Kto dorastał w PRL-u i oglądał telewizję, Joannę Pacułę musiał zauważyć – dzięki uderzającej urodzie zwracała na siebie uwagę. Widzom długo nie dała się sobą nacieszyć, ponieważ stan wojenny zastał ją w Paryżu i nie powróciła do kraju. Wyjechała natomiast do Stanów, gdzie udało jej się dość szybko zaistnieć w Hollywood. Polacy najczęściej jednak mówią, że aktorka w Ameryce kariery nie zrobiła. Marta Górna, z racji młodego wieku nieobarczona jakimikolwiek oczekiwaniami wobec Pacuły, natomiast żywo zainteresowana jej osobą, postanowiła sprawdzić, czy pretensje (sic) rodaków są uzasadnione.
Czytanki Anki
środa, 15 lipca 2026
piątek, 3 lipca 2026
Łubin
Heaney Seamus
Stały. Coś
oznaczały. Samym swoim staniem
I gotowością. Każdy z nich wyniosły,
Niedostępny. Lecz był, stał, pewny niezachwianie.
Kwiat zórz różanopalcych, granatowych nocy.
Najpierw torebka nasion, różowość i lazur.
W niej - sypkość szczypty szeptu, obietnicy rychłych
Wież łubinu: erotyków przyszłego czasu,
Muśniętych niebem za to, że spod ziemi wyszły.
Pastelowość tych wież, ich stożkowatość obła!
Przez całe nasze lato, mimo groźby ścięcia,
Z każdym dniem blednąc, nie ustępowały pola.
I nic z tego nie było czymś nie do pojęcia.
tłum. Stanisław Barańczak
(Światło
elektryczne, 2003)
czwartek, 25 czerwca 2026
Śledzie u Wasiakiny
Mama lubiła
ryby: śledzie, lipienie, kilki. Zawsze jadłyśmy śledzie albo ciasto z kilką, a na
święta mieliśmy jedną z ryb jesiotrowatych. Zazwyczaj mama kupowała kilka
śledzi, sama je patroszyła. Pamiętam zapach patroszonej ryby, jest duszący i
delikatnie zalatuje krwią. Pamiętam czarniawą rybią krew pod maminymi paznokciami.
Zawsze miała piękne ręce i zadbane paznokcie. W żółtym szlafroku patroszyła
ryby, a gdy ość wbiła jej się w palec, wydawała z siebie okrzyk niezadowolenia.
Następnie należało pokroić tuszkę, nikt w naszym domu nie śmiał wyrzucać głów,
mama zasalała kawałki śledzi razem z głowami. Po kilku godzinach zalewała je
olejem i mieszała z krążkami cebuli. Matka jadła rybę uważnie, wysysała z łbów
soki.
Raz
zasoliła dwulitrowy słoik śledzi. Innego jedzenia, poza białym, napowietrzonym
chlebem, w domu nie było, dlatego zjedliśmy ten słoik wieczorem, a potem męczyły
nas mdłości. Byłam dzieckiem i nie przepadałam za śledziem. Przepadałam za to
za mamą i robiłam wszystko tak jak ona. I tak, oglądając telewizję, zjadłyśmy słój
śledzi. Pamiętam ciepłe, żółte światło lampy podłogowej, zimne światło bijące z
ekranu i ciężkie mdłości po tłustym śledziu. Śmiałyśmy się z siebie i mówiłyśmy,
że obżarłyśmy się śledziem.
[…]
Mama wstała
ostatni raz w swoim życiu, aby zasolić śledzie. Potem się położyła, a ziemniaki
do śledzi gotowałam już ja. Lubię skórki ziemniaków gotowanych w mundurkach —
są suche i pachną papierem. Ziemniaków nie ruszyła, ale z apetytem zjadła
śledzia i poprosiła o dokładkę. Powiedziałam, że śledzie są bardzo słone, a z
jej wątrobą za wiele słonego może jej zaszkodzić. Ale poprosiła o dokładkę,
więc ją przyniosłam. Jadła śledzie i jadła. A potem przestała jeść i zupełnie
przestała wstawać.
Oksana Wasiakina, Rana, tłum. Agnieszka Sowińska, Gdańsk 2025 s.
108-109
środa, 17 czerwca 2026
Do konwulsji
Odczuwałam matkę jako przestrzeń. Jak matrycę. Miejsce. Po jej śmierci miejsce zniknęło. Świat nie zniknął, ale zniknęła złożona symboliczna sieć, która pozwalała orientować się w terenie. Matryca — to nieustanna interpretacja zdobywanego doświadczenia. s. 85
Rana jest w dużej mierze autobiograficzna, intymna i szczera. To po części dziennik żałoby, po części rozważania o naturze śmierci i jej przedstawieniach w sztuce. To również wspaniała rzecz o kobietach i pisaniu, Wasiakina pisze sercem i trzewiami, co zostało podkreślone przez pomieszanie gatunków – jej książka to skrzyżowanie wspomnień z esejem, także z poezją.
poniedziałek, 8 czerwca 2026
Ida przejmuje kontrolę
Ja się nie boję, że coś mnie ominie. Boję się, że będę tam, gdzie rzeczy się dzieją.
Tytułowa bohaterka powieści faktycznie przejmuje kontrolę. Jako osoba żyjąca w strachu przed atakiem terrorystycznym, bezustannie kalkuluje ryzyko, dokładnie planuje swoje działania, jest ostrożna w kontaktach z innymi ludźmi, zwłaszcza nowo poznanymi. Pytanie, gdzie przebiega granica między inteligentnie zaplanowanym zdarzeniem a myśleniem katastroficznym, pozostaje bez odpowiedzi, przynajmniej dla narratorki.




