Najpierw był 6-odcinkowy serial telewizyjny, później wersja kinowa, a na koniec niniejszy literacki zapis filmu. Książka jest zapewne dużym skrótem pierwowzoru (ma zaledwie 160 stron), ale znać w niej rękę mistrza, a raczej oko bystrego obserwatora. W sześciu odsłonach Bergmanowi znakomicie udało się oddać meandry dojrzałego związku damsko-męskiego.

Marianne i Johana poznajemy przy okazji wywiadu dla pisma kobiecego, są wówczas małżeństwem z 10-letnim stażem. Pozornie szczęśliwa para osiągnęła swoją małą stabilizację, spełniają się w życiu rodzinnym i zawodowym. Jak nietrudno się domyślić, te solidne fasady z czasem zaczną ulegać destrukcji. W kolejnych scenach sytuacja głównych bohaterów będzie stale ulegać zmianie, zmienią się także oni sami. Dawni triumfatorzy staną się przegranymi, słabi nabiorą siły i pewności siebie, co z kolei również nie potrwa wiecznie. I to właśnie jest największym atutem tego tekstu - rewelacyjnie podpatrzone niuanse pożycia małżeńskiego, gierki stosowane przez partnerów, czasem wojny psychologiczne.
Książka składa się wyłącznie z dialogów i drobnych uwag scenicznych, a mimo to jest bardzo sugestywna. Co więcej, upływ 37 lat w ogóle jej nie zaszkodził. Dla mnie jest przede wszystkim bardzo prawdziwa, chciałoby się powiedzieć: samo życie.
Ingmar Bergman, "Sceny z życia małżeńskiego", tłum. Maria Olszańska, Karol Sawicki, Wydawnictwo Poznańskie, 1984






