wtorek, 6 września 2016

Cytrynowy stolik

W Kamp dosiadam się do cytrynowego stolika. Tutaj rozmowa o śmierci jest dozwolona – wręcz obowiązkowa. I bardzo kojąca. [s. 213]

Julian Barnes w Cytrynowym stoliku również zezwala na rozmowy o śmierci, woli jednak opowiadać o starości. Jego historie na swój sposób napawają optymizmem, ponieważ dowodzą, że schyłek życia nie musi być nudny. W ujęciu brytyjskiego pisarza jest wręcz pasjonujący, co piszę z dużą dozą ironii.


Bohaterowie opowiadań pracują, zakochują się, znajdują nowe pasje albo przeciwnie, popadają w nałogi, gnuśnieją lub po prostu umierają. Każda postać jest diametralnie różna od poprzedniej: pochodzi z innego środowiska, niekiedy również z innej epoki i kraju - dość powiedzieć, że pojawi się nawet Turgieniew i Sibelius. Moje ulubione opowiadanie to zdecydowanie Czujność czyli monolog melomana, którego z równowagi wytrącają hałaśliwi słuchacze koncertów muzyki klasycznej, oraz Rzeczy, o których wiemy czyli zapis spotkania dwóch zaprzyjaźnionych wdów, skrupulatnie przemilczających niewygodne dla ich znajomości fakty. W Cytrynowym stoliku wszyscy są cudownie niedoskonali albo zwariowani, a przez to sympatyczni, bo przecież trudno nie polubić postaci, w których znajduje się odbicie własnych dziwactw.

Barnes jest dowcipny i zgryźliwy, romantyczny i gorzki, nade wszystko jest jednak błyskotliwy. Swobodnie zmienia formę i style, o starości pisze ze zrozumieniem i z lekkością, ani na chwilę nie obniżając lotów. Dla takiego pisarstwa jestem w stanie zjeść nawet kilka cytryn.

_________________________________________________________________________
Julian Barnes, Cytrynowy stolik, tłum. Joanna Puchalska Świat Książki, Warszawa 2012


18 komentarzy:

  1. U Barnesa nic nie jest straszne: ani starość przy cytrynowym stoliku, ani nawet śmierć, jak można się przekonać w "Nie ma się czego bać". Wspaniały pisarz, mój najulubieńszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa.;)
      Też bardzo lubię Barnesa, ma świetny dystans i poczucie humoru. No i talent.;)

      Usuń
  2. Cenię sobie pozycje traktujące o starości (jak dotąd moją ulubioną książką jest chyba "Dziennik szalonego starca" Tanizakiego) - tematyka odchodzenia, zbliżania się do śmierci jest dzisiaj chętnie i skrzętnie pomijana, zaniedbywana, a przecież jest to zagadnienie bardzo ciekawe. Prozy Barnesa jak dotąd nie kosztowałem, ale chętnie się skuszę i nawet zagryzę cytryną, tym bardziej, że lubię ten owoc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Barnesa absolutnie trzeba spróbować, z cytryną lub bez.;) Mnie jeszcze nie zawiódł, a pisze dość różne rzeczy.
      Tanizakiego będę miała na oku, słowo "szalony" w tytule jest dla mnie dodatkowym bodźcem.;)

      Usuń
    2. Ha, Tanizaki to taki typowy gwałciciel formy - jego twórczość przypomina mi dorobek naszych mistrzów pokroju Gombro czy Witkacego. Japoński autor chętnie zestawia piękno ludzkiego ciała z brzydotą charakteru, perwersją, spaczeniem, itd. Serdecznie Ci go polecam!

      Usuń
    3. Właśnie podobnych atrakcji się spodziewam.;) Kiedyś na pewno do niego dotrę, to tylko (?) kwestia czasu.;)

      Usuń
  3. Już kiedyś zwróciłam uwagę na tę książkę z opowiadaniami....I jak widzę słusznie.
    Ja w przeciwieństwie do wielu osób lubię małe formy czytać.....a treści, o których piszesz mnie też pociągają....
    Może uda mi się kiedyś poznać Barnesa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małe jest piękne.;) "Cytrynowy stolik" gorąco polecam, jest okazja do refleksji, i do śmiechu. Inne jego książki też są zresztą kapitalne.

      Usuń
    2. Ja też ostatnio gustuję w opowiadaniach. Chętnie przeczytam. I wiem, od którego opowiadania zacznę: tego, w którym pojawia się Turgieniew. Tylko jaki ono ma tytuł? :)

      Usuń
    3. Opowiadanie nazywa się "Odrodzenie". Ale reszta też b. dobra, na wyrównanym poziomie.;)

      Usuń
  4. U mnie tylko rośnie kolekcja Barnes'ów. Niesety od czasu kiedy porzucilam Artura i George'a jakos nie moge sie do czytania Juliana przemóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ta powieść też zmęczyła (choć jest dobra), później było już tylko lepiej. Daj się skusić, Barnes wart jest drugiej szansy.;)

      Usuń
    2. Zapamiętam, bo ja z kolei odpadłem bodaj na "Poczuciu kresu" :P

      Usuń
    3. Serio? Mnie się podobała, dość przewrotna rzecz.

      Usuń
    4. Widocznie jestem za mało wyrobiony na barnesowską przewrotność :P A może to po prostu ciągłe zmęczenie, które nie pozwala na sięganie po literaturę choć ciut bardziej ambitną? Jestem w rozkroku, bo z jednej strony "nie ważne co, dobrze że czyta", z drugiej wrażenie, że równie dobrze mógłbym włączyć TV, bo ta czytana wata podobnie jak i siano z odbiornika strasznie szybko przechodzą przez głowę niewiele w niej zostawiając :(

      Usuń
    5. Wydaje mi się, że nie ma co się napinać i czytać rzeczy rzekomo ambitne. Jestem za tym, żeby być dobrym dla siebie i niepotrzebnie się nie umartwiać, nawet Barnesem.;)

      Usuń
    6. Mądrego, to aż miło posłuchać :D

      Usuń