Trochę się boję Wielkanocy, bo pewnie przyjedzie mama, a co,
jeśli babcia akurat odpłynie albo znów się pomyli i dosypie na przykład soli do
mazanca, czy coś w tym rodzaju, mówiłem nawet Martinie i reszcie, że chyba będę
musiał pomagać, żeby mieć babcię na oku, choć to dość szalona myśl, bo nie mam
bladego pojęcia o gotowaniu, ale Martina i Franta mówią, że pomogą mi, jakby
co, znajdziemy nawet przepis na mazanec, wielkanocne ciasto drożdżowe, i
biszkoptowego baranka. Nie ogarniam wprawdzie, o co chodzi z drożdżami, z tym
całym wyrastaniem ciasta, chyba pierwszy raz w zyciu słyszę też nazwę „soda
oczyszczona”, ale potem dzwoni mama i mówi, że ma tylko dwa dni wolnego, w
poniedziałek wielkanocny wracają na zdjęcia, natychmiast odpowiadam, że nic nie
szkodzi, że przyjadę do niej jak zwykle, a do babci wrócę na śmigusa, na co
mama, że jak chcę, chociaż sądziła, że wypadałoby się pokazać w Rybnej. Mówię jednak,
że wcale nie, nawet lepiej, bo babcia będzie miała więcej czasu na pieczenie,
ma dużo zamówień na owieczki.
Mama chwilę się nie odzywa: chodzi ci o baranki?
Tak, właśnie.
Petra Soukupová, Najlepiej dla wszystkich, tłum. Julia
Różewicz, Wrocław 2019
Mazanec to tradycyjne czeskie ciasto drożdżowe przypominające
okrągły bochenek chleba, z rodzynkami moczonymi w rumie, posypane płatkami
migdałowymi. Piecze się je zwykle w Wielką Sobotę. Baranki z kolei to
biszkoptowe wypieki polane czekoladą pieczone w formie o kształcie baranka, coraz częściej spotykane i u nas.
Przepisy na oba smakołyki można znaleźć tu.