czwartek, 10 listopada 2016

Alfred i Ginewra

– A wysypać ci na głowę kubeł robali?
– A chcesz mieć w łóżku pełno surowych ostryg?
– A chcesz, żeby cię zepchnąć z dachu?
– A chcesz, żeby przez twoje okno wsunęła się chyłkiem długa włochata łapa?
– A chcesz, żeby się ziemia pod tobą zapadła?
– Nie boję się, bo to niemożliwe.

Alfred i Ginewra to urocza książeczka z 1958 r. wypełniona dziecięcą paplaniną i pisaniną. Ośmioletni chłopiec i jego starsza o kilka lat siostra głównie się nudzą i żeby z tej nudy nie umrzeć, wymyślają niestworzone historyjki (o duchach i trupach, ma się rozumieć), kłócą się i psocą. Z podobnym zapałem obserwują i komentują świat dorosłych, co prowadzi niekiedy do zaskakujących wniosków albo kłopotliwych sytuacji. Naturalnie prędzej czy później milusińscy pakują się w kłopoty.


Urok mikropowieści Jamesa Schuylera tkwi przede wszystkim w języku. O ile w sprzeczkach i przekomarzankach rodzeństwa jest infantylny, to w pamiętniku i rozmowach Ginewry z koleżankami staje się bardziej wyszukany. Z uśmiechem czyta się jej „dojrzałe” porady (1. Uśmiechaj się wolniej. 2. Kiedy udajesz przygłuchą ludzie mówiąc do ciebie muszą się nachylić. Robi się wtedy bardziej tajemniczo i intymnie.) czy uwagi dotyczące życia towarzyskiego (Ponieważ zwlekała z tym do ostatniej chwili chciałam powiedzieć nie ale się zreflektowałam. W takich sprawach nie należy się reflektować. Nigdy.). Dziewczę jest kapkę przemądrzałe, niemniej trzeba pamiętać, że jedynie naśladuje dorosłych, czerpiąc wzorce z otoczenia oraz filmów i powieści przeznaczonych bynajmniej nie dla dzieci.

Chcąc nie chcąc, w Alfredzie i Ginewrze czytelnik ogląda siebie samego w krzywym zwierciadle. Ma okazję przekonać się, jak wiele widzą i słyszą najmłodsi, choć nie zawsze właściwie interpretują zdarzenia. W tej poczciwej opowiastce pozornie niewiele się dzieje, tymczasem między wierszami pojawia się widmo rozwodu rodziców i poważnych kłopotów finansowych, napomyka się o przemocy i śmierci. Potrzeba talentu, żeby móc sprokurować podobny kamuflaż i Schuyler, poeta zresztą, na pewno go miał.

__________________________________________________
James Schuyler, Alfred i Ginewra, przeł. Marcin Szuster
Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2016

10 komentarzy:

  1. Mniemam, że "Alfred i Ginewra" bardziej przypadli Ci do gustu niż "Co na kolację?" :) Wg mnie pisanie książki z perspektywy dziecka to zawsze trudna sztuka, ponieważ większość dorosłych zapomina jak to jest być takim młodym człowiekiem, który ciągle dziwi się oglądając otaczający go świat, pełen niezrozumiałych rytuałów, dziwacznych konwenansów oraz sztuczności i hipokryzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie bardziej!;) Właśnie ze względu na dziecięcą perspektywę, niby niewinną,niedojrzałą, ale przemycającą to i owo.
      Ale nie powiem, korci mnie, żeby wrócić do "Co na kolację" i sprawdzić, czy dzisiaj odebrałabym ją identycznie jak kilka lat temu.;)

      Usuń
    2. Ha, ja mam podobne ciągoty w stronę prozy Lema - przeczytałem praktycznie wszystkie książki jego autorstwa, ale uczyniłem to szybko, hurtowo i bardzo, bardzo łapczywie. W dodatku był to okres, kiedy dopiero zacząłem takie regularne i nałogowe czytanie (podejrzewam, że wiele treści i niuansów zwyczajnie mi umknęło) - też jestem ciekaw jakbym teraz odebrał dzieła Lema przez pryzmat innych pozycji, które w tym czasie poznałem. Szkoda tylko, że na takie sentymentalne powroty przeważnie brakuje czasu - człowiek cały czas żyje ze świadomością, że jest jeszcze tyle wartościowych książek, po które warto sięgnąć.

      Usuń
    3. Otóż to, na powroty także trzeba mieć czas. Mam identyczne skojarzenia, apetyt na rzeczy nowe jest większy.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Pierwsze strony nie porwały mnie, ale później było coraz ciekawiej.;)

      Usuń
  3. Chyba zacznę udawać przygłuchą, choć niedługo już i udawać nie będę musiała:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem ta przypdałość jest przydatna, fakt.

      Usuń
  4. Wygląda smakowicie! "Co na kolację?" bardzo mi się podobało, więc tym bardziej muszę upolować "Alfreda i Ginewrę".
    P.S. Ciekawa porada - uśmiechaj się wolniej. Czy dlatego, żeby dłużej ładnie wyglądać z uśmiechem na twarzy? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli podobało Ci się "Co na kolację", tym większa szansa, że i "Alfred i Ginewra" przypadną Ci do gustu.;)
      Mnie także zaintrygowała ta porada.;) Może wolniejszy uśmiech ma dodawać tajemniczości?:)

      Usuń