sobota, 12 lipca 2014

Odpowiednie nastawienie

Zawsze miałam w głowie, że to, co człowiek robi, powinien polubić. Zwłaszcza gdy sytuacja jest nie do zmiany. Mam sytuację przymusową i nie ma innego wyjścia. Wyrzucałam z głowy rzeczy nieprzyjemne, nie rozmyślałam, mówiłam: „To jutro…”. Zapewniam pana – ta metoda daje efekty. Moje życie potwierdziło, że to jedyny sposób, żeby uchronić się przed nieszczęściem. […] W każdej sytuacji znaleźć swoje miejsce, odkryć, że to, co nas spotyka, nie jest złe. Przeżyć można tylko dzięki odpowiedniemu nastawieniu. Trzeba mocno popracować nad sobą. [s.10]

Wywiad z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską to lekcja historii i mini-poradnik życia w jednym, a powiedzieć, że rozmówczyni Dariusza Zaborka jest osobą niezwykłą, to nic nie powiedzieć. Gdyby większość z nas przejawiała tyle energii, hartu ducha i optymizmu co ta emerytowana dziewięćdziesięciotrzyletnia lekarka, bylibyśmy wspaniałym społeczeństwem.


Popijając whisky albo koniak, pani Alicja ze swadą opowiada o dramatycznym dzieciństwie, działalności w konspiracji, kilkuletnim pobycie w obozie Ravensbrück, zdobywaniu zawodu po wojnie oraz życiu osobistym. Do bolesnych tematów podchodzi zawsze racjonalnie, często dowcipkuje, rzeczy nazywa po imieniu. Jest osobą bardzo nowoczesną, co daje się zauważyć na przykład w rozmowie o małżeństwie i wychowywaniu dzieci; jest też otwarta, na mój gust chwilami nawet za bardzo. Najbardziej zaskakują opowieści o Ravensbrück, a dokładniej ich ton nie tylko pozbawiony nuty martyrologicznej, ale niemal pogodny. Bohaterka wywiadu skupia się bowiem za każdym razem na pozytywnych aspektach sprawy, sztukę dopatrywania się plusów w najtrudniejszych sytuacjach opanowała do perfekcji.

Najlepiej przekonać się o tym osobiście, sięgając po książkę. „Czesałam ciepłe króliki” to lektura wciągająca i pouczająca, na zachętę przytaczam garść cytatów:

o tym, czym był dla Alicji Gawlikowskiej-Świerczyńskiej obóz koncentracyjny:
Miejscem odosobnienia. Z różnymi szykanami. Że trzeba było codziennie rano wstać o czwartej, że było zimno, bo nie było opalane i człowiek marzł. Ale mówić: „Byłam w piekle"? Ja wolę mówić inaczej. Można opowiedzieć, że było trudno, że człowiek ciężko pracował. Obóz nie był przyjemnością, jednak z tą nieprzyjemnością trzeba było walczyć. Było ciężko, lecz unikam tragizujących opisów. Wiem, że niektóre kobiety bardzo cierpiały. A ja mówiłam: „A skąd. Nie. Nie. Nie. Na złość Niemcom ja muszę przeżyć". Zawsze miałam chęć zaprzeczenia temu wszystkiemu. [s. 86]
o obojętnieniu na drastyczne sceny i widoki:
Człowiek obojętnieje. Na wszystko można zobojętnieć, do wszystkiego można się przyzwyczaić. I nie można inaczej. Bo gdybym siedziała i tak sobie uzmysławiała, że w krematorium palą się ludzie, to powoli by mnie to zabiło. A ja tylko myślałam, żeby mieć co zjeść, żeby się w coś ubrać żeby nie zmarznąć, nie zamarznąć, nie zarazić się i móc się przespać. Przecież nie rozmyślałam wiecznie, jak mną tu pomiatają. Trzeba było pomyśleć, jak się wykręcić, jak się schować, jak coś wykombinować. [s. 95]
o leczeniu i chorowaniu:
Niestety niektórzy lekarze traktują pracę tak, jakby byli ekspedientami w sklepie, i to kiepskimi, bo tylko czekają, żeby pacjent się odczepił. Tak nie można, bo choroba przede wszystkim jest w głowie. Skłonność do pewnych dolegliwości jest w głowie. Nastawienie do leczenia też jest w głowie. Wszystko od tego się zaczyna i jak to się dalej potoczy, zależy od podejścia lekarza. Nie zawsze jest łatwo, ale można i ja się o tym w życiu przekonałam. [s. 146]
o dbałości o wygląd:
Niech mi mówi, co kto chce: duch duchem, ale wygląd jest ważny. Sprawia, że człowiek jest dla otoczenia milszy, wzbudza większe zaufanie. Te zewnętrzne sprawy działają optycznie. Ludzie ładnie wyeksponowani zewnętrznie łatwiejsi są do kontaktu. Zaniedbany nie daje łatwości zbliżenia. Człowiek, który nie dba o wygląd, ma w charakterze coś niekorzystnego, coś tu jest nie tak. Nie przepadam za obdartusami. [s. 189]

Wywiad z bohaterką wywiadu przeczytać można TU.

_____________________________________________________________________________
Dariusz Zaborek, Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską
Wyd. Czarne, Wołowiec 2014

31 komentarzy:

  1. Zaczęłam czytać i od razu przypomniał mi się wywiad, który kiedyś czytałam, z kobietą po Ravensbruck, która zaimponowała mi niesłychanie tym, że mimo swego wieku wstaje codziennie raniutko i nie siada do śniadania, zanim się nie umyje i nie ubierze. Potrafi trzymać fason. A ja... szkoda gadać... sobota i niedziela, jeśli nigdzie nie wychodzę, to piżama i leniwe snucie się po domu... Czytam dalej, dochodzę do linka do wywiadu - a to właśnie ta pani!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może na starość Ci się odmieni?:) Znam sporo starszych osób, które bardzo się mobilizują i właśnie starannie się ubierają, wychodzą gdzieś, spotykają się - byle nie zardzewieć.;) Inna rzecz, że tzw. przedwojenny materiał to zupełnie inny typ człowieka, takie mam wrażenie.

      Usuń
  2. "Bo gdybym siedziała i tak sobie uzmysławiała, że w krematorium palą się ludzie, to powoli by mnie to zabiło. A ja tylko myślałam, żeby mieć co zjeść, żeby się w coś ubrać żeby nie zmarznąć, nie zamarznąć, nie zarazić się i móc się przespać" - i to wydaje się słusznym podejściem, chociaż niewiele osób się do niego przyznawało. Lepiej widziane było jednak uderzane w górnolotne tony, dlatego np. zszokowało mnie w młodości podejście Grzesiuka, który reprezentował podobną postawę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AGŚ mówi o tym często i ma wręcz alergię na koleżanki, które stawiają się w roli ofiar. Ale też podkreśla, że Polki były tą lepszą grupą w obozie, bo były np. czystsze od Francuzek (tu się zdziwiłam), bardziej dziarskie i dumne. A to podobno (plus zadbany wgląd) miało znaczenie w oczach Niemców.
      Arcyciekawe, nawet jeśli czytało się Borowskiego i Grzesiuka.

      Usuń
    2. A z tymi Francuzami to coś jest na rzeczy, bo i Borowski, i Grzesiuk, o ile pamiętam, też uważali ich za brudasów. Zdaje się, że cywilizacyjna skorupka opadała z nich bardzo szybko.

      Usuń
    3. Najwyraźniej opadła. Gawlikowska-Świerczyńska tłumaczy to lenistwem - Francuzki nie chciały się myć w zimnej wodzie, ani prać odzieży w takowej. Zaskakujące, zwłaszcza jeśli wiadomo, że pobyt może potrwać długo.

      Usuń
    4. Polacy zawsze mieli pod górkę, to przywykli do trudności, reszta świata zaś prezentowała mięczakowatość.

      Usuń
    5. Otóż to. Chociaż arystokracja polska też się nie popisała, bo jedna z nich zapytała w obozie: i kto mnie teraz będzie rozbierał?:(

      Usuń
    6. Arystokracja gorsza od Francuzów :P

      Usuń
    7. Choć trzeba przyznać, że pani Alicja nie piętnuje "księżnej" - raczej tłumaczy, że po prostu była to specyficzna grupa społeczna, nawykła od wieków do innych warunków i innego traktowania.

      Usuń
    8. W sumie, co księżna winna...

      Usuń
  3. Bardzo piękna postawa i sama bym tak chciała. A zdarza mi się jak przedmówczyni takie rozmemłanie :( a zdarza się użalanie nad sobą, choć czym są moje problemy w porównaniu z tymi, które były udziałem tej pani. Ale staram się bardzo, aby w każdej sytuacji znajdować coś pozytywnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w domu użalanie się nad sobą było tępione, więc łatwiej mi się zebrać do kupy. A i lektura "Pollyanny" zrobiła swoje.;)
      W przypadku poważnych kłopotów na pewno trudno czasem znaleźć pozytywne strony, ale próbować warto. Nie dajmy się.;)

      Usuń
  4. Wydaje mi się, że to podobna osobowość,co Pani Danuta Szaflarska, która mnie urzekła pogodą ducha i niesamowitą wiarą w ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że chyba tak? Gawlikowska-Świerczyńska wierzy przede wszystkim w siebie, bo o innych różne miewa zdanie, ale pogody ducha można jej tylko zazdrościć. Taki typ wańki-wstańki.

      Usuń
  5. Aniu, czy w książce jest więcej informacji o Mai Berezowskiej i Marii Hiszpańskiej niż w wywiadzie? Obie znakomite ilustratorki; wiedziałam, że były razem w Ravensbruck i zwróciło moją uwagę, jak odmiennie to wpłynęło na każdą z nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to chyba jedyne napomknięcie o obu paniach.;(
      Rzeczywiście pobyt w obozie różnie wpływał na więźniarki, zupełnie inną opowieścią jest np. historia Mileny Jasenskiej - inny świat.

      Usuń
  6. Sama nie lubię rozmemłania i użalania się nad sobą, drażnią mnie postawy ofiary, życiowej sieroty, mdlejącej mimozy i, podobnie jak pani Alicja uważam, że w najtrudniejszych warunkach trzeba zachować przede wszystkim dumę i godność, nie wolno dać się złamać. Można tak sobie teoretyzować, ale wywiad z panią Alicją dobitnie wskazuje, że jednak da się, że trzeba się starać, aby potem, po wszystkim nie myśleć o sobie z obrzydzeniem. Dzielna, mądra kobieta! Bardzo przypomina mi Karolinę Lanckorońską czy Marię Tarnowską. Masz rację, Anno, z tym "przedwojennym materiałem".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się z Tobą zgadzam, z jednym zastrzeżeniem: trudno jest zachować taką postawę, jeśli w rachubę wchodzi np. życie dziecka. Ale próbować trzeba, na pewno. W podobnym duchu odnośnie zachowywania godności wypowiadała się J. Staniszkis w książkowym wywiadzie, bardzo mi się to spodobało. Życiorys ma co prawda inny niż p. Alicja, ale miała kilka trudnych sytuacji w życiu. Nic tylko się uczyć.;)

      Usuń
    2. Pamiętam, jak jedna z bohaterek "Onych" Torańskiej, chyba Celina Budzyńska, mówiła, że dwóch rzeczy trzeba przestrzegać, jeżeli chce się przeżyć w więzieniu lub w obozie: nie wolno dać się zdegradować intelektualnie i należy myć się w każdej sytuacji.
      Warto wiedzieć, może się przydać :)

      Usuń
    3. W zdrowym ciele zdrowy duch.;) A tak na serio: dbałość o higienę w trudnych warunkach świadczy o mobilizacji sił, co z kolei na pewno oddziałuje również na psychikę. W skrócie: trzeba trzymać gardę.;)

      Usuń
  7. Zachęciłaś mnie swoja recenzją, taka optymistyczna książka z bohaterka pełna energii to wspaniała lektura, która na pewno pozwoli popatrzeć na świat z innej perspektywy. Szkoda życia na narzekanie i gorycz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest bardzo optymistyczna: mimo że połowa dotyczy przeżyć wojennych i obozowych, nie jest to lektura bolesna. Tak jak piszesz, pozwala spojrzeć na świat z innej perspektywy. Zdecydowanie warta przeczytania.

      Usuń
  8. Podziwiam panią Alicję, że pomimo takich przeżyć potrafiła spojrzeć na życie z optymizmem, chętnie zapoznam się z całym wywiadem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też podziwiam i zazdroszczę hartu ducha, bo nie wiem, czy byłabym w stanie postępować tak jak ona. Wywiad jak najbardziej godny polecenia.

      Usuń
  9. Nie wiem czy słowo jest adekwatne, ale lubię czytać wspomnienia bądź refleksje osób, które były więźniami obozów koncentracyjnych. Szczególnie jeśli jest to persona obdarzona literacką wrażliwością, potrafiąca wyłuskać wszelkie niuanse rzeczywistości. Hart ducha bijący od ludzi, którzy przetrwali wszystkie te obozowy okropności i wbrew wszystkiemu nie załamali się jest wręcz oślepiający. Bardzo jestem ciekaw tego mini-poradnika, tym bardziej, że pani Alicja ma taki piękny wyraz twarzy, na którym maluje się zaduma, ale i kącikach ust czai się chyba ironiczny uśmiech.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne odczucia co do fotografii z okładki.;)
      Poradnik to przenośnia, ale po przeczytaniu tego wywiadu miałam nieodparte wrażenie, że od jego bohaterki można wiele się nauczyć. W zasadzie prostych rzeczy, ale takich, które zawsze i wszystkim przydadzą się w życiu.
      Gorąco zachęcam do lektury, bo wspomnienia AGŚ z obozu są inne niż wszystkie i to nie jest slogan.;)

      Usuń
  10. Pani taka nowoczesna w jednym, a staroświecka w innych tematach. Łatwo mówić osobie, która pochodziła z arystokracji i trafiła do lżejszego obozu, jakim był Ravensbruck. Naśmiewanie się, że ktoś mniej godnie znosił złe traktowanie, nie kombinował... nie wiem czy to dobrze świadczy o arystokracji II RP.

    Dla mnie ta pani jest apodyktyczna i prezentuje się w moich oczach jako osoba wyrachowana i zimna. Która w dodatku nie dostrzega przewagi jaką uzyskała od losu rodząc się w takiej, a nie innej rodzinie. No i współczuję mężowi, którego nigdy nie kochała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bohaterki wywiadu nie określiłabym jako arystokratki. Owszem, w pewnym momencie jej rodzice byli zamożni, ale stan ten trwał niedługo.
      Zgodzę się, że AGŚ może sprawiać wrażenie osoby zimnej. Mnie raziła przede wszystkim jej niedyskrecja - nie chciałabym być w skórze jej dzieci i czytać tego, co miała do powiedzenia nt. męża. Wydaje mi się, że jej twardość charakteru jest wynikiem wychowania i przeżyć wojennych, dlatego biorę poprawkę na jej opinie.

      Usuń
  11. recenzja ciekawa ale....hmm hm.. tu o tu jest równie ciekawa, a nawet lepsza
    http://pasje-fascynacje-mola-ksiazkowego.blogspot.com/2015/02/czesaam-ciepe-kroliki.html

    OdpowiedzUsuń