sobota, 13 października 2012

Kolacja a la Vladislav Vančura

W opowiadaniu Vančury "Kapryśne lato" (1926) czas toczy się leniwie, głównie w pobliżu wody. Dużo tu rozmów i potyczek słownych prowadzonych w pięknym stylu, w czym nie przeszkadza nawet negliż. Na szczęście w miasteczku oprócz basenu są również gospody.;)


Pan Dura, major i ksiądz weszli do starej gospody pod Czternastoma Świętymi Pomocnikami i poczynali sobie wesoło.
- Jedzmy i pijmy - rzekł Hugo. - Dawać tu kolację! Tłusty ser, dziczyznę, drób, jagnięta, wszystko, co lęgnie się żywe, i wszystko, co lęgnie się z jaja. Dawać tu wszystko, co jadalne, wszystko, co opłetwione, i wszystkie gatunki ślimaków, które się spożywa w oświeconych krajach. Dawać to tutaj! Jest wieczór, ziemia się obróciła i tutaj obyczaj każe jeść.
- Majorze - rzekł kanonik - stał się pan obżartuchem czy gadułą? Chce pan błyskać zębami czy konceptem?
- Gdybym umiał pytlować językiem, nabrałbym wody w usta jak pan, księżuniu - odparł Hugo. - A zresztą, nie zmuszam kanonika, żeby rozpuszczał język, lepiej jedzmy!
(...)
- Co to, nie ma tu soli?
- A co z octem?
- Pamiętacie, jak za dawnych czasów soliliśmy grzanki ze smalcem?
- Ach, niestety!
- No i rozwiązały wam się, rozwiązały, te wasze języki cycerońskie, któreście chcieli trzymać na wodzy!
Major, Antoni i wielebny Roch jedli, popijając winem. Ryba w śmietanie, comber barani, miska szpinaku, sarni udziec z borówkami, chrzanik, zielona sałata, ciasto, łyk kompotu, owoce (niech to dunder, winogrona dotychczas nie dojrzały) i dziewięć gatunków sera.
- Płacić!
- Panie ober, zrób pan rachunek i nową butelkę. Tylko bez zbytniego pośpiechu, noszenie wina musi być radosnym obrzędem.*)


____________________________________________________________________

Vladislav Vančura "Kapryśne lato" tłum. Józef Waczków, Wyd. Agora 2011, s. 29


20 komentarzy:

  1. Za wszystkie gatunki ślimaków, które się spożywa w oświeconych krajach to ja raczej podziękuję, tudzież za jagnięta. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopisuję jeszcze jeden fragment, może coś się znajdzie.;)

      Usuń
    2. To ja poproszę miskę szpinaku i zestaw serów. :P Kompocik i owoce też mogą być.

      Usuń
    3. Proszę bardzo! Sery mogę jeść od rana do wieczora.:)

      Usuń
    4. Musimy się kiedyś spotkać przy desce z serami.;)

      Usuń
  2. Ja właśnie skończyłem Grillbar Galaktyka, gdzie poleca się ożylistka w skrofułach i smaczlistkę zaprawianą ortogrzybem:P Mimo tych nazw, podczas czytania stale byłem głodny, chociaż niekoniecznie na jelenika z Betelguzy. Ten comber z kompotem byłby akurat:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ożylistek, smaczlistka, ortogrzyb - boskie nazwy.;) Chyba też bym była głodna, pal licho wyobrażenia o daniach!

      Udziec z borówkami i chrzanem też przednie danie, aczkolwiek nie na noc.;) I dziewięć gatunków sera... Mniam.P

      Usuń
    2. Kossakowska wykazała się sporą wyobraźnią w dziedzinie kulinariów:PP Udziec nie na noc, ale wieczorem, doprawdy. Pewnie z kminkiem, więc wcale nie ciężkostrawny:D

      Usuń
    3. Z kminkiem? O tym dodatku nie pomyślałam, rzadko stosuję.

      Skoro Grillbar, to jadłospis trzeba było zawczasu starannie opracować.;)

      Usuń
  3. Błagam, przestańcie z tym sarnim udźcem! Natychmiast widzę pełne wyrzutu spojrzenie jelonka Bambi. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co on tam miał za udziec, rysunkowy taki:P

      Usuń
    2. To w ramach zemsty za pastwienie się psychiczne nade mną. :]

      Usuń
    3. OK, tym razem daruję sobie mięso.;)

      Usuń
  4. ech, miałam nadzieje na kawiarenkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kawiarence napisałam w komentarzu na Twoim blogu.;) Ale kto wie, może kiedyś coś popełnię na ten temat u siebie.
      Czeskie gospody też mogą być przyjemne.;)

      Usuń
  5. Widzę, że ostatnio poszłaś w literaturę czeską? Zazdraszczam bardzo; ja jak tak dalej pójdzie, będę miała problemy nawet z wykrzesaniem odrobiny czasu na czytanie gazet:(
    Menu natomiast jakieś całkiem nie czeskie: a gdzie knedliki? gdzie piwo? I ten sarni udziec z borówkami też mi się z nimi zupełnie nie kojarzy (z Bambim zresztą też nie, niech mi Lirael wybaczy)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, poszłam, zgadza się. To chyba będzie miesiąc czeski dla mnie.;)
      Opowiadanie powstało w 1926 r., może menu jest pozostałościami po kuchni austro-węgierskiej? Oprócz ślimaków i serów reszta do Austriaków mi pasuje.;)

      Usuń