraszam na www.thehomoludens.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety również mam wrażenie (sądząc po streszczeniach i recenzjach), że EES zbacza w stronę Coelho.
      Z zaproszenia do odwiedzin skorzystałam, dziękuję.;)

      Usuń
  6. EES należy do tych pisarzy, których albo się lubi albo nie. Co gorsza, bardzo łatwo wrzucić go do szufladki z napisem "blee" albo "cacy" w zależności od tego, jaką jego książkę weźmiemy na pierwszy ogień- pierwsze spotkanie z prozą tego pana. Skojarzenie z Coelho słuszne, ale nie we wszystkich przypadkach, bo zbyt łatwo "skrzywdzimy" Francuza. Ja akurat go lubię, ale nie wielbię bezkrytycznie.
    Sporo (prawie wszystko)Schmitta przeczytałam więc mam jako takie rozeznanie i muszę przyznać, że jest dość nierówny. Przypowieści typu "Oscar...", czy "Zapasy z życiem" ( te ostatnie moim zdaniem wydane na szybko, na fali popularności, cienkie- i dosłownie i przenośnie) to rzeczywiście nie za bardzo, nie tędy droga rzekłabym. Natomiast "Przypadki Adolfa H." (czyli alternatywne życie Hitlera), czy opowiadania z tomu "Trucicielka" - całkiem całkiem. W końcu na piękne oczy nagrody Gouncourtów nie dają ;-)
    Przede mną "Kobieta w lustrze", ciekawa jestem co tym razem zaserwował EES.
    A, i trzeba uważać na zbiory opowiadań- wydawcy mieszają je i czasem myślimy , ze coś nowego, a tu parę kawałków stąd, parę stamtąd...
    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wyczerpujący komentarz - będę musiała zwrócić uwagę na jego opowiadania, może coś mnie zaskoczy.

      Usuń