środa, 5 grudnia 2012

Biografia Jarosława Iwaszkiewicza

O pierwszym tomie biografii Jarosława Iwaszkiewicza można mówić długo, na dodatek wyłącznie dobrze. Romaniuk podszedł do zadania z rzetelnością i – mam wrażenie – z pasją, dzięki czemu otrzymujemy do rąk interesującą książkę o nie mniej interesującym człowieku. Właśnie: człowieku, bo główny bohater to przecież nie tylko literat całkowicie oddany pisaniu, ale osoba, której wszystko, co ludzkie, nie było obce.


W biografii uderza przede wszystkim bliski i stały kontakt Iwaszkiewicza ze sztuką. Od najmłodszych lat był wręcz zanurzony w kulturze: za sprawą ojca, który prenumerował prasę i tworzył domową bibliotekę oraz matki melomanki, całkiem nieźle grywającej na fortepianie. Do tego wspólne, głośne lektury, rodzinne przedstawienia i pierwsze próby literackie małego Jarosława. Nie bez znaczenia pozostawało powinowactwo z Szymanowskimi, dające możliwość otarcia się o środowisko prawdziwych artystów.

Jarosław Iwaszkiewicz (1897)

W przypadku Iwaszkiewicza przysłowie o skorupce nasiąkniętej za młodu sprawdziło się: gdziekolwiek mieszkał i przebywał, śledził na bieżąco wydarzenia kulturalne: wystawy, koncerty, spotkania literackie. Co więcej, sam próbował sił w muzyce i teatrze, na szczęście dla literatury – bez większego powodzenia. Bliski kontakt ze sztuką okazał się najwyraźniej bardzo pomocny w dorosłym życiu, kiedy Iwaszkiewicz zawodowo i prywatnie często bywał za granicą. Można odnieść wrażenie, że nie tylko wchodził w ten świat bez kompleksów, ale korzystał z niego garściami. Chciałoby się powiedzieć: prawdziwy Europejczyk.

Jarosław Iwaszkiewicz (1914)

Inna rzecz, która zwraca uwagę podczas lektury, to uczuciowość pisarza. Czy mowa o bliskich przyjaciołach, o rodzinie czy wreszcie o partnerach, u Iwaszkiewicza widać ogromne przywiązanie i zaangażowanie. To człowiek, który mocno przeżywa rodzinne dramaty, martwi się losem kolegów i niejednokrotnie wykazuje troskę także o podwładnych. W obliczu katastrof objawia się jeszcze jedna istotna cecha charakteru Iwaszkiewicza: zaradność.

Jarosław Iwaszkiewicz w Pradze (1928)

Romaniuk poświęca naturalnie dużo uwagi samej twórczości swego bohatera, który bez względu na okoliczności zawsze nad czymś pracował. Wydarzenia z życia bardzo często znajdowały zresztą odzwierciedlenie w utworach literackich, co w biografii zostało zgrabnie pokazane. I bodaj to w książce Romaniuka podobało mi się najbardziej: równowaga w pokazaniu Iwaszkiewicza i jako twórcy, i człowieka. Nie trzeba biegle znać jego dzieł, aby czytać „Inne życie” z przyjemnością. Polecam bez wahania.

____________________________________________________________________________________

Radosław Romaniuk „Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza” t. 1, Wyd. Iskry, Warszawa 2012
____________________________________________________________________________________

32 komentarze:

  1. A prezenty gwiazdkowe już zamówione:((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jakiś aneks do listu do św. Mikołaja?;)

      Usuń
    2. Niestety, Mikołaj wyczerpał budżet:(

      Usuń
    3. A do urodzin, zdaje się, daleko?
      Założę się, że za jakieś 2-3 miesiące książkę będzie można kupić z dużym rabatem.;)

      Usuń
    4. Bardzo daleko:( Ale liczę na okazyjne pakiety z całości, chociaż drugiego tomu chyba jeszcze nie ma?

      Usuń
    5. Drugi tom ma się ukazać podobno dopiero w 2014 r.:(

      Usuń
    6. No to nie wiem, czy wyprzedadzą pierwszy tom przed ukazaniem się drugiego.

      Usuń
    7. Myślę, że do 2014 r. cena pierwszego tomu na pewno spadnie. U nas to raczej normalne. Biografia Kapuścińskiego trafiała się w promocjach nawet w po 10 zł.;(

      Usuń
    8. Iskry rzadko się trafiają w koszach wyprzedażowych obok biografii RK. Swego czasu nawet za 9,90 się nie skusiłem, a teraz zaczynam żałować.

      Usuń
    9. Moim zdaniem jest czego żałować.;(

      Usuń
  2. Zawsze interesowało mnie zderzenie dwóch postaw Iwaszkiewicza, tej z okresu wojny i tej powojennej. Na ile jego serwilizm wynikał z chęci zrobienia kariery? ale rozumiem, że o tym będzie w drugim tomie :-) Druga sprawa, to relacje z żoną (zwłaszcza jej odczucia), która była przecież świadoma jego preferencji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że Iwaszkiewicz miał już pozycję wyrobioną przed wojną, więc nie musiał wpraszać się w łaski władzy. Na pewno czerpał korzyści z takich układów, ale dla kolegów literatów raczej też udawało mu się coś załatwić.
      Co do relacji z żoną, po kilku lekturach utwierdzam się w przekonaniu, że był to związek wyjątkowo tolerancyjny, ale i bliski. Pokrewieństwo duchowe było tu chyba decydujące. Z biografii wynika, że wg niepisanej umowy małżonka pomijała milczeniem przyjaźnie męża, ten natomiast starał się być b. dyskretny.

      Usuń
    2. Bardziej chodziło mi o to, czy Romaniuk zajmuje się tym, co kryło się za milczeniem Anny, bo może Iwaszkiewicz i był "dyskretny" tyle, że wszyscy wiedzieli o jego przyjaciołach, a nie chce mi się wierzyć, że było to jej obojętne. Co do relacji w władzami, nie wiem czy był świadom jak odbierany jest przez kolegów-literatów, a motyw strachu też mi jakoś nie pasuje bo przecież w czasie wojny znacznie więcej ryzykował pomagając ludziom niż po wojnie gdyby nie opowiedział się za nowym porządkiem.

      Usuń
    3. Niestety Romaniuk nie zajmuje się milczeniem Anny, choć czytelnik może kilku powodów się domyślać. Niemniej w przypadku tak religijnej osoby jak AI, tolerowanie sodomii zaskakuje.

      Myślę, że Iwaszkiewicz był świadomy tego, jak odbierają go koledzy, bo przejmował się nawet tym, że ponoć (wg Andrzejewskiego) w pewnym momencie zaczął brzydnąć.;) O strachu nic nie wiem, też nie wierzę, aby to był powód tego aliansu. Podejrzewam, że mogła mu odpowiadać pozycja oraz korzyści finansowe, w końcu utrzymanie Stawiska kosztowało, a rodzina była dość wymagająca.;(

      Usuń
  3. Zdjęcie z 1914 roku po prostu boskie, nie tylko ze względu na pieska, ale i kapelusik, że nie wspomnę o niesfornym kosmyku. :)
    Co do tolerancji Anny mam podobne wątpliwości jak Marlow. Posunęłabym się nawet dalej: zastanawiam się, czy te ekscesy Iwaszkiewicza nie wpływały na rozwój jej choroby psychicznej.
    Opiekuńczość i zaradność Iwaszkiewicza ujawniły się też w czasie wojny, kiedy opiekował się młodymi poetami. Nawet jeśli nie do końca bezinteresownie, na pewno to też świadczy o jego szlachetnej naturze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewałam, że takiej miłośniczce psin jak Ty, Niels (tak się wabił) przypadnie du gustu. A i kostium JI pierwsza klasa.;)
      To jest właśnie jeden z mitów: orientacja seksualna JI miała jakoby doprowadzić Annę do choroby. Prawda jest taka, że Anna była prawdopodobnie obciążona genetycznie, jeśli chodzi o zdrowie psychiczne. Źle znosiła ciąże i chyba także macierzyństwo. W różnych źródłach sugeruje się, że sama również miała epizod homoseksualny. Z tego, co dotąd czytałam, wynika, że była przede wszystkim b. wrażliwa i nieco oderwana od rzeczywistości.

      Usuń
    2. Nie chodziło mi o homoseksualizm, a o zdrady w ogóle. Skoro była osobą wrażliwą, przypuszczalnie nie znosiła ich ze stoickim spokojem, ale ja opieram się tylko na gdybaniu. :) Ciekawe pod tym względem są na pewno listy Iwaszkiewiczów.

      Usuń
    3. Otóż to - najlepiej sprawdzić, czy Iwaszkiewiczowa coś na ten temat pisała. Jej dziennik także może coś powiedzieć, o ile nie został poddany cenzurze. W każdym razie JI żalił się, że to właśnie jego obarcza się winą za chorobę żony, a wersję tę propagowała rodzina Anny, bardzo mu niechętna (do czasu, kiedy uratował Stawisko od bankructwa).

      Usuń
    4. Cierkawe, że podobne dyskusje prowadzi się również na temat pary Fitzgeraldów : wiele osób oskarża Scotta o doprowadzenie do choroby psychicznej Zeldy (choć jest również druga opcja, głosząca, że to schizofrenia Zeldy jest odpowiedzialna za alkoholizm Scotta).

      Jak było naprawdę pewnie nie dowiemy się nigdy, jeśli założyć, że historia to kłamstwa zwycięzców i złudzenia pokonanych :)

      Usuń
    5. Wydaje mi się, że doprawdy trudno jest doprowadzić drugą osobę do poważnej choroby psychicznej. Nie bez znaczenia była tu słaba konstrukcja psychiczna wspomnianych pań. A chętni do obwiniania zawsze się znajdą.;(

      Usuń
  4. Jeśli polecasz bez wahania, to ja pewnie bez wahania sięgnę. Kiedyś. Może jak się ukaże kolejny tom? Na razie przymierzam się do lektury samego Iwaszkiewicza - mam już na nocnej półce "Opowiadania muzyczne" (to wszystko przez Ishiguro; postanowiłam porównać coś z "Nokturnami").
    A ponieważ na temat tej biografii czytałam niewiele, to napisz proszę, jaki przedział czasowy obejmuje pierwszy tom? Czy też może autor zastosował inne kryterium podziału części niż czasowe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Opowiadania muzyczne"? Porównanie z Ishiguro to ciekawy pomysł. Będę śledzić Twoje wrażenia, sama też już sobie obiecałam, że koniec z czytaniem o życiu JI, pora na jego twórczość.
      Biografia zaczyna się opowieścią o rodzicach Iwaszkiewicza, a kończy w ostatnich dnia sierpnia 1939 r. Zaskoczyła mnie ilość zdjęć z młodych lat JI oraz ilość informacji. Chociaż może nie powinnam się dziwić, Iwaszkiewicz w końcu sam dużo pisał o przodkach i dzieciństwie.

      Usuń
    2. Czyli: zważywszy na taki przedział czasowy, na razie było prosto, a prawdziwe schody w opisywaniu życia Iwaszkiewicza dopiero się zaczną. Ciekawe, jak autor sobie poradzi.
      Ja wokół Iwaszkiewicza krążę już długo i jakoś nie mogę się zabrać, dlatego wymyśliłam właśnie te opowiadania, jako formę, którą lubię najbardziej. Myślę, że w styczniu powinnam je przeczytać, tak w każdym razie mówi mi mój napięty grafik:)

      Usuń
    3. Wydaje mi się, że autor mógł mieć problem z pisaniem o partnerach Iwaszkiewicza, bo chyba nie jest łatwo znaleźć złoty środek i pisać z dyskrecją, ale prawdziwie. Tych dłuższych związków było kilka, ale w kobietach JI też się durzył w czasach wczesnej młodości.;)

      Ja również jestem ciekawa ciągu dalszego. Już teraz można podać jedno usprawiedliwienie postawy biernej wobec władzy: bolesne doświadczenia ojca i stryja wyniesione z Powstania styczniowego. Naturalnie JI był więcej niż bierny wobec władz PRL-u, ale można zrozumieć jego niechęć do działań opozycyjnych.
      Napięty grafik? Mój jest niezwykle płynny, wciąż się zmienia.;) Ale opowiadania kuszą, bardzo. Może powtórzę sobie "Panny z Wilka" na początek. Miło wiedzieć, że Ty także lubisz opowiadania.

      Usuń
  5. brzmi więcej niż dobrze. teraz żałuję, że się rzuciłam na Pra zamiast zaczekać na coś tak solidnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja bardzo jestem ciekawa Twojej opinii o Pra. Jak zauważył kolega na spotkaniu DKK, Jarosława jest w książce Włodek mało.;(

      Usuń
  6. A mnie bardzo kuszą dzienniki Iwaszkiewicza, ale patrząc na ilość literatury dziennikowo-listowej piętrzącej się na przysłowiowym nocnym stoliku, nie uda mi się prędko za nie zabrać :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzienników i korespondencji jest u nas zatrzęsienie.;) Czy w UK te gatunki literackie też przeżywają renesans?
      Zaglądam do środkowego tomu (pierwszy czytałam kilka lat temu) i jest ciekawie. Ale pora chyba odpocząć od Iwaszkiewicza.;)

      Usuń
    2. Tutaj ten gatunek chyba zawsze był dobrze reprezentowany, biografii i wspomnień jest naprawdę sporo. Na dodatek wydaje się, że rynek jest nienasycony, gdyż ciągle pojawiają się nowe pozycje na temat tych samych osób. I nie mówię tutaj tylko o pseudo biografiach celebryckich, których przed gwiazdką jest zatrzęsienie, ale też o porządnych biografiach literackich. Weżmy na przykład Nancy Mitford: biografia w 1974, w 1984 (rodzinna), w 1985, w 2001 (o Nancy i jej siostrach), w 2003, i teraz ukazała sie nowa książka o jej romansie z Gastonem Palewskim. Do wyboru do koloru :)

      Usuń
    3. Czyli jesteśmy lekko opóźnieni.;) Może to i lepiej, że mam daleko do Londynu, byłabym zagrożona bankructwem.;) Z Iwaszkiewiczem teraz jest u nas podobnie jak w UK z Mitford, zdecydowanie na fali. Nie wiem, czy ktoś inny doczekał się ostatnio tylu publikacji. To pozytywne, może zaczniemy czytać też jego utwory.;)

      Usuń
    4. Może i jesteśmy nieco opóźnieni, ale takie nadrabianie zaległości też jest miłe (niekoniecznie dla portfela, ale ogółem jednak miłe). :)

      Usuń
    5. Miłe, oczywiście. Najlepszym przykładem jest Twoje poznawanie Gombrowicza z różnych stron.;)

      Usuń