Świnia nie kolega, to bardziej powieść obyczajowa niż pełnokrwisty kryminał. Krew, owszem, jest, morderstwo i śledztwo również, jednak znalezienie mordercy pozostaje tu kwestią drugorzędną. Na pierwszy plan wysuwa się codzienność policjanta, czyli niezadowolona żona w domu, natomiast w pracy żmudne, wręcz nierokujące dochodzenie oraz poważny konflikt z przełożonym i kolegami. I to jest bardzo wiarygodne ujęcie tematu, na dodatek łatwo przekładalne na polskie realia.
Czytanki Anki
czwartek, 12 marca 2026
wtorek, 3 marca 2026
W Światowym Dniu Pisarza
Odbyłem tę podróż, siedząc nad kolejną kawą i bazgrząc nieistniejące słowa długopisem w zeszycie. Pod spojrzeniami przechodniów czułem się, jak gdybym rył na glinianej tabliczce, wszyscy wokół wciskali klawisze i stukali w ekrany. Ręka odwykła od tej czynności, której przecież uczyłem się tyle lat, zaczęła mnie boleć i sam drwiłem z siebie, jakbym próbował wejść do wczoraj przez bramę z rozłożonych kartek. Pamiętam, udzielając kiedyś wywiadu dla telewizji, skleciłem podobną frazę: zajmuję się wchodzeniem do wczoraj i potem dalej, ile się da, pod prąd czasu. Wtedy wydawało mi się to bardzo błyskotliwe, dziś, czując, jak nieprzechodnie, twarde i oporne są wczoraj, przedwczoraj i wszystkie stojące z tamtej strony czasu tygodnie, miesiące i lata, uśmiechnąłem się nad swoją naiwnością. To pewnie przez to ściśnięte ze strachu powietrze poczułem, jak teraźniejszość trzyma mnie w uścisku. Jak z żadnej sekundy i minuty życia nie ma ucieczki.
Paweł Sołtys, Sierpień,
Wyd. Czarne 2025
wtorek, 24 lutego 2026
*** kobieta, która
*** kobieta, która straciła wszystkich krewnych, czuła pełnię szczęścia.
wszyscy krewni umarli nagle, jednego dnia. mogliby przegrać z ciężką chorobą albo na przykład zginąć w karambolu na drodze, paść ofiarą niefortunnego wypadku w pracy. wybrali jednak inną śmierć: głupią, żałosną, śmieszną. sczeźli w wojnie informacyjnej, utonęli w zgniłych falach propagandy.
krewni pędzili swoje nędzne żywoty gdzieś w rosji, ale dla kobiety już nie istnieli.
szczerze się starała, dzwoniła, rozmawiała, przekonywała, krzyczała, rzucała słuchawką. Wysyłała zdjęcia i nagrania zrujnowanych miast, martwych ciał, wypalonej ziemi. Krewni byli ślepi i głusi, radzili kobiecie cierpliwie poczekać. niebawem ją oswobodzą. my odin narod – powtarzali jak mantrę. „poddajcie się i będziecie żyć tak jak my”.
kobieta się poddała, ale nie tak, jak sobie życzyli jej krewni.
z czystym sercem i jasną duszą, przy wysokich tonach alarmu lotniczego. posłała ich na chuj, powiedziała „amen” i się uśmiechnęła.
_____________________________________________________________________________
wtorek, 17 lutego 2026
Hawana Brown, Fiona, Kluska i inne
O, koci Boże! Czemu tak postanowiłeś – wzdychał Hawana Brown, patrząc na swoich słuchaczy z konara jarzębiny – że musimy jeść ciałka szarych myszek razem z kośćmi i na dodatek przegryzać surową trawą? Bo jak będziemy jeść samo tylko mięso, to skażemy się na niszczący niedobór wapnia? O, czy ktoś z nas potrafi przeniknąć nieprzeniknioną mądrość postanowień Przedwiecznego?
figurka kota z Muzeum Egipskiego
środa, 4 lutego 2026
4.2.80: Śnieg V
Stanisław Barańczak
cóż w lutym, za oknem, nad ranem może być w tobie jasnego
bardziej niż to, że trzeba pod kołdrą jedną i ciepłą
objąć się, spleść ze sobą obydwa sny, nim uciekną
przed świtem; niż to, że trzeba do nastroszonej piersi
przemówić ciepłym językiem (już drzwiami trzaskają pierwsi
punktualni sąsiedzi, już przez dwie ściany winda
swą listę obecności szumi); niż to, że pokój rozwidnia
ten chłód nagi, wilgotny, przed którym tylko nagie,
wilgotne ciepło chroni — i to, co zrywa się nagle,
dwoiste, jednolite, zdławione, nie do zniesienia,
wzbijające się z krzykiem, jawne i mroczne jak ziemia


