Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. norweska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. norweska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Ida przejmuje kontrolę

Ja się nie boję, że coś mnie ominie. Boję się, że będę tam, gdzie rzeczy się dzieją.

Tytułowa bohaterka powieści faktycznie przejmuje kontrolę. Jako osoba żyjąca w strachu przed atakiem terrorystycznym, bezustannie kalkuluje ryzyko, dokładnie planuje swoje działania, jest ostrożna w kontaktach z innymi ludźmi, zwłaszcza nowo poznanymi. Pytanie, gdzie przebiega granica między inteligentnie zaplanowanym zdarzeniem a myśleniem katastroficznym, pozostaje bez odpowiedzi, przynajmniej dla narratorki.

 

poniedziałek, 6 stycznia 2025

Dni w historii ciszy

Dni w historii ciszy były dla mnie totalną niespodzianką. Po pierwsze, przeczytałam je w ciemno, nie zapoznawszy się z jakimkolwiek streszczeniem, po drugie, fabuła okazała się znacznie bardziej złożona niż sugerowały to pierwsze strony.

czwartek, 9 marca 2023

Chwilo, nie trwaj

Wyobrażam sobie, że w wieku 90 lat mogłabym być podobna do narratorki Chwil wieczności: trzeźwo oceniająca sytuację, dość aktywna, wciąż ciekawa świata, a przede wszystkim niezależna mimo nasilających się dolegliwości. Birgitte jest emerytowaną kardiochirurżką osiadłą w Paryżu – żyje sama, ale na samotność nie narzeka, zresztą o towarzystwo nie zabiega. Bardziej przeszkadza jej bycie niewidzialną i niedocenianą.

czwartek, 8 lipca 2021

Song nauczycielki

Jej praca zawsze dotyczyła teatru, stosunku między sztuką a rzeczywistością, kamuflażu i prawdy

Song nauczycielki to z grubsza powieść o maskach. Nie tych teatralnych, a metaforycznych, nakładanych przez bodaj każdego z nas. Główna bohaterka od lat zgłębia teatr, na dodatek będzie miała szansę się przekonać, czy sama na co dzień cokolwiek udaje. Bierze bowiem udział w projekcie studenta, który bada związki między nauczaniem a życiem wykładowców, filmując ich podczas pracy oraz prywatnie.

sobota, 3 października 2020

Samotnicy

Niedawno w krótkim odstępie czasu zdarzyło mi się przeczytać dwie powieści Roya Jacobsona, wydane kilkanaście lat temu. Obie solidnie skrojone, z gatunku tych, które nie obrażają inteligencji czytelnika. Może nie arcydzieła, ale z pewnością godne uwagi. Co przypomina, że Świat Literacki zawsze miał nosa do dobrej prozy – nigdy nie trafiłam na kiepską pozycję w ich ofercie.

 

niedziela, 26 maja 2019

Nic się nie stało

Spadek to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w ostatnim okresie. Początkowo wcale się na to nie zanosiło, ponieważ główna bohaterka snuje monolog w irytujący sposób: wciąż drąży temat niesprawiedliwego testamentu, powtarza się niemal do znudzenia. Inaczej mówiąc, jątrzy i jątrzy. Dość szybko okazuje się jednak, że tak prowadzona narracja ma sens, bo pozwala lepiej zrozumieć, może nawet odczuć, emocje głównej bohaterki, i w rezultacie czyni powieść bardziej gęstą, mięsistą.


Tytułowy spadek ma u Vigdis Hjorth dwa wymiary: rzeczywisty i symboliczny. Nierówny podział schedy po ojcu prowadzi do kryzysu rodzinnego, stopniowo odsłaniając to, co przez lata zamiatano pod dywan, i co najwyraźniej stało się brzemieniem nie tylko dla dwójki najstarszego rodzeństwa, ale dla całej rodziny. W rzeczywistości rodzice Bergjolt przez lata udawali, że w ich domu nic złego się nie dzieje – nie było żadnej przemocy, nie było żadnego wykorzystywania seksualnego. W takim też przekonaniu utwierdzali młodsze córki oraz dalszych krewnych, odmawiając dwójce starszego rodzeństwa wysłuchania. W rezultacie przewinienia ojca dotknęły wszystkich, choć w różnym stopniu. Dotknęły, kalając i infekując.

Autorka bardzo dobrze nakreśliła skomplikowaną sieć zależności między członkami rodziny oraz powolny proces wykluczania ofiary ze swojego kręgu. I to jest właśnie najbardziej frapujący wątek w Spadku: traktowanie pokrzywdzonych jako zagrożenie dla rodzinnego „ładu”. Po lekturze łatwiej jest zrozumieć, dlaczego ofiary milczą i czasem dopiero po dekadach zaczynają głośno domagać się sprawiedliwości. Książka mądra i cenna, zasmuca jedynie fakt, że Hjorth bazowała na własnych doświadczeniach.

________________________________________________________________________________
Vigdis Hjorth Spadek, przeł. Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska, Wyd. Literackie, Kraków 2018


piątek, 28 maja 2010

Herman - Lars Saabye Christensen

Minipowieść z 1988 roku, która według informacji na okładce stała się w Norwegii bestsellerem, doczekała ważnej nagrody, a nawet ekranizacji. Przyznam szczerze, że nie do końca rozumiem ten fenomen.

Herman to chłopiec ok. 10-letni, z natury samotnik, nękany przez kolegów z klasy. Jest dzieckiem wyjątkowo bystrym i o dużej wyobraźni, jego inteligentne riposty potrafią dorosłych wprawić w konsternację. Zapada na nietypową w dzieciństwie chorobę - zaczyna łysieć i w krótkim czasie całkowicie traci włosy. Naturalnie cierpi z tego powodu, ale to reakcje otoczenia są tu najciekawsze.

Rodzice starają się zaradzić sytuacji, podnoszą - z marnym skutkiem - syna na duchu. Nieco inaczej jest w szkole - początkowo wszystkich denerwuje zydwestka noszona przez Hermana także na lekcjach. Kiedy prawda wychodzi na jaw, przestają chłopca zauważać - i nauczyciele, i koledzy. Z chwilą pojawienia się peruki ich zachowanie ulega kolejnej zmianie: dają chłopcu fory i pozwalają wygrywać, co główny zainteresowany odbiera jako litość.

I ten aspekt psychologiczny jest w książce najciekawszy, bo proces godzenia się z chorobą został przedstawiony dość sztampowo. Oto po usłyszeniu kilku budujących historyjek od starszych osób, które borykają się z poważnym problemem, Herman zaczyna bardziej optymistycznie patrzeć na swoją przyszłość. Dodajmy do tego nowo zyskaną przyjaciółkę i otrzymamy coś, co doskonale znamy przynajmniej z wielu filmów.

Powieść raczej przeciętna, niezbyt pomaga jej nawet dość oryginalny główny bohater. Oby "Półbrat" tego samego autora okazał się lepszy.

Moja ocena: 6/10

Lars Saabye Christensen, "Herman", Świat Literacki, 2000

poniedziałek, 10 maja 2010

Księga Diny - Herbjorg Wassmo

Akcja książki osadzona jest w XIX wieku; losy krnąbrnej Diny śledzimy od jej wczesnych lat, kiedy nieumyślnie doprowadza do rodzinnej tragedii, aż po jej dojrzałe lata, kiedy jest panią na Reinsnes w północnej Norwegii. Uderzające, jak bardzo współczesna jest postać głównej bohaterki. Mało tego - świetnie wpisuje się w nurt feminizmu, tego w skandynawskim (czyli bardziej zaawansowanym i dojrzałym w stosunku do polskiego) wydaniu.

W dzieciństwie dzika i nieokrzesana, w życiu dojrzałym Dina jest nadal kobietą nietuzinkową. Nie poddaje się konwenansom, częściej i chętniej oddaje się męskim zajęciom: jeździ konno bez siodła i poluje, świetnie zarządza majątkiem rodzinnym, za sprawą zdolności matematycznych stopniowo odgrywa coraz większą rolę w prowadzeniu interesów. Dziś powiedzielibyśmy: znakomita menadżerka. Niezwykła uroda idzie u niej w parze z inteligencją, ale charakter ma trudny: uparta i gniewna, do tego nieprzewidywalna i oschła - nie są to cechy, które przysparzają jej przyjaciół. Chociaż mało przyjazna, dzięki silnemu poczuciu sprawiedliwości i krzywdy ludzkiej zyskuje sobie szacunek i oddanie innych. Życie osobiste Diny jest także nieco skomplikowane. Do macierzyństwa stosunek ma niemal chłodny, mężczyzn wybiera sobie sama, nawet jeśli jest to sporo starszy mąż umówiony przez ojca. Potrafi kochać namiętnie, choć okazuje to w specyficzny sposób. W miłości również kieruje się własnym kodeksem moralnym.

"Księgę Diny" traktuję jako powieść przygodową w najlepszym wydaniu. Akcja toczy się wartko i nieszablonowo, świat XIX-wiecznej prowincji norweskiej jest bardzo ciekawy. Tło zdarzeń jest bardzo sugestywne: czuje się tu ostry, zimny wiatr, powietrze od morza jest słone, a na wybrzeżu słychać głosy mew. Można nawet poczuć smak madery i malin moroszek tak często pojawiających się w opisach uczt. Mnie ten świat podobał się tak bardzo, że chyba nawet nie chcę - z obawy przed popsuciem efektu - oglądać ekranizacji. I nawet jeśli jest to pierwszorzędna literatura drugorzędna, to na pewno czyta się ją z dużą przyjemnością.

Z uwag innych: książka jest pierwszą częścią trylogii. Polskie wydanie prosi się o wznowienie oraz staranniejszą korektę - i literówek, drobnych potknięć translatorskich. Streszczeniem na okładce (swoją drogą nijak mającą się do treści) nie należy zbytnio się sugerować;)

Moja ocena: 10/10

Herbjorg Wassmo, "Księga Diny", Wydawnictwo Muza, 1999

piątek, 23 października 2009

Lewą ręką przez prawe ramię - Selma Lonning Aaro

Od jakiegoś czasu bardzo lubię literaturę skandynawską, dlatego też z zainteresowaniem sięgnęłam po "Lewą ręką przez prawe ramię". Wydawca (Smak Słowa) reklamuje ją następująco:

Mężczyzna stoi na chodniku i całuje kobietę. Pozornie bez powodu wybiega na ulicę i zostaje potrącony przez samochód. Kim jest ten mężczyzna? Co nim kierowało? I czy jest ktoś, kto go naprawdę zna?
"Lewą ręką przez prawe ramię" to wzruszająca i zarazem wstrząsająca opowieść o tym, jak niewiele wiemy o swoich najbliższych i o samotności w tłumie.


Początek był bardzo interesujący i wielce obiecujący, z czasem jednak pierwsze - dobre - wrażenie lekko się rozmyło. Zabrakło mi przede wszystkim bardziej wnikliwego zarysu psychologicznego bohaterów powieści. Może zbyt wiele się spodziewałam po tak mocnym wejściu.

Historię, w której zazębiają się życiorysy kilku osób, poznajemy z perspektywy trzech kobiet i jest to bardzo udane posunięcie ze strony autorki. Najciekawsza wydała mi się opowieść nastoletniej córki pokazująca, jak odmiennie wydarzenia z życia rodziny może interpretować dziecko. Podobało mi się również zakończenie, dalekie od happy endu.

Co uderza w powieści, to samotność wszystkich postaci - tych pierwszoplanowych, i tych pobocznych. Żyją w swoim świecie, zbyt mocno skupieni na sobie, aby zauważyć problemy najbliższych. Nie przyjmują do wiadomości albo nie akceptują innego punktu widzenia, potrzeb innych. Brak zrozumienia, egoizm - to chyba głównie biło od bohaterów tej książki.

"Lewą ręką przez prawe ramię" czyta się dobrze i szybko (drażni mnie nieuwaga tłumaczki czyli często pojawiający się zwrot "młoda dziewczyna"). Wbrew zapowiedzi wydawcy powieść nie wzruszyła mnie, a już na pewno mną nie wstrząsnęła. Z pewnością do myślenia dała mi samotność przedstawionych postaci, postaram się zrewidować własne postępowanie pod tym kątem. Mimo wszystko sięgnę po inne powieści tej autorki, o ile zostaną przetłumaczone na polski;).

Moja ocena: 7/10