sobota, 22 czerwca 2024

Dwa razy czerwiec

W powieści Martína Kohana trwają Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 1978 roku. Rozgrywki są na rękę rządzącej od dwóch lat juncie, ponieważ skutecznie odwracają uwagę Argentyńczyków od panującego w kraju terroru. W więzieniu w Buenos Aires słychać jęki i wrzaski torturowanych, tymczasem z pobliskiego stadionu dobiegają radosne okrzyki kibiców. Lud dostał swoje igrzyska, co więcej, lud się zjednoczył, przynajmniej na chwilę.

Autor z powodzeniem wykorzystał narodową świętość czyli futbol, by opowiedzieć o koszmarnych czasach i upodleniu obywateli – ofiar dyktatury oraz tysiącach zwykłych zjadaczy chleba, którzy wolą nie wiedzieć. Narrator powieści, jako poborowy i kierowca lekarza wojskowego niejedno widzi i słyszy, wybiera jednak oportunizm. Nawet wówczas, gdy bez wysiłku i bez narażania się, mógłby w niewielkim stopniu pomóc udręczonym. Wydaje się pozbawiony ludzkich odruchów i uczuć, widać to szczególnie jaskrawo w relacjach z kobietami, o których ma chyba mocno wypaczone pojęcie. Jego bierność bulwersuje i przeraża, w końcu to inteligentny młodzieniec marzący o studiach medycznych, a więc być może przyszła elita.

Dwa razy czerwiec zapewne nie robiłby tak dużego wrażenia, gdyby nie forma i zabiegi stylistyczne. Przerywniki przypominające fragmenty podręcznika, na pozór luźno powiązane z główną akcją, a powtarzane kilkakrotnie, doskonale potęgują napięcie. I choć drastycznych opisów tu brak, poczucie grozy jest dojmujące. Ta znakomicie opowiedziana historia pokazuje, że również Mundial może kapitalnie „zagrać” w literaturze.

_______________________________________________________________________________

 Martín Kohan, Dwa razy czerwiec, przeł. Barbara Jaroszuk, Wyd. Filtry, Warszawa 2021



8 komentarzy:

  1. Nie jestem fanem kopanej, ale w chwili obecnej zwrot "kapitalnie zagrać" można ponoć odnosić u nas tylko do literatury bądź archiwalnych nagrań :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie, piłki nożnej nie lubię, a ze względu na koszmarnie duże pieniądze, jakie RP inwestuje w "występy" polskiej reprezentacji dostaję wścieklizny. Tym bardziej zapowiedzi książki mnie zniechęcały, ale kiedy już zaczęłam, wciągnęłam się maksymalnie. Zachęcam do lektury, to jest mocna rzecz.

      Usuń
  2. A tego wątku sportowego jest w książce dużo? Pamiętam, jak ze względu na wątek sportowy zwlekałam z sięgnięciem po „Koniec Kalifornii”, a powieść okazała się wspaniała. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sportu nie jest dużo, na dodatek jest znacznie lepiej wykorzystany w treści książki niż w "Końcu Kalifornii".;) Zachęcam, bo powieść jest naprawdę znakomita.

      Usuń
  3. Do tej pory nie słyszałam o tej książce, dlatego cieszę się, że trafiłam na Twój blog.
    Dodałam tę książkę do listy do przeczytania i mam nadzieję, że uda mi się po nią sięgnąć, jak już wygrzebie się choć trochę spod mojej hałdy hańby.
    Pozdrawiam
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tej książce nie pisano zbyt wiele, może również tematyka i okładka zniechęcają? Przyznam, że sama długo omijałam tę powieść, a to taka dobra powieść.;) Zachęcam gorąco do lektury.

      Usuń
  4. Sport bardzo często zostaje zaprzęgnięty w polityczne mechanizmy i z nimi się ściera oraz ociera, więc aż dziwne, że nie pojawia się częściej. Ale tą powieścią się zainteresuję na pewno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, czego ludowi najbardziej potrzeba - chleba i igrzysk.;( A książka świetna, chętnie przeczytałabym kolejne tego autora.

      Usuń