piątek, 10 lutego 2017

Zima w sercu

Zima tymczasem trwała. Nie była romantyczna ani malownicza: śnieg, powabny na wsi, w mieście miał już parę dni: rozdeptywano go na brązowy proszek i spychano łopatami do rynsztoków. Tam, gdzie leżał nietknięty, na wypalonych budynkach, dachach składów czy szop warsztatów kolejowych, sprawiał, że zdawały się jeszcze bardziej zaniedbane i ponure. [s.159]

Rzeczywiście zima u Philipa Larkina nie ma w sobie nic z malowniczości, jest raczej paskudna i dotkliwa. Autor najwyraźniej miał słabość do brzydoty, bo wciąż czytamy o zniszczonych domach, obskurnych pokoikach i nieatrakcyjnych ludziach w sfatygowanych ubraniach. Główna bohaterka doskonale wpisuje się w tę scenerię: jest chłodna, bezbarwna i wycofana. Oczywiście ma ku temu powody: uciekła do Anglii z Europy, gdzie wciąż toczy się wojna, wcześniej straciła całą rodzinę. To duży bagaż doświadczeń, a Katherine Lind ma zaledwie 22 lata.


Bo też trzeba na wstępie zaznaczyć, że Zimowe królestwo jest powieścią o straconych złudzeniach. Co istotne, źródłem rozczarowania są fałszywe wyobrażenia i związane z nimi nadzieje. Katherine najpierw jako nastolatka pada ofiara własnych mrzonek – wyjeżdżając na wakacje do angielskiej rodziny liczy na romantyczną przygodę z korespondencyjnym kolegą, Robinem. Sześć lat później jest mądrzejsza, ale dopiero wydarzenia pewnej styczniowej soboty uświadomią jej, że nadal coś sobie roi i idealizuje dawnego znajomego. Można się domyślać, że w ten sposób osładza sobie nieciekawą rzeczywistość – mieszka w obcym kraju, nie ma bliskich ani przyjaciół, pracuje tymczasowo jako bibliotekarka w mało przyjaznym otoczeniu, perspektywy na bliską przyszłość rysują się niezbyt optymistycznie, a młody Fennel pozostaje wspomnieniem minionego lepszego życia.

Larkin stworzył kilka interesujących postaci, skrzętnie przy tym kamuflując tym tożsamość głównej bohaterki – czytelnik sam musi dopowiedzieć sobie jej historię na podstawie nielicznych wskazówek. Detale mają zresztą w Zimowym królestwie ogromne znaczenie, są używane z rozmysłem i precyzją (było nie było autor był głównie poetą). To wszystko, zwłaszcza w parze z niezwykłym zrozumieniem pozycji kobiet w społeczeństwie, przyjemnie zaskakuje, biorąc pod uwagę, że Larkin w chwili publikacji książki miał tylko 25 lat. Podsumowując: świetna lektura na zimę.

______________________________________________________________________________
Philip Larkin, Zimowe królestwo, przeł. Jacek Dehnel, Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2017

17 komentarzy:

  1. Czytałam jakiś czas temu w oryginale i od tej pory wszystkim tę powieść polecam. Cieszę się, że wyszła wreszcie po polsku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, na przekład trzeba było czekać 70 lat.;(
      Ja też będę zachęcać, książka ma dużo uroku mimo tematu.

      Usuń
  2. Mam na półce, przeczytam wkrótce.

    OdpowiedzUsuń
  3. wygląda ta na lekturę dobraną do pory roku czyli czasu przemęczonego śniegu ;). No i dobrze ze czasem wydawnictwa sięgną po coś co pokazało się w druku więcej niż dwa lata temu ;). Co prawda w tym przypadku mam pewne obawy co do osoby tłumacza, bo jakoś nie przepadam za wytworami Dehnela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lektura zdecydowanie dobrana do pory roku, choć druga z trzech części toczy się podczas lata.;)
      Mnie też cieszą takie wybory wydawnicze, a tej książce czas nie zaszkodził.
      Również mam obawy co do przekładów JD, ale tym razem jest dobrze, choć bez drobnych potknięć się nie obeszło (w porównaniu z oryginałem polskie odpowiedniki bywają bardziej poetyckie, niepotrzebnie).

      Usuń
  4. Właśnie czytam, a właściwie kończę. Tytułowa zima obecna jest we wszystkich trzech częściach powieści - nawet wtedy, gdy we wspomnieniach Katherine panuje lato, a ona zażywa wakacji w Anglii. Brak porozumienia, zawiedzione nadzieje, wyobcowanie bohaterów - to wszystko wyraźnie kontrastuje z upalnym angielskim latem.
    Zastanawia mnie pewna anonimowość bohaterki. Autor nie zdradził wprost, skąd pochodzi panna Lind. A przecież jej rozmowy z Fennelami nierzadko dotyczą jej rodzinnego domu, kraju czy języka (lekcje udzielane Robinowi). Jedyna uwaga, która pozwala nieco lepiej "zlokalizować" bohaterkę pada pod koniec - w czasach, gdy Tamiza wpadała do Renu, Katherine mogłaby wrócić do domu statkiem. Zastanawiam się, czemu ma służyć ten zabieg. Pokazaniu, jak bardzo jest wyobcowana?
    Ciekawe, czy - i kiedy - ukaże się u nas "Jill".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wskazówek jest więcej - dziadek jubiler, znaczek olimpijski w klapie, jej języka Robin wcześniej się uczył. Ten brak jasnego określenia tożsamości nie może być przypadkowy, podkreśla m.in. - jak zauważyłaś - na jej wyobcowanie. Dla mnie też pokazuje, że to taka osoba "bez właściwości", co dobrze oddaje jej nastawienie z części zimowej. Na początku zaskoczył mnie ten kamuflaż ze strony Larkina, później b. się spodobał.
      Też mnie ciekawi, czy "Jill" u nas wyjdzie.

      Usuń
  5. O proszę! Kolejna perełka poety zabawiającego się prozą, o której czytam na Twoim blogu. Podejrzewam, że gdyby ta książka wpadła mi w ręce, to skusiłaby mnie już samą okładką, która, z tego co wnioskuję na podstawie Twojej recenzji, idealnie koresponduje z nastrojem powieści. Szkoda, że na tłumaczenia dzieł tego kalibru musimy czekać tak długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka jest idealnie dopasowana do treści (reprodukcję obrazu L.S. Lowry'ego podobno rekomendował tłumacz;)), to prawda. Jedno i drugie wyborne w moim odczuciu.
      Szkoda, ale ważne, że w ogóle się trafiają.;) Biuro Literackie od jakiegoś czasu nadrabia zaległości w tym zakresie.

      Usuń
    2. Ha, byłoby świetnie, gdyby w naszym kraju pojawiło się wydawnictwo finansowe przez państwo, którego celem statutowym byłoby publikowanie zagranicznych dzieł, uznawanych za ważne, wartościowe, wybitne, itd., a które nie doczekały się jeszcze polskiego przekładu :)

      Usuń
    3. Wyobrażasz sobie te spory, czyje utwory słusznie uznano za ważne, wartościowe itp.?;( Nierealne.

      Usuń
  6. Brzmi ciekawie ... Muszę upolować i pochłonąć ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jak najbardziej godna polecenia.;)

      Usuń
  7. Pozycje juz mam. Wydalo "Biuro Literackie".I ta efektowna okladka i to, ze angole to narod zdrajcow, ze wywolali polskimi rekoma druga swiatowke, to wszystko inspiruje...

    OdpowiedzUsuń
  8. To już drug opinia, jaką poznałam o książce, która mnie do niej przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to jedna z najlepszych książek przeczytanych w tym roku. Zachęcam do lektury.;)

      Usuń