[...] Stefan popił piwem orkiszowym, miało wyjątkowy smak, przypomniał mu się wieczór sprzed kilku miesięcy, gdy spędził wiele godzin w Kuflach i Kapslach na Nowogrodzkiej, wraz z Marianem testując wyrafinowane odmiany piw warzonych przez prawdziwie oszalałych geniuszy piwowarstwa w niszowych browarach. Stefan przez dekady wlewał w siebie mocno gazowane piwa przemysłowe, masowo produkowane w wielkich korporacjach, i znajdował w tym wlewaniu wielkie ukontentowanie. Przez lata wlał w siebie przynajmniej Morze Bałtyckie przemysłowych, chemicznych piw, od których wzdymał mu się brzuch, a gaz uchodził rozlicznymi otworami jego udręczonego ciała. Teraz peregrynował po ekskluzywnym świecie piw elitarnych, warzonych w krótkich, rzec można kolekcjonerskich, seriach. Było to tym bardziej ekscytujące, iż oferta w nowo powstałych wielokranowych pijalniach zmieniała się praktycznie codziennie. Jeśli zatem dzień po dniu chodziło się do Kufli i Kapsli, można było ze smakiem testować kolejne wytwory chmielowych, pszenicznych, żytnich, orkiszowych, owsianych fermentacji, dymione koźlaki, piwa ciemne, a czasem wręcz czarne, nawet ryżowe i jęczmienne, upichcone przez współczesnych alchemików. Stąd też zapewne zwiększająca się lawinowo liczba koneserów, smakoszy, kiperów owych arystokratycznych wytworów małego browarnictwa. Coraz więcej było ich widać, spoglądających na świat spod opadających powiek z perspektywy baru bądź kiwających się przy stolikach, lecz z drapieżną determinacją wciąż testujących premierowe wytwory browarów, których nazwy Stefan dopiero poznawał. A potem biorących jeszcze kilka butelek na wynos i miękkim krokiem wychodzących w ponurość ulicy Nowogrodzkiej, by kończyć smakowanie już w okolicznościach domowych, a potem zasypiać snem łagodnym, spokojnym i bezgrzesznym. Stefan nie rozróżniał nawet fermentacji dolnej od fermentacji górnej, nie rozumiał specjalnie, czym się różni piwo fermentujące bardzo krótko od tego fermentującego wyjątkowo długo, lubił jednak wsłuchiwać się w pełne retorycznej pasji tyrady barmanów, którzy z elokwencją właściwą raczej winnym sommelierom objaśniali niuanse pochodzenia napoju właśnie przed nim stawianego w wykwintnej szklance bądź frymuśnym kielichu.
Niebywale podobało się Stefanowi to, iż każde z owych piw w innym naczyniu było podawane, a więc niektóre piwa jasne w smukłych szklankach, inne, te o barwie miedzianej bądź ciemnobursztynowej, w pękatych kielichach, jeszcze inne w przysadzistych kuflach, aby bukiet odpowiednio się w nich układał. Pił więc z zacięciem i uporem prawdziwego odkrywcy owe nierzadko ośmioprocentowe czy nawet dziesięcioprocentowe piwa ze specjalnego chmielu nowozelandzkiego i wyjątkowych drożdży z klasztoru belgijskich trapistów, zagryzając podgrzanym preclem z musztardą i ostrą marynowaną papryką lub pogryzając chrupki prażony słód. Nie myślał o tym, że znów się upija (a tak myślał, kiedy pił masowe piwa przemysłowe), lecz że uprawia swoisty piwny arystokratyzm, tym się jednak różniący od typowego polskiego nuworyszostwa, że nie napawa się luksusową whisky single malt ze znanej wszystkim światowcom szkockiej gorzelni, lecz piwem z nikomu nieznanego mazowieckiego, podlaskiego czy też pomorskiego browaru. Tamtego dnia, gdy testowali z Marianem owe wymyślne, mało gazowane niszowe piwa, wypił ich iście
przemysłową ilość. Potem pojechali jeszcze na Pragę, by testować kolejne wyszukane
piwa w kolejnym wielokranowym pubie. Stefan nie pamiętał dokładnie powrotu
do domu, lecz swojego upiornego kaca wynikłego z mieszania rozlicznych piw o różnorakim
poziomie alkoholu i mocy ekstraktu chmielowego potraktował wówczas o wiele
wyrozumialej, jako konieczny efekt uboczny swych badań antropologicznych. Niewątpliwie
podły kac spowodowany wlaniem w siebie dziesięciu półlitrowych piw przemysłowych
był o wiele mniej szlachetny niż kac po wypiciu dwudziestu szklanek, kufli i kielichów
piw wyrafinowanych i ekskluzywnych. Owszem, efekt zatrucia alkoholowego
pozostawał tym samym efektem zatrucia alkoholowego, ale jakże piękniejsze było ono niż
zatrucie obrzydliwymi chemicznymi szczynami z puszek kupionych w hipermarkecie.[...]
Krzysztof Varga Masakra, Wielka Litera, Warszawa 2015




