Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. islandzka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. islandzka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 marca 2023

Świerzb

Świerzb to bodaj pierwsza książka islandzka, jaką miałam okazję przeczytać. O samej Islandii czytałam, utworu tłumaczonego z języka islandzkiego raczej nie. Zapewne pod wpływem stereotypowych migawek z wyspy nastawiłam się, że u Fríðy Ísberg będzie zimno, wietrznie i surowo, tymczasem spotkało mnie pozytywne zaskoczenie: poszczególne historie są tak uniwersalne, że mogłyby przytrafić się wszędzie.

wtorek, 16 listopada 2021

Sprzedana wyspa

Powieść Halldóra Laxnessa z 1948 r. może i kapkę zwietrzała, wciąż intryguje jednak choćby ze względu na narratorkę. Otóż Ugle przyjechała do stolicy, aby służyć w domu posła i trzeba przyznać, że żadna z niej prowincjonalna gęś, choć tak niektórzy uważają. Owszem, jest może nieco naiwna, ale jest również ambitna i niezależna – nie daje się łatwo zapędzić w kozi róg. Kieruje się własnym kodeksem moralnym, który pozwoli jej przetrwać zawirowania w Reykjaviku.

piątek, 20 marca 2020

Sztormowe ptaki

Rzadko sięgam po powieści, których akcja toczy się na morzu, bo woda nie jest moim ulubionym środowiskiem i dość szybko zaczynam odczuwać dyskomfort. Nie inaczej było w przypadku Sztormowych ptaków – już po trzech stronach zrobiło mi się zimno.;). Nic dziwnego, rzecz dotyczy bowiem islandzkich rybaków, którzy w lutym 1959 r. wyruszyli na połów karmazyna i w drodze powrotnej trafili na sztorm.

czwartek, 3 grudnia 2009

Skugga Baldur. Opowieść islandzka - Sjon

Sama książka jest tak urzekająca jak jej okładka. Schyłek, chłód, tajemnica - to wszystko u Sjona jest obecne. Akcja osadzona jest w małej wiosce islandzkiej pod koniec XIX wieku, jej główne wydarzenia rozgrywają się w ciągu kilkunastu dni 1886 r. Tytułowy Skugga Baldur to miejscowy pastor, postać zimna i surowa. Inni bohaterowie to lisica, Fryderyk Zielarz i zmarła Abba.

Historia jest prosta i przywodzi mi na myśl stare powieści: do brzegu przybija wrak statku, pojawia się tajemnicza postać, która przez wzgląd na swoje upośledzenie nie jest w stanie wyjaśnić wcześniejszych wypadków, wiejska społeczność nie przyjmuje małego odszczepieńca zbyt przyjaźnie, a całość ma swój finał po latach.

Osobny rozdział poświęcony jest polowaniu na lisicę i trzeba przyznać, że autor oddał je po mistrzowsku. Nie ma tu szalonego, gwałtownego pościgu, ale systematyczne tropienie zwierzyny i uniki przez nią wykonywane. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że mamy do czynienia z pojedynkiem, w którym szanse na wygraną nie są bynajmniej z góry przesądzone. Do tego piękna, zimowa sceneria.

Książka bardzo działa na wyobraźnię, chwilami jest niesamowicie wzruszająca. Śmiało mogłaby się obejść bez ostatniej części, w której niektóre tajemnice zostają rozwiązane. Niedopowiedzenia wcale by jej nie zaszkodziły, a efekt chyba nawet byłby lepszy. Mimo tego drobnego zarzutu "Skugga Baldur" to jedna z najbardziej "klimatycznych" powieści, jaką czytałam.

Moja ocena: 9/10