Świnia nie kolega, to bardziej powieść obyczajowa niż pełnokrwisty kryminał. Krew, owszem, jest, morderstwo i śledztwo również, jednak znalezienie mordercy pozostaje tu kwestią drugorzędną. Na pierwszy plan wysuwa się codzienność policjanta, czyli niezadowolona żona w domu, natomiast w pracy żmudne, wręcz nierokujące dochodzenie oraz poważny konflikt z przełożonym i kolegami. I to jest bardzo wiarygodne ujęcie tematu, na dodatek łatwo przekładalne na polskie realia.
Otóż akcja książki osadzona jest w Bremie lat osiemdziesiątych, przestępczość może nie jest nadzwyczajna, ale najwyraźniej źle się dzieje w urzędach państwowych. Układy z politykami i deweloperami skutkują korupcją, nadużywaniem władzy i totalną degrengoladą w służbach porządkowych, od funkcjonariuszy najwyższych rangą do tych szeregowych. Jakby tego było mało, prasa także chce wykorzystać sytuację, choć szybko się okaże, że i dziennikarze ulegają naciskom. Jako jeden z nielicznych uczciwych policjantów komisarz Lindow coraz gorzej sobie radzi z otoczeniem, bo też nie ma w sobie nic z bohatera – po prostu nie jest w stanie tolerować bezprawia wśród kolegów. Pod koniec lektury można się zastanawiać, do kogo odnosi się tytuł.;(
Proza Jürgena Albertsa jest chropowata i oszczędna, styl świetnie dopełnia fabułę. Autor nie podsuwa łatwych rozwiązań, daleki jest też od moralizatorstwa, pozwala sobie jednak na uwagę, że policjanci nie są lepsi od reszty społeczeństwa, że i stróże prawa bywają przestępcami. Na koniec zaznaczę, że ważnym elementem tej pesymistycznej historii jest miasto – przedstawione jako mało przyjazne, raczej jako nowoczesny, bezduszny moloch.
_________________________________________________________________________________
Jürgen Alberts Świnia nie kolega, tłum. Janina Wieczerska, Oficyna Wydawnicza Graf, Gdańsk 1991

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz