
Książka opowiada o reperkusjach tej decyzji ciągnących się przez kilkadziesiąt lat. Szczegóły poznajemy stopniowo i z kilku źródeł, w tym od niejakiej L z zaświatów. W tle przetacza się historia czarnych w Stanach Zjednoczonych: lincze, rozruchy, desegregacja. "Miłość" jest również książką o losie kobiet, jak bardzo jest on, czy raczej - był, zdeterminowany przez mężczyzn. Sprawca całego zamieszania od lat nie żył, a jednak przez dziesięciolecia wzbudzał silne emocje u Heed i Christine. Tak jakby jego duch był wciąż obecny w domu i w diabelski sposób drwił sobie z obu staruszek.
Atmosfera powieści kipi od namiętności różnego rodzaju, postaci są barwne i znakomicie zarysowane. W porównaniu z "Umiłowaną" język jest prosty, o wiele bardziej przystępny. Ale nawet gdy jest mowa o potrawach lub strojach, są one tak plastycznie opisane, że wręcz namacalne. Skrzy się tu także od subtelnego humoru, co dodaje całości uroku. Z chęcią obejrzałabym ekranizację tej książki, o ile kiedyś powstanie.
Moja ocena: 8/10
Toni Morrison, "Miłość", Świat Książki, 2005
Ta powieść mnie dosłownie zahipnotyzowała, byłam pod dużym wrażeniem. Jej gęstą atmosferę trudno opisać słowami. Polecam też "Odruch serca".
OdpowiedzUsuńGęsta atmosfera - to celne określenie, zgadzam się całkowicie.
OdpowiedzUsuńA na "Odruch serca" poluję w bibliotece, podobnie jak i na "Jazz".
Pozdrawiam;)