Ja się nie boję, że coś mnie ominie. Boję się, że będę tam, gdzie rzeczy się dzieją.
Tytułowa bohaterka powieści faktycznie przejmuje kontrolę. Jako osoba żyjąca w strachu przed atakiem terrorystycznym, bezustannie kalkuluje ryzyko, dokładnie planuje swoje działania, jest ostrożna w kontaktach z innymi ludźmi, zwłaszcza nowo poznanymi. Pytanie, gdzie przebiega granica między inteligentnie zaplanowanym zdarzeniem a myśleniem katastroficznym, pozostaje bez odpowiedzi, przynajmniej dla narratorki.
Przyznam, że ze względu na odległą tematykę książka była dla mnie niezwykle frapująca i wciągająca. Wynurzenia neurotyków, nawet jeśli całkowitą fikcją, na ogół wypadają dobrze w literaturze, i tak właśnie jest u norweskiej pisarki. Postać Idy niekoniecznie wzbudza sympatię, raczej współczucie, jest natomiast zarysowana z ogromną konsekwencją, szczególnie w momentach, gdy wydaje się postępować niezrozumiale, wbrew regułom. Paradoks, zresztą taki jak studiowanie psychologii przez osobę z problemami, po poważnym załamaniu nerwowym.
Drugie, mało znane z prozy zjawisko, a ujęte w Idzie…, to subkultura inceli. Wątek został świetnie naświetlony i poprowadzony, świetnie został też rozegrany w konfrontacji z lękami głównej bohaterki. Powieść Halvorsen jest bardzo współczesna i zarazem bardzo norweska, niewątpliwie umożliwia wgląd w nieco odmienną, choć geograficznie bliską, kulturę. W sumie mocna rzecz, zdecydowanie warta uwagi. Jedynym mankamentem są niezręczności translatorskie (m.in. lunch na stołówce, dorabiać dodatkowe kursy, czytać między liniami).
______________________________________________________
Kjersti Halvorsen Ida przejmuje kontrolę, przeł. Karolina Drozdowska, Wyd. Marpress, Gdańsk 2024

Neurotyczna narratorka, subkultura inceli, Norwegia… Widzę, że ta powieść mogłaby mnie zaciekawić. Szkoda tylko, że są w niej niezręczności translatorskie. À propos wpadek tłumaczy, ostatnio czytałam, że w powieści „Na północ jedzie się, by umrzeć” Idy Linde znalazło się aż pięćset błędów. Nie pięć, nie pięćdziesiąt, ale właśnie pięćset. Tłumaczka myli na przykład ring z lodowiskiem, a kiedy w oryginale jest trzynaście tysięcy sztuk drewna, ona tłumaczy, że trzysta tysięcy. Lättja to po szwedzku lenistwo, próżnowanie, a ona tłumaczy to jako próżność. Jednym słowem, tragedia. Tutaj link do wpisu:
OdpowiedzUsuńhttps://lubimyczytac.pl/ksiazka/na-polnoc-jedzie-sie-by-umrzec/opinia/98265132
Też uważam, że Tobie, Agnieszko, Ida mogłaby się spodobać.
UsuńPięćset błędów? To w ogóle możliwe? Poczytam, bo nawet miałam w planach tę powieść. Dla mnie "kultową" połajanką na temat fatalnego przekładu jest wpis Pawła Pollaka pt. Rybka piła wali konia.;) Link tutaj: https://pawelpollak.blogspot.com/2014/07/rybka-pia-wali-konika.html, choć zakładam, że go znasz, bo czytasz Pollaka.;)
Tak, czytam i jego utwory, i bloga. Ostatnio wciągnęłam się w cykl o komisarzu Borczyku. Czy to możliwe, by w jednej książce, i to w dodatku krótkiej, zrobić aż pięćset błędów? Moim zdaniem możliwe. Są przecież rzeczy na niebie i na ziemi, o których się filozofom nie śniło. :) Zresztą tych błędów może być jeszcze więcej, bo kiedy czytałam tę powieść, zauważyłam „nowonarodzone cielę”, a o tym błędzie ortograficznym PP nie wspomniał.
UsuńPrzeczytałam opinię Pollaka i jestem zdruzgotana. Czechowska uchodzi wręcz za specjalistkę od lit. szwedzkiej, więc tym bardziej mnie zasmuca, że tyle dobrych książek nieopacznie jej powierzono. Pamiętam, że Ty, Agnieszko, też trafiłaś kiedyś na jakiś niezbyt profesjonalny jej przekład.
UsuńCzytelnikom "Na północ..." wydawnictwo powinno zwracać pieniądze za zakupione egzemplarze.
Książek Pollaka jeszcze nie czytałam, może dam mu szansę.;)
Atak terrorystyczny a i wojna to realne zagrożenia i bohaterka okazuje zapobiegliwą mądrość bojąc się tych zagrożeń. A tłumaczka powinna korzystać z AI. Przekłady z Ukraińskiego nie są tak fatalne.
OdpowiedzUsuńW powieści pada zdanie, że lęk to przejaw inteligencji.
UsuńNie wiadomo, czy właśnie nie korzystała z AI.;(
Bardzo się zgadzam z tym zdaniem. Wszak dlatego mądrzy ludzie umykają z Ukrainy, Strefy Gazy, Libanu, Maksyku... Przeczytalem dyskutwaną recenzje i jak natrafilem na zdanie, iz z piersi karmiącej matki dochodziło gdakanie, sam zagdakałem ze śmiechu. Wszak to jest zabawne. Może wyjaśnienie jest takie iż translatorka uważała, że do tak smutnej powieści należy dodać weselszy element, aby czytelnicy i czytelnicy nie smucili się gdy czytają?
Usuń"Może wyjaśnienie jest takie iż translatorka uważała, że do tak smutnej powieści należy dodać weselszy element, aby czytelnicy i czytelnicy nie smucili się gdy czytają?" - naprawdę w to wierzysz?:)
UsuńZupełnie nie dla mnie, sorry ale siegnę po nią na pewno.
OdpowiedzUsuńMoże mój b. skrótowy opis brzmi nieciekawie, ale zapewniam, że warto książkę przeczytać.;)
Usuń