Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. chińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. chińska. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 września 2014

Opowieść mięsnego dziecka

Ludzi jedzących mięso jest na świecie więcej niż ziaren piasku na plaży, lecz tylko ja, Luo Xiaotong, wyniosłem tę niską czynność do poziomu artyzmu. Gdyby złożyć razem całe zjedzone mięso na ziemi i to, które miało być zjedzone przyszłości, uzbierałaby się góra wyższa od Himalajów, lecz tylko mięso zjedzone przeze mnie stanowiło część artystycznego popisu. [s. 425]

To nie jest książka dla jaroszy. W grubaśnym „Bum!” (blisko 600 stron) chyba na każdej stronie mowa jest o mięsie: jego spożywaniu albo wręcz przeciwnie – o głodzie i tęsknocie za solidną wyżerką. Gatunek nie gra roli, z braku wołowiny lub baraniny nada się psina, oślina i wielbłądzina, w chwilach desperacji także kocina. W chwilach, kiedy główny bohater, kilkuletni Luo Xiaotong, nie skupia myśli na jedzeniu mięsa, pochłania go temat pokrewny czyli wytwarzanie tegoż. Czy może zatem dziwić, że dzięki uporowi i bezczelności ten mały potwór trafił do rzeźni w charakterze racjonalizatora produkcji? Raczej nie, w świecie Mo Yana nie takie cuda się zdarzają.


Chiński noblista wymyślił niebanalnego bohatera, osadził go w wiejskiej scenerii z końca ubiegłego wieku i tak pokierował burzliwymi dziejami rodziny Xiaotong, aby powstała obszerna powieść. Jak tłumaczy we wstępie i w posłowiu, „opowiadanie jest tu bowiem celem samym w sobie, głównym tematem, wyrazem myśli”. Książka faktycznie imponuje objętością, widać w niej dbałość o formę oraz treść, z lektury niestety nic istotnego nie wynika. Na nic ciekawa dwutorowa narracja, na nic realizm magiczny w wydaniu chińskim oraz nieźle zbudowane chwilami napięcie, skoro brakuje najważniejszego: głębszych myśli. Ba! Nie warto nawet streszczać fabuły, bo sam autor ujął ją w kilku słowach.

Być może w Chinach obowiązują inne kanony pisarskie i wydłużanie powieści poprzez mnożenie bohaterów oraz epizodów jest na porządku dziennym. Dla mnie „Bum!” pozostanie egzotyczną wydmuszką, która początkowo zaciekawia i sprawia frajdę, ale ostatecznie trafia do lamusa. Mimo obiekcji za jakiś czas zaryzykuję kolejne spotkanie z Mo Yanem.

_______________________________________________________
Mo Yan, Bum!, przeł. Agnieszka Wulik, WAB, Warszawa 2013


czwartek, 28 czerwca 2012

Róże i osmantusy

Znakomicie czyta się te opowiadania w chłodne, wietrzne dni. Aura za oknem dobrze koresponduje z melancholijnym nastrojem "Czerwonej róży, białej róży", której lektura kojarzy mi się z oglądaniem pięknych wnętrz w muzeum. Egzotyczna sceneria jest niewątpliwym atutem tej książki - jadeitowe ozdoby, haftowane jedwabie oraz stoliki do madżonga działają na wyobraźnię, a pisanie o wonnych kadzidełkach i opium, zielonej herbacie w delikatnych filiżankach tylko potęguje sugestywność opisów. Do tego fragmenty takie jak ten:

Miał naturę uporządkowaną i logiczną - pod każdym względem zbliżał się do ideału nowoczesnego Chińczyka. Jeśli tylko natknął się na coś, co nie pasowało do jego uporządkowanej wizji świata, rozważał to przez jakiś czas, a następnie za pomocą kilku operacji myślowych dokonywał idealizacji. I znowu wszystko układało się jak trzeba. [str. 73]

albo taki:

Ich chlebodawcy mężczyźni byli jak wiatr, który kręci się to tu, to tam i nawiewa zewsząd kurz. Panie zaś przypominały kunsztowne rzeźbienia na mahoniowych meblach, przyciągające ów pył tak mocno, że całymi dniami musiały go ścierać. [str. 156]


Jakkolwiek urokliwa jest egzotyka świata wykreowanego przez Eileen Chang, o przesłodzeniu nie ma mowy. Odpowiednią dozę goryczy zapewnia magiczne słowo "konwenans", które zresztą tu nie pada. Sztywna hierarchia w rodzinie, konkubiny, byli współmałżonkowie i niepisany kodeks powinności potrafią komplikować życie bohaterów w dotkliwy sposób, stąd może wrażenie niepewności i rozczarowania wszechobecne w książce. Kobiety podlegają naturalnie większej presji niż mężczyźni, zamożni bardziej muszą liczyć się z groźbą plotki niż ubodzy, niemniej wszyscy zdają się żyć pod stałą kontrolą obyczajową.

"Czerwona róża, biała róża" to świetna książka o świecie, którego już nie ma. Wyważona, napisana niepospolitym stylem, daje dość szeroki, aczkolwiek dyskretny wgląd w rzeczywistość Szanghaju z lat 40-tych. Lektura wyborna, za jakiś czas na pewno wrócę do pani Chang.

___________________________________________________________________________

Eileen Chang "Czerwona róża, biała róża" przeł. Katarzyna Kulpa, W.A.B., Warszawa 2009
___________________________________________________________________________


czwartek, 18 marca 2010

Wytwórca makaronu - Ma Jian

W ubiegłym roku zaczęłam czytać "Czerwony pył" tego samego autora, ale po ok. 40 stronach zrezygnowałam. Chaotyczny styl był dla mnie zbyt irytujący, a scena piłowania zębów niewiernej kochance przesądziła o porzuceniu lektury na dobre. Mimo wszystko postanowiłam przeczytać "Wytwórcę makaronu" czyli zbiór opowiadań powiązanych ze sobą postacią zawodowego pisarza i zawodowego krwiodawcy. Ten pierwszy ma napisać z polecenia partii tekst o bohaterze pozytywnym.

Na okładce można przeczytać: Pełen paradoksów, absurdu i groteskowego humoru obraz Chin po rewolucji kulturalnej. Być może to kwestia różnic kulturowych, ale pomysły autora wydały mi się niesmaczne. Nie bawią mnie sceny, w których właściciel krematorium bezcześci zwłoki, ojciec na wszelkie sposoby stara się pozbyć niedorozwiniętej córki, a literat przygląda się z tarasu mega-zbiorowemu gwałtowi, który z czasem prowadzi do utrudnień w ruchu drogowym. Wskutek takich karkołomnych pomysłów absurdy chińskiej rzeczywistości bledną i można się zastanawiać, czy są one prawdziwe czy to raczej przejaw wyobraźni pisarza.

Niestety groteska made in China okazała się ciężkostrawna. Książka nie jest ani śmieszna, ani dobra. Być może Chińczycy zbyt wiele nie tracą nie mogąc jej czytać w legalnym obiegu. Choć z drugiej strony ciekawi mnie, jaka byłaby ich reakcja na tego rodzaju humor.

Moja ocena: 5/10

Ma Jian, "Wytwórca makaronu", Wydawnictwo Literackie, 2007

poniedziałek, 26 października 2009

Miss Chopsticks - Xinran Xue

Książkę napisała chińska dziennikarka od lat mieszkająca w Wielkiej Brytanii, znana w Polsce z "Dobrych kobiet z Chin. Głosy z ukrycia". Punkt wyjścia jest podobny - pracując przez wiele lat jako reporterka, Xinran spisywała opowieści kobiet pochodzących z różnych stron kraju oraz z różnych grup społecznych.

"Miss Chopsticks" (w wolnym tłumaczeniu "Pałeczki") to oparta na faktach historia trzech dziewcząt z małej wioski we wschodniej prowincji Chin wyjeżdżających do dużego miasta w nadziei na lepsze życie. Mimo że rzecz miała miejsce w latach 90-tych ubiegłego stulecia, sytuacja kobiet była (i jak sądzę nadal jest) nie do pozazdroszczenia. Na wsi córki/kobiety uważane są jedynie za "pałeczki" (tytułowe chopsticks) czyli osoby usytuowane w hierarchii społecznej znacznie niżej niż synowie/mężczyźni uważani za dźwigary dachowe (w oryginale roof beams), a więc osoby, które utrzymują dom i są w nim najważniejsze.

Książka opisuje trudny proces oswajania się z życiem w mieście, gdzie stresującym przeżyciem jest nie tylko rozmowa z "miastowymi" mówiącymi innym dialektem czy spacer po ruchliwych ulicach nankinu, ale również zwykła przejażdżka samochodem. Co więcej, jedna z bohaterek nie umie czytać ani pisać. Trudno w to może uwierzyć, jednak Chiny są drugim po Indiach krajem na świecie o największej liczbie analfabetów. Takich przykładów szoku kulturowego - także dla głównych bohaterek, a więc Chinek - jest w opowieści więcej: autorka porusza m.in. kwestię ubioru, wykształcenia, nieformalnych związków, a nawet czegoś tak banalnego jak poczucie humoru. Cenne są również wyjaśnienia autorki dotyczące niektórych przemian społeczno-gospodarczych w Chinach np. prywatyzacji, legalizacji związków homoseksualnych, migracji.

Czytając 'Miss Chopsticks' pamiętać należy, że nie jest to reportaż, a zbeletryzowana opowieść, stąd raziło mnie chwilami przedstawianie awansu społecznego dziewcząt w zbyt różowych barwach. Niemniej lektura jest bardzo interesująca i pouczająca: uzmysławia jak wiele możliwości mają kobiety Zachodu, o których Chinki mogą tylko pomarzyć.

Moja ocena: 7/10