wtorek, 28 kwietnia 2015

Kto przeżył tamten rok

Słowa jednego z rozmówców Magdaleny Grzebałkowskiej: Szczęście w 1945 roku miał ten, kto przeżył tamten rok mogłyby posłużyć za motto do jej książki „1945. Wojna i pokój”. Nie jest przecież prawdą, że 9 maja 1945 r. jak za dotknięciem magicznej różdżki na ziemie polskie powrócił ład i harmonia. Przeciwnie, czasy pokoju bywały nadal bardzo niebezpieczne. Dla wielu wojna jeszcze trwała (choć dla niektórych skończyła się już w 1944 r.), a w miejsce starych problemów pojawiły się nowe.

Nieczęsto mówi się o gehennie Polaków przesiedlanych na Ziemie Odzyskane lub tych mieszkających na pograniczu polsko-ukraińskim, rzadko mówi się o zagospodarowywaniu poniemieckich miast i wsi czy o zakrojonym na szeroką skalę szabrownictwie. Dawnego okupanta zastąpił nowy, który nagminnie i niemal całkowicie bezkarnie nadużywał władzy. Dodajmy do tego wszechobecny chaos, brak żywności i środków finansowych, często także brak choćby namiastki mieszkań, i otrzymamy zarys powojennej rzeczywistości. To wszystko daje pełniejsze wyobrażenie o okresie powojennym, który często przez propagandę był przedstawiany jako czas ogólnej szczęśliwości.


Grzebałkowska podparła się archiwalnymi wspomnieniami oraz wywiadami, które przeprowadziła osobiście. Warto zaznaczyć, że o świadków wydarzeń było trudno – po pierwsze, jest ich już niewielu, po drugie, wiele osób odmawiało rozmowy, niektórzy wycofali się po wstępnej zgodzie. Mimo to powstała bardzo ciekawa praca, dość barwna ze względu na przekrojowość i różnorodność zebranego materiału. Są tu historie przejmujące jak np. chłopca uciekającego z rodziną z Prus Wschodnich lub Kaszuba-dezertera z Wehrmachtu, są też bulwersujące jak np. ta o 20-letnim komendancie obozu przesiedleńczego w Łambinowicach. Najbardziej zapadł mi w pamięć rozdział o pierwszym prezydencie Wrocławia, Bolesławie Drobnerze oraz o otwockim sierocińcu dla żydowskich dzieci.

Obrazu codzienności 1945 r. dopełniają zamieszczone na początku każdego z 12 rozdziałów ogłoszenia drobne z prasy. Powtarzają się prośby o zwrot zguby lub o informacje o zaginionych, powtarzają się również oferty oddania dziecka „za swoje” lub przyjęcia pod opiekę sieroty. Urzędy zachęcają do zbiórki pieniędzy na rzecz odbudowy stolicy, informują o zaciemnieniu, dystrybucji kartek żywnościowych lub planowanych ekshumacjach. Daje się jednak zauważyć, że życie powoli wracało do normy: działalność wznawiały teatry, kluby sportowe i biblioteki, poszukiwano pracowników, odradzał się handel. W tych – wydawałoby się – ubogich czasach można było wybrać się na odczyt Sztaudyngera, polecieć samolotem do Bydgoszczy, zrobić „wieczną ondulację” i pójść na bal sylwestrowy. Zaradność i energia mieszkańców była godna podziwu.

Grzebałkowska opowiada o 1945 r. zajmująco i w przystępny sposób, dbając przy tym o atrakcyjność opowieści kierowanej ewidentnie do szerokiego kręgu odbiorców. Mnie z czasem zaczęła drażnić fabularyzacja i niepotrzebna dramatyzacja opisywanych wydarzeń, nie odpowiadała mi także obecność autorki i jej rodziny w tle reportaży. Pewne zastrzeżenia budzi wybór niektórych tekstów, ale ostatecznie plusy biorą górę – „1945. Wojnę i pokój” będę polecać.

______________________________________________________________________________
Magdalena Grzebałkowska, 1945. Wojna i pokój, Wydawnictwo Agora S.A., Warszawa 2015


48 komentarzy:

  1. Monografie lat wciąż w modzie :) Ten sam rok, tyle że z szerszej perspektywy, opracował Ian Buruma, wkrótce premiera i bardzo polecam. Będzie ciekawy materiał do porównań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nagromadziło się trochę okrągłych rocznic, więc można było się spodziewać wysypu tego typu książek.;) "Wiedeń 1913" bardzo mi się podobał.
      Na Burumę zwrócę uwagę, dzięki za informację.

      Usuń
    2. Czarna Owca wydała książkę o 1913 roku, mam w planach, a właśnie wyszedł rok "1914" Hama, cegła okrutna, nie zawsze porywająca, ale naprawdę świetna.

      Usuń
    3. "1913" też mam w planach, zapowiada się dobrze.
      I wojna światowa to niekoniecznie mój ulubiony temat, więc poczekam na Twój opis Hama.;)

      Usuń
    4. Opisu nie będzie, to redagowałem książkę, więc mam nieobiektywny stosunek. Nie wiem, jak u Ciebie z czytaniem o polityce i wojskowości. Chociaż są też rozdziały o życiu codziennym czy społeczeństwie.

      Usuń
    5. Polityka i wojskowość? Brr!;(

      Usuń
    6. No i dylemat się rozwiązał :D

      Usuń
    7. Z czystym sumieniem odpuszczam.;)

      Usuń
    8. I masz 700 stron mniej do czytania :)

      Usuń
    9. Co za ulga.;) Mogę przeczytać w zamian dwie inne.;)

      Usuń
    10. Troszkę zbaczając z tematu, ale widziałam ostatnio dokument BBC o Wiedniu w 1908. Główny nacisk jest położony na sztukę, ale pojawia się też oczywiście Freud. Fajna sprawa. BBC robi najlepsze dokumenty moim zdaniem.

      http://www.dailymotion.com/video/x24td9m_bright-lights-brilliant-minds-a-tale-of-three-cities-1-vienna-1908_travel

      W serii jest jeszcze Paryż 1928 i Nowy Jork w 1951 roku.

      Usuń
    11. Bardzo Ci dziękuję za link i informacje. Wybór lat nieoczywisty i może przez to ciekawszy. Postaram się obejrzeć w wolnej chwili, w jakość programów BBC nie wątpię.;)

      Usuń
    12. Obejrzałam już wszystkie 3 części i mogę z czystym sumieniem polecić. Lubię sobie rano do kawy obejrzeć jakiś program i to się nadawało. Poza tym pan prowadzący nie dość, że kompetentny (historyk sztuki z Cambridge University) to bardzo przyjemnie się na niego patrzy ;)
      (Fajne też jest jego History of Art in Three Colours w trzech częściach Gold, Blue, White - do znalezienia na You Tube jakbyś miała kiedyś za dużo wolnego czasu ;))

      Usuń
    13. Program o sztuce też zapowiada się interesująco.;) Obawiam się, że jeśli zacznę oglądać, łańcuchowo trafię na milion podobnych programów BBC, a te są bez dwóch zdań rewelacyjne. Wszystko jedno, czego dotyczą.;)
      Jeszcze raz wielkie dzięki za podpowiedź.

      Usuń
  2. Brzmi ciekawie - tym bardziej, że z Twojej recenzji wnioskuję, że na całość składa się kilka opowieści i świadectw. To zawsze daje szerszy obraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głównych opowieści jest 11, świadectw znacznie więcej. Na pewno warto przeczytać.

      Usuń
  3. Ależ tę książkę reklamują, w Gw, w radiu, ktoś naprawdę bardzo lubi Panią G. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, promocję ma niezłą. Ale Agora może sobie na to pozwolić.;)
      Szczerze mówiąc, za osobą autorki nie przepadam.;(

      Usuń
    2. Ja właśnie też nie przepadam, na tyle na ile można nie przepadać za kimś, kogo zna się tylko z mediów ;), dlatego zastanawiam się czy biec do księgarni czy nie. Bo temat wydaje mi się bardzo ciekawy, tylko martwi mnie to, że jednak autorka i jej rodzina są w książce obecni.

      Usuń
    3. Oni są obecni, ale na szczęście nie stale.;) Nie lubię jednak pisania, że maż z córką grają akurat w badmintona na łące albo kupują arbuza.
      Miałam nawet wybrać się na spotkanie autorskie z MG, ale wysłuchałam audycji w PR#, przeczytałam ze dwa wywiady i stwierdziłam, że autorka się powtarza, więc szkoda mojego czasu. Po co mam się niepotrzebnie irytować.;)

      Usuń
  4. Cieszę się, że plusy biorą górę, bo mam zamiar zapoznać się z tą książką - po prostu ze względu na temat. Ale zdanie: "Pewne zastrzeżenia budzi wybór niektórych tekstów" jest bardzo tajemnicze. Zdradzisz coś więcej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam wrażenie, że niektóre teksty średnio pasowały do taj akurat książki, jeden był w pewnym stopniu powtórzeniem wcześniejszego reportażu. Pod koniec byłam już nieco zniecierpliwiona, ale to może być moje b. subiektywne podejście.;)

      Usuń
  5. Ha, pomysł zamieszczenia tych drobnych ogłoszeń z pracy ogromnie mi się podoba. To na ich podstawie widać, czego ludzie potrzebowali, czym się zajmowali, co ich interesowało. Zresztą cała publikacja wydaje się szalenie interesująca - o okresie tuż po wojnie, o tym mozolnym odbudowywaniu normalnego życia w nowej rzeczywistości mało się mówi, a tematyka nie jest przecież błaha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pełna zgoda. W jednym z ogłoszeń znalazłam nawet trop do osoby z mojej b. bliskiej okolicy.;)
      Książka jest arcyciekawa, chętnie poczytam więcej na zbliżone tematy.

      Usuń
  6. Mam ochotę na tę książkę, jak tylko dowiedziałam się, że zostanie wydana. Pisałam pracę magisterską o Bolesławcu (Bunzlau) i dotarłam wtedy do relacji mieszkańców miasta (starych i nowych) opisujacych lato 1945 roku. Bardzo mnie wtedy te historie poruszyły. Ich niejednoznaczność i częste zamiany ról - ofiary stawały się sprawcami, a mordercy ofiarami.
    Od tamtej pory chciałam więcej dowiedzieć się na temat lat bezpośrednio powojennych. Książka Grzebałkowskiej dla mnie jak znalazł :)

    P.s. "Wiedeń 1913" wpisałam na listę zakupów. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, relacje mieszkańców musiały być ciekawe. To chyba duże szczęście, móc porozmawiać z takimi osobami.
      Książka Grzebałkowskiej na pewno będzie dobrą okazją do porównania zebranego materiału.;)

      "Wiedeń 1913" jest równie interesujący, autor wybrał bardzo ciekawe postaci i zdarzenia.

      Usuń
  7. Chętnie skorzystam z polecenia i przeczytam. Z tego, co widzę książka warta mojej uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawa opinia: http://www.polityka.pl/forum/1228229,recenzja-ksiazki-magdalena-grzebalkowska-1945-wojna-i-pokoj.thread

    OdpowiedzUsuń
  9. Cytuję z forum pod recenzją w "Polityce", bo się nie wkleiło:
    2015-04-30 15:21 | Mateusz W.
    czy na pewno czytaliśmy tę samą książkę?

    Zaiście znakomita literatura :D
    "Mały chłopczyk dotknął mojego dyktafonu paluszkiem
    tłustym od placków, szepcząc z nabożeństwem: „Smaltfon”,
    i znów wybiegł w towarzystwie rodzeństwa i kuzynów.
    Wcisnęłam czerwony guzik nagrywania"

    "Minęłam zielone audi w gotowości
    weselnej (wypolerowane chromowane felgi, białe kokardki tu
    i ówdzie), otworzyłam bramkę i ruszyłam do wejścia. Drobiazg wybiegł
    z domu z wrzaskiem, gubiąc w sieni placek ziemniaczany. Ominęłam
    tłustą plamę na podłodze i idąc tropem woni smażonego oleju, weszłam
    do kuchni".

    "Wrzuciłam jabłka do naszego wysłużonego peugeota partnera.
    – Jedziemy. Szybko! – zawołałam do męża i córki, którzy wysiedli
    z samochodu, żeby trochę się poprzeciągać. Mieliśmy za sobą długą podróż
    ze Stepnicy.
    Ale mój wstawiony cicerone był szybszy. W towarzystwie kolegów
    (skąd u licha wyleźli?) zatoczył się w naszą stronę".

    Znam już rodzinę autorki, ale o roku 1945 roku nie dowiedziałem się więcej niż wiedziałem. Jak mało trzeba wiedzieć, żeby uznać, że treść tej książki za odkrywczą.

    OdpowiedzUsuń
  10. Odkrywcza to za dużo powiedziane, ale Grzebałkowska pisze o rzeczach, o których mało się mówiło.
    A zacytowane fragmenty to te, które mnie chwilami do szału doprowadzały.;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też. Pytanie po co w ogóle w tej książce. O, dużo się pisało. Ostatnio na przykład wspaniała książka Zaremby "Wielka trwoga". Mnie do szału doprowadzał jeszcze chaos, przypadkowość i powierzchowność.

      Usuń
    2. "Wielka trwoga" - Biblia autorki "1945".;)
      Powierzchowność jest dla mnie zrozumiała - to jest książka nie dla historyków, tylko dla rzeszy czytelników, a wiec musi być b. przystępna i wciągająca.
      Chaos na pewno wprowadzało m.in. nagromadzenie postaci w jednym reportażu, zgadzam się. Przypadkowym tekstem nazwałabym ten o ocalonych z Gustloffa, niezbyt pasował do reszty.
      Podział na 12 m-cy raczej umowny, jak dla mnie to kolejny efekciarski zabieg.

      Usuń
    3. Powierzchowność bierze się raczej z braku wiedzy. Można pisać dla zwykłych czytelników nie ślizgając się po temacie. Jeśli pani Grzebałkowska jako historyk myślała, że "napisze książkę o radości"? Czytałam w Dużym Formacie wywiad z nią. Mówi o propagandzie. A gdzie była przez ostatnie 25 lat? Gdy tej propagandy nie było. To trochę żenujące niestety. Bardzo chciałam, żeby ta książka mnie nie zawiodła. Powtórzę: niestety.

      Usuń
    4. I zgadzam się co do podziału na 12 miesięcy. tekst o Gustloffie jest starym tekstem gazetowym. napisała go lata temu.

      Usuń
    5. Teraz rozumiem, skąd wrażenie deja vu.;(

      Usuń
  11. Recenzję w Polityce pisała dziennikarka(?), której opiniom nie można niestety ufać. Czasem mam wrażenie, że nie czyta książek, które recenzuje, bo zdarzają się jej rażące błędy rzeczowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pełna zgoda. Dziękuję Pani za tę recenzję, choć sama jestem bardziej krytyczna. Powyższe fragmenty to grafomania, niestety. Pani recenzja wnikliwa, dobrze, że tak czyta się jeszcze książki. :-)

      Usuń
    2. Na wnikliwość zabrakło mi tu trochę czasu i miejsca, ale mam jeszcze kilka zarzutów w zanadrzu.;(
      tak czy inaczej, dziękuję za dobre słowo.;)

      Usuń
  12. Gdy usłyszałam o tej książce w radiowej Trójce od razu wiedziałam, że muszę ją mieć. Chwilę później, będąc już w pracy stwierdziłam, że trzeba kuć żelazo i z marszu kupiłam ją w księgarni internetowej, a następnego dnia już odebrałam.

    Od dawna historia II wojny światowej była dla mnie szczególna. Na drugim planie interesowały mnie jednak działania zbrojne, walki, polityczne zagrywki, bo najbardziej zajmowało mnie życie codzienne tamtych lat. I wiem, że chociaż koniec wojny powinien oznaczać dla ludzi wielką radość i ulgę to faktycznie oznaczał dalszy strach, walkę o własny byt, zmierzenie się z brutalną rzeczywistością, z wciąż trwającymi działaniami zbrojnymi. Ktoś bowiem musiał posprzątać ten cały bałagan.

    Nie tak dawno czytałam gazety z pierwszych dni wojny w moim mieście. Mnóstwo najróżniejszych i najdziwniejszych ogłoszeń, ostrzeżenia dla ludności i wielki niepokój, który wychodził z każdej strony. Z pewnością koniec wojny wyglądał identycznie, jednakże pewnie wszędzie nie było jeszcze gazet, a ludzie jakoś musieli sobie radzić. Podziwiam tych którzy przetrwali. Dla mnie takie książki to niejako pomnik dla nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie gazety z czasów wojny muszą być b. ciekawe. Czytałam kiedyś te z 2.09.1939 r. - niesamowita lektura.
      Ja również podziwiam tych, których przetrwali. Z drugiej strony - ekstremalne sytuacje są własnie najlepszym sprawdzianem dla człowieka.;( Zawsze mnie jeszcze zastanawia i zasmuca fakt, że dla tysięcy osób "swoi" czyli władze PRL okazały się okrutniejsze niż Niemcy.;(

      Usuń
  13. Ciekawa książka i warta uwagi. Zwłaszcza, że przełamuje stereotypy, bo przecież powszechnie się uważa, że w 1945 roku było już normalnie. A tu guzik prawda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Mój podręcznik do historii w szkole podstawowej sugerował, że np. Polska była najważniejsza w II wojnie światowej, a bitwa o Anglię, jakiś Narvik i Dunkierka to detale. A o niewygodnych faktach po prostu nic nie mówił.;( Dlatego takie książki są potrzebne.

      Usuń
  14. Twój post przeczytałam wcześniej, komentarze dopiero dzisiaj, po opublikowaniu swojego posta na temat tej książki. Zdaje się, że raziło nas to samo, trochę szkoda, że autorce zabrakło czegoś (czasu? autorefleksji? rozsądnego niezależnego recenzenta?), żeby stworzyć naprawdę dobrą książkę.
    Co do podniesionych wyżej zarzutów (że nie jest to ksiązka odkrywcza), nie zgadzam się. Oczywiście, być może są osoby, które od dawna to wszystko (i dużo więcej) wiedzą i rozumieją (chylę czoła, naprawdę). Wydaje mi się jednak, że dla większości, w tym także i tych, którzy odebrali solidne peerelowskie wykształcenie (a zaliczam się do tego grona), są to historie znane tylko pozornie. Niby wszystko wiemy, tylko czemu w takim razie ta lektura tak "trzepie"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie - czegoś zabrakło. Autorka jest z wykształcenia historykiem, z zawodu dziennikarką czy też reporterką, a tu takie buty. Wczoraj na dodatek w jednym z telewizyjnych wywiadów opowiadała, jak to pisała tę książkę i płakała. Byłam zażenowana.
      Myślisz, że odebraliśmy w PRL-u solidne wykształcenie? Co do historii mam poważne wątpliwości, podręczniki były niestety dość tendencyjne i powierzchowne, brak czasu też robił swoje.
      Dzisiaj myślę, że ta książka jest odkrywcza "pół na pół". Dobrze, że powstała, bo zapełnia pewną lukę. W PWN-ie ukazało się z kolei "W powojennej Polsce 1945-1948", ciekawe, co ta pozycja wniesie do naszej wiedzy.

      Usuń
    2. Żadnych telewizyjnych wywiadów szczęśliwie nie oglądam i nie mam w związku z tym poczucia braku. W przypadku tej książki nie czytałam też zresztą żadnych "zachęcających" rozmów czy wywiadów i mam nadzieję, że tak zostanie. Bo i po co mi to?
      Pisząc o "solidnym peerelowskim wykształceniu", kładłam - z przekąsem - nacisk na przymiotnik "peerelowskie". Najwyraźniej przekąs został zeżarty gdzieś na internetowych łączach:P
      Mnie ciekawi wspominany wyżej przez ZWL Buruma. Chyba nawet się szarpnę i kupię. Mniej ciekawi mnie 1945 w Europie, bardziej sposób podejścia do tematu. "W powojennej Polsce" zaś chyba nie dla mnie - nie mam jakoś przekonania do autorów; prędzej (i chętniej) sięgnę po Zarembę.

      Usuń
    3. Tak, przekąs gdzieś uleciał.;(
      Też zastanawiałam się nad Zarembą, ale tak różnie o nim piszą, że nie będę się spieszyć z lekturą. Łozińscy na pewno stworzyli coś w wersji lekkiej, niemniej ciekawi mnie, co mogli dodać. Do Burumy zajrzę z tego samego powodu, o którym wspominasz, to może być zupełnie inna perspektywa.

      Usuń