Świnia nie kolega, to bardziej powieść obyczajowa niż pełnokrwisty kryminał. Krew, owszem, jest, morderstwo i śledztwo również, jednak znalezienie mordercy pozostaje tu kwestią drugorzędną. Na pierwszy plan wysuwa się codzienność policjanta, czyli niezadowolona żona w domu, natomiast w pracy żmudne, wręcz nierokujące dochodzenie oraz poważny konflikt z przełożonym i kolegami. I to jest bardzo wiarygodne ujęcie tematu, na dodatek łatwo przekładalne na polskie realia.
czwartek, 12 marca 2026
piątek, 23 stycznia 2026
Dumala
Wiatr gnał po równinie drobne wiry śniegu, niczym białe chmurki dymu. Malutkie punkciki światła, powsypywane w noc, gubiły się w białej, wybladłej poświacie. Tamten rząd jasnych punktów – to są okna w zamku Dumala.
Na tle setek współczesnych książek mikropowieść Eduarda von Keyserlinga opublikowana pierwotnie w 1907 r. jest jak haust chłodnego i krystalicznie czystego powietrza. Nie tylko ze względu na scenerię, czyli mroźną zimę na kurlandzkiej wsi, ale również ze względu na styl – elegancki, miejscami poetycki, i choć oszczędny w środkach, to jednak doskonale oddaje powolny i nieuchronny rozpad starego świata.
piątek, 6 czerwca 2025
150
Równo 150 lat temu w Lubece urodził się Tomasz Mann, autor ceniony głównie za Czarodziejską górę oraz Buddenbrooków. U mnie fragment z jego ostatniej, pełnej czarnego humoru powieści czyli Wyznań Feliksa Krulla:
Inna znowu zagadka zaprzątała wówczas i bawiła nieraz mój umysł i do dziś dnia nie utraciła dla mnie uroku i sensu. Oto, na czym polegała. „Co jest pożyteczniejsze — pytałem sam siebie — widzieć świat małym czy wielkim?” Tkwiła zaś w tym następująca myśl: wielcy ludzie, dumałem, wodzowie naczelni wojsk, suwerenne głowy państw, zdobywcy i władcy wszelkiego pokroju, wyniesieni przemocą nad pospólstwo, muszą już tak być stworzeni przez naturę, że świat wydaje im się mały jak szachownica; inaczej zabrakłoby im bezwzględności i zimnej krwi, niezbędnej do tego, aby rządzić światem zuchwale, wedle z góry powziętych planów, nie zważając na dobro lub krzywdę jednostki. Z drugiej jednak strony, może taki zacieśniający pogląd łatwo i niechybnie sprawić, że się w życiu w ogóle niczego nie osiągnie; kto bowiem ma świat i ludzi za hetkę-pętelkę albo też za nic zgoła i kto przepoi się wcześnie poczuciem ich nieważności, ten będzie skłonny ugrzęznąć w zobojętnieniu i gnuśności oraz przekładać wzgardliwie absolutny bezruch nad jakiekolwiek oddziaływanie na umysły; pomijając już, że człowiek taki będzie na każdym kroku — z powodu swej nieczułości, niespołecznej postawy i niechęci do trudzenia się czymkolwiek — gorszył wszystkich i każdym swym postępkiem obrażał świadomy swej wartości świat, a tym samym odetnie sobie drogę do sukcesów, choćby mimowolnych.Tomasz Mann, Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla, tłum. Andrzej Rybicki, Warszawa 1987
Tomasz Mann (1875-1955)
poniedziałek, 14 października 2024
Czempionki
Czempionki początkowo wprawiają w konsternację – historie, jakich w literaturze było tysiące (zaręczyny, seksizm w miejscu pracy, przemoc w rodzinie), rozpoczynają się 14 lutego, imiona dziewięciu bohaterek brzmią nieco pretensjonalnie, z kolei dialogi przypominają sztuczne rozmowy z tasiemcowych seriali. Po kilku rozdziałach zamysł autorki na szczęście się klaruje.
poniedziałek, 6 września 2021
W cichym zakątku życia
Ioan Cozma, pięćdziesięciokilkuletni policjant w Timișoarze, najchętniej już do emerytury pozostałby w cichym zakątku życia – prowadząc błahe sprawy, nie zwracając na siebie uwagi przełożonych, a tym bardziej instytucji ściągającej byłych oficerów Securitate. Niestety musi znaleźć mordercę młodej kobiety, córki niemieckiego rolnika posiadającego w okolicy ogromne połacie ziemi. Ziemia okaże się zresztą nieoczywistym, aczkolwiek kluczowym elementem śledztwa oraz powieści.
środa, 8 maja 2019
Anioł milczał
niedziela, 1 lipca 2018
Pokraka
niedziela, 2 października 2016
Jedna z nas
piątek, 22 maja 2015
Noc przed festynem
______________________________________
Saša Stanišić Noc przed festynem
przeł. Alicja Rosenau, Wyd. PWN, Warszawa 2015
wtorek, 18 lutego 2014
Wrócił i ma się dobrze
środa, 30 marca 2011
Miss Bukaresztu - Richard Wagner
"Miss Bukaresztu" jest powieścią sensacyjną: jest ciało denatki wyłowione ze Szprewy, jest śledztwo w sprawie zabójstwa, jest także nieoczekiwany zwrot akcji. Wszystko to jednak służy pokazaniu kulis dyktatury, która naznacza na całe życie i potrafi przypomnieć o sobie po latach, z dala od ojczyzny. Uwikłany jest właściwie każdy obywatel, a przemyślane posunięcia securistów przypominają rozgrywki szachowe. To misterna gra z obywatelem, któremu tylko wydaje się, że państwo idzie mu na rękę zezwalając na emigrację. Tu niczego nie można być pewnym: agentem może okazać się pisarz dysydent, a sprzymierzeńcem - przedstawiciel znienawidzonej władzy.
Przy okazji historii kilkorga znajomych Wagner pokazuje powojenne losy Rumunii. Hasła "Rumun", "Rumunia" wywołują na ogół raczej negatywne skojarzenia, tymczasem powieść okazała się wyjątkowo interesująca, również dzięki świetnej konstrukcji. Napisana prostym językiem, krótkimi zdaniami, jest przez to - paradoksalnie - bardziej ekspresyjna. Uderza w niej przede wszystkim odczucie wyobcowania i przegranej. Dla mnie pozostanie ważną książką o życiowych wyborach i przyjaźni w czasach politycznej zawieruchy.
Z ciekawostek: autor był mężem Herty Müller.
__________________________________________________________________________________
Richard Wagner "Miss Bukaresztu", tłum. Alicja Rosenau, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec, 2003
__________________________________________________________________________________
poniedziałek, 9 sierpnia 2010
Huśtawka oddechu - Herta Müller
O prozie ubiegłorocznej noblistki zwykło się uważać, że jest wyjątkowo przygnębiająca. W zasadzie jej najnowsza powieść też taka powinna być, jako że dotyczy życia w łagrze rosyjskim, do którego w styczniu 1945 r. trafia młodziutki Niemiec z Rumunii w celu odbudowy Kraju Rad. A jednak książka nie wydała mi się zbytnio ponura, porażająca czy szokująca. Po części dlatego, że po lekturze "Innego świata" Herlinga-Grudzińskiego niewiele mnie chyba zaskoczy w tematyce łagrowej, a po części dlatego, że Müller nie epatuje okrucieństwem, ale pisze w sposób wyważony.

Relacja z pięcioletniego pobytu w obozie podzielona jest na krótkie, luźno ze sobą powiązane rozdziały, w których Leo bez emocji opowiada o życiu codziennym na zsyłce i towarzyszach niedoli, a przede wszystkim o głodzie. Ani zimno, ani zmęczenie i ból nie są tak dojmujące jak głód:
Co można powiedzieć o chronicznym głodzie. Czy można powiedzieć, że istnieje głód, który sprawia, że jesteś chorobliwie głodny. Coraz to głodniejszy głód dołącza do głodu, który już odczuwasz. Wciąż nowy głód, który rośnie nienasycenie i wskakuje w prastary, z trudem poskramiany głód. Jak chodzić po świecie, gdy nie masz o sobie do powiedzenia nic nad to, że jesteś głodny. [s. 20]
Inny fragment:
Niezależnie od tego, gdzie byłem [...], wszystko, co robiłem, odczuwało głód. Każdy przedmiot przypominał głód długością, szerokością, wysokością i kolorem. Między sufitem nieba a pyłem ziemi każde miejsce pachniało innym jedzeniem. Obozowe korso pachniało karmelem, wejście do obozu świeżo upieczonym chlebem, przekraczanie drogi z obozu do fabryki ciepłymi morelami, drewniany fabryczny płot kandyzowanymi orzechami, wejście do fabryki jajecznicą, jama duszoną fabryką, żużel hałd zupą pomidorową, wieża chłodnicza pieczonymi bakłażanami, labirynt parujących rur struclą waniliową. Bryły smoły w zielsku pachniały kompotem z pigwy, a baterie koksownicze melonem. Były to czary i męka. Nawet wiatr karmił głód, tkał jak najbardziej widoczne i wcale nieabstrakcyjne jedzenie. [s. 145-146]
Przyznam, że takie opisywanie rzeczywistości ma dla mnie coś z poezji. Nie jest szczególnie wymyślne, niemniej w moim odczuciu jest wręcz liryczne. I może właśnie w prostocie tkwi siła pisarstwa Müller. Tak jak na scenie cichy głos aktora jest często bardziej dobitny niż krzyk, tak podczas lektury bardziej przemawia proza bez ozdobników, operująca samymi faktami. Siła na pewno tkwi także w powtórzeniach i chyba dlatego powieść tę będę kojarzyć m.in. z licznymi i sugestywnymi opisami głodu. Można pisać o nim i w takim ujęciu:
W czasie największego głodu rozmawiamy o dzieciństwie i jedzeniu. Kobiety mówią o jedzeniu dokładniej niż mężczyźni. Najdokładniej mówią kobiety ze wsi. Dla nich każdy przepis ma przynajmniej trzy akty, jak sztuka teatralna. Rozbieżne poglądy na temat składników sprawiają, że narasta napięcie. (...) Opowiadanie przepisów to większa sztuka niż opowiadanie dowcipów. Musi być puenta, chociaż wcale nie jest zabawna. Tutaj, w obozie, dowcip zaczyna się już od słów NALEŻY WZIĄĆ. To, że niczego nie ma, jest puentą, tyle że nikt jej nie wypowiada. Przepisy są dowcipami anioła głodu. [s. 102-103]
Nie znaczy to, że w "Huśtawce oddechu" nie ma mowy o odczuciach - one są, ale w ilościach śladowych. Narrator jest wyciszony, skupiony na głodzie i pracy. Nie żali się, nie rozpacza i tylko na podstawie kilku wspomnień i snów wiadomo, że tęskni za domem. Tęsknota to zresztą zbędny balast, rzecz zupełnie nieprzydatna w przypadku więźniów.
Jeśli wieki całe nie ma się wieści z domu, człowiek zadaje sobie pytanie, czy powinien w ogóle chcieć do domu i czego powinien sobie tam życzyć. W obozie zabrano nam marzenia. Nie musieliśmy i nie chcieliśmy o niczym decydować. Chcieliśmy wprawdzie do domu, ale poprzestawaliśmy na wspomnieniach minionego, nie mieliśmy odwagi tęsknić za przyszłym. [s. 240]
A jednak wolność nadchodzi, Leo wraca do domu. Rodzina daleka jest jednak od euforii, z braku wiadomości uznała wcześniej chłopaka za zmarłego. Sytuacja staje się niezręczna dla obu stron, są dla siebie bliscy, a zarazem obcy. Leo nie ułatwia domownikom zadania, zachowaniem bardziej przypomina ducha niż żywego człowieka: milczący, nie angażuje się w codzienne życie, jest niechętny jakimkolwiek kontaktom ze światem zewnętrznym. W ostatnich rozdziałach najlepiej pokazują, jakie spustoszenia w człowieku pozostawia totalitaryzm, jak bardzo go okalecza.
Podsumowując - powieść Müller podobała mi się, choć nie zachwyciła. Myślę, że jej proza potrzebuje więcej czasu, żeby w pełni dotrzeć do czytelnika i pozwolić się docenić. Kojarzy mi się z mocno wytrawnym winem, które z początku wydaje się gorzkie, a może nawet kwaśne, i dopiero po kilku łykach zaczyna smakować i sprawiać przyjemność. Warto więc próbować.
I ostatni już cytat, tym razem o wartości literatury w obozie:
Przywiezionych książek nigdy nie czytałem w obozie. Papier jest surowo wzbroniony, pierwszą połowę roku ukrywałem je za barakiem pod stosem cegieł. A potem je przehandlowałem. Za pięćdziesiąt stron Zaratustry na bibułkę do papierosów dostałem miarkę soli, za siedemdziesiąt stron nawet cukier. Za całego Fausta w płótnie Peter Schiel zrobił mi blaszany grzebień na wszy. Zbiór liryki z ośmiu stuleci zjadłem w formie mąki kukurydzianej i smalcu, a cienkiego Weinhebera zamieniłem na proso. Przez to człowiek nie staje się delikatny, tylko dyskretny. [s. 103-104]
Herta Müller, "Huśtawka oddechu", Wydawnictwo Czarne, 2010
piątek, 6 sierpnia 2010
Miłość Leny - Judith Kuckart
To nie jest powieść, która rzuca na kolana albo jest porywająca. Ma jednak w sobie coś hipnotycznego, co każe czytać dalej. Może to zasługa stylu - rwanej, chłodnej narracji i niespiesznej akcji, a może tematu - Niemców odwiedzających Polskę 60 lat po wojnie. Na szczęście nie jest to powieść o trudnych relacjach polsko-niemieckich czy Holokauście. Owszem, historia jest tu obecna, ale w tle; zgodnie z tytułem chodzi o Lenę.

Ma 39 lat, jest aktorką, sprawia wrażenie kobiety wciąż przed czymś uciekającej. Nie goniącej za czymś, lecz właśnie uciekającej. Żyje bez stałego adresu, mężczyzny i miejsca pracy. Nagłe decyzje, często niezrozumiałe dla innych, przychodzą jej dość łatwo. Jest zdystansowana i nieuchwytna, taki rys jest w postaci widocznej na okładce. Wiele wskazuje na to, że styl życia Leny jest formą obrony przed ewentualnym zranieniem, tego jednak nawet ona sama nie jest pewna:
Czy to był strach przed utratą miłości, co w tej chwili wydawała jej się wielka? A może przed koniecznością rezygnacji z życia, w którym czasem chętnie traciła panowanie nad tym, że w ogóle żyje. Które było szybkie i pełne przygód, i nieubłagane, i w którym lubiła brać nieregularności za nieumiarkowanie. Za coś, z czym było jej do twarzy, co czyniło ją niebezpieczna i równocześnie bezbronną. [s. 292]
Trudno jest żyć nie umiejąc zaufać najważniejszej osobie. I chyba właśnie zawiłe meandry miłości zostały pokazane w powieści najlepiej: niepewność, zazdrość, zmyślenia mylone z rzeczywistością, wycofanie. Mnie to w każdym razie przekonuje. Lena nie jest ujmująca czy sympatyczna, ale jako postać literacka z pewnością interesująca. Ba! Można ją odebrać także jako irytującą, zwłaszcza że do wielu spraw podchodzi nieszablonowo.
W książce są jeszcze dwie ważne postaci: Dahlmann, znajomy matki Leny i niemiecki ksiądz pracujący w Polsce. O ile ten pierwszy odgrywa dość istotną rolę w powieści, o tyle ten drugi wydaje się bez znaczenia i miałam wrażenie, że autorce zabrakło na niego pomysłu. Pewne braki widać także w samej historii Dahlmanna - przydałby się jakiś mocny akcent na koniec, coś, co by spuentowało jego dziwactwa. Ciekawostką było dla mnie ujęcie naszego kraju z niemieckiej perspektywy, Polska klasy B została nieźle uchwycona. Lekturę zaliczam do udanych: bez fajerwerków, ale na przyzwoitym poziomie.
Judith Kuckart, "Miłość Leny", Wydawnictwo Czarne, 2004
czwartek, 29 lipca 2010
Klucz do ogrodu - Jenny Erpenbeck
Niedaleko Berlina było sobie jezioro, a nad nim dom z ogrodem. Posesja zmieniała właścicieli i swój wygląd, jedynie ogrodnik pozostawał ten sam. Pięknie tu było i spokojnie. Lata mijały, historia przetaczała się przez okolicę odciskając większe piętno na ludziach niż na miejscu. I właśnie o przemijaniu i nietrwałości życia ludzkiego jest w moim odczuciu ta powieść.

Podczas lektury miałam wrażenie, że prawdziwymi bohaterami "Klucza" są dom nad jeziorem i czas. Owszem, poznajemy 12 osób związanych z letniskiem, ale są one zaledwie punktami na osi czasu. Ich życiorysy służą tak naprawdę zaznaczeniu pewnych wydarzeń historycznych, które w końcu tez mają charakter przejściowy. Rozwój przemysłu, narodziny nazizmu i antysemityzmu, II wojna światowa, przegrana Niemiec, wypędzenia, socjalizm, zburzenie muru berlińskiego, reprywatyzacja - to wszystko staje się udziałem kolejnych mieszkańców domu. I o ile budynek z przyległościami całkiem nieźle przetrwał zawieruchę XX wieku, o tyle ludzie okazali się mniej odporni na zmiany. Jasne staje się, że człowiek pojawia się na świecie tylko "na chwilę", miejsca były już przed nim i długo jeszcze pozostaną.
Erpenbeck pisze wyjątkowo oszczędnie, nawet przysłówki należą w powieści do rzadkości. Nakreślone życiorysy są mgliste i fragmentaryczne, postaci - z wyjątkiem pierwszych właścicieli tj. rodziny żydowskiej - są bezimienne. Zupełnie inaczej napisane zostały rozdziały zatytułowane "Ogrodnik"(swoją drogą bardzo ciekawa i zagadkowa postać): tu autorka szczegółowo wymienia czynności wykonywane w trosce o dom i ogród. Można wnioskować, że mieszkańcy tylko uzupełniają całość, są rekwizytami. Ciekawe jest również umieszczenie historii domu w specyficznych ramach: początek stanowi opis kształtowania się terenu od zarania dziejów, a koniec - rozbiórka budynku.
Po "Południcy" Julii Franck to moje kolejne udane spotkanie z prozą młodych literatów (a właściwie literatek) niemieckich. "Klucz do ogrodu" jest książką o nieprzeciętnej "urodzie", z gatunku tych głęboko zapadających w pamięć.
Jenny Erpenbeck, "Klucz do ogrodu", Wydawnictwo W.A.B., 2010
piątek, 9 lipca 2010
Południca - Julia Franck
Punktem wyjścia dla historii opowiedzianej w powieści jest zdarzenie z życia ojca Julii Franck. Jako siedmioletni chłopiec podczas ucieczki Niemców ze Szczecina w 1945 r. został pozostawiony na dworcu przez matkę, która już po niego nie wróciła. Dzięki poszukiwaniom autorki okazało się, że kobieta wróciła w okolice Berlina, gdzie do końca życia mieszkała w odosobnieniu z siostrą. O dziecku nikt z jej znajomych nie wiedział. Porzucenie syna posłużyło za kanwę książki, reszta to fikcja.

Helenę poznajemy w przededniu I wojny światowej, ma ok. 7 lat, mieszka w Budziszynie z rodzicami i uwielbianą starszą siostrą Martą. Od początku zastanawiają relacje z matką: kobieta traktuje młodszą córkę niemal z nienawiścią, prawdopodobnie dlatego, że śmiała urodzić się po śmierci swoich czterech braci-niemowlaków. Matka żyje w swoim świecie, sprawia wrażenie szalonej, przez co jej wyobcowanie w lokalnej społeczności (spowodowane żydowskim pochodzeniem) potęguje się. Ojciec również nie stanowi podpory dla dzieci: zauroczony matką nie dostrzega ich starań o utrzymanie domu, deprecjonuje wyjątkowe zdolności Heleny.
Można się domyślać, że właśnie dzieciństwo i postawa rodziców naznaczyły główną bohaterkę i sprawiły, że była dość powściągliwa w okazywaniu uczuć, a nawet chłodna. Oddana była właściwie tylko siostrze, tylko o nią zabiegała i troszczyła się na wszelkie możliwe sposoby. Ich relacje zmieniły się dopiero wówczas, gdy Helena się zakochała, a później wyszła za mąż. Chłód jednak pozostał. O ile mężczyzn traktowała z dystansem, o tyle całkowicie angażowała się w pracę: jeśli nie w szpitalu jako ceniona pielęgniarka lub w aptece jako pomocnica, to w domu przy prowadzeniu gospodarstwa. Odrzucenie przez rodziców zaowocowało potrzebą bycia użyteczną i najwyraźniej ta użyteczność dawała kobiecie poczucie bezpieczeństwa i wewnętrzny spokój.
Mimo pamięci o przeżyciach z dzieciństwa Helena z czasem zaczyna przypominać swoją matkę: wobec synka staje się szorstka, niekiedy porywcza, coraz bardziej zapada się w milczenie. Jakby nieświadomie poddała się tytułowej południcy, która według legendy w zamian za opowieść może zdjąć urok ze swojej ofiary i uwolnić ją od pomieszania zmysłów. Helenie chyba na tym nie zależy, nawet dramatyczne wydarzenia wojny nie są w stanie zakłócić jej zobojętnienia. Przypomina automat: dokładna i obowiązkowa, a jednak bez emocji. Wszystko wskazuje na to, że podobnie jak jej matka, "oślepła na serce".
Portret psychologiczny głównej bohaterki jest bodaj największym atutem tej książki - jest tak dogłębny, że postępowanie Heleny wydaje się zrozumiałe. Trudno ją polubić, ale przecież nie o to chodzi. Niezmiernie ciekawe jest również tło głównych wydarzeń czyli Berlin lat 20-tych i 30-tych, a więc kryzys, początki narodowego socjalizmu i antysemityzmu, ale także rozkwit sztuki i filozofii. Nieco rozwlekłe wydały mi się pierwsze rozdziały dotyczące okresu budziszyńskiego, na szczęście później akcja płynie wartko i można się nawet przyzwyczaić do znikomych dialogów zapisywanych bez tradycyjnego wyodrębnienia akapitem, myślnikiem itp. Drażniły mnie natomiast przeskoki do niewiele wcześniejszych wydarzeń i powroty do punktu wyjścia, w moim odbiorze wprowadzały więcej chaosu niż urozmaicenia.
Cieszę się, że na rynku polskim pojawia się wreszcie coraz więcej współczesnej literatury niemieckiej, bo "Południca" dowodzi, że warto ją poznawać. Zwłaszcza jeśli mowa jest o powieściach oferujących różne możliwości interpretacyjne, jak to jest w przypadku omawianej tutaj książki. Daleka jestem od zachwytu, ale na pewno będę poszukiwać innych utworów Julii Franck.
P.S. Nie należy sugerować się zbytnio streszczeniem na okładce, jest mylące.
Julia Franck, "Południca", Wydawnictwo W.A.B., 2010
poniedziałek, 3 maja 2010
Stulecie chirurgów - Jurgen Thorwald
Po przeczytaniu tej książki pozostaje tylko się cieszyć, że żyjemy w XXI w., kiedy medycyna jest na wysokim poziomie i pacjent może przezwyciężyć wiele chorób. Idąc do lekarza zazwyczaj nie uświadamiamy sobie, jakim dobrodziejstwem są rękawiczki ochronne albo znieczulenie."Stulecie chirurgów" w fabularyzowanej formie przedstawia dzieje najważniejszych odkryć medycznych, jakie miały miejsce w XIX wieku. W tym właśnie okresie wynaleziono narkozę (ok. 1846 r.), a Robert Koch (ok. 1876 r.) odkrył bakterie - notabene w skromnym, przydomowym laboratorium w Wolsztynie. Były to prawdziwe kamienie milowe dla rozwoju chirurgii, ale ich upowszechnianie nie było proste. Niedowierzanie, lekceważenie i wyśmiewanie lekarzy-naukowców były na porządku dziennym. Trudno dzisiaj uwierzyć, że Kościół potępiał narkozę jako "owoc szatana", a lekarze i pielęgniarki buntowali się przeciwko "terrorowi czystości". W książce podobnych historii jest wiele, autor - bazując na notatkach swego dziadka chirurga - pisze również o postępach w dziedzinie cesarskiego cięcia, rekonstrukcji nosa czy usuwania wyrostka robaczkowego. Jest także polski akcent - Ludwik Rydygier jako pierwszy w Polsce wyciął odźwiernik z powodu raka żołądka, a jako pierwszy na świecie dokonał resekcji żołądka.
Książkę czyta się szybko, miejscami wręcz z wypiekami na twarzy. Nie przepadam za fabularyzacją w przypadku materiału historycznego, ale jest to do zaakceptowania. Przydałyby się ilustracje opisywanych narzędzi chirurgicznych, łatwiej byłoby je wówczas sobie wyobrazić. Poza tym - lektura jak najbardziej godna polecenia.
Moja ocena: 8/10
Jurgen Thorwald, "Stulecie chirurgów. Według zapisków mojego dziadka, chirurga h.St. Hartmanna", Wydawnictwo Znak, 2008
wtorek, 1 grudnia 2009
Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie - Herta Muller
Trzeba przyznać, że autorce za sprawą prostoty udało się stworzyć specyficzny klimat. Środki stylistyczne są bardzo oszczędne, a jednak kreowane obrazy są bardzo sugestywne. Mgła i wilgoć są tu wręcz namacalne, a zapach ziemi wyczuwalny. To sztuka umieć tak czarować.
To moje drugie spotkanie z prozą Herty Muller. Dwa lata temu czytałam jej powieść "Lis już wtedy był myśliwym", która podobała mi się o wiele bardziej. W przypadku "Człowieka..." nie mogę właściwie nawet mówić o podobaniu się. Z pewnością atmosfera tej książki robi wrażenie, z pewnością pisarka stworzyła swój własny styl, ale trudno mi ją polecać. Czy tylko dlatego, że nie jest to lektura łatwa i przyjemna? Nie wiem.
Moja ocena: 7/10
niedziela, 29 listopada 2009
Flights of Love - Bernhard Schlink
Dawno książka nie sprawiła mi tyle przyjemności co "Flights of love" (w wolnym tłumaczeniu "Porywy miłości"). Siedem opowiadań, każde z miłością w tle: romans sprzed lat, jednorazowy skok w bok, niespełniona miłość ojcowska, mężczyzna uwikłany w związek z trzema kobietami, zauroczenie postacią z obrazu. Akcja opowiadań toczy się w Niemczech, w Stanach Zjednoczonych oraz w jednym z państw południowoamerykańskich; narratorem i głównym bohaterem jest mężczyzna niemieckiej narodowości.Najbardziej podobało mi się opowiadanie 'Circumcision' (Obrzezanie) o związku amerykańskiej Żydówki i Niemca, którym trudno uwolnić się od pamięci o Holocauście, mimo że od czasów wojny minęło ponad 50 lat. To ciekawe, jak bardzo można być uprzedzonym nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Jak bardzo stereotypy zakorzeniają się w ludzkim umyśle i jak niewiele różni się awersja do Niemców od rasizmu.
W zbiorze zamieszczono również opowiadanie o zabarwieniu humorystycznym czyli 'Sugar peas' (Groszek cukrowy). Jest to historia architekta, któremu trudno odnaleźć swoje miejsce w życiu, a także - kobietę tegoż życia. Myślę, że jest to świetny materiał na lekką komedię.
Opowiadania są bardzo różne, dobrze się je czyta. Problematyka nie jest tej wagi co "Lektor", jednak fakt ten nie pomniejsza wartości książki. Dla mnie rewelacja.
Moja ocena: 10/10











