Nie wiem,
czego się spodziewałam po Chłodni czyli
grzejni, ale rozczarowała mnie. Wywiad dotyczy kariery zawodowej oraz życia
prywatnego Małgorzaty Szejnert, a pytania zostały tak ułożone, że odpowiedzi
ułożyły się w biografię dziennikarki. Rozmowa wydała mi się naiwna, jakby pisana
z myślą o czytelniku, który mało wie o głównej bohaterce i dopiero zaczyna
poznawać świat reportażu. Dobrze się to czyta, niemniej bez szczegółów
dotyczących długoletniego romansu Szejnert mogłabym się obejść. Okazuje się, że
co nie razi podczas spotkania autorskiego, na papierze wypada już gorzej.
Za najciekawsze uważam fragmenty o pracy reportera oraz technikach pisania, zwłaszcza jeśli porównamy dziennikarstwo obecne z tym podlegającym cenzurze. Tych fragmentów jest niestety niewiele, a szkoda. W sumie powstała publikacja lekka w tonie, niezobowiązująca. Zapewne lepiej poczytać reportaże głównej zainteresowanej, bo trzeba przyznać, że tematy (przynajmniej po 1989 r.) wybierała sobie nietuzinkowe - Wyspę klucz oraz Śród żywych duchów wspominam bardzo dobrze.
Jakie błędy
popełniłaś jako szefowa ?
Być może za bardzo ciągnęłam za sobą mały realizm. Wrażliwość
na język i szczegół, przemyślana konstrukcja i znaczące puenty pomagały przy
opisie transformacji, ale zamknęły reportaż w literackiej opowieści. Zbyt dużo
myśleliśmy o formie, a zbyt mało o żywej ingerencji w rzeczywistość.
Te
warsztatowe chwyty nadal nadają się do opisu współczesności?
Sprawdzały się w
czasach PRL, w okresie przełomu lat dziewięćdziesiątych i późniejszej względnej
stabilizacji. Dziś uparta forma może być hamulcem. Żyjemy w nieprzyjemnych
czasach, sytuacja wymaga, by reportaż stal się mniej elegancki, bardziej
bezpośredni i skuteczny.
Niektórzy
nazywają dzisiaj polską szkolę reportażu
„polską szkołą zmyślania". Konfabulację zarzucano między innymi
reporterom „Wyborczej".
To również skutek małego realizmu. Zachęcał do tego, by w reportażu używać języka literatury. Za komuny, zwodząc w ten sposób cenzurę, nie mieliśmy poczucia, że nie sprzyja to prawdzie. Ta kombinacja przylgnęła do nas jako pewna metoda. Mariusz Szczygieł powiedział kiedyś, że to ja wymyśliłam kłamstwo formy. Oburzyłam się, ale potem doszłam do wniosku, że to określenie jest trafne. Forma zawsze w jakiś sposób kłamie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz