Sądzę, że matka lubiła, gdy było do dupy. Chłonęła porażki. „Beznadziejne” filmy, „gówniane” wystawy, „nienormalni” ludzie – o nich mogła gadać zawsze. Pośród takich zjawisk czuła się u siebie. To, co się nie udawało, było dla niej „złotem”.
Czytanki Anki
czwartek, 30 lipca 2026
Jej zmory
środa, 22 lipca 2026
Biogramy
Krystyna Dąbrowska
Praca
dorywcza: redaguję
biogramy ludzi
z warszawskiego getta,
którzy
stworzyli Archiwum Ringelbluma.
Mają być
zwięzłe, nieprzeciążone,
żeby chciało
się je czytać.
Nie przeciążyć
notki o kimś, po kim nie zostało
nawet pełne
imię, tylko inicjał:
Sz.
Szajnkinder.
Nie przeładować
biogramu Salomei Ostrowskiej:
zatrudniona w punkcie
kwarantanny
dla
przesiedleńców na Lesznie;
nie wiemy,
skąd była, kiedy się urodziła,
gdzie, kiedy
zginęła.
Pomijać szczegóły,
które dziś nic nikomu,
chyba że
specjaliście, nie mówią. A oni
każdy
szczegół, głos, cień głosu,
ile się da,
ile zdążą,
próbowali zmieścić
w metalowych skrzynkach.
Rozprawy naukowe,
wywiady, dzienniki.
Wiersze,
reportaże, obrazy i listy.
Kartkę ciśniętą
przed śmiercią z pociągu:
Bądź przytomna, bo jedziemy na wesele.
Skracam życiorys
osiemnastolatka.
Pomógł zakopać
pierwszą część Archiwum.
W testamencie
napisał: Nie znam mego losu. Nie wiem,
czy będę mógł wam opowiedzieć, co się stał dalej.
Pamiętajcie: nazywam się Nachum Grzywacz.
(Wiersze wybrane, 2025)
środa, 15 lipca 2026
Ta cała Pacuła
Kto dorastał w PRL-u i oglądał telewizję, Joannę Pacułę musiał zauważyć – dzięki uderzającej urodzie zwracała na siebie uwagę. Widzom długo nie dała się sobą nacieszyć, ponieważ stan wojenny zastał ją w Paryżu i nie powróciła do kraju. Wyjechała natomiast do Stanów, gdzie udało jej się dość szybko zaistnieć w Hollywood. Polacy najczęściej jednak mówią, że aktorka w Ameryce kariery nie zrobiła. Marta Górna, z racji młodego wieku nieobarczona jakimikolwiek oczekiwaniami wobec Pacuły, natomiast żywo zainteresowana jej osobą, postanowiła sprawdzić, czy pretensje (sic) rodaków są uzasadnione.
piątek, 3 lipca 2026
Łubin
Heaney Seamus
Stały. Coś
oznaczały. Samym swoim staniem
I gotowością. Każdy z nich wyniosły,
Niedostępny. Lecz był, stał, pewny niezachwianie.
Kwiat zórz różanopalcych, granatowych nocy.
Najpierw torebka nasion, różowość i lazur.
W niej - sypkość szczypty szeptu, obietnicy rychłych
Wież łubinu: erotyków przyszłego czasu,
Muśniętych niebem za to, że spod ziemi wyszły.
Pastelowość tych wież, ich stożkowatość obła!
Przez całe nasze lato, mimo groźby ścięcia,
Z każdym dniem blednąc, nie ustępowały pola.
I nic z tego nie było czymś nie do pojęcia.
tłum. Stanisław Barańczak
(Światło
elektryczne, 2003)
czwartek, 25 czerwca 2026
Śledzie u Wasiakiny
Mama lubiła
ryby: śledzie, lipienie, kilki. Zawsze jadłyśmy śledzie albo ciasto z kilką, a na
święta mieliśmy jedną z ryb jesiotrowatych. Zazwyczaj mama kupowała kilka
śledzi, sama je patroszyła. Pamiętam zapach patroszonej ryby, jest duszący i
delikatnie zalatuje krwią. Pamiętam czarniawą rybią krew pod maminymi paznokciami.
Zawsze miała piękne ręce i zadbane paznokcie. W żółtym szlafroku patroszyła
ryby, a gdy ość wbiła jej się w palec, wydawała z siebie okrzyk niezadowolenia.
Następnie należało pokroić tuszkę, nikt w naszym domu nie śmiał wyrzucać głów,
mama zasalała kawałki śledzi razem z głowami. Po kilku godzinach zalewała je
olejem i mieszała z krążkami cebuli. Matka jadła rybę uważnie, wysysała z łbów
soki.
Raz
zasoliła dwulitrowy słoik śledzi. Innego jedzenia, poza białym, napowietrzonym
chlebem, w domu nie było, dlatego zjedliśmy ten słoik wieczorem, a potem męczyły
nas mdłości. Byłam dzieckiem i nie przepadałam za śledziem. Przepadałam za to
za mamą i robiłam wszystko tak jak ona. I tak, oglądając telewizję, zjadłyśmy słój
śledzi. Pamiętam ciepłe, żółte światło lampy podłogowej, zimne światło bijące z
ekranu i ciężkie mdłości po tłustym śledziu. Śmiałyśmy się z siebie i mówiłyśmy,
że obżarłyśmy się śledziem.
[…]
Mama wstała
ostatni raz w swoim życiu, aby zasolić śledzie. Potem się położyła, a ziemniaki
do śledzi gotowałam już ja. Lubię skórki ziemniaków gotowanych w mundurkach —
są suche i pachną papierem. Ziemniaków nie ruszyła, ale z apetytem zjadła
śledzia i poprosiła o dokładkę. Powiedziałam, że śledzie są bardzo słone, a z
jej wątrobą za wiele słonego może jej zaszkodzić. Ale poprosiła o dokładkę,
więc ją przyniosłam. Jadła śledzie i jadła. A potem przestała jeść i zupełnie
przestała wstawać.
Oksana Wasiakina, Rana, tłum. Agnieszka Sowińska, Gdańsk 2025 s.
108-109



