piątek, 20 marca 2020

Sztormowe ptaki

Rzadko sięgam po powieści, których akcja toczy się na morzu, bo woda nie jest moim ulubionym środowiskiem i dość szybko zaczynam odczuwać dyskomfort. Nie inaczej było w przypadku Sztormowych ptaków – już po trzech stronach zrobiło mi się zimno.;). Nic dziwnego, rzecz dotyczy bowiem islandzkich rybaków, którzy w lutym 1959 r. wyruszyli na połów karmazyna i w drodze powrotnej trafili na sztorm.


Powieść nie jest może wybitna, bez wątpienia jednak pozwala zanurzyć się w zupełnie innej rzeczywistości i posmakować grozy. U Kárasona bohaterowie desperacko walczą z żywiołem, a czytelnicy mocno trzymają za nich kciuki, jako że opis wydarzeń na trałowcu naprawdę działa na wyobraźnię. Najbardziej interesującym wątkiem okazały się zachowania człowieka w sytuacji zagrożenia życia. I tak jednych paraliżuje i przyprawia niemal o obłęd strach, u innych z kolei instynkt przetrwania okazuje się silniejszy niż chęć śmierci. Niby nic odkrywczego, ale ile w końcu wiemy o pracy rybaków na małych statkach czy kutrach?

Książka islandzkiego autora nadaje się idealnie na jedno dłuższe posiedzenie, w czym pomaga prosty język oraz forma luźnych wspomnień. A ponieważ sporo tu żargonu marynarskiego (co akurat bardzo lubię), przydałyby się przypisy dla szybkiego sprawdzenia, czym dokładnie jest np. forkasztel, który w fabule odgrywa istotną rolę. 

____________________________________________________
Einar Kárason, Sztormowe ptaki, przeł. Jacek Godek
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2019

36 komentarzy:

  1. Z podobnych klimatów czytałem "Ludzie i żywioły" Olava Duuna. W książce Norwega też jest wątek walki z morskim żywiołem, tyle, że chodzi o powódź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to ze starej dobrej serii PIW-u. Nie mówię, że przeczytam, bo wody mam na jakiś czas dość.;) Ale dziękuję za przypomnienie.

      Usuń
  2. Nie przepadam za powieściami marynistycznymi. Również często mnie nudzą. Ale tytuł tej sobie zapiszę. Ostatnio stwierdziłam, że nie czytałam jeszcze nigdy niczego z literatury islandzkiej i chciałabym to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie nudzą, jeśli są dobrze napisane.;) Po prostu woda mnie na wstępie zniechęca. Ale nie powiem, zdarzyło mi się czytać nawet jakieś powieści o Wikingach.
      Sama też sprawdziłam swoją znajomość lit. islandzkiej i wyszły mi 3 przeczytane książki.;(

      Usuń
  3. Ponoć z islandzkich klimatów morskich bardzo dobre jest Niebo i piekło Stefanssona, ale cena na allegro jest kosmiczna i nie mogę tego sprawdzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też słyszałam, że dobre. Jest egzemplarz w b. dobrej cenie, może jeszcze się załapiesz.;) I wydaje mi się, że w dedalusie zalegała jeszcze nie tak dawno.

      Usuń
    2. W Dedalusie on line już nie ma, ale ten z allegro przechwyciłem. Od razu z jego drugą powieścią, zobaczymy. Dzięki za info.

      Usuń
    3. Nie ma za co, cieszę się, że się udało.😊 Dedalus online nie wszystko niestety pokazuje, znam ten ból.

      Usuń
    4. :) Teraz tylko oczekiwanie na rzadkie wizyty listonosza i pewnie parę lat czekania na przeczytanie :P

      Usuń
    5. Będziesz posiadaczem białego kruka.😊

      Usuń
    6. Potwierdzam. Widziałem w krakowskim Dedalusie jeszcze parę tygodni temu ;)

      Usuń
    7. Teraz niestety żadna księgarnia nie bardzo po drodze.😐

      Usuń
    8. W normalnych warunkach też nie, uroki Mordoru :(

      Usuń
    9. Dla mnie to też wyprawa,ale przyjemna.

      Usuń
    10. Ja ostatnio wpadłem do dedalusa na 20 minut, stres i nic więcej :P

      Usuń
    11. Stres z powodu zbyt dużego wyboru?😉

      Usuń
    12. Raczej frustracja, że za mało czasu, żeby sobie porządnie pogrzebać w ofercie.

      Usuń
    13. Przyjdą jeszcze czasy, kiedy sobie porządnie poszperamy.;)

      Usuń
    14. Oby :) Na razie sobie szperam we własnych zasobach, tylko jakoś czasu na czytanie nie mam.

      Usuń
    15. Ja niby mam czas, ale ile można czytać.;)

      Usuń
    16. A, weź. Praca służbowa, zlecenia, dom ogarnąć, lekcje dzieci. Poczytałbym sobie :) Nawet koty się marudne zrobiły.

      Usuń
    17. Cieszmy się, że praca jeszcze jest.

      Usuń
    18. Z tego się akurat cieszę, ucieszę się jeszcze bardziej, jak nieco ogarnę zaległości.

      Usuń
    19. Wszystko spowalnia, więc kto wie, może akurat na zaległości łatwiej będzie znaleźć czas.

      Usuń
    20. Trochę na to liczę, bo teoretycznie terminy napięte, a czasu paradoksalnie coraz mniej na pracę.

      Usuń
    21. Mowa o branży wydawniczej?

      Usuń
    22. Tak. Targów w Warszawie nie będzie, to pewnie i z premierami nie ma co lecieć, ale niektótzy wciąż nie przysłali aktualnych terminów.

      Usuń
    23. Trudno chyba będzie teraz promować książki, mimo że niby reklama głównie w internecie się odbywa.

      Usuń
    24. No trudno, księgarnie pozamykane, autorzy też, na samych ebookach wydawcy niedaleko zajadą.

      Usuń
  4. O tak, opis wydarzeń działa na wyobraźnię. Z pobocznych wątków zainteresował mnie ten o książkach. Okazuje się, że rybacy ze statku całkiem dużo czytali. Jeden z członków załogi, telegrafista, prowadził malutką filię biblioteczną, trzymał w skrzyniach ponad osiemdziesiąt książek, które co jakiś czas wymieniał na inne w bibliotece w Reykjaviku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście wątek pokładowej biblioteczki był ciekawy. W sumie nie ma się czemu dziwić, że była taka "instytucja", bo co można było robić w czasie wolnym? Możliwości b. ograniczone, na dodatek rybacy byli odizolowani od świata, otoczeni wodą. Okropne, jeśli się zastanowić. książki mogły być do pewnego stopnia odskocznią.

      Usuń