Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 grudnia 2024

Zimą "Pod Huncwotem"

Za pierwszym podejściem powieść Marthy Grimes znudziła mnie jako rzecz nijaka. Trzeba chyba było dopiero grudnia, by ten kryminał osadzony w okresie bożonarodzeniowym zasłużył na należną mu uwagę.;) Bo trzeba zaznaczyć, że bardziej interesujące od znalezienia mordercy wydają się barwne, częstokroć irytujące postacie, opisy angielskiego miasteczka, w którym centrum spotkań i wymiany informacji wszelakich stanowi tytułowy pub „Pod Huncwotem”, i last but not least sensownie dawkowany sarkazm.

sobota, 5 listopada 2022

Morderstwo odbyło się

O kryminale Morderstwo odbędzie się... przeczytałam, że wyróżnia się na tle innych z cyklu z panną Marple, ponieważ autorka zastosowała niecodzienny chwyt fabularny. Otóż zbrodnia zostaje zostaje zapowiedziana w gazecie lokalnej w formie ogłoszenia, podano dokładny adres i datę. A ponieważ rzecz dzieje się w małej mieścinie, gdzie wszyscy się znają i odwiedzają, część sąsiadów, licząc na dobrą grę towarzyską, stawia się o wyznaczonej porze u panny Blacklock. Niby tylko przechodzili obok, niby tylko chcieli zapytać, jak niosą się kaczki, albo czy gospodyni nie potrzeba kociątka, ale wiadomo, że przychodzą z ciekawości. 

środa, 12 października 2022

Ruda modelka

Jazz działa na nią jak narkotyk. Dym w knajpie jak górskie powietrze. Zapijaczone mordy jak włoski krajobraz.

Od razu zaznaczę, że Ruda modelka Dominika Damiana, czyli Adama Bahdaja, nie jest porywającym kryminałem. Przeciwnie, dłuży się (choć to poniekąd dobrze oddaje żmudność śledztwa), i nieco męczy nadmiarem postaci oraz ogólnym przegadaniem, niemniej ma swoje zalety.

 


czwartek, 2 sierpnia 2018

Niespłacone długi

Gdyby nie Adam Ferency, który ze swadą czytał fragmenty Niespłaconych długów w PR2, pewnie w ogóle nie zwróciłabym uwagi na tę książkę, jako że po kryminały sięgam rzadko (okładka też nieszczególnie zachęca). Co prawda obecny na początku humor szybko wyparował, ale na szczęście pozostała grecka sceneria, czyli upalne Ateny AD 2010, i oczywiście intryga.


U Petrosa Markarisa zasadniczą rolę odgrywa kryzys finansowy. W stolicy nie można swobodnie się poruszać, bo jeśli akurat nie trwa protest związkowców przeciw ustawie o ubezpieczeniach społecznych, to demonstrują emeryci pozbawieni świadczeń. Mówi się o plajtujących firmach i zdesperowanych kredytobiorcach, słychać narzekania na restrykcje unijne i kolejne cięcia w państwowym budżecie. Policjanci nie są wyjątkiem – pomstują na zredukowane pensje i zlikwidowane dodatki. Frustracja jest na tyle powszechna, że zabójstwo dwóch szych ze świata finansjery nie spotkało się ze zbytnim współczuciem, przeciwnie, wielu zwykłych zjadaczy chleba uznało je za karę za chciwość.

Warstwa obyczajowa była dla mnie w Niespłaconych długach najbardziej atrakcyjna, bo pokazuje grecki kryzys z perspektywy społeczeństwa, czym media w doniesieniach nie zajmowały się obszernie. Sam wątek kryminalny, a ściślej motywy zbrodni, wydały mi się cokolwiek wydumane, niemniej fabuła wciąga, szczególnie w drugiej połowie. Jest w tym zasługa i głównego bohatera, inspektora Kostasa Charitosa – mężczyzny starej daty, który nie zna się na komputerach ani ekonomii, jest za to powściągliwy i anielsko cierpliwy. Nałogów nie wykazuje żadnych, lubi natomiast kuchnię swojej żony i spokojne wieczory ze słownikiem Dimitrakosa w ręce.

Książka jest pierwszą częścią Trylogii Kryzysu i nieźle rokuje. I mimo że nie znam się na ekonomii i niechętnie o niej czytam, z ciekawości zajrzę do następnego tomu. Choćby dla wędrówki po dusznych i zatłoczonych Atenach, tak wyraźnie odmalowanych w powieści. I sprawdzenia, kto jeszcze padnie ofiarą finansowego krachu w Grecji.

________________________________________________________
Petros Markaris Niespłacone długi, przeł. Przemysław Kordos
Wyd. Noir sur Blanc, Kraków 2018

piątek, 16 lipca 2010

Erynie - Marek Krajewski

To prawda, że opis Lwowa bardzo przypomina Wrocław z serii Krajewskiego o Breslau. Prawdą jest również, że Popielski to kalka tamtejszego komisarza policji Mocka: przesadnie dba o wygląd, potrafi być i brutalny, i szarmancki, nie stroni od wszelakich rozkoszy ciała, a na dodatek uwielbia ćwiczenia translatorskie z łaciny. Obaj są także podobni z wyglądu. To jednak zupełnie nie przeszkadzało mi podczas lektury "Erynii". Ba! Po rozczarowującej "Głowie Minotaura" czytało się je świetnie.


Jako że autor jak zwykle reprezentuje dobry poziom i o zbytnich zaskoczeniach nie ma tu mowy, skupię się na luźnych uwagach.

Po pierwsze, pojawiają się dwaj bohaterowie samotnie wychowujący niepełnosprawnych synów. Ciekawy szczegół. Inna rzecz to wątek bezrobocia (jest maj 1939 r.) oraz wiążące się z nim wyrzucenie na margines życia społecznego. Zjawisko to dotyka jednego z samotnych ojców i poniekąd ma fatalny wpływ na jego losy. Muszę przyznać, że spodobał mi się taki "społecznikowski" gest pisarza, szczególnie że nie trąci dydaktyzmem. W Polsce mało jest literatury na podobne tematy, a przecież to ważne problemy dotykające sporą grupę osób w naszym kraju.

Po drugie, w epizodzie pojawia się autentyczna postać abp metropolity lwowskiego Bolesława Twardowskiego. Stara się zapobiec atakom lokalnej endecji na Żydów w związku z podejrzeniami o rytualny mord dokonany na chrześcijańskim dziecku. O ile Twardowski wiele dobrego zdziałał dla społeczeństwa (m.in. czynnie przeciwdziałał bezrobociu), o tyle nic nie wyczytałam na temat jego ewentualnych wystąpień przeciw antysemityzmowi. Naturalnie nie świadczy to o braku takowych, ale zastanawiam się, dlaczego autor zamieścił ten wątek. Czy był to ukłon w stronę kleru, czy raczej specyficzne zarysowanie tła wydarzeń?

Po trzecie, od kryminału oczekuję precyzyjnej konstrukcji i wychodzę z założenia, że każda postać ma czemuś służyć i stąd wątek policyjnego patologa Podhirnego wydaje mi się niedokończony. Przez pewien czas można odnieść wrażenie, że stanie się ważny dla dalszego rozwoju akcji, tymczasem autor dość nieoczekiwanie i ostro usunął go z gry. Zupełnie jakby stracił pomysł na bohatera, który miał wszak swoją małą tajemnicę. Ale może się czepiam.

Suma sumarum lektura bardzo udana. Wartka akcja, ciekawe postaci i tło wydarzeń - czegóż chcieć więcej. Dodatkowe plusy to zakończenie i piękna szata graficzna (niestety wydanie w twardej oprawie jest tylko klejone, książka ma skłonności do rozpadania się;). Jeśli w sprzedaży pojawi się audiobook w interpretacji Roberta Więckiewicza (czytał powieść w radiowej Trójce), nie omieszkam go przesłuchać.

Marek Krajewski, "Erynie", Wydawnictwo Znak, 2010

niedziela, 24 stycznia 2010

Kobieca agencja detektywistyczna nr 1 - Alexander McCall Smith

Z notki biograficznej wynika, że Alexander McCall Smith jest prawnikiem, specjalistą od medycyny sądowej i bioetyki. I być może na tym powinien poprzestać, ponieważ pisanie kryminałów nie jest jego mocną stroną.

Za namową przyjaciółki przeczytałam pierwszą część cyklu o przygodach mma Ramotswe z Botswany. Wydawałoby się, że i miejsce akcji, i postać pani detektyw - korpulentnej kobiety po 30-tce - stanowią doskonały punkt wyjścia do stworzenia nieco egzotycznego kryminału. Tymczasem fabuła jest dość naiwna, chwilami niekonsekwentna i wręcz nudnawa, postać głównej bohaterki zaś - mocno wyidealizowana, a w efekcie - jednowymiarowa. Autor serwuje czytelnikom peany na cześć Botswany, dydaktyczne wtręty np. w kwestii feminizmu. Do tego słodkawe zakończenie.

Jak dla mnie - czytelniczy niewypał i zmarnowana szansa. Zupełnie nie rozumiem popularności serii, ale może dalsze części są lepsze.

Moja ocena: 6/10

Alexander McCall Smith, "Kobieca agencja detektywistyczna nr 1", Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2004

wtorek, 29 grudnia 2009

Zamek z piasku, który runął - Stieg Larsson

Niby tylko kryminał, a z jakim rozmachem napisany... W tej niemal 800-stronicowej powieści przewijają się dziesiątki osób, autor zadał sobie jednak trud i opisał je choćby w kilku zdaniach. Akcja toczy się jednocześnie w kilku miejscach (głównie Sztokholmie), bohaterowie pochodzą z różnych środowisk i zawodów. Podczas lektury uderza spora wiedza Larssona z zakresu informatyki, szpiegostwa, świata mediów, psychiatrii i sądownictwa.

Podobnie jak poprzednia część trylogii, "Zamek z piasku..." bardzo mnie wciągnął. W dużej mierze stało się to dzięki postaci Lisbeth Salander, która mocno odbiega od niemal szablonowych bohaterek innych kryminałów. Owszem, jest niebywale inteligentna, sprytna i wysportowana, ale jest również mało sympatyczna. Nie należy do bohaterów książkowych, których się lubi. Za to bardzo imponuje.

Zauważyłam, że żadna z postaci kobiecych nie jest negatywna. Nawet jeśli mają wady, w pewnych dziedzinach działają nadzwyczaj sprawnie i skutecznie. O męskich bohaterach nie da się już powiedzieć tego samego. Podobno Larsson wysoko cenił sobie kobiety - książki zdają się to potwierdzać.

Niezmiernie rzadko czytam kryminały, ostatnio był to cykl Akunina i Krajewskiego. "Zamek z piasku..." sprawił mi wiele przyjemności i nie daje się z niczym porównać. Do głowy przychodzi mi jedno określenie: jazda na rollercoasterze;)

Moja ocena: 10/10

środa, 11 listopada 2009

Chromosom z Kalkuty - Amitav Gosh

Kryminał nie jest moim ulubionym gatunkiem literackim, po powieść Ghosha sięgnęłam głównie dlatego, że akcja toczy się w Indiach. Miło jest przenieść się choćby w wyobraźni do tak egzotycznego kraju i odkurzyć wspomnienia.

Fabuła dotyczy śledztwa w sprawie zaginionego w Kalkucie mężczyzny, który zajmował się badaniami nad malarią, a właściwie ich historią. Mamy tu do czynienia z opowieścią w opowieści; wątki historyczne okazały się bardzo ciekawe. Nieco skomplikowane wydały mi się wtręty medyczne, ale na szczęście to tylko fragmenty.

O ile w pierwszej połowie akcja była nudnawa, o tyle w drugiej mocno mnie wciągnęła. Trochę za dużo tu zbiegów okoliczności, postaci nieco "koślawo" nakreślone, ale wszystko to było do przyjęcia. Elementy science-fiction, których nie lubię, oraz miejscami niezgrabne tłumaczenie - również.

Cieszę się, że jednak przeczytałam "Chromosom..." do końca, a jeszcze bardziej się cieszę, że czekają na mnie inne, podobno znacznie lepsze powieści Ghosha.

I jeszcze dwie uwagi na temat okładki - na stronie tytułowej wydrukowano: Autorka (!) doskonałej powieści "Koło rozumu", tymczasem Amitav Ghosh to mężczyzna (na szczęście później redaktorzy zmieniają już zdanie;). Streszczenie na odwrocie książki nie do końca natomiast odpowiada treści.

Moja ocena: 6/10