sobota, 8 maja 2021

Po śniadaniu

Po śniadaniu to zbiór siedmiu gawęd o pisarzach ważnych dla Eustachego Rylskiego. Ważnych w młodości (Hemingway, Capote), ważnych do dziś (Turgieniew, Camus, Błok i Malraux), oraz idolach (Iwaszkiewicz). Siedmiu klasyków, z których co najmniej dwóch mało kto dzisiaj pamięta, a tym bardziej czyta.

niedziela, 2 maja 2021

Majówka

Nadeszły hordy wycieczkowiczów, którzy, niczym oddziały szturmowe, rzucili się na krzewy bzu i w mgnieniu oka wszystkie je ogołocili. Dzieci wspinały się na drzewa, by ściągać gniazda. Krzaki przemawiały ludzkim językiem, drzewa myślały za pomocą ludzkich zwojów mózgowych i nawet w kamieniach biło ludzkie serce. Wszędzie pulsowało życie istot ludzkich, które do świata natury przyniosły własne pragnienia. Las huczał. Wszystko mu ludzie wyjedli, pokradli, ze wszystkiego ograbili. Deptali jego kwiaty, kłócąc się jedni z drugimi, odłamywali zwilżone rosą gałęzie, wdychali jego aromaty. Staruszki wciągały woń hiacyntów tak, jakby miały od tego natychmiast wyładnieć. Tymczasem na zaspanym jeszcze niebie słońce całkiem się rozbudziło. Skąpało okolicę triumfalnym potokiem ciepła, przeniknęło poprzez korony drzew ukośnie padającymi promieniami, kipiało światłem w żółtych kałużach, podgrzewało krew, łaskotało w płucach, rozkosznie swędziało w gardle, do granic napinało radość życia, w której były przekora, wyzwanie, pragnienie zarówno istnienia, jak i śmierci. I w to wszystko wtargnęła ze swoją muzyką orkiestra strażacka — jej członkowie podnieśli wprost ku wiośnie trąbki, a te lśniły igrały wraz z feerią światła. 

Dezső Kosztolányi, Złoty latawiec, przeł. Irena Makarewicz, Officyna, 2020. s. 15

 

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

Wegetarianka

Pod wyjątkowo ożywczą okładką Wegetarianki skrywa się studium wyobcowania oraz postępującego obłędu, a więc nic optymistycznego. Ta zgrabnie skonstruowana i napisana powieść bez wątpienia może uwodzić, nie tylko dzięki egzotycznej koreańskiej scenerii oraz jakże aktualnemu tematowi wegetarianizmu.

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Wszystko naprawdę było

Helena Birenbaum

dostałam starą płytę

pieśni które śpiewano w domu

kiedyś dawno...

słowa i melodie

przenoszą do minionych dni innych

do dzieciństwa, rodziny

obrazów zamglonych z Wtedy –

słucham

strząsam z siebie czas

z drżeniem i łzami obejmuję

pustą przestrzeń

duchy

- dowód

że to wszystko naprawdę było

i ja

  

13 stycznia 1985

 

Nawet gdy się śmieję, KAW, Rzeszów 1990

 

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Przy stole z Édouardem Louisem

W pokoju unosił się smród spalonego tłuszczu, bo matka przygotowywała ulubione danie ojca — frytki. Ja tam lubię porządne męskie żarcie, nie te burżujskie wymysły, co to im drożej, tym mniej masz na talerzu. Było to nie tylko jego ulubione danie, ale także jedno z nielicznych, którymi się żywiliśmy — i on, i my — bo to ojciec decydował o treści posiłków. Nawet jeśli matka udawała, że decyzja należy do niej, to zdradzała się, mówiąc: Chętnie bym sobie od czasu do czasu zrobiła fasolkę albo sałatę, ale twój ojciec będzie marudził. Na nasze posiłki składały się wyłącznie frytki, makaron, z rzadka ryż i mięso: kupowane w dyskoncie mrożone kotlety mielone albo szynka. Szynka nie była różowa, tylko w kolorze fuksji, i ociekała tłuszczem.

środa, 7 kwietnia 2021

Koniec z Eddym

Zbrodnią jest nie tyle robić, ile być. A zwłaszcza wyglądać na. [s. 129] 

Książka o stawaniu się, o szukaniu własnej drogi, a właściwie nowego otoczenia. Narrator miał bowiem pecha dorastać w miasteczku, w którym liczy się bycie twardzielem i umiejętność wychowania synów na twardzieli. Wśród sąsiadów Eddy uchodzi w najlepszym wypadku za „specyficznego” , w najgorszym za „pedała”, głównie dlatego, że jest chudy, ma wysoki tembr głosu, dużo gestykuluje i kołysze biodrami. Co więcej, nie lubi piłki nożnej i ma dość „dziewczyńskie” zainteresowania.

wtorek, 30 marca 2021

Nie tylko baby

Gdyby na podstawie zielonego tomiku Kolibra pokusić się o ogólny portret kobiet, byłby on mało pochlebny dla słabej płci. Okazałoby się, że niewiasty są przede wszystkim próżne i niewierne, niekiedy również egoistyczne i najzwyczajniej w świecie zepsute. Spośród siedmiu bohaterek jedna tylko chórzystka wydaje się poczciwiną, sprzedajną, ale poczciwiną, reszta pań nie jest nawet sympatyczna.
 

środa, 24 marca 2021

Kolacja à la Milena Moser

Na krótko przed wpół do ósmej wszystko byto gotowe. Nakryłam stół dla dwóch osób. Postanowiłam, że przy przekąsce — awokado i krewetki, do tego resztka korzennego wina — spróbuję z nim porozmawiać. Chciałam dać mu jeszcze jedną szansę, choćby ze względu na to zamglone spojrzenie jego szarych oczu, które mnie tak często i zawsze tak całkowicie wytrącało z równowagi. Potem wniosę główne danie, a wtedy niby przypadkiem wejdzie Bettina. Punktualnie o wpół do ósmej rozległ się dzwonek u drzwi. Otworzyłam. Z uśmiechem wręczył mi butelkę wina marki Rioja na której wisiała jeszcze metka z ceną. Sześć franków siedemdziesiąt pięć centymów. 

— Ach, to nie było konieczne — szepnęłam i poprosiłam go do środka. Drgnął, gdy zobaczył odświętnie nakryty stół. Nie oszczędzałam na świecach ani na świeżych kwiatach. Nie chciałam mu w końcu niczego ułatwiać. — Nie powinnaś była robić sobie tyle zachodu... — Wydawał się zażenowany, jakby w jakiś nieokreślony sposób czuł się winny. 

— Ależ jakiego zachodu? No wiesz! — uśmiechnęłam się łagodnie.

czwartek, 18 marca 2021

Księga samotnic

Gdyby tytuł oryginalny tj. Das Schlampenbuch przetłumaczyć wiernie, mielibyśmy nie Księgę samotnic, a co najmniej księgę suk lub zołz. Mowa bowiem o kobietach, które nie wahają się wziąć spraw w swoje ręce i w chwilach krytycznych stanowczo reagować. Nawet jeśli niektóre dają sobą pomiatać, nie trwa to wiecznie, a wtedy biada dręczyciel(k)om.

piątek, 12 marca 2021

Ziarna kawy

Dla Salme, siedemdziesięciolatki z estońskiego sowchozu, wypicie porannej kawy ze świeżo zmielonych ziaren jest sprawą życia i śmierci. Nie dlatego, że jest namiętną kawoszką (w jej wsi ten napój uchodzi niemal za fanaberię), ale dlatego, że tak zaleciła kobiecie „kształcona” synowa, lekarka z miasta.

poniedziałek, 8 marca 2021

mama się spóźni

Antjie Krog
 
to że do was wracam
zmęczona bez pamięci
że drzwi do kuchni są otwarte a ja
 
wsuwam się z torbami pośpiesznymi prezentami
w korytarzu przekradam się obok smutnych snów
mojej rodziny okien pokrytych
 
ich opuszczonym językiem w ostrym
świetle łazienki myję zęby
kładę pigułkę na język: Czw.
 
to że przechodzę obok mojej śpiącej córki
jej pościel gładka naciągnięta pod brodę
na toaletce majaczą jedwabniki oprawne w złoto
 
to że mogę przejść obok synów zaciśniętych
na poduszkach jak pięści marszczących czoła
niespokojne półtony odbijają się po pokoju
 
to że nocną koszulę wysupłuję z szuflady
w mroczną szparę za twoimi plecami się wsuwam
to że ciepło mnie opływa
 
nie czyni ze mnie ani poetki ani człowieka
w pułapce oddechu
polegnę w kobiecie
 
 
przeł. Jerzy Koch
(Ciało ograbione, Wyd. Literackie, Kraków 2017)
 

piątek, 5 marca 2021

Pierwsza osoba liczby pojedynczej

Od czasu do czasu sięgam po książkę Haruki Murakamiego licząc na dowolną odmianę. Niestety autor od dekad pozostaje wierny swojemu stylowi i tematom, więc o zbytniej satysfakcji nie ma mowy. U innych pisarzy (np. Jerzy Pilch, Philip Roth) powtarzalność mi nie przeszkadza, w przypadku Japończyka nuży mnie coraz szybciej i coraz bardziej.

piątek, 26 lutego 2021

Kolacja à la Muriel Spark

     Dobry wieczór. Proszę, niech pan wejdzie. Cieszę się, że pan przyszedł. To pana miejsce — mówiła Mavis.

Reszta rodziny była już po posiłku i stół nakryty był dla Dougala. Szynka, ozór, sałatka z kartofli, chleb, masło, a potem keks i herbata. Dougal usiadł i z apetytem zabrał się do jedzenia, podczas gdy Mavis, Dixie i Humphrey Place umieścili się wokół stołu. Kiedy skończył jeść, Mavis nalała wszystkim herbaty. Siedzieli i popijali.

Muriel Spark, Ballada o Peckham Rye, przeł. Halina Carroll-Najder, Warszawa 1974 s. 32-33


Kolacja bez ekscesów, w bardzo angielskim stylu. A ponieważ sałatka kartoflana vel ziemniaczana pojawia się od czasu do czasu w literaturze, to skupię się na niej. Prosta w przygotowaniu, idealna na chłodne dni.

Składniki:

800 g ziemniaków (najlepiej małych)

3 szalotki

1 łyżka kaparów (opcjonalnie)

2 korniszony

3 łyżki majonezu

3 łyżki oliwy

1 łyżka octu winnego

mały pęczek natki pietruszki lub kopru

sól, pieprz

Sposób przygotowania:

Ziemniaki obrać i ugotować w osolonej wodzie, odcedzić, pokroić.

Cebulę cieniutko poszatkować, ogórki i jajka pokroić w drobną kostkę. Wymieszać z ziemniakami.

Majonez, ocet i oliwę połączyć, dodać sól i pieprz, dodać do pozostałych składników.

Całość posypać natką pietruszki lub koprem.


Uwaga: nawet klasyczne wersje sałatki ziemniaczanej różnią się czasem składnikami. Niektórzy dodają np. jaja ugotowane n twardo lub seler naciowy. Wersja niemiecka przewiduje podsmażony boczek.