niedziela, 4 czerwca 2017

Terremoto

Po wpisaniu do internetowej przeglądarki hasła "Castellucio" ukazują się zdjęcia bajecznego płaskowyżu i wzgórza ciasno zabudowanego bliźniaczo wyglądającymi domami. W przypadku Nursji oglądam rozświetlony plac z renesansową bazyliką. Fotografie z Amatrice są już bardziej aktualne: przeważają te, na których widać całe ulice w gruzach. Te trzy miasta zostały obrócone w ruinę wskutek trzęsień ziemi, jakie dotknęły Włochy na przełomie 2016 i 2017 r. 


Jarosław Mikołajewski twierdzi, że pojechał zobaczyć zniszczenia z ciekawości – jako człowiek urodzony na Mazowszu zna tylko jeden kataklizm, więc trzęsienie ziemi (wł. terremoto) jest dla niego tajemniczym zjawiskiem. Takim, którego skali nie oddadzą w pełni artykuły naukowe, filmy czy relacje w mediach. Myślę jednak, że autorem nie kierowało wścibstwo, ale empatia i poczucie solidarności z mieszkańcami często odwiedzanego i lubianego kraju. Dlatego jeździł, obserwował i rozmawiał, próbując zrozumieć. Kwintesencją tego świata po katastrofie jest dla mnie lista rzeczy dostrzeżonych na jednym z rumowisk – lista długa, obejmująca m.in.: tył fiata cinquecento, łopatę do prac ogrodowych, koszule w różnych odcieniach błękitu, doniczki z drzewkami oliwnymi, zakazy postoju, kapliczkę za szkłem, rachunek za gaz, półotwarty różowy piórnik. I wiele, wiele innych przedmiotów.

Terremoto nie jest właściwie reportażem, to raczej zapis wrażeń i przemyśleń z podróży oraz spotkań, dywagacje natury religijnej, socjologicznej, literackiej, a nawet lingwistycznej. Czasem trafiają się zaskakujące i wręcz dziwne skojarzenia, ale w tej dość osobistej opowieści poety i italianisty nie rażą. Podsumowując: książka Mikołajewskiego to rzecz raczej dla miłośników Włoch niż fanów literatury faktu.

________________________________________________________________________
Jarosław Mikołajewski, Terremoto, Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2017

11 komentarzy:

  1. Pomiędzy wścibstwem a ciekawością jest b. cienka granica, ale skoro piszesz, że Mikołajewskiemu udało się jej nie przekroczyć, to wydaje się, że po książkę warto sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak uważam.:)
      Książka ciekawa, bo są w niej przebłyski z życia Włochów i to było dla mnie cenne.

      Usuń
  2. A ja się jednak boję prozy pisanej przez poetów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proza to małe piwo w porównaniu z reportażami.;)
      Jeśli brać pod uwagę Iwaszkiewicza, to prozę pisał znakomitą.

      Usuń
    2. Nie znam człowieka :P
      Mnie nie zachwyca górnolotność przekazu (metafor), natomiast zachwyca jego zwięzłość. Bo jednak poeci kondensują (z przyzwyczajenia?), swoją prozę :)

      Usuń
    3. Masz rację. Mikołajewski swoją prozę kondensuje i nie szasta metaforami, to cenne.

      Usuń
    4. A propos skondensowanej prozy, to mam ochotę wypożyczyć sobie dopiero co zakupionego przez GBP Seethalera, bo wszyscy chwalą. Czytałaś może? :)

      Usuń
    5. Nie czytałam, ale się przyglądam. Przerzuciłam nawet kilka stron, zapowiada się przyjemnie.

      Usuń
    6. To może poczekam na Twoje podsumowanie :P

      Usuń
    7. To może długo potrwać, bo teoretycznie mam milion ciekawszych rzeczy do przeczytania.;( Ale kto wie...;)

      Usuń