Wreszcie współczesna powieść z Izraela, w której nie ma ani słowa o terroryzmie czy konflikcie z Palestyną. Co nie znaczy, że w Dwóch niedźwiedzicach nie dochodzi do przelewu krwi przeciwnie, dochodzi kilkakrotnie, bo to powieść o zemście w starotestamentowym wydaniu czyli oko za oko, ząb za ząb. Wątków z Biblii będzie u Meira Shaleva zresztą wiele, niemniej jego książka jest bardzo współczesna.
Oto nauczycielka Tavori, wypytywana przez młodą badaczkę o kwestie genderowe w moszawie, zaczyna opowiadać o jego początkach i jednym z pierwszych osadników, dziadku Ze’evie. Zamiast o genderze i kobietach, Warda będzie zmuszona słuchać o mężczyznach - upartych, brutalnych, czasem po prostu prymitywnych. Ruta wykorzysta sytuację, by wreszcie otwarcie opowiedzieć o rodzinnych grzechach i stracie dziecka, o czym przez długi czas nie miała z kim porozmawiać. A że ta osamotniona kobieta jest zarazem impertynencka i zdeterminowana, jej opowieść będzie długa i pełna sarkazmu,
O ile Dwie niedźwiedzice nie zrobiły na mnie piorunującego wrażenia, to dzięki biblijnej symbolice, nietuzinkowym bohaterom i opisom przyrody z pewnością nie dadzą szybko o sobie zapomnieć. Są tu również przynajmniej dwie sceny (telefoniczna rozmowa mściciela z zabójcą oraz kąpanie dorosłego wnuka przez dziadka) świadczące o dużym kunszcie pisarza. Lektura pozostawia pewien niedosyt, ale z gatunku tych, które każą sprawdzić inne książki autora.
__________________________________________________________________________
Meir Shalev Dwie niedźwiedzice, tłum. Anna Halbersztat, Marginesy, Warszawa 2017




