środa, 14 czerwca 2017

Słodko i zaszczytnie...

Toczka to inaczej kropka. To również nazwa małego wydawnictwa z Krakowa, które specjalizuje się w prozie niszowej, głównie bałkańskiej. Książki są najczęściej skromne objętościowo, jak choćby Słodko i zaszczytnie… Nevena Lukačevića, który pięć opowiadań zmieścił na 70 stronach. 


Akcja wszystkich historii toczy się podczas I wojny światowej, można nawet powiedzieć – w jej centrum. Za każdym razem wydarzenia śledzimy z innej perspektywy: Czech Lojka feralnego 28 czerwca 1914 r. wiezie samochodem cesarską parę, przemarznięty włoski wojak gdzieś w tyrolskich Alpach szykuje się do wymarszu, a na opuszczonej stacji kolejowej niedobitki bośniackiego plutonu rozważają dezercję. Jest jeszcze Brytyjczyk w okopach nad Sommą czekający na sygnał do ataku oraz dwóch młodziutkich żołnierzy z przeciwnych armii, których wiadomość o zakończeniu wojny zastaje w Belgii.

Oprócz zróżnicowanych pod względem narodowościowym bohaterów widać tu również przemyślany układ tekstów i dbałość o różnorodność formy (m.in. dziennik, list). To chyba jedyne zalety zbioru, który – sądząc po tytule i ujęciu tematu – miał pokazywać, że wbrew opinii Horacego nie jest słodko i zaszczytnie umierać za ojczyznę, że umieranie w imię wyższych ideałów jest często prozaiczne albo brutalne, a nade wszystko – bezsensowne. Używam słowa „miał”, ponieważ siła przekazu tych opowiadań jest znikoma. Autor nie wychodzi poza schemat i w rzeczywistości oferuje czytelnikowi głównie konfekcję.

Rozczarowanie lekturą jest tym większe, że w prozie Lukačevića był potencjał, niestety zabrakło podstawowego składnika fabuły: wiarygodności. Grzechem autora jest nie tylko powierzchowność i sztuczność, ale i naznaczenie opowieści współczesną wiedzą. W rezultacie książkę czyta się bez emocji, a przecież nie o to w literaturze chodzi.

_____________________________________
Neven Lukačević, Słodko i zaszczytnie… 
tłum. Joanna Kalinowska-Lukačević
Wyd. Toczka, Kraków 2016

7 komentarzy:

  1. Aj, wstęp sugerował, że udało Ci się wyłowić kolejną literacką perełkę. Szkoda, że drzemiący w zbiorku potencjał nie został w pełni wykorzystany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama bardzo żałuję, zwłaszcza że tak dobrze się zapowiadało.

      Usuń
  2. A mnie ciekawi następująca rzecz: czy to przypadek, że autor i tłumaczka noszą takie samo nazwisko? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor dedykował książkę m.in. żonie Joannie, więc zbieżność nazwisk raczej nie jest przypadkowa.;)

      Usuń
  3. Toczkę prowadzi wraz z mężem moja lektorka od macedońskiego z UJ. Aż mi wstyd, że mimo to po żadną ich książkę jeszcze nie sięgnęłam. Ale nie zacznę w takim razie od „Słodko i zaszczytnie...”. Najprawdopodobniej pierwsze będą „Bajki z lewej kieszeni” Prokopieva. Chyba lepsze :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby "Bajki..." były lepsze.;) Mnie ciekawi niejaki "Hrapeszko".;)

      Usuń
    2. Tak, na „Hrapeszkę” też mam chrapkę ;). Ale „Bajki” już mam na półce; jeśli spełnią oczekiwania, przyjdzie czas na niego.

      Usuń