Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. hiszpańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. hiszpańska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 maja 2025

Ostatnia zagadka

Począwszy od tytułu, Ostatnia zagadka opiera się na postaci Sherlocka Holmesa. Śledztwo prowadzi aktor znany z roli słynnego angielskiego detektywa, pomaga mu udawany Watson oraz doskonała znajomość literatury i kinematografii detektywistycznej. Obaj dżentelmeni przerzucają się cytatami z opowiadań i filmów o Holmesie, przywołują rozwiązania rozmaitych przypadków i o dziwo, to zastosowanie fikcji do ustalenia prawy daje rezultaty.

niedziela, 24 września 2023

To nie ja

[…] I uświadamiasz sobie, że po piętnastu wspólnych latach, w ostatnim czasie, owszem, byłaś dla Kepy kwiatem, ale już nie różą, nie goździkiem ani makiem, który rośnie na łące i kołysze się wraz z południowym wiatrem. Skończyłaś jako pelargonia. Pelargonia, która rosła wyprostowana i kwitła, kiedy było trzeba. Ale pelargonie rosną jedynie w oknach i na balkonach u babć, wdów, starszych pań i staruszek. [s. 93]

Narratorka jednego z opowiadań Karmele Jaio mocno na wyrost oceniła swój wygląd, do pelargonii z pewnością jeszcze jej daleko. Ot, wydarzenia oraz autorefleksja skłoniły ja do zgryźliwości pod własnym adresem. Podobnie jak inne kobiety ze zbioru To nie ja trzeźwo osądza sytuację, zna swoje słabe punkty.

środa, 30 grudnia 2020

Złuda

Złuda ukazała się po raz pierwszy w Hiszpanii w 1944 r., więc zakładam, że portretując Barcelonę z początku lat czterdziestych ubiegłego wieku, autorka opisywała znane sobie realia. Oglądamy zatem Hiszpanię krótko po zakończeniu wojny domowej, czego domyślać można się z półsłówek o zburzonych kościołach czy pobytach w więzieniu. Samej polityki w powieści nie ma, doskonale za to widać jej skutki w ludziach: wypalonych, straumatyzowanych, żyjących z dnia na dzień. 

 

wtorek, 22 maja 2018

Pisane życia

Pisane życia nie miały szczęścia na polskim rynku, w zasadzie krótko po premierze przepadły – brak promocji i mało wyszukana okładka z pewnością zrobiły swoje. Tymczasem książka całkowicie różni się od innych utworów Javiera Maríasa i mogła trafić do szerszego niż zazwyczaj grona odbiorców. Złożyły się na nią teksty drukowane wcześniej w prasie i od razu trzeba zaznaczyć, że są to teksty nad wyraz pocieszne.


Autor opracował bowiem dość specyficzne biogramy ok. 20 pisarzy i pisarek. Z życiorysów wybrał ciekawostki, a więc zabawne zdarzenia i opisy osobliwych zwyczajów, po czym je w mniejszym lub większym stopniu podrasował. I tak na przykład dowiemy się, że Conrada do szału doprowadzały istne drobiazgi, że nieustająco liryczny Rilke usiłował komunikować się ze zwierzętami i drzewami, natomiast Blixen pod koniec życia stosowała dietę opartą na szampanie i ostrygach. Mocno oberwało się kilku klasykom, których Hiszpan nie darzy zbytnią sympatią: Mann jawi się jako diarysta skrupulatnie notujący swoje najbłahsze dolegliwości, Joyce to neurotyczny poszukiwacz podniet, z kolei Mishima został obśmiany za namiętne fotografowanie nagich torsów. Co jest zmyśleniem, a co faktem, trudno dociec – wszystko brzmi wiarygodnie, tymczasem nawet podane źródła mogą okazać się blagą.

Pisane życia niewątpliwie wymagają od czytelnika dystansu i poczucia humoru, jako że Marías tym razem po prostu się bawi. Życiorysy twórców potraktował jak tworzywo, z którego po obróbce powstała nowa literatura. Mnie ta zabawa łącząca uwielbienie i kpinę bardzo odpowiada, czuję się zachęcona do sprawdzenia (przynajmniej w kilku przypadkach), ile w tym wszystkim jest fantazji, a ile prawdy.

__________________________________________________________________________
Javier Marías, Pisane życia, przeł. Wojciech Charchalis, Sonia Draga, Katowice 2015


środa, 10 czerwca 2015

Serce tak białe

Nie mam wątpliwości, że „Serce tak białe” jest przykładem literatury pięknej w pełni zasługującej na to miano. Rozbudowane zdania z wtrąceniami, elegancki język i meandrująca fabuła świadczą o dużym kunszcie pisarskim Javiera Maríasa. Niewielu pisarzy potrafi równie drobiazgowo i wytrwale dywagować na temat tego, co ulotne lub co w ogóle się nie zdarzyło. W moim odczuciu Marías to mistrz roztrząsania, drążenia i analizowania wybranego zagadnienia, co podczas czasem lektury może irytować, częściej jednak urzeka.


Oczarowywanie czytelnika zaczyna się już na poziomie frapującego tytułu, będącym cytatem z szekspirowskiego „Makbeta” (po zabójstwie króla lady Makbet mówi do męża ogarniętego wątpliwościami: Moje ręce mają twoją barwę; lecz wstyd mi, że mam serce tak białe), z kolei pierwsze zdanie powieści podsyca ciekawość:

Nie chciałem wiedzieć, ale dowiedziałem się, że jedna z dziewczynek, kiedy już nie była dziewczynką i niedawno wróciła z podróży poślubnej, udała się do łazienki, stanęła przed lustrem, rozpięła bluzkę, zdjęła stanik, odszukała serce i przyłożyła do piersi lufę pistoletu należącego do jej ojca, który z częścią rodziny i z trójką gości siedział w jadalni. [s. 9]

Na wyjaśnienie, co było przyczyną samobójstwa świeżo upieczonej mężatki, przyjdzie długo czekać, niemniej warto podjąć ten trud. Nie dla rozwiązania zagadki, bo w międzyczasie zejdzie ono na plan dalszy i straci na ważności, ale dla czystej przyjemności obcowania z tekstem. Na mnie działa duszna atmosfera tej książki, otoczka niepewności i zagrożenia oraz pobłyskujący gdzieniegdzie humor (opis politycznego spotkania na szczycie lub scena pacyfikacji strażnika chcącego podpalić obraz w muzeum – bezcenne;)). Ciekawe i istotne dla całości są odniesienia do dzieł malarskich (Rembrandt) i literackich (Kawabata, Kundera), uwagę zwraca wątek śpiącej kobiety i poduszki:

[…] na poduszce się zdradza i szkaluje innych, ujawnia się ich największe sekrety i wyraża się jedynie zdanie dogadzające próżności tego, który słucha, czyli lekceważeniu wszystkich innych: wszystko, co obce temu terytorium staje się czymś zbytecznym i marginalnym, jeśli nie godnym pogardy, tam właśnie najbardziej wypieramy się przyjaźni i byłych miłości, i obecnych również [s. 278]

„Serce tak białe” w dużej mierze dotyczy właśnie tajemnic i niedopowiedzeń, które u Maríasa mają moc sprawczą. Od sekretów niedaleko jest do namiętności, one również odgrywają w powieści ogromną rolę. I choć w prologu słychać strzał, a pewne wydarzenia będą spowite mrokiem, nie należy nastawiać się na kryminał. Na kunsztowne pisarstwo – jak najbardziej.

____________________________
Javier Marías Serce tak białe
przeł. Carlos Marrodán Casas
Wyd. Muza, Warszawa 2000

poniedziałek, 24 marca 2014

(Nie)przeźroczyste ciała

„Portret kobiety” ułożony z opowiadań dziesięciu hiszpańskich autorek, wydaje się znajomy. Bohaterki bywają zaborczymi matkami, opiekuńczymi córkami i żonami, bywają również namiętnymi, acz niespełnionymi kochankami. Martwią się swoją brzydotą i upływającym czasem, potrafią zakochać się w głosie ze słuchawki telefonicznej albo w księdzu. W sumie nic nadzwyczajnego. Nawet wabienie mężczyzn w niecnych celach czy oglądanie mieszkań na wynajem dla zabawy mogłoby przydarzyć się tysiącom kobiet na całym świecie. Nie jest to zarzut, wręcz przeciwnie – siłą tego zbioru jest uniwersalność, która pozwala z łatwością zaaklimatyzować się w świecie Hiszpanek.


Co dodatkowo wyróżnia ”Portret kobiety” to wyrównany, wysoki poziom. Nie wiem, czy w Polsce udałoby się znaleźć dziesięć współczesnych autorek, których teksty byłyby równie udane. Warto podkreślić, że pisarki reprezentują różne pokolenia – najstarsza, Esther Tusquets, urodziła się w 1936 r., najmłodsza, Yanet Acosta, w 1975 r. Ewentualne różnice pokoleniowe bynajmniej nie zaszkodziły całości; antologia jest różnorodna, a zarazem spójna (mały wyłom stanowi „Żółw” Berty Marsé z męskim narratorem). Galeria portretowa obejmuje dziewczynki i podlotki, kobiety dojrzałe i staruszki, o fizjonomiach odmalowanych w stonowanych barwach, za to wyrazistą kreską. Są tu twarze zatroskane, rozmarzone i stęsknione, są też przekorne i tajemnicze – na nudę nie można narzekać.

I nawet jeśli nie wszystkie opowieści przypadły mi do gustu, „Portret kobiety” uważam za rzecz bardzo dobrą. Jest w tym świeżość, inna perspektywa i lekkość, co w sumie daje satysfakcjonującą lekturę. Być może nie do końca przyjemną, co sugeruje także fotografia na okładce, ale nie pomniejsza to w żadnym stopniu wartości zbioru. Publikacja tym bardziej cenna, że oferuje szansę na kontakt z literaturą hiszpańską, która wciąż nie jest u nas zbyt dobrze znana, zwłaszcza w kobiecym wydaniu (może za wyjątkiem Mariny Mayoral i Rosy Montero). Zdecydowanie warto przeczytać.

___________________________________________________________
Portret kobiety w opowiadaniach dziesięciu hiszpańskich autorek
w wyborze i przekładzie Małgorzaty Kolankowskiej
Biuro Literackie, Wrocław 2014

poniedziałek, 24 lutego 2014

Historia zaburzenia

To właśnie tamtej nocy zdałem sobie sprawę, że mój pobyt w Oksfordzie – kiedy się skończy – stanie się historią zaburzenia; i że wszystko, co się w trakcie tego pobytu zacznie albo zdarzy, będzie dotknięte lub skażone tym powszechnym i nieuniknionym zaburzeniem, tak więc nie będzie niczym w moim życiu, które nie jest zaburzone; rozsypie się i popadnie w zapomnienie podobnie jak to, co opowiadają powieści i niemal wszystkie sny. (s. 50)


Mało kto pisze dzisiaj tak jak Javier Marías. We „Wszystkich duszach” przeważają zdania długie, naszpikowane dygresjami; pojedyncze akapity zajmują czasem kilka stron, dialogi należą do rzadkości. Jeśli postaciom dane jest się odezwać, nie mówią, ale przemawiają. Narracja meandruje, miejscami wylewa się z koryta, by na koniec zaskoczyć czytelnika małym uskokiem. Książkę zamykałam, mrucząc pod nosem: aha, to o TO chodziło.

Proza Maríasa jest gęsta i wyrafinowana stylistycznie, tymczasem fabuła zaskakuje skromnością. Relacja młodego Hiszpana z pobytu w Oksfordzie na stanowisku lektora językowego składa się zaledwie z kilkunastu epizodów, reszta to „wypełniacze” tworzące tło. Od razu trzeba powiedzieć, że wypełniacze pierwszej klasy – dowcipne opowieści o antykwariatach, uroczystych kolacjach uniwersyteckich czy lokalnych bezdomnych są fragmentami, które czyta się z przyjemnością po kilka razy. Gdzieś pomiędzy nimi skrywa się historia romansu z zamężną wykładowczynią czyli „zaburzenie”, które w zamyśle narratora miało być tematem przewodnim, jednak z powodu nadmiernej gadatliwości zeszło na dalszy plan. „Wszystkie dusze” mówią bowiem głównie o samotności – tak dotkliwej, że kubeł i worek na śmieci „są czasem jedynymi świadkami tego, co dzieje się w dniu samotnego człowieka, i w nich właśnie osiadają resztki, ślady tego człowieka z całego dnia, jego odrzucona cząstka, to, czym postanowił nie być, to, czego nie chciał zachować dla siebie, negatyw tego, co zjadł, co wypił, co wypalił, co zużył, co kupił, co wytworzył, i tego, co do niego przyszło.” (64-65)

Marías nie był miłością od pierwszego wejrzenia, ale od około dwunastej strony – zdecydowanie tak. W bardzo pozytywny sposób zaburzył moje upodobania literackie; na co dzień bliżej mi do prozy zwięzłej, ewentualnie złożonej w warstwie językowej, a „Wszystkie dusze” nie posiadają żadnej z tych cech. Mimo to całkowicie mnie urzekły i skłoniły do zaopatrzenia się w inne powieści pisarza. Jestem pewna, że to początek pięknej i długiej znajomości.

___________________________________________________________________

Javier Marías „Wszystkie dusze” tłum. Wojciech Charchalis, Rebis, Poznań, 2001
___________________________________________________________________