piątek, 22 maja 2026

Pain perdu à la Marta Carnicero Hernanz

Każde europejskie miasto z aspiracjami może się poszczycić przynajmniej jednym eleganckim bistro, w którym warto się pokazać, i pracujesz właśnie w tego typu miejscu. To tutaj, w restauracji Essaouira (właścicielka dobrze udaje akcent i kładzie nacisk na fuzję francuskich przepisów ze śródziemnomorskimi składnikami), nauczyłaś się kuchni, której dania teraz serwujesz. Tutaj też postanowiłaś zatrzasnąć drzwi przed smakami z poprzedniego życia. Nie ocaliłabyś nawet pół wspomnienia, gdybyś za pomocą kilku elektrowstrząsów mogła wyczyścić sobie pamięć, ale zachowujesz te myśli dla siebie, przygotowując mleko do pain perdu. Tego całego pain perdu na wszelki wypadek też nie tykasz. Od jedzenia pewnych rzeczy mogłabyś postradać zmysły.

Starłaś skórkę z cytryny i pomarańczy, by dodać ją do mleka z miodem, stojącego już na gazie. Dodałabyś cynamonu, gdyby nie trzeba było go wąchać. Poczekasz, aż mleko wystygnie, by namoczyć w nim chleb — z każdą kromką  obejdziesz się tak, jak z pierwszą. Ten chleb to także wynik twojego wysiłku — owoc cierpliwości i czasu poświęconego zakwasowi. Podarował ci go dawny kolega niedługo po twoim przyjeździe — miałaś go strzec jak żywego dziedzictwa. Nie pracowałaś wcześniej z zakwasem i dbałaś o niego, jakby chodziło o jakąś dziwną roślinę. Cierpliwie go dokarmiałaś i rozmawiałaś z nim, prowadząc dialogi wewnętrzne, oczarowana zdolnością tej żyjącej istoty do wywoływania cichych rewolucji w absolutnych ciemnościach.

Marta Carnicero Hernanz, Matrioszki; przeł. Marta Pawłowska, Biuro Literackie 2025 s. 12

czwartek, 14 maja 2026

Matrioszki czyli koszmar w koszmarze

Pomyślałaś o śladach. Niedługo nic już nie zostanie. To nie lata rozmywają wspomnienia; to zapominanie z rozmysłem, odświeżanie wizerunku. Konieczność życia z cynizmem zaprzeczających wam ludzi. Teraz oni chcą zawłaszczyć ból, który sami zadawali. [s. 19]

Jeśli w opisie książek widzę hasła: trauma, wojna, gwałt, zemsta, na ogół je odkładam jako potencjalnie zbyt bolesne. W przypadku Matrioszek górę wzięła ciekawość, co  łączyć Katalonię z Bośnią, choć w fikcji wszystko jest przecież prawdopodobne. Odpowiedź była prosta – emigracja, dla głównej bohaterki przymusowa. Hana ucieka przed wspomnieniami, ze strachu przed dawnymi oprawcami, ale i wskutek braku zrozumienia ze strony bliskich i społeczeństwa.

piątek, 8 maja 2026

Wojna, nic takiego

[…] Wojna, gdy się o niej opowiada, to właściwie nic takiego, kilka akapitów w podręcznikach do historii. Jej bohaterowie przestali być osobami — jednostkami należącymi do jakiejś zbiorowości, partii, narodu. cztery linijki w książce zredagowane z obiektywizmem, by dodać im wiarygodności. Bombardowania, granice, zawieszenia broni, bitwy. Słowo „wojna" nie jest w stanie wyrazić wojny; słowo „obóz" nie jest w stanie wyrazić obozu. Także dla ciebie na początku, kiedy jeszcze nie miałaś z niczym takim styczności, było to jedynie puste słowo, więc mogłaś się w nim schronić. Jeśli nigdy nie przeżyło się bombardowania, to nic takiego, pięć sylab, trzynaście liter; nieme słowo pozbawione krzyków, krwi, pyłu, koszmaru.

Marta Carnicero Hernanz, Matrioszki; przeł. Marta Pawłowska, Biuro Literackie 2025



 


  

wtorek, 5 maja 2026

Duńskie smaki u Helle Helle

[…] Z hotelu należało się wymeldować o dwunastej, ale Hafni miała rozpalone czoło, a w przewodzie słuchowym ciągle jej trzeszczało. Dlatego przedłużyła pobyt o jeszcze jeden dzień. Spytała recepcjonistę, czy mogliby jej przynieść do pokoju spadającą gwiazdę i butelkę białego wina, mniej więcej o trzynastej. To się dało zrobić. Z ulgą przyjmując taką perspektywę, wzięła długą kąpiel. Przypomniało jej się, że słyszała kiedyś o wkładaniu czosnku do ucha w przypadku bólu. Ponownie zadzwoniła do recepcji i poprosiła jeszcze o przyniesienie czosnku, całej główki, nie chciała prosić o pojedynczy ząbek.
Helle Helle, Hafni mówi, tłum. Karolina Drozdowska, Filtry, Warszawa 2025, s. 108-109

środa, 29 kwietnia 2026

Hafni mówi

Hafni mówi: Nie chcę być sobą.
Chcę zmienić siebie.
Nie wiem, jak mam się zmienić.

Hafni to antybohaterka jakich mało – mistrzyni niepewności, królowa niezdecydowania . Zmęczona życiem i sobą samą, rusza w odkładaną od dawna wycieczkę kulinarną po Danii. A ponieważ podróżuje bez towarzystwa, może bez ograniczeń oddawać się zmienności, dlatego niekiedy zbacza z wytyczonej trasy, wybiera inne niż zarezerwowane miejsca noclegu. Innymi słowy, poddaje się biegowi wydarzeń i czasu. W tym szaleństwie jest metoda – kobieta powoli uwalnia się od dawnych przyzwyczajeń, przymusu bycia poukładaną i skuteczną.