poniedziałek, 24 lutego 2014

Historia zaburzenia

To właśnie tamtej nocy zdałem sobie sprawę, że mój pobyt w Oksfordzie – kiedy się skończy – stanie się historią zaburzenia; i że wszystko, co się w trakcie tego pobytu zacznie albo zdarzy, będzie dotknięte lub skażone tym powszechnym i nieuniknionym zaburzeniem, tak więc nie będzie niczym w moim życiu, które nie jest zaburzone; rozsypie się i popadnie w zapomnienie podobnie jak to, co opowiadają powieści i niemal wszystkie sny. (s. 50)


Mało kto pisze dzisiaj tak jak Javier Marías. We „Wszystkich duszach” przeważają zdania długie, naszpikowane dygresjami; pojedyncze akapity zajmują czasem kilka stron, dialogi należą do rzadkości. Jeśli postaciom dane jest się odezwać, nie mówią, ale przemawiają. Narracja meandruje, miejscami wylewa się z koryta, by na koniec zaskoczyć czytelnika małym uskokiem. Książkę zamykałam, mrucząc pod nosem: aha, to o TO chodziło.

Proza Maríasa jest gęsta i wyrafinowana stylistycznie, tymczasem fabuła zaskakuje skromnością. Relacja młodego Hiszpana z pobytu w Oksfordzie na stanowisku lektora językowego składa się zaledwie z kilkunastu epizodów, reszta to „wypełniacze” tworzące tło. Od razu trzeba powiedzieć, że wypełniacze pierwszej klasy – dowcipne opowieści o antykwariatach, uroczystych kolacjach uniwersyteckich czy lokalnych bezdomnych są fragmentami, które czyta się z przyjemnością po kilka razy. Gdzieś pomiędzy nimi skrywa się historia romansu z zamężną wykładowczynią czyli „zaburzenie”, które w zamyśle narratora miało być tematem przewodnim, jednak z powodu nadmiernej gadatliwości zeszło na dalszy plan. „Wszystkie dusze” mówią bowiem głównie o samotności – tak dotkliwej, że kubeł i worek na śmieci „są czasem jedynymi świadkami tego, co dzieje się w dniu samotnego człowieka, i w nich właśnie osiadają resztki, ślady tego człowieka z całego dnia, jego odrzucona cząstka, to, czym postanowił nie być, to, czego nie chciał zachować dla siebie, negatyw tego, co zjadł, co wypił, co wypalił, co zużył, co kupił, co wytworzył, i tego, co do niego przyszło.” (64-65)

Marías nie był miłością od pierwszego wejrzenia, ale od około dwunastej strony – zdecydowanie tak. W bardzo pozytywny sposób zaburzył moje upodobania literackie; na co dzień bliżej mi do prozy zwięzłej, ewentualnie złożonej w warstwie językowej, a „Wszystkie dusze” nie posiadają żadnej z tych cech. Mimo to całkowicie mnie urzekły i skłoniły do zaopatrzenia się w inne powieści pisarza. Jestem pewna, że to początek pięknej i długiej znajomości.

___________________________________________________________________

Javier Marías „Wszystkie dusze” tłum. Wojciech Charchalis, Rebis, Poznań, 2001
___________________________________________________________________


27 komentarzy:

  1. O antykwariatach? To może jakiś cytat, bo brzmi nieźle:) Kolacje też nieźle brzmią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby dykteryjka miała urok, musiałabym przepisać ok. 4-5 stron.;) Ale opis kolacji będzie na pewno, przynajmniej częściowy, bo cały fragment jest długi. Marias jest obłędny pod tym względem.

      Usuń
    2. Myślałem, że to jakieś smakowite opisy tych antykwariatów. W takim razie czekam na kolację, chociaż wiele się nie spodziewam po akademickim posiłku :P

      Usuń
    3. I słusznie, bo o samym jedzeniu będzie niewiele.;)
      Co do antykwariatów - smakowity był opis nietypowych zachowań Hiszpana, który chciał właścicielom urozmaicić dzień pracy.

      Usuń
    4. Książka jest trudna do zdobycia, ale gdyby np. trafiła się w bibliotece, zachęcam do lektury. Jest inna od wszystkiego, co się obecnie promuje. Na szczęście zaczęto u nas Mariasa wydawać, częściowo też wznawiać.

      Usuń
    5. Popatrzę, chociaż nie robię sobie wielkich nadziei. A i tak ostatnio przyswajam jedynie bardzo lekkostrawne powieści:)

      Usuń
    6. Ta akurat ma zaledwie ok. 180 stron, ale faktycznie wymaga skupienia.

      Usuń
    7. Skupienie i cisza to towary deficytowe, niestety.

      Usuń
    8. Cóż, trzeba poczekać na lepsze czasy.;(

      Usuń
    9. Ale ile to jeszcze czekania :((

      Usuń
    10. Nie zawsze może być kawior i szampan.;(

      Usuń
    11. O kawior i szampan dużo łatwiej :D

      Usuń
    12. W takim razie życzę rychłego zmiany sytuacji.;)

      Usuń
    13. Pójdą dziewczyny na studia, tatuś odetchnie :P

      Usuń
    14. Mnie także zainteresowały te antykwariaty, obawiam się jednak, że nie starczy mi energii ani uporu, żeby przez tak wymagającą prozę przebrnąć.

      Usuń
    15. Jeśli książka będzie jeszcze w bibliotece, zrobię Wam kserokopie stosownych fragmentów i podeślę do oceny - to nie jest arcytrudna proza, tylko kapkę pogmatwana.;)

      Usuń
  2. Mam na półce, ale kupując ją miałam obawy czy ja prosta gospodyni sprostam czytaniu takiej lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli ktoś tak jak Ty czyta klasyków, Marias może tym bardziej docenić jego styl.;)

      Usuń
  3. Strasznie dawno to czytałam, pamiętam tylko atmosferę smutku i deszczowych szarug. A czytałaś może wywiad z Mariasem w ostatnim Harper's?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odebrałam tej książki jako smutnej, główny bohater i jego pomysły nie pozwoliły mi na to.;) Bardziej wyczuwalna była dla mnie melancholia i odczucie osamotnienia.
      Wywiadu nie czytałam, ale nie omieszkam tego zrobić.;) Dzięki za informację.

      Usuń
  4. Nadmierna gadatliwość, dobre ;D Zwał jak chciał ale faktycznie ten pan umie się rozgadac, albo rozpisac, ale malo kto potrafi to zrobic tak jak on.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się z Tobą zgadzam - Marias potrafi być fantastycznie gadatliwy. Co więcej, nie przestaje być przy tym elegancki.;)

      Usuń
  5. pamiętam, że jakies cztery lata temu próbowałam tę książkę czytać, ale poddałam się po kilkudziesięciu stronach. hm, może jednak warto dać Mariasowi jeszce jedną szansę? i Ty tak zachęcająco o nim piszesz, i moja dobra koleżanka też się o jego książkach bardzo pochlebnie wypowiada!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje pierwsze podejście do Mariasa (Mężczyzna sentymentalny) również nie było udane. Tu wabikiem było środowisko akademickie - skutecznym, bo wpadłam po uszy. Warto dać mu szansę, warto.;)

      Usuń
  6. Ja mam mieszane uczucia co do Mariasa. Na forum, które podczytuję jest wychwalany, więc się skusiłam na Serce tak białe. Dygresje same w sobie mi nie przeszkadzają, niestety te w wykonaniu pana Mariasa czasami mnie nudziły i chyba trochę wymęczyły. Na końcu książki jest ważne odkrycie, które nie zrobiło na mnie wrażenia chyba właśnie z powodu tych dygresji. Słyszałam też opinię, że albo się lubi styl Mariasa, albo nie. Więc jeżeli Tobie się spodobał, to pewnie przed Tobą dużo jeszcze przyjemnych lektur. Tymbardziej, że z tego co czytałam Wszystkie Dusze nie jest uznawane za jego najlepszą książkę. Ja dam Mariasowi jeszcze szansę. Mam z biblioteki pierwszą część jego trylogii "Twoja twarz jutro" chociaż bardziej ciekawią mnie ostatnio wydane "Zakochania", ale obiecałam sobie, że nowych książek nie kupuję, więc poczekam aż będzie w bibliotekach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się wydaje, że albo się lubi Mariasa albo nie. Na pewno może nudzić, wierzę w to. Ciekawe, czy za drugim podejściem spodoba mi się "Mężczyzna samotny", za pierwszym poległam właśnie z powodu nudziarstwa.
      Po "Sercu..." sporo sobie obiecuję, pierwsze zdanie działa na wyobraźnię:
      Nie chciałem wiedzieć, ale dowiedziałem się, że jedna z dziewczynek, kiedy już nie była dziewczynką i niedawno wróciła z podróży poślubnej, udała się do łazienki, stanęła przed lustrem, rozpięła bluzkę, zdjęła stanik, odszukała serce i przyłożyła do piersi lufę pistoletu należącego do jej ojca, który z częścią rodziny i z trójką gości siedział w jadalni.
      O "Zaburzeniach" też słyszę wiele dobrego, jesienią wydana zostanie jeszcze jedna książka Mariasa.

      Usuń