Hafni to antybohaterka
jakich mało – mistrzyni niepewności, królowa niezdecydowania . Zmęczona życiem
i sobą samą, rusza w odkładaną od dawna wycieczkę kulinarną po Danii. A
ponieważ podróżuje bez towarzystwa, może bez ograniczeń oddawać się zmienności,
dlatego niekiedy zbacza z wytyczonej trasy, wybiera inne niż zarezerwowane miejsca
noclegu. Innymi słowy, poddaje się biegowi wydarzeń i czasu. W tym szaleństwie
jest metoda – kobieta powoli uwalnia się od dawnych przyzwyczajeń, przymusu
bycia poukładaną i skuteczną.
środa, 29 kwietnia 2026
Hafni mówi
czwartek, 26 września 2024
Skóra jest elastyczną powłoką
Tak, skóra jest elastyczną powłoką, która otacza ciało. Powłoką, którą można nacinać, aby stłumić lęk i podniecenie, niekiedy po to, by je wzmagać. Powłoką, którą można wiązać, smagać, przypalać, oblewać moczem, kaleczyć, w skrócie: dręczyć na wiele sposobów. Jeśli jesteś trzynastolatkiem zafiksowanym na sporo starszym od ciebie mężczyźnie, a więc jesteś niedojrzały i nie rozumiesz swojego pożądania, być może potrafisz jedynie poddać się emocjom i w imię opacznie pojmowanej miłości zgodzić na dyktowane warunki.
czwartek, 25 sierpnia 2022
Najsłabszy opór
Najsłabszy opór to dobra lektura na upał, kiedy zazwyczaj brakuje sił i chęci na wykonywanie obowiązkowych prac, i marzy się o słodkim nieróbstwie. Łatwo zrozumieć w podobnej sytuacji główną bohaterkę, która niemal nieustannie poszukuje w życiu punktu najmniejszego oporu, gdy doświadczenie bycia jest tylko nieustannym, przyjemnym łaskotaniem, nigdy za mocnym ani za słabym, nigdy zbytnio podniecającym ani zbyt nudnym. [s. 70]
sobota, 8 listopada 2014
Duńska baśń
To baśń o królu i królewiczu, którzy nie mają już domu. Wyruszyli w świat, żeby odnaleźć białą królową i ją zabić. Strzałą albo nożem, prostym ciosem w serce, żeby przerwać zły czar. Tylko oni mogą to zrobić. Król i królewicz są bowiem ostatnimi ludźmi, którzy wciąż jeszcze widzą świat taki, jaki jest naprawdę. Jedynie ich nie oślepiły czary królowej.
______________________________________________________________________________
Jonas T. Bengtsson, Baśń, przeł. Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013
czwartek, 12 stycznia 2012
Głębokie zanurzenie
U Bengtssona nikt nie torturuje głównych bohaterów, obaj podtapiają się samodzielnie, każdy na swój sposób. Nick poddaje się adrenalinie, jego brat - heroinie. Dorośli mężczyźni, a zachowują się jak dzieci - nieodpowiedzialnie, bez wyobraźni. Paradoksalnie to akurat w dzieciństwie odgrywali rolę dorosłych - opieka nad "dysfunkcyjną" matką i niemowlakiem nie należy wszak do obowiązków nastolatków. Zadanie chłopców przerosło i bez wątpienia odbiło się na ich dalszym życiu.
Nick tłumi w sobie wszelkie pozytywne uczucia uciekając w przemoc. Mimo to, sporadycznie i z oporem, ten szorstki mięśniak zdobywa się na zaskakujące gesty - zawsze wobec bezbronnych. Tak jakby opiekuńczość miał już na zawsze wpisaną w podświadomość, jak gdyby stanowiła karę albo przekleństwo. Inaczej jest z bratem Nicka (nigdy nie poznamy jego imienia), który intensywnie zabiega o bezpieczeństwo i dobrobyt kilkuletniego syna, nie zauważając przy tym swojego postępującego uzależnienia od narkotyków. Dwaj zdeterminowani straceńcy, w prostej linii dążący do autodestrukcji. A przecież Trzeba ogromnej siły woli, żeby samemu się utopić. Naprawdę ogromnej. [str. 376]
"Submarino" to jedna z najlepszych powieści, jakie ostatnio czytałam. Właściwie wciągnęłam ją jak narkoman swoją działkę czyli ciurkiem;). Spora w tym zasługa dobrze nakreślonych bohaterów oraz konstrukcji - całość podzielono na dwie odrębne opowieści braci, obie relacjonowane w czasie teraźniejszym. Opisywane wydarzenia są bardzo sugestywne, dają wrażenie oglądania filmu, a nie lektury książki. Swoją drogą ekranizacja już jest, podjął się jej Thomas Vinterberg. Póki co, zachęcam do przeczytania powieści;)
_________________________________________________________________________
Jonas T. Bengtsson "Submarino" tłum. Iwona Zimnicka, Wyd. Czarne, 2011, Wołowiec
_________________________________________________________________________
środa, 11 sierpnia 2010
Pucka - Janina Katz
Choć "Pucka" została napisana po duńsku, niewiele ma wspólnego z tamtejszą literaturą. Autorka jest polskiego pochodzenia, z kraju wyemigrowała na fali wydarzeń marcowych 1968 r. Powieść zawiera liczne wątki autobiograficzne, osadzona jest głównie w Krakowie lat 60-tych. I to właśnie zachęciło mnie do lektury.

Główna bohaterka to dziewczyna wchodząca w dorosły świat. Jest Żydówką, niemniej religia nie odgrywa w jej życiu żadnej roli. Mieszka z matką, jest z nią bardzo blisko związana, czego nie można powiedzieć o nieobecnym ojcu, o którym wie niewiele, na dodatek niewiele dobrego. Pucka chaotycznie szuka sensu życia (to określenie pada w powieści kilkakrotnie), pociąga ją świat artystów i intelektualistów. Obraca się głównie wśród mężczyzn, ale związki z nimi nie należą do udanych. Po studiach rozpoczyna pracę na uniwersytecie, wkrótce jednak sprawy zaczynają się komplikować - nagonka antysemicka nasila się.
Powieść miała wszelkie dane, żeby stać się znakomitą ilustracją obyczajów i wydarzeń lat 60-tych ubiegłego wieku. Niestety wyszło tylko czytadło. Styl książki jest wyjątkowo prosty, miejscami tak naiwny i pretensjonalny, że nabrałam podejrzeń co do wieku autorki - miałam wrażenie, że tekst wyszedł spod pióra licealistki, a nie dojrzałej kobiety, absolwentki polonistyki i socjologii. Oto np. Pucka i jej matka to tak miłe osoby, że ze wszystkimi świetnie się dogadują: z artystami, wykładowcami, kelnerem, babcią klozetową, a nawet pijaczką i prostytutką. Przesłodzone to aż do bólu. Owszem, są pokazane i ciemniejsze strony bycia Żydówką w powojennej Polsce, mnie jednak postaci pań Reches nie przekonały. Natomiast wplątywanie w całość Nabokova uważam wręcz za kuriozalne i całkowicie zbędne.
"Pucka" miała sporo pochlebnych recenzji, dla mnie pozostanie rozczarowaniem. Sama historia jest z pewnością ciekawa, psuje ją niestety fatalny styl. Wielka szkoda. Wartka akcja to stanowczo za mało, aby uznać lekturę za udaną.
Janina Katz , "Pucka", Wydawnictwo Santorski & Co, 2008




