Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. słowacka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. słowacka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 czerwca 2025

Miło, niemiło

My, gelniczanie, kochamy knajpy. Kochamy to mało powiedziane. My wszystko zmienimy w knajpę, zatem zawsze mamy knajp pod dostatkiem. [ s. 34]

Miło, niemiło to rzadki przykład książki, która rozbawiła mnie dobrych kilka razy, choć nie lubię powieści o pijakach, zwłaszcza tych niereformowanych, z determinacją oddających się nałogowi. A narrator taki właśnie jest: ochlapus i wałkoń, który do końca swoich dni najchętniej utrzymywałby się tylko z zasiłku, ewentualnie pieniędzy, które cudem same wpadną do kieszeni. I tenże oto mężczyzna pewnego dnia porzuca, nie bez żalu, długo pielęgnowany status darmozjada, by pomóc koledze w nowo powstającej knajpie i stanąć za barem.


wtorek, 13 czerwca 2023

Nie na swoim miejscu

Miałam wszystko, wszystko było na swoim miejscu. Nic nie było na swoim miejscu.

Ivana Dobrakovová już w Bellevue pokazała, że potrafi napisać bardzo dobrą powieść obyczajową, Pod słońcem Turynu tylko potwierdza te umiejętność. Co prawda zanosiło się na mało porywającą rzecz o kolejnej znużonej czterdziestolatce, która pod nieobecność męża musi radzić sobie z narastającymi problemami synów, na szczęście fabuła rozwinęła się w zupełnie inną stronę. Domyślam się, że nudnawy początek był celowym zabiegiem – dzięki temu łatwiej zrozumieć Kristinę i dać się wciągnąć w historię.

 

sobota, 2 października 2021

Café Hiena

Café Hiena stawia początkowo silny opór, nie daje się łatwo przeniknąć. To rodzaj pisarstwa, które się akceptuje bezwarunkowo, albo odrzuca po kilku stronach. W powieści Jany Beňovej długo nie wiadomo, o co chodzi, dokąd zmierza fabuła. Niby jest czwórka bohaterów, coś im się przydarza, ale  właściwie nic istotnego. Wszyscy ewidentnie dryfują, od czasu do czasu markując planowe działanie. To zresztą specyficzne towarzystwo, oddające się wyjątkowo specyficznej twórczości: przesiadywaniu w kawiarni, chodzeniu po mieście, badaniom i obserwacjom. Walce o życie.

piątek, 24 kwietnia 2020

Bellevue

Nazwać ośrodek dla niepełnosprawnych Bellevue to iście szatański pomysł – tak nazywa się bowiem słynny nowojorski szpital psychiatryczny, przez długie lata kojarzony z okrucieństwem i umieraniem. Powieściowy Bellevue pod Marsylią prowadzony jest na szczęście przepisowo, ale rzeczywiście dla głównej bohaterki stanie się źródłem koszmaru.

wtorek, 4 września 2018

Piąta łódź

Szukam piątej łodzi, która byłaby naprawdę pusta, łodzi przygotowanej dla mnie, z kabiną, solidnymi drzwiami i zamkiem, do którego pasuje klucz do furtki na działce. Piątej łodzi w tym śnie nie ma.[s. 189]

W życiu Jarki od zawsze brakowało solidności; o głębokim przywiązaniu, harmonii czy zrozumieniu mogła tylko marzyć. I marzyła. Jej babka i matka funkcjonowały na zasadzie handlu wymiennego, a dla dziewczynki nic dobrego z tych spółek nigdy nie wynikało. Szybko zresztą pojęła zasady specyficznego „rodzinnego” pożycia, bo na jakikolwiek przejaw uwagi i sympatii musiała ciężko zapracować.


Dzieciństwo odmalowane przez Monikę Kompanikovą nie ma w sobie nic z sielankowości i beztroski, w Piątej łodzi oglądamy bowiem dojmujące studium dziecięcej samotności. Takiej, która jednocześnie chwyta za gardło i za serce. Nie jest przecież dobrze, gdy dwunastolatka pragnie obudzić się wreszcie dorosła, z umiejętnością odmawiania, samoobrony i podejmowania decyzji [s. 106]. Nie jest też dobrze, gdy ta sama dziewczynka wprost nie może się doczekać prawdziwej dorosłości, innej niż ta obecna, narzucona przez najbliższych. Jest niepokojąco źle, kiedy przez przypadek, z poczucia obowiązku, „pożycza” dwójkę niemowląt i odkrywa, że rola opiekunki bardzo jej odpowiada – może poczuć się potrzebna, odpowiedzialna i dobra, zupełnie jak wzorowa matka.

Tę nieco przygnębiającą historię poznajemy z ust dorosłej już Jarki – kobiety z problemami, do pewnego stopnia okaleczonej przez metody wychowawcze matki babki. A do jakiego, najlepiej dowiedzieć się samodzielnie podczas lektury – bo po pierwsze to kolejny ciekawy wątek w powieści słowackiej autorki, a po drugie Piąta łódź jest książką pierwszorzędną, bez ani jednego fałszywego tonu.

_________________________________________________
Monika Kompaníková, Piąta łódź, przeł. Izabela Zając 
Wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław, 2016

sobota, 9 września 2017

Luźne sploty

Przez ucho igielne (sploty) to dość przyjemna książka o mało przyjemnych sprawach. Na początek Ján Púček serwuje nam długi rozdział o umieraniu dziadka, później przechodzi do właściwej opowieści o jego życiu: biednym dzieciństwie, żmudnym zdobywaniu fachu, pobycie w obozach koncentracyjnych i wreszcie kłopotach w socjalistycznej Czechosłowacji.


I tu zaskoczenie: o tematach poważnych, wręcz ponurych, autor pisze bez zadęcia patriotyczno-martyrologicznego, poświęcając im zaledwie kilka zdań, skupia się natomiast na pozytywach czyli – oględnie mówiąc – na umiejętności przetrwania. Jego bohater, murarz Jan Holly, wytrwale drepcze własną drogą i kiedy zajdzie potrzeba (a zachodzi dobrych kilka razy), podnosi się z upadku, żeby zacząć wszystko od nowa. Stoicyzmu i uporu można mu pozazdrościć, choć trzeba zaznaczyć, że żaden z niego święty, po prostu ma swoje zasady.

Powieść jest dobrze skrojona, pozostawia czytelnikowi spory margines na refleksję i wzruszenie. Wyraźnie daje się odczuć czułość, co nie zaskakuje, ponieważ Púček opisał losy swoich dziadków. Wątpię jednak, aby ta rodzinna historia zapisała się na dłużej w pamięci czytelników – wrażenia z lektury niestety dość szybko rozmywają się.  

____________________________________________________________________________
Ján Púček, Przez ucho igielne (sploty), przeł. Weronika Gogola, Książkowe Klimaty 2017