środa, 4 kwietnia 2018

Ale Kanada!

Według Arkadego Fiedlera Kanada pachniała kiedyś żywicą, według Katarzyny Wężyk obecnie pachnie także kuchniami świata, marihuaną i ropą. Co więcej, nadal jest krajem, w którym dobrze się żyje: otwartym, tolerancyjnym i postępowym. To nie laurka, wystarczy przyjrzeć się składowi rządu wybranego przez premiera Justina Trudeau w 2015 r.: wśród trzydziestu ministrów (połowę stanowiły kobiety) znalazło się dwoje polityków pochodzących z ludności rdzennej, dwie osoby niepełnosprawne i trzech sikhów. W XXI wieku takie rzeczy nie powinny zaskakiwać, a jednak...


Przyznaję, kanadyjska otwartość i wielokulturowość robi wrażenie. Dążenia do zgodnego współistnienia różnych kultur przy jednoczesnym zachęcaniu imigrantów do zachowania własnych tradycji są godne podziwu, ale przecież nie zawsze było tak różowo. Przez blisko 150 lat Kanadyjczycy tępili kulturę Pierwszych Narodów i popełniali przestępstwa wobec dzieci, czego bolesne skutki ludność rdzenna odczuwa do dziś – odsetek biedy, bezrobocia, depresji, samobójstw, alkoholizmu i przemocy w rodzinie jest tu najwyższy. Owszem, dużo robi się na rzecz poprawy sytuacji tej społeczności, niemniej odnowienie relacji z resztą Kanady zajmie dużo czasu.

Do innych przewinień tego niemal idealnego państwa można z pewnością zaliczyć „trudną” historię azjatyckich imigrantów oraz wysoce szkodliwą dla środowiska eksploatację złóż piasków roponośnych. I takie historie wciągają, znacznie bardziej niż te o wspaniałym młodym premierze czy Muzeum Ani z Zielonego Wzgórza. U Wężyk znajdziemy zresztą sporo dobrych opowieści – m.in. o programie imigracyjnym dla uchodźców, o twórcy powszechnej służby zdrowia, czy o Mounties czyli słynnej policji konnej. Dawno nie dowiedziałam się z reportażu tylu ciekawych faktów, Kanada była dla mnie jedną z najlepszych lektur ubiegłego roku.

______________________________________________________________________
Katarzyna Wężyk, Kanada. Ulubiony kraj świata, Wyd. Agora, Warszawa 2017

24 komentarze:

  1. Z literackiego punktu widzenia często gościłem w Kanadzie w ubiegłym roku (za sprawą powieści Margaret Atwood). Taki reportaż wydaje się dobrym uzupełnieniem ;) Z poruszanych tematów wrażenie najciekawszego sprawia ten dotyczący migrantów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tak: rozdział o imigrantach jest w pewnym momencie wzruszający.
      Lit. kanadyjska ma kilka b. dobrych autorek (nie zapominajmy o Munro;))) i autorów, na pewno wtopić się w tę literaturę. Sama Kanada została ciekawie pokazana w książce Amerykanina R. Forda "Kanada" - fabuła mnie nie zachwyciła, ale sceneria tak.
      Książka Wężyk na pewno jest dobrym uzupełnieniem, dla mnie była solidnym pogłębieniem tematu.;)

      Usuń
    2. Ambrose, Czytanki.anki a chętnie bym sięgnęła po prozę z tego kraju, ale zupełnie nie wiem, od czego zacząć, co możecie, chcecie polecić?

      Usuń
  2. No ale nie lekceważ Muzeum Ani z Zielonego Wzgórza, ja tam bym chciał je zobaczyć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym zobaczyć całą Kanadę, więc o Muzeum pewnie też bym zahaczyła. Autorka pisze, że miała gulę w gardle na widok pokoiku Ani.;)

      Usuń
    2. Znaczy autorka zna Józefa :) Śledziłem kilka blogów ze sprawozdaniami z wypraw śladami Lucy Maud Montgomery i Ani i było to szalenie ciekawe. I chyba nawet Kanadyjczycy nie zrobili z tego takiego przemysłu, jak Szwedzi z Muminkami.

      Usuń
    3. Wężyk pisze, że Wyspa Księcia Edwarda doi swoi najtłustszą krowę do ostatniej kropli, ale do eksploatacji na wzór Szwedów zdecydowanie im daleko.

      Usuń
    4. Się ma krowę, się doi. Byle jej nie zarżnęli :)

      Usuń
    5. Chyba im to nie grozi:
      Oprócz Zielonego Wzgórza można zwiedzić miejsce urodzenia Lucy Maud Montgomery i dom, w którym mieszkała jako nastolatka, oba zamienione w muzea. Można odwiedzić szkołę, w której pisarka uczyła, położyć kwiaty na jej grobie (najbardziej okazały i najbrzydszy na maleńkim cmentarzu w Cavendish), a także przejechać się bryczką Mateusza, zrobić sobie zdjęcie w stroju z epoki, a wreszcie zobaczyć musical „Ania z Zielonego Wzgórza” i drugi, „Ania i Gilbert”.
      Pewnie jakiś sklep z pamiątkami i tyle.

      Usuń
    6. Musical i stroje z epoki bym sobie darował, ale bryczka brzmi nieźle :D

      Usuń
    7. Gdyby nie popyt na musical, pewnie aż dwóch by nie wyprodukowano.;)

      Usuń
    8. Z pewnością, ale jednak wolałbym już ten nagrobek oglądać.

      Usuń
    9. Ja też. Pewnie jestem uprzedzona, ale musical pachnie mi kiczem.

      Usuń
    10. Oraz udziałem lokalnych sił amatorskich :P

      Usuń
  3. Już dawno na oku miałam tę książkę, a po Twoim wpisie,mam ją jeszcze bardziej, a najbardziej po ostatnim zdaniu :--)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, bo naprawdę warto. Jak to się mówi - książka ma walory poznawcze.;)

      Usuń
    2. Z chęcią zatem sięgnę. Kojarzy mi się, nie wiem, czy słusznie z Ganbare, chociaż, ta ostatnia mnie trochę zawiodła, ale przeczytać warto. A po Wężyk,sięgnę.

      Usuń
    3. "Ganbare" to zupełnie inna książka, bo krąży wokół jednego tematu, natomiast "Kanada" jest przekrojowa.

      Usuń
    4. Chyba tak, bo w sumie o współczesnej Kanadzie tak dużo nie wiemy.

      Usuń
  4. Tak z ciekawości - jest coś o kryzysie w Oka?

    OdpowiedzUsuń