wtorek, 2 października 2012

Sarny, karpie i odkurzacze

Rzadko się zdarza, żeby ekranizacja podobała mi się bardziej niż pierwowzór literacki, ale tym razem tak było. "Śmierć pięknych saren" Oty Pavla próbowałam już dwukrotnie, niestety sił starczało na jakieś kilkadziesiąt stron - książka nie była w stanie mnie wciągnąć. Co innego film Karela Kachyňy. Nie przeszkadzała mi ani średniej jakości kopia, ani kiepski lektor wyprzedzający czasem kwestie aktorów.


Oto bowiem główny bohater, ojciec synom i mąż potulnej żonie, postanawia, że zostanie najlepszym obwoźnym sprzedawcą odkurzaczy, a w rezultacie, niejako w nagrodę, zdobędzie "twierdzę" dyrektorowej. Do zadania zabiera się metodycznie, nie powstrzymają go ani chłopi mało wyrozumiali dla jakichkolwiek wynalazków, ani namiętne gospodynie, ani krewcy oficerowie zazdrośni o swoje kochanki. Na drodze do sukcesu zdarzają się i poważniejsze wpadki, któż w końcu choć raz w życiu nie dokonał nietrafionej inwestycji w postaci zakupu rzekomo zarybionego stawu. Tatko wychodzi jednak z opresji bez szwanku, kłopoty zaczynają się w chwili, gdy okazuje się, że ma niewłaściwe pochodzenie, za długi nos oraz zbyt duże i czarne oczy. Coś, co mogło uchodzić za komedię, przeradza się niepostrzeżenie w prawdziwy dramat.


Ekranizacja Kachyňy (1987) bez problemu wytrzymuje konkurencję z najlepszymi produkcjami starej szkoły filmu czeskiego. W "Śmierci pięknych saren" znajdziemy i humor, i zrozumienie dla ludzkich słabości, czyli elementy, za które szczególnie lubimy kino czeskie. Do tego dochodzi dobrze opowiedziana historia z barwnym bohaterem i miejscem na refleksję. Film jest na tyle świetny, że przyjdzie się chyba przeprosić z książką.


************************************
Śmierć pięknych saren (1987)

reżyseria: Karel Kachyňa
scenariusz wg książki Pavla Oty: Karel Kachyňa
obsada: Jan Jirásek, Dana Vlková, Karel Heřmánek, Valérie Čižmárová, Marta Vančurová, Zdeněk Dítě, Jan Přeučil

więcej informacji o filmie tutaj


23 komentarze:

  1. Widziałam tę książkę w kolekcji literatury czeskiej, która nie tak dawno temu wydała Gazeta Wyborcza. Na okładce jest bardzo zachęcająca recenzja Mariusza Szczygła, więc wyobrażałam sobie, że to świetna książka. Sama nie miałam okazji się jeszcze przekonać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, GW wydała tę książkę w czeskim cyklu. Niestety jak dotąd nie rozumiem zachwytu Szczygła, ale może po filmie będzie mi się łatwiej czytało.;) Do trzech razy sztuka.

      Usuń
  2. "Śmierć" rekomendowała niegdyś Małgorzata Musierowicz, chociaż jej opisy jakoś mnie nie zachęcały. za to Ota Pavel myli mi się nieustannie z Otą Hofmanem, autorem psychodelicznej książeczki o Panu Tau:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że książka ma wielu zwolenników, więc pewnie coś w niej jest.;)
      Mnie Ota Pavel myli się czasem z Otą Filipem, choć to chyba pomniejszy pisarz. A Pana Tau znam tylko z serialu dla dzieci - dziwny był.;)

      Usuń
    2. Książka to już w ogóle hardkor:P

      Usuń
    3. Skoro tak mówisz, to może chociaż zajrzę.;)

      Usuń
  3. Zdziwiłam się Twoimi problemami ze "Śmiercią pięknych saren" w wersji pisanej. Mariusz Szczygieł faktycznie bardzo tę książkę zachwala - pisząc wręcz, że rozdaje ją wszem i wobec w prezentach, i każdy, nawet dotąd nieczytający, popada w zachwyt. Ja nastawiłam się już psychicznie na tę lekturę, zwłaszcza odkąd przeczytałam fragment "Praskiego elementarza" Kaczorowskiego na temat Oty Pavla. Teraz jednak nie wiem: bać się, czy nie?:)
    A czeskie filmy to ja zawsze i wszędzie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama byłam zdziwiona tymi problemami z książką. Ja nawet nic przeciw łowieniu ryb nie mam.;) Tutoczyła się rozmowa na temat "Śmierci...", może Cię uspokoi.;)
      A teraz nie dość, że będę musiała do Pavla wrócić, to jeszcze podrzuciłaś mi Kaczorowskiego - życia nie starczy.;)
      Czeskie filmy też b. lubię, i te zabawne, i te poważne.

      Usuń
  4. Dziękuję za link; zerknęłam, ale przeczytam dopiero po lekturze. Tylko kiedy i gdzie ją upchnę? Zamierzałam zmieścić się w tym roku, ale nie wiem, naprawdę nie wiem, zwłaszcza że moje życie zawodowe coś nie rozumie się z planami czytelniczymi:(
    Za Kaczorowskiego w związku z powyższym bardzo przepraszam, ale wydaje mi się, że warto (choć sama też całości nie przeczytałam, tylko kilka esejów).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty, nie ma za co przepraszać, to ja Ci dziękuję za przypomnienie o książce Kaczorowskiego.;) Skoro jest m.in. o OP, to na pewno kiedyś po nią sięgnę.
      Życie zawodowe rzadko chyba rozumie się z planami czytelniczymi, zresztą molom książkowym na ogół brakuje czasu na lekturę, w końcu tyle tego kwiecia na świecie.;)

      Usuń
  5. Niedawno dostałam na dvd, a że nie mam książki, więc nie będę się zastanawiać, czy obejrzeć przed czy po czytaniu, po prostu sobie wkrótce zapodam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I koniecznie napisz później, czy się podobało. Ale wierzę, że film spodoba się wszystkim lubiącym czeskie kino.;)

      Usuń
  6. O, a ja właśnie się książką zachwyciłam. To jedna z ulubionych książek Mariusza Szczygła :) A film jeszcze przede mną, mam to wydanie z Gazety Wyborczej, ale do tej pory nie obejrzałam, bo się boję konfrontacji literatury i filmu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym zaryzykowała seans, kiedyś ekranizacje były lepsze niż obecnie. Nie ma tu efektów specjalnych itp., jest za to prawdziwie ludzka historia. Daj szansę Kachynie.;)

      Usuń
  7. Mnie Ota kojarzy się smutno i dramatycznie z piosenką Andrzeja Garczarka "Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał".
    Nie czytałam i nie oglądałam "Śmierci pięknych saren", ale przypuszczam, że komizm Oty jest szczególny, bo mając nawet minimalną wiedzę o autorze, czytelnik/widz jest świadomy, że tak naprawdę to była ucieczka przed koszmarem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, nie sposób zapomnieć o okolicznościach powstania książki. Dla mnie to był raczej uśmiech niż śmiech.

      Usuń
  8. Miałam dokładnie tak samo i chyba dzięki filmowi tak naprawdę zrozumiałam przesłanie książki. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się coraz bardziej zmotywowana do przeczytania książki.;) Dzięki za pocieszenie.

      Usuń
  9. Czytałam i podobało mi się bardzo. Chociaż zdarzą ją się gorsze (czytaj: nudne) fragmenty. Film również widziałam. I jak dla mnie literatura górą.
    a odnośnie Czech to naszła mnie ostatnio taka refleksja, że w sumie to jest tak naród, który my Polacy postrzegamy chyba najbardziej stereotypowo. Że niby śmieszny język, dystans do świata etc. A tu jakie było moje zaskoczenie, gdy dowiedziałam się że u nich czarny nacjonalizm ma się całkiem nieźle np. bardzo "źle" sobie poczynają z Cyganami. Ale to już inna historia.

    A z czeskiej lit. to mam zaległości jeszcze w Szwejku :)

    Moc pozdrowień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stereotypowo - na pewno. Ja mam ponadto wrażenie, że Polacy patrzą z wyższością na Czechów, bo podczas zawirowań historycznych zachowywali się zupełnie inaczej niż my.;(
      O tym, że bywają niepoprawni "politycznie", też słyszałam. Ciekawe zjawisko.

      Usuń