Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie Amerykańskie Południe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie Amerykańskie Południe. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 marca 2010

Podsumowanie Wyzwania Amerykańskie Południe


W planie miałam 3 książki, przeczytałam sześć ("Vernon" DBC Pierre'a zakwalifikował się przy okazji), niekoniecznie tych z planowej listy:

1. W. Faulkner - Dzikie Palmy
2. A. Walker - Kolor Purpury
3. A. Walker - Possessing the Secret of Joy
4. W. Percy - Kinoman
5. V. Martin - Własność
6. T. Morrison - Miłość

Zdecydowanie najbardziej podobał mi się "Kolor Purpury" Alice Walker.

Wyzwanie niszowe, ale inspirujące. Z pewnością wrócę jeszcze do prozy Toni Morrison i Alice Walker, bezwzględnie chcę przeczytać "Znany świat" Jonesa.

Recenzje innych uczestniczek wyzwania zachęciły mnie do przeczytania "Przebudzenia" K. Chopin oraz "Daisy Fay i cudotwórcy" F. Flagg.

Podziękowania dla Padmy za natchnienie;)

środa, 10 marca 2010

Miłość - Toni Morrison

Wbrew tytułowi powieść nie jest o miłości, ale o jej "krewniaczkach" czyli zdradzie, nienawiści i seksie. Akcja rozgrywa się w 1993 r. w dawnym kurorcie Silk (pewne informacje wskazują na stan Georgia), do którego przyjeżdża 18-letnia Juniorka Viviane, do niedawna wychowanka poprawczaka. Znajduje pracę w domu dwóch staruszek: Heed i Christine, w dzieciństwie - przyjaciółek, a obecnie - zaciętych wrogów. Powodem niesnasek stał się - jak to często bywa - mężczyzna, ale nie byle jaki: był to dziadek Christine, który za żonę pojął 11-letnią wówczas Heed. Tak, dla nastolatki to może być cios.

Książka opowiada o reperkusjach tej decyzji ciągnących się przez kilkadziesiąt lat. Szczegóły poznajemy stopniowo i z kilku źródeł, w tym od niejakiej L z zaświatów. W tle przetacza się historia czarnych w Stanach Zjednoczonych: lincze, rozruchy, desegregacja. "Miłość" jest również książką o losie kobiet, jak bardzo jest on, czy raczej - był, zdeterminowany przez mężczyzn. Sprawca całego zamieszania od lat nie żył, a jednak przez dziesięciolecia wzbudzał silne emocje u Heed i Christine. Tak jakby jego duch był wciąż obecny w domu i w diabelski sposób drwił sobie z obu staruszek.

Atmosfera powieści kipi od namiętności różnego rodzaju, postaci są barwne i znakomicie zarysowane. W porównaniu z "Umiłowaną" język jest prosty, o wiele bardziej przystępny. Ale nawet gdy jest mowa o potrawach lub strojach, są one tak plastycznie opisane, że wręcz namacalne. Skrzy się tu także od subtelnego humoru, co dodaje całości uroku. Z chęcią obejrzałabym ekranizację tej książki, o ile kiedyś powstanie.

Moja ocena: 8/10

Toni Morrison, "Miłość", Świat Książki, 2005

środa, 24 lutego 2010

Kinoman - Walker Percy

Nowy Orlean, koniec lat 50-tych ubiegłego stulecia. Główny bohater to Binx Bollingen, 30-letni makler, który lubi kobiety, samochody, kino i pieniądze. Rodzina uważa, że powinien robić coś bardziej ambitnego, a więc np. studiować medycynę, on zaś z upodobaniem oddaje się - jak to określa - poszukiwaniom. Czego poszukuje - sam dokładnie nie wie, można się tylko domyślać, że chodzi o tzw. sens życia. Jest hedonistą, ale w gruncie rzeczy to romantyk i poczciwy młodzieniec, który jak nikt inny potrafi zająć się niestabilną emocjonalnie kuzynką czy niepełnosprawnym bratem.

Powieść ukazała się po raz pierwszy w 1961 r. i zdobyła kilka ważnych nagród. Podejrzewam, że miała zupełnie inny wydźwięk pół wieku temu niż obecnie. Osobiście odebrałam ją jako powieść przeciętną, a nawet nieciekawą. Postać głównego bohatera zupełnie mnie nie poruszyła, jego losy były dość przewidywalne. Zdziwiła mnie natomiast nieuwaga i brak konsekwencji autora. Akcja toczy się w ostatnich dniach karnawału, tymczasem mówi się tu o letniej pogodzie, kąpielach i opalaniu. Binx uczestniczył w wojnie koreańskiej, a mimo ciężkich przeżyć z nią związanych sprawia wrażenie, jakby nie miały one na niego żadnego wpływu. Czas teraźniejszy zastosowany w relacjonowaniu wydarzeń przez Binxa również nie brzmi najlepiej. Sama narracja jest jakby rwana, obfituje w niezrozumiałe przeskoki.

Co do tytułu, może być mylący, bo filmów tu niewiele. Chodzi raczej o przenośne określenie głównego bohatera, który - jak twierdzi - oglądając nawet kiepski film, czuje się szczęśliwy. Nie jest tak jednak na co dzień, stąd też mężczyzna od czasu do czas podejmuje "poszukiwania" (swoją drogą brzmi to niesłychanie sztucznie w jego ustach). Unika poważnych zobowiązań (małżeństwo, dzieci), funkcjonuje w oderwaniu od tzw. prawdziwego życia.

Podsumowując: niestety nie była to dla mnie udana podróż na amerykańskie południe.

Moja ocena: 6/10

Walker Percy, "Kinoman", Wydawnictwo Sonia Draga, 2007

sobota, 20 lutego 2010

Vernon - DBC Pierre

Ogromne zaskoczenie.

Przez pierwsze 176 stron zastanawiałam się, jak t a k i e coś mogło zdobyć Bookera za 2003 r. Monolog 15-letniego Vernona Little z Martirio w Teksasie jest bardzo potoczysty i upstrzony przekleństwami, przeniesiony na ekran lub na scenę mógłby być niezłą komedią. Tymczasem temat jest poważny: chłopak zostaje oskarżony o zastrzelenie kilkunastu uczniów z własnej szkoły. Jego próby dowiedzenia niewinności spełzają na niczym, postanawia uciec do Meksyku. Zwłaszcza, że społeczeństwo - za sprawą manipulacji mediów - już go właściwie osądziło. Autor ewidentnie w kpiący sposób przedstawia policję, sąd, telewizję, a nawet samych Amerykanów z ich obżarstwem, hipokryzją i innymi grzeszkami. Całość przedstawiona bez ogródek, narysowana grubą kreską.

Właściwie miałam darować sobie tę powieść, ale w w trzeciej części nastąpił zwrot o 180 stopni. Główny bohater przeszedł w więzieniu metamorfozę i jeśli nie zmądrzał, to z pewnością się uspokoił. Trzeba przyznać, że książka nabrała innego wymiaru i jakości. Wcześniejszy fajerwerk wydarzeń wyhamował na rzecz refleksji, co z kolei dobrze posłużyło budowaniu napięcia. Bardzo podobał mi się sposób, w jaki autor prowadzi fabułę do kulminacji, zakończenie również okazało się "zgrabne". W sumie powstała naprawdę dobra i zaskakująca powieść. Cieszę się, że nie porzuciłam jej przedwcześnie.

Zastanawia mnie jedynie, że wcześniej o niej nie słyszałam. Odnoszę wrażenie, że nie była w Polsce zbyt intensywnie promowana. Co więcej, ostatnio ze zdziwieniem zauważyłam ją na przecenie w warszawskim Trafficu za jedyne 5 zł.

Warto również podkreślić znakomite tłumaczenie nieodżałowanego Zbigniewa Batko.

Moja ocena: 8/10

DBC Pierre, "Vernon", Wydawnictwo Muza, 2004

piątek, 5 lutego 2010

Possessing the secret of joy - Alice Walker

'Possessing the secret of joy' (proponuję tłumaczenie "W posiadaniu sekretu radości") to luźna kontynuacja "Koloru purpury" skoncentrowana na postaci Tashi, która z Afryki wyemigrowała do Ameryki. Powieść przypomina puzzle: dopiero po ułożeniu wszystkich kawałków otrzymujemy pełny obraz. I tak faktycznie jest u Walker. Rozdziały składają się z krótkich - niekoniecznie chronologicznie zestawionych - wypowiedzi osób związanych z Tashi, tak więc historię poznajemy z kilku perspektyw. Trzeba przyznać, że to bardzo udany zabieg: dzięki temu tekst wydaje się pełniejszy, wielowymiarowy.

Opowieść dotyczy skutków rytualnego obrzezania, jakiemu poddaje się dziewczynki m.in. w Afryce. (Warto zauważyć, że powieść powstała blisko 20 lat temu, a problem nagłaśniany jest w Europie zaledwie od lat kilku). Główna bohaterka przeszła taki zabieg na własne życzenie dla podkreślenia przynależności do plemienia, a tym samym dla podtrzymania jego tradycji. Najważniejsze są jednak następstwa zabiegu, bo nie jest to tylko pojedynczy akt i towarzyszący mu ból (jeśli nie zgon), ale także trwałe okaleczenie psychiczne. Tashi zmagała się z raną, później z przykrym zapachem własnego ciała, a to doprowadziło ją do dobrowolnej izolacji. Udane współżycie seksualne po rytualnej inicjacji przestało być przyjemne, a poród okazał się nie lada wyzwaniem dla lekarzy. Konsekwencje sięgały dalej, ale odsyłam do lektury książki.

Kunszt pisarski Walker polega m.in. na tym, że o tak przykrych i drastycznych sprawach pisze z dużym wyczuciem i dyskrecją, bez dosłowności. Jak gdyby tworzyła w duchu kultury afrykańskiej, w której temat seksualności jest ścisłym tabu. Muszę przyznać, że niektóre fragmenty dotyczące cielesności są wręcz urzekające, np. te, gdzie kobiety czerpią radość z seksu obywając się bez mężczyzn. Równie barwne i ciekawe są teorie związane z genezą samego rytuału; według jednej z nich wziął się on właśnie z męskiej zazdrości (sic). Poglądy Walker są feministyczne, ale przemyślane i wyważone, pisarka bynajmniej nie neguje, ani nie demonizuje płci brzydkiej. Dla mnie to kolejny atut tej książki.

Jeśli się zastanowić, to przygnębiające, że kawałek kobiecej tkanki może znaczyć tak wiele: kobieta nieobrzezana to kobieta nieakceptowana w społeczeństwie, w rezultacie niezamężna i bezdzietna; dziewczynka po obrzezaniu staje się kobietą, a chłopiec poprzez cielesne obcowanie z nią staje się mężczyzną. Utrata tejże tkanki oznacza brak satysfakcji seksualnej, a więc ogromne ograniczenie, w powieści mówi się nawet o utracie wolności. Cóż, coś w tym jest.

Szkoda, że 'Possessing the secret of joy' nie została przetłumaczona na język polski. To piękna i mądra książka o kobiecości, prawdziwa uczta.

Moja ocena: 10/10

Alice Walker, 'Possessing the secret of joy', Vintage, 1992

niedziela, 31 stycznia 2010

Własność - Valerie Martin

To mogła być znakomita książka, a jest niestety trochę mniej niż dobra. Tym bardziej dziwi mnie fakt, że w 2003 r. uhonorowano ją Orange Prize. Nie przeczę - jest ciekawa: rok 1828, młoda Manon żyje ze znienawidzonym mężem na plantacji trzciny cukrowej niedaleko Nowego Orleanu. Musi tolerować obecność czarnej służącej Sarah będącej kochanką jej męża, a zarazem matką spłodzonych przez niego dwojga dzieci. Sytuacja nie do pozazdroszczenia, zwłaszcza że sama jest bezdzietna. Kobieta najchętniej wyjechałaby do miasta, uciekła od męża.

Życie Manon to szamotanina, szkoda jednak, że autorka nie potrafiła wykorzystać dostępnych środków do podkreślenia stanu psychicznego głównej bohaterki. Pisze o jej częstych bólach głowy, bezsenności oraz uciążliwych upałach, ale to wszystko jakoś ginie. Podobnie rzecz się ma z budowaniem napięcia: zbuntowani czarni napadają na posiadłość, dochodzi do morderstwa, ucieczki, a jednak akcja zbytnio nie porusza. Ba, można się nawet pogubić - kilkakrotnie sprawdzałam, kto co zrobił, albo gdzie był.

Zastanawia mnie również bardzo prosty język powieści. Byłby idealnym rozwiązaniem, gdyby to był pamiętnik Manon. A ponieważ nim nie jest, można oczekiwać trochę więcej. Mam również zastrzeżenia co do samej postaci głównej bohaterki. Wydaje mi się zbyt współczesna w swoim postępowaniu i toku myślenia jak na kobietę sprzed niemal 200 lat. Totalnym nieporozumieniem była dla mnie scena, kiedy pod wpływem impulsu zaczęła ssać pierś Sarah. Ale może się czepiam.
Wierzę, że tę samą historię można było napisać sprawniej, z większym pazurem. Tymczasem powstała powieść średniej jakości, której wymowa sprowadza się do konkluzji, że własnością "panów" byli nie tylko niewolnicy, ale również ich żony (Manon zazdrościła swojej zbiegłej służącej tego, że przez kilka dni mogła swobodnie podróżować po kraju jako biały mężczyzna). Jak dla mnie to za mało.

Moja ocena: 7/10

Valerie Martin, "Własność", Rebis, 2003

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Dzikie palmy - William Faulkner

Dziwna książka. Niby historia miłosna, a miłości w niej jak na lekarstwo. Jest para kochanków, ona nawet decyduje się odejść od męża i dzieci, tułają się po Stanach Zjednoczonych w poszukiwaniu miejsca dla siebie, jednak trudno tu dostrzec głębokie uczucia, które miałyby łączyć tę parę. Szamocą się nie tylko z okolicznościami, ale i z sobą nawzajem.

Harry jest niedoświadczony i bierny, nie potrafi podejmować decyzji, Charlotte przejmuje dowodzenie, ma konkretną wizję ich przyszłości. Niestety nie jest ona zbyt optymistyczna, ponieważ jest rok 1937 i kobieta zamężna żyjąca z kochankiem nie może liczyć na wyrozumiałość społeczeństwa. Charlotte nie należy z kolei do osób, które ulegają konwenansom: nie chce się ukrywać ani przemykać kuchennymi drzwiami. Ma w sobie coś ze straceńca, nie liczy się z konsekwencjami romansu, ponieważ wierzy, "(...) że miłość i cierpienie to jedno i to samo i że wartość miłości zmierzy się sumą, jaką trzeba za nią zapłacić; i zawsze, jeśli to wypada zbyt tanio, to znaczy, że człowiek oszukuje sam siebie" (s. 50). Obojgu przyjdzie drogo zapłacić za przeżyte wspólnie chwile.

Bohaterów "Dzikich palm" nie da się lubić. Na dobrą sprawę nie wiadomo nawet, co ich ku sobie popchnęło. Może dlatego ich historia niezbyt mnie poruszyła. Oprócz niedopowiedzeń Faulkner serwuje czytelnikowi sporo zagmatwanych przemyśleń i przyznam, że trzeba się dobrze skupić, żeby za nimi nadążyć. Zdania są długie, wielokrotne złożone, pełne dygresji i retrospekcji. I tak na przykład pukanie do drzwi, od którego książka się zaczyna, powróci do akcji dopiero po 11 stronach.

Z ciekawostek: w kopalni w Utah, gdzie pracę podejmuje Harry, pracują Polacy. Oto jak autor opisuje jednego z nich: "(...) w pobliżu nie było widać nikogo oprócz jakiegoś niechlujnego olbrzyma, którego wygląd zdumiał ich i zaskoczył. Miał na sobie barani kożuch, jego blade oczy wyglądały tak, jakby od dawna nie spał, a w niechlujnej twarzy, według wszelkiego prawdopodobieństwa od szeregu dni nie golonej i nie mytej, malowała się duma, dzikość i trochę histerii. Był to Polak, nie mówił po angielsku, ale bełkocząc coś i gwałtownie gestykulując wskazywał przeciwną stronę kanionu" (s. 140) i dalej: "(...)to złudzenie olbrzymiego wzrostu stwarzała jakaś atmosfera wokoło nich, promieniująca z nich wszystkich dziecięca naiwność i łatwowierność" (s.148).

Podsumowując - cieszę się, że "Dzikie palmy" przeczytałam, jednak do Faulknera szybko nie powrócę.

Moja ocena: 7/10

William Faulkner, "Dzikie palmy", Książka i Wiedza, 1977

środa, 13 stycznia 2010

Kolor Purpury - Alice Walker

W ramach wyzwania czytelniczego "Amerykańskie Południe" i przygotowania do lektury innych książek Alice Walker postanowiłam przeczytać "Kolor Purpury". Do dzisiaj mam w pamięci znakomitą kreację Whoopi Goldberg w ekranizacji tej powieści i nie jestem w stanie wyobrazić sobie innej osoby w roli głównej bohaterki - Celii.

"Kolor Purpury" to powieść epistolarna, składająca się z listów słabo wykształconej Celii (stąd ich wyjątkowo potoczny, często niegramatyczny styl) oraz jej siostry Nettie przebywającej na misji w Afryce. Osamotniona Celia początkowo pisze do Boga, bo - jak twierdzi póki umię napisać "Bóg" to nie jestem sama (s. 22), a trafiwszy na ślad siostry, adresuje korespondencję już do Nettie. Wskutek zawiłości losu, ich listy przez lata mijają się.

Opisywane wydarzenia mają miejsce w latach 30-tych i późniejszych ubiegłego stulecia, głównie w stanie Georgia i w Liberii. Umiejscowienie akcji nie jest oczywiste, w zasadzie trzeba się go domyślać na podstawie przemyconych informacji. Świat Celii wydaje się ograniczać do najbliższego otoczenia czyli małego miasteczka, historia prawie tu nie dociera. Główne bohaterki powieści (bohaterowie również) to czarni, biali pojawiają się tu z rzadka.

I mimo, że wydarzenia dotyczą czasów segregacji rasowej, to nie znajdziemy tu rozdzierających serce historii o złym traktowaniu przez białych. Owszem, wspomina się tu oddzielne przedziały w pociągu, nieuprzejmą obsługę w sklepie, opisuje wykorzystaną seksualnie przez policję Mary Agnes, czy niesprawiedliwie i dotkliwie potraktowaną przez burmistrza Sofię, ale nie są to najważniejsze tematy.

Najważniejsza jest droga Celii do uzyskania własnej niezależności i zaistnienia jako kobieta. Poniewierana przez ojczyma, później męża, przez lata żyje jako tania siła robocza i służąca we własnym domu. Jest tak zastraszona i uległa, że sprawia wrażenie opóźnionej w rozwoju. Za sprawą przyjaźni z kochanką męża (sic) sytuacja powoli się zmienia: Celia zaczyna bronić własnego "ja", odkrywa swoją seksualność, zmienia sposób postrzeganie Boga, a w końcu usamodzielnia się. Wszystko jest trudne nie za sprawą białych, ale czarnych, zwłaszcza mężczyzn, którym emancypacja kobiet zupełnie nie odpowiada.

Sam tytuł, który właściwie powinien brzmieć "Kolor Fioletu", wiąże się początkowo z bólem - fioletowe są siniaki powstałe wskutek bicia, fioletowe są najbardziej intymne części ciała gwałconej kobiety. Z czasem jednak fiolet staje się symbolem piękna (rośliny na polu) i marzeń (kolor ścian we własnym domu). Przy pomocy przyjaciół i ukochanych oraz własnej woli wiele w życiu można zmienić.

Powieść bardzo mi się podobała, zakończenie mocno mnie wzruszyło. Myślę, że film - jakkolwiek świetny - nie jest w stanie oddać wszystkich niuansów. Gratulacje należą się Michałowi Kłobukowskiemu za tłumaczenie, to sztuka tak doskonale wczuć się w tok myślenia i język niewykształconej osoby.

W 1983 r. "Kolor Purpury" został nagrodzony Pulitzerem.

Moja ocena: 10/10

Alice Walker, "Kolor Purpury", Wydawnictwo Ryton, 1992

Wyzwania czytelnicze

W tym tygodniu ruszają dwa wyzwania, do których z chęcią się przyłączam. Pierwsze to Nagrody Literackie.

Moja lista minimum wygląda następująco:

1. W. Myśliwski - "Traktat o łuskaniu fasoli"
2. A. Michaels - "Płomyki pamięci"
3. J. Berger - "G." (tyle razy zerkał na mnie w bibliotece, że dam mu szansę;)
4. E. McEwan - "Amsterdam"


W miarę możliwości przeczytam także Tokarczuk i Stasiuka (do tej pory czekają na półce), Miłosz, może "Rytuały morza" Goldinga. Do końca czerwca 2010 r. sporo jeszcze czasu, więc powinno się udać.

Drugie wyzwanie to Amerykańskie Południe w literaturze i potrwa do 31 marca.

Przeczytam:
1. W. Styron - 'Lie down in darkness'
2. A. Walker - "Kolor Purpury" oraz 'Temple of my familiar'
3. W. Faulkner - "Dzikie palmy"

W planach mam także 'The known world' Jonesa, ale nie jestem pewna, czy starczy mi czasu.
___