czwartek, 12 marca 2026

Świnia nie kolega

Świnia nie kolega, to bardziej powieść obyczajowa niż pełnokrwisty kryminał. Krew, owszem, jest, morderstwo i śledztwo również, jednak znalezienie mordercy pozostaje tu kwestią drugorzędną. Na pierwszy plan wysuwa się codzienność policjanta, czyli niezadowolona żona w domu, natomiast w pracy żmudne, wręcz nierokujące dochodzenie oraz poważny konflikt z przełożonym i kolegami. I to jest bardzo wiarygodne ujęcie tematu, na dodatek łatwo przekładalne na polskie realia.

Otóż akcja książki osadzona jest w Bremie lat osiemdziesiątych, przestępczość może nie jest nadzwyczajna, ale najwyraźniej źle się dzieje w urzędach państwowych. Układy z politykami i deweloperami skutkują korupcją, nadużywaniem władzy i totalną degrengoladą w służbach porządkowych, od funkcjonariuszy najwyższych rangą do tych szeregowych. Jakby tego było mało, prasa także chce wykorzystać sytuację, choć szybko się okaże, że i dziennikarze ulegają naciskom. Jako jeden z nielicznych uczciwych policjantów komisarz Lindow coraz gorzej sobie radzi z otoczeniem, bo też nie ma w sobie nic z bohatera – po prostu nie jest w stanie tolerować bezprawia wśród kolegów. Pod koniec lektury można się zastanawiać, do kogo odnosi się tytuł.;(

Proza Jürgena Albertsa jest chropowata i oszczędna, styl świetnie dopełnia fabułę. Autor nie podsuwa łatwych rozwiązań, daleki jest też od moralizatorstwa, pozwala sobie jednak na uwagę, że policjanci nie są lepsi od reszty społeczeństwa, że i stróże prawa bywają przestępcami. Na koniec zaznaczę, że ważnym elementem tej pesymistycznej historii jest miasto – przedstawione jako mało przyjazne, raczej jako nowoczesny, bezduszny moloch.

_________________________________________________________________________________

Jürgen Alberts Świnia nie kolega, tłum. Janina Wieczerska, Oficyna Wydawnicza Graf, Gdańsk 1991



12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Bardzo rzadkie, dlatego przeczytałam. Z NRD być może byłby jeszcze bardziej interesujący.

      Usuń
    2. W NRD nie było przestępczości, chyba że szpiegostwo :P Pojęcia nie mam, czy mieli kryminały, ciekawe byłoby jakiś znaleźć.

      Usuń
    3. Masz rację, to dlatego nie ma kryminałów z NRD.;) Nie kojarzę żadnych enerdowskich tytułów ani autorów w serii Z jamnikiem czy kluczykiem. Już prędzej trafiłoby się coś z ZSRR bodajże.

      Usuń
    4. Za to chyba Czesi nie mieli problemów i pisali kryminały plus uwielbiali Chmielewską.

      Usuń
    5. Może cenzura z zasady nie przepuszczała nieprawomyślnych książek wśród demoludów? Nie wierzę, że tylko my i Czesi lubiliśmy kryminały.;) Uwielbienie dla Chmielewskiej rozumiem, jej humor musiał im odpowiadać.;)

      Usuń
    6. To możliwe, u nas przecież te kryminały albo humorystyczne, albo z dobrym milicjantem, albo o łapaniu szpiegów, albo w sztafażu zachodnim. W uwielbieniu dla Chmielewskiej Czechów bili Rosjanie, ona wspomniała, że jej książki szły w milionowych nakładach, zwykle piracko, niestety.

      Usuń
    7. Nie wątpię, że pani Joanna mogła zostać milionerką, gdyby otrzymała należne jej tantiemy.

      Usuń
    8. Miała nawet plenipotenta, który jeździł bo byłym ZSRR i zbierał należności, ale nie wiem, z jakim skutkiem.

      Usuń
    9. Nie wiedziałam. To w jej autobiografii jest opisane?

      Usuń
    10. W autobiografii są opisane wojaże po ZSRR, bo tylko tam mogła wydać ruble z honorariów. Plenipotenta miała w latach 90. i on przeprowadził wywiad z Chmielewską, wydany drukiem, zdaje się, że tam jest o tym mowa.

      Usuń