Ten Vilhelm Moberg jest niezły, mówi mama do taty o książce, którą oboje przeczytali. Pisano o niej w gazecie. Jest uważana za nieprzyzwoitą. O tej powieści dyskutowano w parlamencie, mówi tata. Kiedy oboje ją skończyli, także ona ją czyta, z latarką pod kołdrą. Emigranci Vilhelma Moberga to najlepsza książka, jaką czytała.
Agneta Pleijel Wróżba, Karakter, Kraków 2016 [s. 22]
Moberg rzeczywiście jest niezły, ale za nieprzyzwoitego trudno go dzisiaj uznać. Od chwili opublikowania książki w 1949 r. obyczajowość mocno się zmieniła i pisanie o prostytutce, gwałcie na młodziutkiej służącej czy o niecodziennej przypadłości seksualnej proboszcza nikogo już raczej nie zgorszy, wniesie natomiast do utworu więcej realizmu albo - jak w ostatnim przykładzie - odrobinę humoru.
Emigranci to pierwsza z czterech części epopei, będącej kroniką wychodźstwa szwedzkiego do Ameryki. Nilssonów ze Smalandii poznajemy w połowie XIX w. – mimo ciężkiej pracy i zaradności popadają w nędzę, a głód i długi stają się coraz bardziej dotkliwe. Tymczasem w okolicy krążą pogłoski o odległej części świata, gdzie urodzajna ziemia jest rozdawana niemal każdemu i niemal za darmo:
Szerzyły się wieści, czytano nowiny, wiadomości przenosiły się od sąsiada do sąsiada poprzez gminy, powiaty, całe połacie i różne części kraju. Niby niesione wiatrem nasienie były te niespokojne gadki – nasienie spada, kiełkuje w głębi ludzkiej duszy, skrycie prowadzi swe dzieło. W tajemnicy wschodzi posiew, niespodziewanie dla otoczenia pojawia się roślina. [s. 107]
Ilustracje przedstawiające bezkresne pole pszeniczna podziałają na wyobraźnię niejednego zubożałego chłopa, także Karla Oskara. Głuchy na krytyczne głosy postanowi wyemigrować z rodziną w nadziei na objęcie żyznej ziemi. Towarzyszący mu młodszy brat marzy o wolności i przygodzie, dla innych daleka podróż będzie ucieczką – przed niedobrą żoną, wyrokiem sądu albo prześladowaniami. Pewnego wiosennego dnia wypłyną starym szkunerem.
Oprócz wciągającej fabuły mocną stroną Emigrantów jest barwne tło społeczno-kulturowe, które polskiemu czytelnikowi pozwala w pewnym stopniu zrozumieć dzisiejszą Szwecję. U Moberga zwracają uwagę również sugestywne obrazy, jak ten z finału, kiedy po dziesięciu męczących tygodniach na morzu pasażerowie dostrzegają w oddali upragnioną ziemię obiecaną:
Ci stłoczeniu na pokładzie są jak stado bydła, które przez całą zimę zamknięte w ciasnej oborze, wyciąga szyje ku wrotom, bo już czuje zapach świeżej trawy na pastwisku, wkrótce zostanie wypuszczone, skończy się niewola.
W tejże chwili wstępuje w nich na nowo otucha i chęć życia. Ożywają, czują się jak nowo narodzeni, nowy duch wstępuje im w piersi. Chorzy na szkorbut czują, że wyzdrowieją, ociężali nabierają energii, w osłabionych budzi się siła, ospałym powraca przedsiębiorczość, małodusznym odwaga. Zobojętnienie rozprasza się jak poranna mgła. [s. 380]
Już jestem ciekawa, co przyniesie część druga tetralogii pt. Imigranci.
_______________________________________________________________________
Vilhelm Moberg Emigranci, przeł. Maria Olszańska, Wyd. Poznańskie, Poznań 1982





