czwartek, 22 grudnia 2016

Przedświąteczna gorączka

W przedświątecznej gorączce obserwowanej na ulicach i w sklepach, intensywnie podsycanej przez reklamy w telewizji i radiu, przypomniało mi się wspomnienie Tadeusza Rolke (Moja namiętność. Mistrz fotografii w rozmowie z Małgorzatą Purzyńską, Warszawa 2016, s. 16-17) o Warszawie jego dzieciństwa:

[...] Przedwojenna Warszawa kojarzy mi się z zapachem kawy, czekolady, pomarańczy i serów (choć pomarańcze były dla nas luksusem, dostawaliśmy jedną na dwóch, czasem kawałek czekolady). Mój świat to było Śródmieście. Poruszałem się między Nowym Światem a Kredytową. To była dobra dzielnica: drogie sklepy, piękne witryny, widno i czysto. Na tyłach domów, między Świętokrzyską a Pałacem Staszica, był jedyny w Śródmieściu bazar spożywczy. Chodziliśmy tam z mamą. Uwielbiałem chodzić na targ ordynacki i do Żyda, który miał śledzie, i do Rywki, gdzie pachniało serem. Było tam ze 25 gatunków sera: szwajcarskie, holenderskie, litewskie, tylżycki i ementaler, olbrzymie kręgi z dziurami. Wszystko w szkle chromowane. Błyszczało. Ekspedientki w czyściutkich kitlach obsługiwały klientów, a Rywka siedziała w kasie. Bo u dziewczyn brało się towar, a płaciło się w kasie, przecież nie można rękami od pieniędzy kroić sera! Na straganie ze śledziami oferowano uliki i matiasy, zachwalane z akcentem, który wkrótce miał zniknąć nie tylko z bazarów.

Delikatesy Braci Hirszfeldów 
(fot. z archiwum Muzeum Historycznego m.st. Warszawy)

[…] Niedaleko naszego domu na Mazowieckiej był zakład fotograficzny. Nieco dalej duży salon samochodowy z szybami na cała ścianę, gdzie stały błyszczące mercedesy, które chodziliśmy oglądać z bratem. Pamiętam eleganckie sklepy delikatesowe Hirszfelda, gdzie w zimie na zewnątrz wywieszano zwierzynę: zające i dziki. W sklepie Arasza obok naszego domu też pachniało pomarańczami i paloną kawą. Na rogu Nowego Światu i Świętokrzyskiej był sklep z chałwą, różne gatunki w dużych blokach, obok kolorowe sorbety. Nieopodal mój ulubiony sklep: wielki Dom Towarowy Braci Jabłkowskich. Naprzeciwko – Delikatesy Braci Pakulskich. Przy Szpitalnej na rogu Zgoda stał wysoki, sześciopiętrowy chyba dom, na dachu którego była ruchoma reklama wermutu, a Cinzano lał się z butelki do kieliszka. Cudowne!
Przed delikatesami Braci Pakulskich 
(fot. z książki „Warszawa Międzywojenna”)

sobota, 17 grudnia 2016

Dzieciństwo, ziemia niczyja

Wróżba Agnety Pleijel to doskonała powieść o tym, jak długotrwały konflikt między rodzicami negatywnie wpływa na dzieci. Jak wpędza w poczucie winy, wzbudza strach i w rezultacie odbiera dzieciństwo. To również powieść o żmudnym poszukiwaniu własnej drogi w skomplikowanym, zakłamanym świecie dorosłych.


Narratorka Wróżby miała pecha dorastać w rodzinie dysfunkcyjnej, choć nie patologicznej. Ojciec – wykładowca matematyki na uczelni, matka – niespełniona pianistka z ambicjami; oboje inteligentni i kulturalni, a jednocześnie ślepi na cierpienie córek wplątywanych mniej lub bardziej rozmyślnie w małżeńskie rozgrywki. Tymczasem dziewczynka, niezwykle wrażliwa i samotna, stopniowo traci wiarę w siebie i w dorosłych. Rozpaczliwie szuka miłości i oparcia poza kręgiem najbliższych – w książkach, u ciotek, w religii, w przelotnych związkach. Wszystko dla potwierdzenia, że życie nie jest bezsensowne. Żal patrzeć na tę walkę o przetrwanie, podczas gdy rodzinny dramat trwa latami, a katharsis brak.

Nie ukrywam, że przywiązałam się do bohaterki, choć autorka w żaden sposób nie gra na uczuciach czytelnika. Jej proza jest oszczędna i chłodna, dokładnie taka, jaką pamiętam z jej Zimy w Sztokholmie wydanej u nas w 2002 r. Wróżba jest tym cenniejsza, że dodatkowo otrzymujemy obraz Szwecji lat 50-tych – wyrywkowy, ale zdecydowanie bardzo ciekawy. Książka niewątpliwie godna uwagi.

___________________________________________________________________
Agneta Pleijel, Wróżba. Wspomnienia dziewczynki, przeł. Justyna Czechowska
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2016

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Barwne dzienniki

W Krakowie od niedawna można odwiedzać Pawilon Józefa Czapskiego gromadzący pamiątki po patronie. Czapski (1896-1993) miał wyjątkowo barwny życiorys: brał udział w obu wojnach światowych, był malarzem, znawcą sztuki, krytykiem i literatem. Jako pisarz pozostaje znany głównie dzięki wspomnieniom z Sowietów Na nieludzkiej ziemi. Niemal przez całe życie prowadził dziennik, nazbierało się ich blisko 300 zeszytów. Kiedyś napisał o nich: Wyraziły mnie najwięcej i z tego powodu literacko są najlepsze.


W gablotach można podziwiać zaledwie kilka oryginalnych stronic, część wyświetla się w formie zdjęć. Jest co podziwiać, bo zapiskom często towarzyszą rysunki ołówkiem, kredką, flamastrem i/lub akwarelą, często pojawiają się też wycinki z prasy, bilety, fotografie, listy. Same wpisy są trudne do odczytania ze względu na charakter pisma Czapskiego, ale ilustracje urzekają – mnie w każdym razie zachwyciły. Kilka próbek poniżej.




Zdigitalizowane dzienniki można przejrzeć TU, natomiast fragmenty w wersji książkowej ukazały się w 2010 r. w zbiorze Wyrwane strony. Sam Pawilon w Krakowie warto odwiedzić także ze względu na lokalizację i zaciszną kawiarnię na parterze.

Źródło zdjęć: Muzeum Narodowe w Krakowie


wtorek, 6 grudnia 2016

Smutny kolekcjoner

Czasami wydawało mi się, że ja też jestem kolekcjonerem. Ktoś po wie: pieniędzy. Ale to nie tak. Wolałbym siebie widzieć jako kolekcjonera szczęśliwych chwil. Takich, które aż bolą, przechodzą prosto do żołądka i zostają w nim do strawienia. Chwil, które są raz na ja kiś czas, dozowane przez los z czułością i dbaniem o to, aby nie przedawkować i nie zmylić nas. Żebyśmy nie po myśleli, że życie jest świetne. Ot, takie w sam raz.


Jak przystało na cinkciarza bohater powieści Sylwii Chutnik lubi pieniądze i dobrą zabawę, nade wszystko jednak ceni sobie rodzinę. Jest także melancholikiem i domorosłym filozofem – ku utrapieniu czytelnika, który będzie musiał wysłuchać jego spowiedzi-rzeki. Zadanie kapkę uciążliwe, ponieważ Wiesiek lubi pogadać i ma przy tym skłonność do dygresji i powtarzania się. Popłynie więc opowieść o familii do trzeciego pokolenia wstecz, o miłości i naturalnie o pracy. Tu trzeba liczyć się z dziesiątkami historyjek o przekrętach, dansingach, prostytutkach i handlu tureckimi kożuchami - aż nieprzyjemnie robi się czytelnikowi na duszy.

Może to wszystko miałoby więcej uroki, gdyby Chutnik ograniczyła liczbę „atrakcji”, niestety odniosłam wrażenie, że w książce zamieściła wszystkie zasłyszane kiedyś anegdoty (jej ojciec był muzykiem w knajpianym zespole). Brak umiaru, drobne niekonsekwencje w narracji i dość dziwny ostatni rozdział zaskakują w przypadku poniekąd dobrej pisarki. tak czy owak, największą niespodzianką w Smutku cinkciarza było dla mnie ograniczenie wątku kryminalnego do minimum, bo w rzeczywistości mamy do czynienia z powieścią obyczajową osadzoną w latach 80. Aż tyle i tylko tyle.

_____________________________________________________________
Sylwia Chutnik, Smutek cinkciarza, Od Deski Do Deski, Warszawa 2016

czwartek, 1 grudnia 2016

Szeptem

Okładka i tytuł ostatniej powieści Wita Szostaka nieszczególnie zachęcają do lektury, a szkoda, bo w świecie stworzonym na potrzeby Wróżenia z wnętrzności przebywa się z przyjemnością. Za scenerię posłużyła nieczynna stacja kolejowa położona w górskiej dolinie, miejsce prawie sielskie – ciche, skąpane w słońcu i pachnące dojrzałymi pomidorami.


Fabuła nie grzeszy oryginalnością, ot, kolejna książka o rodzinie po przejściach. O atrakcyjności Wróżenia… decyduje w dużej mierze sposób przedstawienia historii, relacjonowanej przez niemego Błażeja. Z powodu pewnego upośledzenia mężczyzna inaczej postrzega rzeczywistość, w swoim prostolinijnym podejściu mitologizuje ją. Mówi o bogach stwórcach Poświatowa i dobrej bogini Marcie, o mądrym bracie, który przypomina tytana, czy wreszcie o wyczekiwanym od lat ojcu, wędrującym niczym Odys po dalekim świecie. Sama stacja stanie się z kolei azylem dostępnym tylko dla wybrańców, głównie tych szukających spokoju.

I tak działa powieść Szostaka – daje czytelnikowi schronienie i wycisza. Poświatów urzeka, choć trudno nazwać go krainą szczęśliwości. Dla mnie Wróżenie z wnętrzności to interesujące studium samotności, rzecz o podróży w głąb siebie i potrzebie bycia słyszanym. Proza nastrojowa i do refleksji, idealna na obecną porą roku.

_______________________________________________________________
Wit Szostak Wróżenie z wnętrzności, Wyd. Powergraph, Warszawa 2016