sobota, 17 lutego 2018

owładnięty życiem jak ogień

Charles Bukowski

owładnięty życiem jak ogień


w dostojnej boskości mój kot
chodzi wkoło
i wkoło i wkoło
z naelektryzowanym ogonem i
oczami jak guziki

jest
żywy
pluszowy i
ostateczny jak drzewo śliwowe

ani on ani ja
nie rozumiemy
katedr albo
człowieka za oknem
który podlewa
trawnik

gdyby było we mnie
tyle człowieka
ile jest w nim
kota —
gdyby byli
tacy ludzie
świat mógłby
się zacząć od nowa

wskakuje na wersalkę
i przechodzi przez
portyki mojego
podziwu.


tł. Piotr Madej

Noce waniliowych myszy (2014)

środa, 14 lutego 2018

W pierwszej fazie zakochania

[...] Mevlo wziął z hotelowej cukierni kartę i całą poprzednią noc spędził, ucząc się nazw rozmaitych słodkości. To była najlepsza rada, jaką ktoś mógł mu dać. A tę radę dał mu Arnoš Kozeny.
    - Mój chłopcze - powiedział, gdy zrozpaczony Mevlo wyznał mu, że nie zna angielskiego i nie ma pojęcia, jak wytłumaczyć dziewczynie, że mu na niej zależy - to, że nie zna pan angielskiego, to pańska zaleta. Bo gdyby pan język angielski znał, też mógłby pan popełnić błąd. A tak, wszystko jedno, co pan mówi, wzory chemiczne czy nazwy części samochodowych. W pierwszej fazie zakochania pary i tak nie rozmawiają. One świergoczą...
    - Jak ptaki?!
    - Otóż to, mój chłopcze, jak ptaki - powtórzył Arnoš Kozeny i dodał tajemniczo:
    - Nie tylko świergoczą, ale też pierze na wszystkie strony leci... 


    - You are my trufle, you are my black forest cake, you are my gateau basque, my guadeloupe, my nian gao with one hundred fruits, my vssilopitta efkoli, my tremolat, my black devil, my gianduja ganache, my sachertorte, my caramel, my marzipan, my marquise, my mousse au chocolat, my passion fruit cream, my passion fruit, my fruit, my passion...
    - Ach, Mellow...
    - Jesteś moją szarlotką, moim tortem orzechowym, moim polanym słodkim syropem biszkopcikiem...
    - I am feeling mellow...
    - Och, Rosie, różo ty moja, różyczko...
Młody człowiek i dziewczyna byli tak zatopieni w swoim miłosnym szepcie, że nawet nie spostrzegli, iż zerwał się łagodny wietrzyk i uniósł w powietrze wszystkie pióra rozrzucone na zielonej murawie u ich stóp. Zaszumiała korona starego kasztanowca, a w powietrzu wszędzie fruwało pierze... [...].
__________________________________________________
Dubravka Ugrešić, Życie jest bajką, tł. Dorota Jovanka Cirlić, Kraków 2011

sobota, 10 lutego 2018

Baba Jaga zniosła jajo

- Zadzwońmy do tej starej wiedźmy - mówi. W jej oczach dostrzegam niespodziewany błysk.
Posłusznie sięgam po mały notesik z piętnastoma ważnymi dla mamy numerami telefonów, które sama wpisałam, żeby zawsze miała je pod ręką, wybieram numer i podaję jej słuchawkę. Po chwili słyszę, jak zadowolona szczebiocze:
- Co u ciebie, staruszko, żyjesz jeszcze?!
[s. 22]

Wiedźmę od staruszki najwyraźniej niewiele różni i właśnie o zniuansowanej naturze kobiecości, szczególnie tej nadszarpniętej zębem czasu, traktuje Życie jest bajką. W istocie Dubravka Ugrešić rozbiera na części pierwsze mit o Babie Jadze (w ramach dawnej serii wydawnictwa Canongate), a robi to z właściwą sobie finezją.


W moim odczuciu powieść jest fantastycznym miszmaszem gatunkowym i fabularnym. W pierwszej części niemłoda już pisarka opowiada o relacji z wymagającą opieki (i cierpliwości) schorowaną matką. Druga część to zabawna historia trzech leciwych przyjaciółek, które udają się na wypoczynek do uzdrowiska w Czechach. Klamrę stanowi mini-wykład na temat postaci Baby Jagi z licznymi odniesieniami do poprzednich części.

Te trzy bardzo zróżnicowane narracje są ze sobą misternie splecione, a szukanie powiązań, aluzji i symboli „babojagowych” może przynieść dociekliwemu czytelnikowi sporo przyjemności. Dość powiedzieć, że Baba Jaga może okazać się zołzą albo boginią, samotnicą albo wojowniczką, równie dobrze może być hybrydą tychże. Wniosek nasuwa się sam: każda kobieta ma zadatki na wiedźmę.;)

Książka bardzo przyjemna i inteligentna, autorce udało się do pewnego stopnia odczarować starość (i naturalnie Babę Jagę). Schyłek życia bajką z pewnością nie jest, ale bajeczne chwile mogą zdarzyć się zawsze i wszędzie.

________________________________________________________________
Dubravka Ugrešić, Życie jest bajką; tł. Dorota Jovanka Cirlić, Znak, 2011


poniedziałek, 5 lutego 2018

Rok koguta

Czytając zapiski Terezy Boučkovej z jednego zaledwie roku, kilkakrotnie zastanawiałam się, skąd brała siły, żeby każdego ranka wstawać z łóżka, podejmować wyzwanie i walczyć, próbując przy tym nie oszaleć i nikogo ze złości nie udusić.


Problemem nr 1 są adoptowani synowie: pełnoletni już Patrik wybrał życie kloszarda, z kolei 17-letni Lukas notorycznie kłamie, kradnie i nie chce się uczyć. Do listy przewinień dojdą z czasem narkotyki i konflikt z prawem, a przecież o chłopców dbano – nie szczędzono im uwagi, miłości ani czasu, na różne sposoby motywowano i dyscyplinowano. Niestety kilkanaście lat wysiłków poszło na marne.

To rzadki obraz macierzyństwa, mało kto ma odwagę mówić głośno o porażce wychowawczej, zwłaszcza jeśli dotyczy adopcji romskich dzieci. Dla jasności: Tereza i jej mąż nie żałują decyzji o przysposobieniu, są po prostu śmiertelnie zmęczeni długotrwałą i bezowocną szarpaniną, która zaczyna odbijać się na relacjach całej rodziny (Boučkovie mają też biologicznego, najmłodszego syna).

Jakby tego było mało, pisarka cierpi na depresję i trudne do zdiagnozowania bóle, co więcej, nie może zacząć pisać ani doprowadzić do sfilmowania własnego scenariusza. I bardzo tęskni za mężem, który co prawda jest tuż obok, ale woli zajmować się rowerem. Całe szczęście, że ta umordowana życiem kobieta ma jeszcze dystans do świata oraz pasje pozwalające na złapanie oddechu.

Rok koguta chwilami przytłacza, i dobrze, bo to uświadamia czytelnikowi ogrom ciężaru, z jakim Boučková obcowała codziennie. Dla mnie ta książka jest wewnętrznym krzykiem osoby na skraju załamania nerwowego; takiej, którą należałoby natychmiast przytulić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Mam nadzieję, że tak się stało.

____________________________________________________________________
Tereza Boučková, Rok koguta, tłum. Olga Czernikow, Wyd. Afera, Wrocław 2017


czwartek, 1 lutego 2018

Setka Muriel

Muriel Spark - u nas pisarka raczej zapomniana, w Wielkiej Brytanii wciąż wznawiana i czytana. A że w tym roku (dokładnie dzisiaj) przypada setna rocznica jej urodzin, o twórczości tej autorki mówi się i pisze obecnie więcej.

Dla przypomnienia: Spark urodziła się w Edynburgu 1 lutego 1918 roku. Z mężem i synem mieszkała w Afryce, obydwu zostawiła w 1940 r. Na Wyspy powróciła pod koniec II wojny światowej, w 1947 r. została redaktorem w czasopiśmie poświęconym poezji i sama zaczęła pisać. W międzyczasie nawróciła się na katolicyzm. Mieszkała w Stanach Zjednoczonych i we Włoszech. W latach 70. wraz z rzeźbiarką Penelope Jardine osiadła na stałe w Toskanii, tam również zmarła w 2006 roku w wieku 88 lat.

Muriel Spark

W Polsce ukazały się następujące powieści Spark:

Memento mori (1970)
Ballada o Peckham Rye (1974)
Pełnia życia panny Brodie (1972)
Brama Mandelbauma (1997)
Gwiazda filmowa (1975)
Cieplarnia nad Rzeką Wschodnią (1980)
Uczta (1944)
Prawa miejscowe (1997)


Czy warto je dzisiaj czytać? Dyskusja nad Pełnią życia panny Brodie pokazała swego czasu, że tak.;) Na polskich blogach (m.in. u Izy, buksy, Patrycji, Zacofanego) można znaleźć kilka recenzji, u Lirael pojawił się wpis o autobiografii Spark.

Mnie najbardziej podobało się nietłumaczone na język polski The Driver’s Seat – tu doskonale widać, jak przy pomocy niewielu słów autorka potrafi opisać szaleństwo i niebanalną bohaterkę, od początku umiejętnie budując niesamowity nastrój. Wszystko na zaledwie 180 stronach, co wyjątkowo lubię.

A teraz solennie obiecuję sobie wrócić do książek Spark, bo w literaturze brakuje mi już starego dobrego angielskiego sznytu. Muriel nie zawsze pisała genialnie, ale nawet jej słabsze dziełka (według mnie np. Uczta) mają swój urok. Innych oczywiście także zachęcam do czytania.;)


czwartek, 25 stycznia 2018

Wysysa jak pompa

Od Życia miłosnego zaczęła się kiedyś moja znajomość z Zeruyą Shalev, znajomość trudna, że izraelska autorka tworzy często bohaterki irytujące i nieznośne. Nie inaczej jest w jej pierwszej powieści: Ja’ara wdaje się w romans z dawnym przyjacielem rodziców, osobnikiem tyleż zagadkowym, co oschłym i brutalnym.


Ich związek trudno nazwać miłością, to raczej zauroczenie, które dopada nagle młoda kobietę, ustatkowaną mężatkę i wykładowczynię uniwersytecką. Ja’ara traci głowę i daje się ponieść fascynacji Ariem, mniej lub bardziej gwałtownie narzuca mu się. Mężczyzna niechętnie przyjmuje te awanse i robi wiele, żeby zniechęcić do siebie wielbicielkę. Ten romans frapuje głównie ze względu na irracjonalne postępowanie Ja’ary, która jest świadoma, że niszczy swoje małżeństwo i karierę zawodową, a jednak brnie w destrukcyjny związek. Sama uważa, że Arie jest jak pompa wysysająca całą jej silę, wolę i czas, nie dającą w zamian nic poza obojętnością.

Ja’ary nie polubiłam, ale to postać z krwi kości. Lubi mocne wrażenia, bo wtedy wie, że żyje, nawet jeśli cierpi. I takie bohaterki dobrze sprawdzają się w literaturze – historia wymyślona przez Shalev przyciąga i mocno trzyma do końca, ba, nie daje o sobie latami zapomnieć. Wciąż każe się zastanawiać: po co jej to było?

___________________________________________________________________________
Zeruya Shalev, Życie miłosne, przekł. Agnieszka Jawor-Polak, Wyd. W.A.B., Warszawa 2008


piątek, 19 stycznia 2018

Hitler udomowiony

Uśmiechnięty Hitler wita się z dziećmi, Hitler na polanie karmi jelonki, Hitler odpoczywa z psem u boku, Hitler w zamyśleniu spogląda na Alpy, Hitler gawędzi z młodą kobietą z wiwatującego tłumu – takie scenki z udziałem wodza III Rzeszy mogli podziwiać Niemcy na powszechnie dostępnych pocztówkach. I podziwiali, bo byli ciekawi polityka, który zyskiwał coraz większe poparcie, a sztab speców od propagandy zgrabnie manipulował tym zainteresowaniem.


Pocztówki były oczywiście jednym z wielu elementów kampanii wizerunkowej Fűhrera; już na początku lat 30. zauważono bowiem, że prywatne życie Hitlera ma spory potencjał, co później przez lata z powodzeniem wykorzystywano. Na łamach prasy, także zagranicznej, niejednokrotnie opisywano i pokazywano siedziby wodza, idealnie nadające się do tworzenia pożądanego image’u. W całej tej machinie propagandowej ważną rolę odegrała naczelna projektantka wnętrz Gerdy Troost oraz fotograf Heinrich Hoffmann, którzy z oddaniem realizowali i ulepszali idee swojego zleceniodawcy. Skromnie urządzone mieszkania miały sugerować, że przywódca Niemiec jest człowiekiem wręcz przeciętnym, z kolei gruntowna przebudowa Kancelarii Rzeszy miała symbolizować odnowę narodowej estetyki, a pośrednio odnowę moralną narodu.

Dom Hitlera jest fascynującą lekturą, ponieważ daje miarodajny wgląd w mechanizmy nazistowskiego – dziś powiedzielibyśmy – marketingu politycznego. Ta książka jednocześnie przypomina, jak skutecznym narzędziem propagandowym może stać się sztuka (od zwykłych fotografii po architekturę), i uświadamia, jak trwałe okazały się efekty działań doradców Hitlera – w końcu symbolika nazistowska (ideologia niestety również) ma się wciąż  nieźle.

___________________________________________________
Despina Stratigakos Dom Hitlera, przeł. Jan Dzierzgowski
Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2017