poniedziałek, 28 września 2020

Kentuki

Kentuki wyglądają niewinnie, niektóre przypominają pluszową pandę czy królika, zdarzają się też miniaturowe kruki albo smoki. Pojawiają się w domach na całym świecie: od Meksyku po Hongkong. Zabawka może dawać dużo frajdy, bo dzięki oprogramowaniu i kamerze porusza się i komunikuje. W istocie kryje się za nią anonimowa osoba, losowo przyporządkowana drugiemu nabywcy, z którym zaczynają stanowić parę „pana/pani” i „maskotki”.

czwartek, 24 września 2020

Suszone gruszki

 Kazimierz Wierzyński

Matka suszyła na zimę gruszki,
Przyłóż ten zapach do ust, do poduszki,
Spokojne sny się lęgły w jej ręku,
Nocą świeciły szyby w kredensie,
Gwiazdy mrugały rzęsa po rzęsie,
Dom cały pachniał po ciemku.

piątek, 18 września 2020

Kochany diable

– Kochany diable – krzyczę – pomóż mi, na litość boską! [s. 26] 

Na okładce Szkoły klasztornej wydawca straszy ponurą historią o opresyjnej instytucji dążącej do wytępienia indywidualności przy pomocy totalnej kontroli oraz surowych kar, jakby to miał być co najmniej orwellowski 1984 przeniesiony w scenerię katolickiego internatu. Absolutnie tak nie jest, co wyraźnie daje się wyczuć od pierwszych stron, bowiem na relację narratorki składają się głównie cytaty z lekcji, podręczników i religijnych pisemek, w ujęciu Barbary Frischmuth brzmiące ironicznie, a niekiedy nawet komicznie.

Powinnyśmy się cieszyć, że jesteśmy w takich dobrych rękach. Tu wyprowadzą nas na ludzi. Gdy kiedyś stąd odejdziemy, wszystkie drzwi będą stać przed nami otworem i wszędzie będziemy mile widziane. Szkoła cieszy się najlepszą opinią, a naszym pierwszym obowiązkiem jest jej nie zszargać. Nie wolno nam tego robić, bo i nas otoczono tu opieką. Zadbano o nasze ciała, nasze umysły, a nade wszystko o nasze dusze. jesteśmy winne wdzięczność, tak za dobroć, jak i za surowość, gdyż to, czego tu doświadczamy, przeżyły już niezliczone pokolenia przed nami, i ostatecznie wszystkim to wyszło na dobre. [s. 51] 

Nauki wpajane wychowankom skupiają się na pobożności, czystości, służbie Bogu i naturalnie mężczyźnie, jako że przygotowują również do roli żony i matki. Długi wykaz odmawianych modlitw, lekcja przyzwoitości czy opis systemu kar nie pozostawiają wątpliwości, że wszelki nadmiar może odbić się czkawką. I tak jest w przypadku głównej bohaterki, która mniej lub bardziej jawnie buntuje się przeciwko klasztornemu porządkowi : a to wymyśla z koleżanką historyjki, a to zabawia się niecnie w Kleopatrę i Antoniusza, kiedy indziej zaś szuka nieprzyzwoitych fragmentów w Biblii. Szkoły klasztornej doprawdy nie należy się bać, miejscami jest zabawna. 

W powieści Austriaczki warto pogrzebać, zajrzeć pod powierzchnię tekstu, bo to tylko pozornie prosta opowiastka. Na pospieszną lekturę nie pozwala zresztą sposób narracji – rozdziały stanowią luźny zbiór, zmienia się ich styl (od modlitwy przez kazanie po list), niektóre początkowo zaskakują tematem (np. patrzenie). Całość wybrzmiewa szczególnie diabolicznie (sic) teraz, kiedy od polskich funkcjonariuszy kościoła można usłyszeć niejedną „rewelację” mającą na celu rzekomą troskę o kobiety. Gwoli informacji: książka po raz pierwszy ukazała się ponad pół wieku temu.

_______________________________________________________________________ 

Barbara Frischmuth, Szkoła klasztorna, tłum. Eliza Borg, Wyd. Od Do, Łódź, 2018 

 

 

niedziela, 13 września 2020

Kuchnia amerykańska à la Karolina Waclawiak

Czasem ci mężczyźni przynosili nam jedzenie i wtedy przez jakiś czas miałyśmy to jeść. Ale zdarzało się, że nie było jej przez kilka dni i wtedy musiałyśmy przetrząsać dom w poszukiwaniu drobniaków albo tych zwitków pieniędzy, które dawali jej tamci mężczyźni, kiedy myśleli, że nie patrzymy. Brałyśmy je, bo wiedziałyśmy, że ona zawsze dostanie więcej, i biegłyśmy do sklepu po zapas gotowych obiadów, zestawów śniadaniowych z uśmiechniętymi rodzicami na opakowaniu i mrożonych smakołyków, których nie zostawiałyśmy na deser. Kiedy była w domu, robiła ucztę ze wszystkiego, co tylko miała. Sprawiała, że posiłki wydawały się wyszukane i wyjątkowe. Pewnego razu wróciła do domu z arbuzem i wykrzyknęła, że jest za gorąco na cokolwiek innego. Zanurzyła w nim wykrawacz i zrobiła całą górę lepkich czerwonych kulek. Wycięła też gwiazdki i ułożyła na szczycie przepełnionego talerza. Powiedziała, że możemy zjeść wszystko i że najemy się do syta. Potem data każdej z nas kostkę arbuza obsypaną solą i kazała udawać, że to danie główne. Reszta miała być deserem. Sok ciekł nam po podbródkach i jadłyśmy, aż od całej tej słodyczy nas mdliło i bulgotało nam w żołądkach. Powiedziała, że niektórzy ludzie nigdy nie mieli okazji spróbować arbuza, a my zjadłyśmy całego.

Karolina Waclawiak, Najeźdźcy, tłum. Joanna Dżdża, Wyd. Relacja, Warszawa 2019, s. 72

 


Upały się skończyły i samym arbuzem trudno byłoby się najeść, ale już koktajl zrobiony na bazie arbuza w połączeniu na przykład z bananem to już inna sprawa.;) Potrzebne nam będą:

- banan

- arbuz

- cynamon i/lub ciemne kakao

- listki świeżej mięty

- jogurt naturalny

Składniki dobrane według indywidualnych preferencji i proporcji miksujemy. Można dodać jabłko, siemię lniane i co tylko lubicie, z lodami i bitą śmietaną włącznie.;)

 


wtorek, 8 września 2020

Najeźdźcy

Różowy dmuchany flaming z okładki Najeźdźców z pewnością zniesmaczyłby niejednego mieszkańca Little Cove Neck, a właściciel zabawki musiałby się liczyć z reprymendą za zakłócenie harmonii otoczenia. W tej małej mieścinie na wybrzeżu Connecticut zamieszkanej przez pociotków prezydentów i senatorów pewne rzeczy po prostu nie uchodzą. Przyjęcia tematyczne, pokaz mody, gra w golfa – tak, winylowy siding, pochylone drzewo w ogrodzie, pomarańczowe stroje – nie. Solą w oku są również obcy korzystający z uroków osady: wędkarze, spacerowicze czy potencjalni nabywcy nieruchomości.

środa, 2 września 2020

Ta druga

W ubiegłym roku narzekałam na powieść Therese Bohman O zmierzchu, a Tę drugą będę chwalić. Głównie za sprawą interesującej bohaterki, która paradoksalnie jest antybohaterką: bez perspektyw na wielce udane życie, za realizację marzeń zabiera się niemrawo, z premedytacją brnie w beznadziejny romans. Nie lubi siebie i jak mówi: Nic nie przeraża mnie bardziej niż myśl, że to wszystko ma trwać dalej. To nieżycie, z tą nieegzystencją, w której tkwi ta nieosoba, którą jestem [s. 132].