Czerwona woda doskonale pokazuje, jak zaginięcie jednej osoby może wpłynąć na życie wielu innych. Nie tylko najbliższych, ale również podejrzanych, świadków i śledczych. Sprawa jest tym bardziej poruszająca i zagadkowa, że siedemnastoletnia Silva z małego chorwackiego miasteczka zniknęła niemal bez śladu. Kilkuletnie poszukiwania nie przyniosły efektów, po wojnie na Bałkanach zabrakło już motywacji do kontynuowania oficjalnego śledztwa.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. chorwacka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. chorwacka. Pokaż wszystkie posty
środa, 31 grudnia 2025
czwartek, 15 lipca 2021
Wakacyjnie
Czytam
wspomnienia Vedrany Rudan, która opisuje m.in. swoją pracę w branży
turystycznej w Jugosławii w latach 70-tych. Nawyki turystów chyba niewiele się zmieniły od tamtego okresu:
Przedstawiciele dużych agencji turystycznych mieli w hotelach szczególną pozycję, różniliśmy się od zwykłych przewodników. Nie towarzyszyliśmy gościom w czasie wycieczek, czekaliśmy na nich na lotnisku, byliśmy do dyspozycji dwadzieścia cztery godziny na dobę. Goście byli różni. Anglicy wciąż jeździli poznawać piękno Jugosławii, „moim" Niemcom i Austriakom nie przychodziło to nawet do głowy. Przedstawiciele angielskich firm zarabiali dużo więcej niż my, „Niemcy". W ciągu pierwszego roku zrozumiałam, że nie zarobię dużo. Napoje w hotelu, jedyna rzecz, za którą musieliśmy płacić, były drogie, moi goście przyjeżdżali samochodami, nawet w chwili szaleństwa nie wsiedliby do autokaru, który mógłby ich zawieźć na wycieczkę do Opatii. Pensje dostawaliśmy nieregularnie, trzysta pięćdziesiąt marek miesięcznie. Ale uczyłam się. […]
sobota, 10 lutego 2018
Baba Jaga zniosła jajo
- Zadzwońmy do tej starej wiedźmy - mówi. W jej oczach dostrzegam niespodziewany błysk.
Posłusznie sięgam po mały notesik z piętnastoma ważnymi dla mamy numerami telefonów, które sama wpisałam, żeby zawsze miała je pod ręką, wybieram numer i podaję jej słuchawkę. Po chwili słyszę, jak zadowolona szczebiocze:
- Co u ciebie, staruszko, żyjesz jeszcze?! [s. 22]
Posłusznie sięgam po mały notesik z piętnastoma ważnymi dla mamy numerami telefonów, które sama wpisałam, żeby zawsze miała je pod ręką, wybieram numer i podaję jej słuchawkę. Po chwili słyszę, jak zadowolona szczebiocze:
- Co u ciebie, staruszko, żyjesz jeszcze?! [s. 22]
Wiedźmę od staruszki najwyraźniej niewiele różni i właśnie o zniuansowanej naturze kobiecości, szczególnie tej nadszarpniętej zębem czasu, traktuje Życie jest bajką. W istocie Dubravka Ugrešić rozbiera na części pierwsze mit o Babie Jadze (w ramach dawnej serii wydawnictwa Canongate), a robi to z właściwą sobie finezją.
W moim odczuciu powieść jest fantastycznym miszmaszem gatunkowym i fabularnym. W pierwszej części niemłoda już pisarka opowiada o relacji z wymagającą opieki (i cierpliwości) schorowaną matką. Druga część to zabawna historia trzech leciwych przyjaciółek, które udają się na wypoczynek do uzdrowiska w Czechach. Klamrę stanowi mini-wykład na temat postaci Baby Jagi z licznymi odniesieniami do poprzednich części.
Te trzy bardzo zróżnicowane narracje są ze sobą misternie splecione, a szukanie powiązań, aluzji i symboli „babojagowych” może przynieść dociekliwemu czytelnikowi sporo przyjemności. Dość powiedzieć, że Baba Jaga może okazać się zołzą albo boginią, samotnicą albo wojowniczką, równie dobrze może być hybrydą tychże. Wniosek nasuwa się sam: każda kobieta ma zadatki na wiedźmę.;)
Książka bardzo przyjemna i inteligentna, autorce udało się do pewnego stopnia odczarować starość (i naturalnie Babę Jagę). Schyłek życia bajką z pewnością nie jest, ale bajeczne chwile mogą zdarzyć się zawsze i wszędzie.
________________________________________________________________
Dubravka Ugrešić, Życie jest bajką; tł. Dorota Jovanka Cirlić, Znak, 2011
piątek, 4 listopada 2016
Matka i córka
Vedrana Rudan jak zwykle w formie: nie bawi się w subtelności, nie owija wełny w bawełnę, ale pisze wprost. W Oby cię matka urodziła zajęła się relacjami rodziców i dzieci, przy czym od razu trzeba zaznaczyć, że powieściowe „dziecko” ma 60 lat. Ma także kochającego męża, udaną córkę i wnuczkę, spełnia się zawodowo. Do pełni szczęścia brakuje jej jedynie spokoju.
Główną bohaterkę poznajemy w chwili, gdy musi zaopiekować się zniedołężniałą matką. Zadanie niełatwe, wymagające cierpliwości, tymczasem kobietę sytuacja dość szybko przerasta i wyprowadza z równowagi. Pojawia się zniecierpliwienie i gniew, odżywają stare urazy i pretensje. Te emocje nie biorą się znikąd – dziecko krzywdzone i odpychane raczej nie odwdzięczy się miłością i szacunkiem, nawet po latach.
Gdyby moja matka zabiła mojego ojca, byłabym lepsza. Moja matka dała mi sygnał: „Kogo obchodzisz? Dbam tylko o siebie, strzegę spokoju swojego ducha w swojej butelce rumu”. Czy mamy zawsze stać po stronie matek bez względu na to, czego dla nas nie zrobiły? [s. 224]
To jedna strona medalu. Gdzieś po drodze pojawia się refleksja nad stosunkiem do własnej córki i obawa przed powtarzaniem błędów babki i matki. Czy dziwny opór przed czułością oznacza coś więcej niż brak wprawy? Czy uwaga krytyczna to już kąsanie czy tylko odpowiedź na pytanie? Jak pachnie dla Młodej? Czy córka ją lubi? Wątpliwości mnożą się, przy okazji pokazując złożoność konfliktu starego jak świat.
Powieść Rudan jest bardzo przekonująca, można odnieść wrażenie, że autorka zna problem z doświadczenia. Jej bohaterka jest niezwykle prawdziwa w swojej hassliebe i szczerości. Znacznie słabiej wypadł wątek ojca, dla mnie zresztą nie do końca potrzebny, bo Oby cię matka urodziła jest przede wszystkim książką o skomplikowanych relacjach bliskich sobie kobiet. Trudno o niej zapomnieć.
__________________________________________________________________
Vedrana Rudan, Oby cię matka urodziła, tłum. Marta Dobrowolska-Kierył
Wyd. Drzewo Babel, Warszawa 2016
Subskrybuj:
Posty (Atom)



