Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyimki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyimki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 kwietnia 2019

Wiosna w wielkim mieście

    To pora, kiedy pęd do wyjścia na dwór brutalnie wypycha człowieka opatulonego intymnościami na bezwstydnie przeszkloną werandę.
   Rankiem w filiżance kawy pluska mu promyk słońca albo strużka deszczu. A wieczorem z namaszczeniem krwawi latarnia.
    Łono rodziny i wszystko, co w nim zimowało, wywraca się na zewnątrz, dla wszystkich widoczne. Poufność pilnie strzeżonych gestów odbywa się na oczach sąsiedzkiego świata.
    Wzdłuż ulic o zmierzchu rozlega się huk eksplodujących w pocałunku warg, a czule zgruchotane widelce z lekko płaczliwym brzękiem konają pod ręką nieposkromionych ojców rodzin.
    Ściany mają oczy. Człowiek w szklanej klatce, wyeksponowany w całej swojej bezsilności, gniewie i niedbałym stroju, pod skąpą osłoną roślin doniczkowych, wisi nad chodnikiem, na podobieństwo własnego kanarka. […]

Joseph Roth, Proza podróżna, tłum. Małgorzata Łukasiewicz, Austeria, Kraków 2018, s. 65


środa, 5 grudnia 2018

Czytać

[...] Nie wystarczy czytać. Rzeczą ważniejszą jest - wedle wszystkich ekspertów - czytać ponownie.

I nie tylko książkę, którą pamiętamy jak przez mgłę albo której za pierwszym czytaniem nie zrozumieliśmy w pełni; należy ponownie przeczytać każde zdanie, każdy rzeczownik i czasownik, a także przydawkę, która w książce coś definitywnie określa. Bo czego chce książka? Abyśmy ją zrozumieli. Ale coś takiego następuje powoli, nieomal tak wolno i w sposób tak skomplikowany jak w życiu. Małżonkowie potrzebują niekiedy dziesięcioleci, nim wreszcie jedno zdoła zrozumieć drugie. Książki to także trudni znajomi.


Nie wystarczy czytać zgodnie z katalogiem, modą albo tradycją; instynktownie należy szukać książki, która-właśnie nam - może powiedzieć coś istotnego. Trzeba czytać regularnie, podobnie jak człowiek śpi, je, kocha i oddycha. Książki, jak ludzie, tylko wtedy zdradzą ci swoje sekrety, obdarzą cię zaufaniem, jeśli i ty oddasz im się bez reszty.

Nie lubię czytać książek innych niż te, które są moją własnością. Nie wystarczy mieć w posiadaniu myśl i wiedzę, jaką zawiera książka. Niech zatem książka, która jest ziemską powloką myśli, będzie moją, bezwarunkowo, jak tego domagają się kochankowie.

Sandor Marai, Niebo i ziemia, przeł. Feliks Netz, Czytelnik, Warszawa, 2011, s. 98

sobota, 21 kwietnia 2018

O pożytkach płynących z posiadania (niektórych) książek

W Toaście na progu Andrzej Mencwel przytacza taką oto anegdotę z lat 80. ubiegłego wieku:
[…] nie tylko żywienie psów, ale i ludzi stanowiło polską sztukę walki, wymagającą specjalnej zaprawy i wyszukanych chwytów. Nie było przecież tak, żeby coś można było kupić zwyczajnie, zawsze trzeba było użyć fortelu wzmacniającego pozycję na skąpym jednostajnie rynku, a mogło nim być, na przykład Przeminęło z wiatrem, którego liczne edycje publikowało wydawnictwo, w którym pracowała Ania. Nabywaliśmy je u źródła po zniżonej cenie, jeden zapasowy egzemplarz mieliśmy zawsze pod ręką i nie pamiętam już wszystkich okazji, w jakich się on przydał, ale można powiedzieć, że były one wszelakie. Czar tej łudzącej opowieści o końcu amerykańskiej idylli kolonialnej podczas okrutnej wojny domowej działał z równą mocą na dentystkę i hydraulika, urzędnika i mechanika, przedszkolankę i milicjanta, zadziałał również w szczególnym sklepie mięsnym, gdy chodziło o karmę dla psa. Karma taka zresztą wtedy nie istniała, a w normalnych, czyli ludzkich sklepach mięsnych wyskrobywano do cna wszystkie kości, podroby i skrawki. Udało mi się jednak odnaleźć na jednej z praskich ulic jatkę końską, w której kupowałem mięso dla naszego psa, nie zdradzając jego przeznaczenia. Ponieważ zachodziłem tam dość często, więc zjednałem sobie panią sklepową, dzięki jej słabości do Rhetta Butlera, którego utożsamiała, rzecz jasna, z Clarkiem Gable'em, poznanym dwadzieścia lat wcześniej na ekranie kina Praha, w filmie masowo wówczas oglądanym i uznanym za najbardziej udany film roku w Polsce nazywanej Ludową. Nasz egzemplarz Przeminęło z wiatrem pani sklepowa uznała za druk nieomal podziemny i skwapliwie go schowała. Chociaż mogę powiedzieć, że pośród różnych dziedzin pogranicznych zajmowałem się również socjologią kultury, to nie znam metod ani opracowań, które takie zbiorowe oczarowania oraz jednostkowe uwiedzenia by tłumaczyły. Jakim cudem opowieść o wojennej katastrofie posiadaczy niewolników mamiła pochodzące z awansu społecznego masy odbiorców, tego do dziś nie pojmuję.
Andrzej Mencwel, Toast na progu, Kraków 2017, s. 105-106