wtorek, 15 października 2013

Kawiarnianym szlakiem

„Warszawskie kawiarnie literackie” to książka, z którą nadzwyczaj przyjemnie się obcuje. Jest bardzo starannie wydana, fachowo opracowana, a ze względu na tematykę szczególnie interesująca. Dokonując przeglądu kilkunastu wybranych lokali z blisko stuletniego okresu, autor sprezentował czytelnikowi prawdziwą podróż w czasie i przestrzeni, dla wielbicieli literatury - rzecz nie do przecenienia.


Andrzej Z. Makowiecki rozpoczyna opowieść od „antenatek romantycznych i styczniowych”, zahacza o krakowski „Paon”, a kończy na kawiarni „Czytelnika”. Najciekawsze wydają się lokale z okresu międzywojnia (Picador, Kresy, Ziemiańska, IPS, SiM oraz Zodiak) – bodaj ze wszystkich najprężniej działające i odwiedzane przez wiele znakomitości. Idealnie wpisywały się w definicję kawiarni literackich jako ogólnodostępnych miejsc rozrywki, w których rozpowszechniano nowinki ze świata artystycznego, lansowano poglądy i mody, wydawano czasopisma literackie, a niekiedy organizowano mniej lub bardziej spontaniczne wystąpienia. Warto podkreślić, że w literatura nie istniała jako samodzielny byt, ale przenikała się z innymi dziedzinami sztuki oraz z polityką.

Wnętrze kawiarni „Ziemiańska", Józef Rapacki (1926)

„Warszawskie kawiarnie literackie” dowodzą, że można stworzyć rzetelną i przystępną książkę na atrakcyjny temat, nie wspominając o romansach czy skandalach. Autor konsekwentnie unika powtarzania znanych już z innych publikacji anegdot, a jednak udaje mu się uchwycić ducha epoki i poszczególnych miejsc. W zamian przytacza reporterskie wręcz wspomnienia bywalców i cytuje rozmaite dokumenty. W moim odczuciu to książka bardzo dobra, jedyne, czego mogłabym sobie życzyć, to więcej zdjęć.

P.S. Pod koniec lektury nasuwa się pytanie, czy kawiarnie literackie rzeczywiście bezpowrotnie zniknęły z krajobrazu metropolii. Makowiecki twierdzi, że tak, a za przyczyny tego zaniku uznaje obniżenie rangi literatury, malejące zainteresowanie ze strony publiczności oraz zmiany (także techniczne) w komunikacji literackiej. Smutne, ale prawdziwe.

___________________________________________________________________

Andrzej Z. Makowiecki "Warszawskie kawiarnie literackie" Iskry, Warszawa 2013
___________________________________________________________________


69 komentarzy:

  1. Właśnie miałam Ci o tej książce powiedzieć, ale umknęło mi z głowy zupełnie wyleciało. Kraków dba o swój PR kawiarniano- intelektualno- dwudziestoletni, a Warszawa jakby o nim zapomniała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to - od dziecka wiedziałam o Jamie Michalikowej, o warszawskich odpowiednikach dowiedziałam się znacznie później.;(

      Usuń
    2. Właśnie! A co, niby Warszawa gorsza... Chyba, że ma kompleks... Literatura nigdy nie jest w próżni. Zwłaszcza w PL (utylitaryzm, literatura w służbie, cierpienia za miliony, eh przykłady można mnożyć). Warszawa miasto przeobrażone z Małego Paryża Europy (wiodący architekci na Świecie byli właśnie w Warszawie) w miasto cierpiące, zburzone i bylejakoprędkie się przeobraziło.

      Usuń
    3. Może nie gorsza, ale inna. Pewne zjawiska nie zaistniały w W-wie, bo sytuacja polityczna na to nie pozwalała - taka Młoda Polska na przykład. Teraz być może stolica zdystansowała Kraków, przynajmniej tak twierdzą artyści, którzy stamtąd uciekają.

      Usuń
    4. Wiadomo, że inna, każde miasto, abstrahując od syt. jest inne, uciekają, że niby do Wawy, nie powiedziałabym............ ALE do Wrocławia już tak.

      Usuń
    5. O Wrocławiu zaczyna się mówić, wciąż jednak słyszę, że większość ciągnie do stolicy (jak wszędzie chyba).

      Usuń
    6. to ja wiem tylko o opuszczaniu Wawy w kierunkach Kraków, Wrocław, ew. Poznań.

      Usuń
  2. Jeden z moich gwiazdkowych must have'ów, jak mawiają szafiarki:) Chwilowo sobie poczytam ogólną historię warszawskich cukierni i kawiarni Herbaczyńskiego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie ja dla odmiany rozejrzę się za Herbaczyńskim, ale najpierw musowo za ciastkami.;)

      Usuń
    2. Ciastka obowiązkowe, bo w książce jest nader apetyczna, choć staromodna wkładka zdjęciowa. Znaczy wypieki we wkładce są staromodne i apetyczne :D

      Usuń
    3. I ja o tym nie wiem?:))) Tm bardziej muszę to mieć.;) To ciekawe, czym zajadano się jakieś 100 lat temu, albo które ciasta były modne.

      Usuń
    4. Tak bardzo się jeszcze nie wczytałem, obejrzałem obrazki, ewidentnie z lat 60., róże z karmelu i takie tam cuda :)

      Usuń
    5. Czyli książka skupia się na czasach powojennych?

      Usuń
    6. A słyszeliście o Ćwierczakiewiczowej (jeżu jakie trudne nazwisko)?

      Usuń
    7. Książka się zaczyna gdzieś za króla Stasia chyba, tylko zdjęcia takie bardziej moderne:)

      Usuń
    8. Jak od Stasia, to kamień z serca.;) Pal licho zdjęcia, da się przeżyć.;)

      Usuń
    9. Absolutnym hitem może być Dziesięć przykazań cukiernika:) Pewnie dziś już nie obowiązują.

      Usuń
    10. Ty to potrafisz pobudzać wyobraźnię.;)

      Usuń
    11. To nie ja, to autor, notabene mistrz cukiernictwa:)

      Usuń
    12. Ale do lektury potrafisz skutecznie zachęcić, absolutnie.;)

      Usuń
    13. Dzięki. Sam jeszcze nie zacząłem, ale mam dobre przeczucia:)

      Usuń
    14. Na dodatek to smakołyk w niewielkiej cenie, a takie lubię najbardziej :D

      Usuń
    15. Do kompletu dokupiłem sobie "Polską karczmę" :D

      Usuń
    16. Rzeczywiście niedrogo. "Karczma..." chyba idzie w stronę architektury?

      Usuń
    17. Sądząc po serii, to całkiem możliwe, ale mam nadzieję też na rozmaite smaczki pozaarchitektoniczne.

      Usuń
    18. W sumie wystarczy opowiedzieć o kulturze karczmy i może być ciekawie.

      Usuń
    19. Zacytować to i owo, ale nawet opowiadania o funkcji i budowie może być ciekawe, jeśli autor się wykaże talentem gawędziarskim:)

      Usuń
    20. Zgadza się. Może poda listę książek, w których pojawia się karczma.;)

      Usuń
    21. Pewnie szybciej byłoby podać takie, w których się nie pojawiła:P Przynajmniej z klasyki.

      Usuń
    22. Masz rację, pojawia się raczej częściej niż kawiarnia/restauracja.

      Usuń
    23. Nic dziwnego, nasza klasyka szlaechecko-wiejska jest. Restauracje/kawiarnie to w Lalce, a potem pewnie dopiero w Dwudziestoleciu, że Zaklęte rewiry przypomnę.

      Usuń
    24. Od biedy można dorzucić salon z "Dziadów". Tak, nasz rodowód jest zdecydowanie chłopski.

      Usuń
    25. U Mickiewicza jednak też karczma rządzi :)) Chłopski jak chłopski, może być i szlachecki, ale w większości jednak wiejski. No a na wsi - wiadomo, szynk, karczma, oberża, arak na borg kupowany:P

      Usuń
    26. I nie powiem kto w roli karczmarza.;)
      Masz rację, mamy nie chłopski, ale wiejski rodowód.

      Usuń
    27. Nie mów, nie mów:) Galerię karczmarzy też mamy ciekawą.

      Usuń
  3. Dwudziestolecie międzywojenne to moja ulubiona epoka, najciekawsza, swobodna. Z przyjemnością poczytałabym o literackich kawiarniach, o klimacie tamtych czasów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też b. lubię tę epokę, mam do niej duży sentyment. To może być muzyka, książka i film, nawet ogłoszenia prasowe.;)
      Myślę, że dla osób zainteresowanych Dwudziestoleciem książka Makowieckiego jest prawdziwą gratką.

      Usuń
    2. Kuś mnie dalej...................................

      Usuń
    3. Moda też była wówczas interesująca, prawda?:)

      Usuń
    4. Interesuje się modą, a jej związkiem z emancypacją kobiet. Była. Mam fioła na punkcie XXlecia. Mieliśmy wtedy seksuologię, która wyznaczała światowe standardy... A co powiesz, o klubokawiarniach? Gdzie obecne są książki?

      Usuń
    5. Klubokawiarnie b. lubię. W W-wie znam Wrzenie świata, Czułego Barbarzyńcę, ostatnio matras na Dw. Centralnym utworzył coś podobnego. Znasz jeszcze jakieś?

      Usuń
    6. We wrzeniu świata byłam raz, i choć wystrój ładny więcej tam nie pójdę. O Martrasie nie słyszałam, a jako księgarnie, obsługę mają na dobrym poziomie, ostatnio pytałam o jakąś książkę i pani była bardzo profesjonalna i zaangażowana :) Kojarzy mi się klubokawiarnia jakaś ale teraz nie pamiętam nazwy, ale to nie sieciówka. Kiedyś byłam na Chłodnej 25. Miałam taką manierę, że jak już zrobiłam obejście wszystkich bibliotek i miałam materiały, a praca mgr jeszcze pisałam, potem poprawiałam, a zbrzydł mi BUW i Narodowa to szłam z komputerem do Wayne's coffee zamawiałam dużą kawę i pisałam przez cały dzień nie niepokojona przez nikogo.

      Usuń
    7. A co Ci się w Wrzeniu nie podobało? Dla mnie tam jest za ciasno. Obsługa w matrasie jest wszędzie b. profesjonalna, za każdym razem mile mnie zaskakują.

      Usuń
    8. We Wrzeniu obsługa, i to, że są równi i równiejsi... W skrócie, brak obsługi.A Matras, tak zaskakuje podejściem. Smutne to właściwie, bo powinien być standard i mówisz, że kawiarnie otworzyli?

      Usuń
    9. Niestety Wrzenie zrobiło się w pewnym momencie modne i chyba to mu trochę zaszkodziło. Matras ma kawiarnię w podziemiu przy skrzyżowaniu Alej i Chałubińskiego. Kawa pachnie wybornie.;)

      Usuń
    10. Moda, nie moda, pewne standardy muszą być przestrzegane jak się chce zarabiać. Kobieta przede mną została obsłużona, a ja nie. :) Tyle w temacie. Już więcej tam chyba nie pójdę. Piszę chyba, bo nigdy nie mówię nigdy. Wydawało mi się, że moda zobowiązuje, aha, nie bo u nas zazwyczaj jest tak, że jak się człowiek dorobi pozycji to o klienta nie dba... Zazwyczaj nie zawsze. Zakończmy wątek Wrzenia. Bo szkoda czcionki. W Matrasie byłaś? Czy tylko wąchałaś :p:) Lubię wziąźć książkę pod pachę, zamówić kawę i czytać........ Chciałabym się przenieść do kawiarń z XXlecia. A właśnie, wiesz, że papież uznał kawę, oczywiście nie ówczesny, ale wtedy gdy wchodziła ona na salony, jako napój szatana i zakazywał jej picia pod groźbą ekskomuniki?

      Usuń
    11. W matrasie tylko wąchałam.;)
      O kawie jako szatańskim napoju nie słyszałam, ale reakcja papieska jakoś mnie nie dziwi. Ciekawe, czy czekoladę również wpisano na indeks.;)

      Usuń
  4. Musze dorwać w księgarni i przynajmniej przejrzeć. zapowiada się na coś co lubię, ale z tego co mówisz niezbyt zadowolić może szata graficzna, wiec pewnie nie będzie to wyglądało jak mój ulubiony album o literackich kawiarniach Europy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor wspomina też inne książki o znanych kawiarniach (europejskich), więc zajrzeć nie zawadzi. Kilka ilustracji zamieszczono, ale można było dodać jeszcze kilka.

      Usuń
  5. Bywalcy tych kawiarni rezydowali w nich godzinami, a teraz wszystkim się gdzieś spieszy. :) Czy Makowiecki poświęca dużo miejsca Francowi Fiszerowi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ogół ludziom się spieszy, ale w weekend tempo jest chyba powolniejsze. I tak np. u Wedla na gości wywiera się presję, aby szybciej zwalniali stolik - przestałam tam chodzić.
      Fiszer pojawia się kilkakrotnie, nie mogło go zabraknąć. Powiedziałabym, że autor zajął się jego osobą proporcjonalnie do innych.;)

      Usuń
    2. Najbliższy Wedel chyba w Nałęczowie, ale będę się mieć na baczności. :)
      W tamtych czasach w kawiarniach chyba nie było mowy o presji, biesiadowano godzinami, a w dodatku dzień w dzień.

      Usuń
    3. Miejmy nadzieję, że poza stolicą pracownicy Wedla nie są tak natrętni. To się nie godzi w takiej firmie.Pamiętam opowieści starszych osób, które mówiły, że w latach 60-tych z racji studenckiej biedy przesiadywali cały wieczór przy jednej kawie/herbacie.

      Usuń
    4. W ogóle to jestem zaskoczona, że tam zjawiają się takie dzikie tłumy, że aż trzeba popędzać ludzi przy stolikach. Wydawało mi się, że najbardziej oblężony jest Blikle. :)

      Usuń
    5. Powiem więcej - tego dnia stałam w kolejce do wolnego stolika.;( Po raz pierwszy i ostatni. Ale ostatnio tłumów nie widzę, do Bliklego nawet nie zaglądam za drogi jest.

      Usuń
    6. Ciekawe, co jest takim magnesem? Kilka lat temu widziałam taki tłum u Bliklego, że nie dało się wejść. :) Aaaa, właśnie zaczynam sobie przypomina ich pączki... :P

      Usuń
    7. Myślę, że legenda miejsc robi swoje. A pączki wolę z lokalu na Chmielnej - zawsze ustawia się tam kolejka.;)

      Usuń
    8. Wyraziłam się trochę mętnie, bo chodziło mi o Wedla, co sprawia, że jest tylu chętnych? Blikle to rzeczywiście legenda. A Chmielną kiedyś dokładnie spenetruję pod tym kątem, na pewno zwabi mnie zapach pączków. :)

      Usuń
    9. Chyba renoma miejsca i sentyment decydują o popularności W. Choć dzisiaj przechodząc tamtędy ok. 11.00 widziałam głównie puste stoliki.;)
      Pączków nie sposób ominąć, pachną b. intensywnie.;)

      Usuń
    10. To personel był chyba dziś rano przeszczęśliwy, skoro wtedy tak nerwowo reagował na stolikowych maruderów. :)

      Usuń
  6. a to ciekawa pozycja, może będą mieli w bibliotece to zajrzę. A swoją drogą, we Wrocławiu nadal funkcjonują literackie kawiarnie, które są miejscem spotkań pisarzy, czytelników, sa dyskusje w oparach dymu papierosowego i przy winie jest naprawdę jak za czasów bohemy. Wystarczy zajrzeć do Literatki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Literatki zaglądałam przez szybę (w środku nie było miejsc), miałam jednak więcej szczęścia w Tajnych Kompletach (o ile one kwalifikują się na kawiarnię literacką) - to moje ulubione miejsce na kawę w centrum Wrocławia.;)

      Usuń
    2. Tajne są ekstra, choć tam nie ma takiego starodawnego kawiarnianego klimatu, ale to moja druga ulubiona kawiarnia :)

      Usuń
    3. Fakt, są nowoczesne, to chyba bardziej klubokawiarnia. Ale skoro tak reklamujesz Literatki (pamiętam je także z Twoich notek), to może jednak postaram się do nich zajrzeć.

      Usuń