Wiatr gnał po równinie drobne wiry śniegu, niczym białe chmurki dymu. Malutkie punkciki światła, powsypywane w noc, gubiły się w białej, wybladłej poświacie. Tamten rząd jasnych punktów – to są okna w zamku Dumala.
Na tle setek współczesnych książek mikropowieść Eduarda von Keyserlinga opublikowana pierwotnie w 1907 r. jest jak haust chłodnego i krystalicznie czystego powietrza. Nie tylko ze względu na scenerię, czyli mroźną zimę na kurlandzkiej wsi, ale również ze względu na styl – elegancki, miejscami poetycki, i choć oszczędny w środkach, to jednak doskonale oddaje powolny i nieuchronny rozpad starego świata.
W tej kameralnej historii wszystko skupia się wokół baronostwa Werland oraz wspierającego ich w trudnych chwilach pastora. Postępująca choroba obnaża słabe punkty i w ludzkim organizmie, i w małżeństwie, przy czym kryzys jest tu zarysowany niebanalnie, bo też każda z postaci ma jakiś niebanalny rys. Fabuła od początku do końca podszyta jest poczuciem niespełnienia i tęsknoty, wszyscy, także bohaterowie drugoplanowi, zdają się cierpieć z powodu pewnych braków. Osamotnienie, niemoc, konwenanse – oto chleb powszedni mieszkańców małej osady.
Żeby zbyt wiele nie zdradzać, napiszę skrótowo, że Dumala to doskonała opowieść o namiętności, klęsce i upadku dawnego, bynajmniej nie złego, systemu wartości. Mimo smutnego nastroju książka nie przygnębia, przeciwnie, ma dużo uroku dzięki opisom przyrody, powtarzającym się i zgrabnie rozgrywanym motywom (m.in. światło, spokój) oraz poruszanym zagadnieniom egzystencjalnym. Dla mnie literackie olśnienie.
_____________________________________________________________________
Edyuard von Keyserling, Dumala, tłum. Anna M. Linke, PIW, Warszawa 1990


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz