środa, 22 lipca 2026

Biogramy

Krystyna Dąbrowska


Praca dorywcza: redaguję

biogramy ludzi z warszawskiego getta,

którzy stworzyli Archiwum Ringelbluma.

Mają być zwięzłe, nieprzeciążone,

żeby chciało się je czytać.

Nie przeciążyć notki o kimś, po kim nie zostało

nawet pełne imię, tylko inicjał:

Sz. Szajnkinder.

Nie przeładować biogramu Salomei Ostrowskiej:

zatrudniona w punkcie kwarantanny

dla przesiedleńców na Lesznie;

nie wiemy, skąd była, kiedy się urodziła,

gdzie, kiedy zginęła.

Pomijać szczegóły, które dziś nic nikomu,

chyba że specjaliście, nie mówią. A oni

każdy szczegół, głos, cień głosu,

ile się da, ile zdążą,

próbowali zmieścić w metalowych skrzynkach.

Rozprawy naukowe, wywiady, dzienniki.

Wiersze, reportaże, obrazy i listy.

Kartkę ciśniętą przed śmiercią z pociągu:

Bądź przytomna, bo jedziemy na wesele.

Skracam życiorys osiemnastolatka.

Pomógł zakopać pierwszą część Archiwum.

W testamencie napisał: Nie znam mego losu. Nie wiem,

czy będę mógł wam opowiedzieć, co się stał dalej.

Pamiętajcie: nazywam się Nachum Grzywacz.


(Wiersze wybrane, 2025)

środa, 15 lipca 2026

Ta cała Pacuła

Kto dorastał w PRL-u i oglądał telewizję, Joannę Pacułę musiał zauważyć – dzięki uderzającej urodzie zwracała na siebie uwagę. Widzom długo nie dała się sobą nacieszyć, ponieważ stan wojenny zastał ją w Paryżu i nie powróciła do kraju. Wyjechała natomiast do Stanów, gdzie udało jej się dość szybko zaistnieć w Hollywood. Polacy najczęściej jednak  mówią, że aktorka w Ameryce kariery nie zrobiła. Marta Górna, z racji młodego wieku nieobarczona jakimikolwiek oczekiwaniami wobec Pacuły, natomiast żywo zainteresowana jej osobą, postanowiła sprawdzić, czy pretensje (sic) rodaków są uzasadnione.

piątek, 3 lipca 2026

Łubin

Heaney Seamus

Stały. Coś oznaczały. Samym swoim staniem
I gotowością. Każdy z nich wyniosły,
Niedostępny. Lecz był, stał, pewny niezachwianie.
Kwiat zórz różanopalcych, granatowych nocy.


Najpierw torebka nasion, różowość i lazur.
W niej - sypkość szczypty szeptu, obietnicy rychłych
Wież łubinu: erotyków przyszłego czasu,
Muśniętych niebem za to, że spod ziemi wyszły.


Pastelowość tych wież, ich stożkowatość obła!
Przez całe nasze lato, mimo groźby ścięcia,
Z każdym dniem blednąc, nie ustępowały pola.
I nic z tego nie było czymś nie do pojęcia.

tłum. Stanisław Barańczak

(Światło elektryczne, 2003)








czwartek, 25 czerwca 2026

Śledzie u Wasiakiny

Mama lubiła ryby: śledzie, lipienie, kilki. Zawsze jadłyśmy śledzie albo ciasto z kilką, a na święta mieliśmy jedną z ryb jesiotrowatych. Zazwyczaj mama kupowała kilka śledzi, sama je patroszyła. Pamiętam zapach patroszonej ryby, jest duszący i delikatnie zalatuje krwią. Pamiętam czarniawą rybią krew pod maminymi paznokciami. Zawsze miała piękne ręce i zadbane paznokcie. W żółtym szlafroku patroszyła ryby, a gdy ość wbiła jej się w palec, wydawała z siebie okrzyk niezadowolenia. Następnie należało pokroić tuszkę, nikt w naszym domu nie śmiał wyrzucać głów, mama zasalała kawałki śledzi razem z głowami. Po kilku godzinach zalewała je olejem i mieszała z krążkami cebuli. Matka jadła rybę uważnie, wysysała z łbów soki.

Raz zasoliła dwulitrowy słoik śledzi. Innego jedzenia, poza białym, napowietrzonym chlebem, w domu nie było, dlatego zjedliśmy ten słoik wieczorem, a potem męczyły nas mdłości. Byłam dzieckiem i nie przepadałam za śledziem. Przepadałam za to za mamą i robiłam wszystko tak jak ona. I tak, oglądając telewizję, zjadłyśmy słój śledzi. Pamiętam ciepłe, żółte światło lampy podłogowej, zimne światło bijące z ekranu i ciężkie mdłości po tłustym śledziu. Śmiałyśmy się z siebie i mówiłyśmy, że obżarłyśmy się śledziem.

[…]

Mama wstała ostatni raz w swoim życiu, aby zasolić śledzie. Potem się położyła, a ziemniaki do śledzi gotowałam już ja. Lubię skórki ziemniaków gotowanych w mundurkach — są suche i pachną papierem. Ziemniaków nie ruszyła, ale z apetytem zjadła śledzia i poprosiła o dokładkę. Powiedziałam, że śledzie są bardzo słone, a z jej wątrobą za wiele słonego może jej zaszkodzić. Ale poprosiła o dokładkę, więc ją przyniosłam. Jadła śledzie i jadła. A potem przestała jeść i zupełnie przestała wstawać.

Oksana Wasiakina, Rana, tłum. Agnieszka Sowińska, Gdańsk 2025 s. 108-109 



środa, 17 czerwca 2026

Do konwulsji

Odczuwałam matkę jako przestrzeń. Jak matrycę. Miejsce. Po jej śmierci miejsce zniknęło. Świat nie zniknął, ale zniknęła złożona symboliczna sieć, która pozwalała orientować się w terenie. Matryca — to nieustanna interpretacja zdobywanego doświadczenia. s. 85

Rana jest w dużej mierze autobiograficzna, intymna i szczera. To po części dziennik żałoby, po części rozważania o naturze śmierci i jej przedstawieniach w sztuce. To również wspaniała rzecz o kobietach i pisaniu, Wasiakina pisze sercem i trzewiami, co zostało podkreślone przez pomieszanie gatunków – jej książka to skrzyżowanie wspomnień z esejem, także z poezją.