środa, 21 stycznia 2015

Profesor Misia

Drugi tom rozmów z Marią Janion obejmuje lata siedemdziesiąte i początek osiemdziesiątych, które chlubie polskiej polonistyki upływają pod znakiem tytanicznej pracy. Pani profesor nie ma czasu na odpoczynek, ani chorowanie, nawet wyjścia do kina lub teatru wiążą się zawsze z literaturą. Ba! Również spotkania towarzyskie w mniejszym lub większym stopniu dotyczą badań naukowych. Przestaje mnie już dziwić, dlaczego polityka zajmuje tak mało miejsca w tych wspomnieniach – Janion po prostu nie miała na nią czasu.;)

Kazimiera Szczuka potrafi na szczęście naprowadzić rozmowę na mniej zawodowe tory: a to wyciągnie stare bloki listowe będące niby-dziennikiem pani profesor, a to wypyta ją o Białoszewskiego, Konwickiego i Iwaszkiewicza, a to poprzekomarza się na temat dobroczynności zup. Od czasu do czasu w wywiadzie powraca temat marksizmu i romantyzmu, co, o dziwo, wcale nie jest nudne. Przeciwnie, interesujące jest spojrzeć na znajome dzieła z innej perspektywy – teraz na przykład już wiem, dlaczego mam słabość do Życia rodzinnego Zanussiego i co pociągało mnie we wczesnych filmach Herzoga.

Ten tom nie jest tak urozmaicony jak pierwszy, ale zainteresowanych postacią Janion na pewno zadowoli. Miło jest poprzebywać (choćby za pośrednictwem książki) w towarzystwie osoby mądrej.


Kilka fragmentów na zachętę:

- o wakacjach nad morzem
Nie miałam czasu chodzić po plaży, przyjeżdżałam do morderczej pracy. Może byłam w ciągu trzydziestu lat parę razy na molo w Sopocie. […] Chodzenie na wydmy, do lasu. Ale nigdy nie lubiłam słońca i leżenia na plaży. Źle się od tego czułam. Pod jakimś parasolem, pod osłoną siedziałam sobie jak wampir. Przywoziłam książki, adapter, taki walizeczkowy, bardzo fajny, płyty. Wszystko to zabierałam do pociągu. Słuchałam nad morzem Mozarta. Nie wprost na plaży, w tej chałupie parę kroków od morza. [s. 28-29]
- o zbieractwie
Ale wie pani, u mnie ta mania zbieractwa, to niewyrzucanie rzeczy wiąże się z dzieciństwem i doświadczeniem wojny, jak myślę. Tyle strasznych zniszczeń widziałam! W domu, kiedy ojciec tłukł talerze w pijanym widzie. Skorupy zostawały, cała masa tego, do niczego nieprzydatne, nie do uratowania. Byłam bardzo mała, ale jakoś przetrwało we mnie odczucie przerażenia, żalu, wstrząs wobec zniszczeń, tak błyskawicznych i nieodwracalnych. No a potem hekatomba wojny. [s. 46]
- o sztuce kupowania książek w trudnych czasach
Na 10 rano w poniedziałek trzeba było się tam stawić, wtedy otwierali, wtedy były nowości i można było złapać jakąś cenną sztukę. Wiele osób już tam czekało, między innymi Stefan Treugutt. Był moim rywalem. Rzucał się mniej więcej na to samo co ja, jak mogło być inaczej. Dochodziło do negocjacji, wymian, czasami ktoś ustępował. To były ekscytujące chwile, krew uderzała do głowy, serce waliło. Ale sztuką była przy tym powściągliwość, pokazywanie, że umiemy się zachować jak uczeni, nie jak w mięsnym. [s. 56]
- o zwierzętach
Ja zajmowałam wobec zwierząt stanowisko zdystansowane. […] Nawet niespecjalnie lubiłam głaskanie, trochę się obawiałam, że zwierzęta mogą roznosić jakieś zarazy. Przede wszystkim widziałam w nich istoty gotowe bardzo mi przeszkadzać w pracy. I proszę sobie wyobrazić, że to się teraz zmieniło. Nie wzięłam psa ani kota, to byłoby skrajnie nieodpowiedzialne, ale zaczęłam się bardzo nimi interesować. Nie wyobrażam sobie dnia bez obejrzenia filmu na Animal Planet. Nawet kiedy oglądam coś interesującego na innym kanale, przełączam, aby zobaczyć Policję dla zwierząt, Zaklinacza psów albo Zaklinacza kotów, no i te wszystkie lamparty, tygrysy i słonie. [s. 79]

_________________________________________
Janion. Transe – traumy – transgresje. Tom 2. Prof. Misia. Z Marią Janion rozmawia Kazimiera Szczuka, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2014

24 komentarze:

  1. Pamiętam "wzorcownię" w PKiN, o której wspomina Janion, to rzeczywiście było coś.
    Wydaje mi się, że drugi tom jest zdecydowanie lepszy bo koncentruje się na tym co dla Profesor najważniejsze - na jej dorobku, bez tych żenujących pytań rodem z brukowców, choć bez wspomnienia o lansie w Vivie nie obyło się :-).
    Widać, że Janion i Szczuka to jednak trochę inne światy :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bywałam we wzorcowni, ale w późniejszych czasach. Ciekawe rzeczy tam mieli.
      Nie wiem, czy ten tom jest lepszy. Lubię poczytać o dzieciństwie wybitnych ludzi, o tym, jak rodziły się ich pasje, skąd się w ogóle wzięły. A tu już tylko praca, praca i praca.;) Dobrze, że Janion do kina i do teatru chodziła, zawsze to jakaś odmiana.;)
      Obie rozmówczynie to na pewno dwa światy, ludzi pokroju Janion trudno dzisiaj znaleźć. Zupełnie inny etos.

      Usuń
  2. Pierwszy wydaje mi się mało skomplikowany intelektualnie, że tak bardzo oględnie to wyrażę :-) Źli mężczyźni, którzy naznaczyli całe życie Profesor, brak krytycznej refleksji nad własnym wyborem ideowym - jakieś to dla mnie trochę dziwne i niekonsekwentne, no ale w końcu życie też jest dziwne :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jeden mężczyzna?
      Mając w pamięci różne programy z Janion, nie dziwię się, jak ten wywiad wygląda. Z nią naprawdę trudno się rozmawia na tematy inne niż polonistyka. Z kolei Szczuka nie zapytała psorki wprost, jak dzisiaj ocenia swoje zaangażowanie w marksizm, rewizjonizm itp. Mnie to wszystko już nie dziwi, czasy były inne, ludzie w różne rzeczy byli "umoczeni".;(

      Usuń
    2. Doliczyłem się ojca, pastucha o pedofilskich skłonnościach, księdza który nie pomógł matce, obojętnego wuja, który zagarnął majątek, złego Ważyka który beształ młodych aktywistów za nadmiar entuzjazmu w propagowaniu marksizmu, to tak z pamięci :-).
      KS nie tylko nie pytała wprost, ona chyba w ogóle o to nie pytała :-) Nie chodzi o sąd na "starszą panią" bo to przecież korzystając z przywileju późnego urodzenia łatwo jest komuś takiemu jak ona "dowalić", tylko o brak refleksji dotyczącego przeszłości. Przecież to były czasy takich gigantów polonistyki jak Krzyżanowski, Kleiner, Pigoń - wybrała kogoś takiego jak Żółkiewski, chyba przydałoby się słowo wyjaśnienia.
      KS plecie coś o "emblematycznej powinności świadka" (czy jakoś tak) a MJ wrażliwa na los Żydów, w 1968 r. jest jakby nigdy nic członkiem partii, która wyrzuca ludzi z kraju, tylko dlatego, że mają nie takie pochodzenie itd., itp.
      Mogę zrozumieć, że książka miała być laurką dla Profesor ale chyba nie do końca udaną.

      Usuń
    3. Ależ z Ciebie buchalter!;) Na szczęście - z tego, co opowiada Janion - tylko ojciec mocno odbił się na jej psychice. Poza tym spotkała kilku innych pozytywnych mężczyzn.
      Może podsumowanie znajdzie się w ostatnim tomie? Nie przesądzajmy sprawy.
      W moim odbiorze Janion w ogóle żyje jakby obok ważnych wydarzeń. Marzec, strajki, stan wojenny - niby słychać o nich na uczelni, ale MJ skupia się na pracy.
      Na laurkę Janion raczej by sobie nie pozwoliła i chyba nie o to Szczuce szło, aczkolwiek widać jej uwielbienie dla mentorki.

      Usuń
    4. Może nawet nie zwróciłby na nich uwagi ale ten tytuł - Traumy tak mnie jakoś "zaszczepił" :-).
      Fakt, jedynym które odnotowuje to marzec 68, podpisanie protestu, jeśli mnie pamięć nie myli, w sprawie usuwanych z uczelni kolegów. Ale nie istnieje ani czerwiec 1956, ani grudzień 1970, ani czerwiec 1976 - jak na osobę o lewicowych poglądach to trochę dziwne, prawda? Owszem przyjmuję do wiadomości, że pochłaniała ją praca, że była rodzajem klerka tyle że znowu zgrzyta rzeczywistość bo przecież odnosi się do współczesnej polityki, no chyba żeby przyjąć, że teraz ma tyle wolnego czasu, że ma już też czas i na politykę :-)

      Usuń
    5. Traumy ładnie komponują się z pozostałymi "tr".;)
      Tak, widać, że Janion jest na bieżąco z polityką, kulturą i wydarzeniami w mieście, bo nawet o Utleniaczu była mowa, czasem nawiązuje do nowości wydawniczych. Na pewno ma obecnie na to więcej czasu, ale chyba można zaryzykować tezę, że jej pracowitość była formą ucieczki (od rzeczywistości?) - w końcu pracoholizm jest tego objawem.;(

      Usuń
    6. Nie napiszę, "to takie kobiece", żeby nie być oskarżonym o seksizm :-).
      Mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła odwołaniami do Herzoga i Arbus, niby literaturoznawczyni a tu proszę, jaka miła niespodzianka. Nie samym chlebem człowiek żyje :-) z drugiej jednak strony, widać że jednak żyła w zamkniętym środowisku, kiedy pisze o odbiorze Grassa w Gdańsku. Czytałem "Blaszany bębenek", podobnie jak i wielu moich znajomych właśnie w tamtym okresie i antypolonizm (czy jakoś tak) Grassa nie istniał dla nas, ale to może dlatego, że nie byliśmy członkami społeczności akademickiej :-)

      Usuń
    7. A jednak przez myśl Ci przeszło?
      Tak, Herzog i mnie zaskoczył, jego interpretacja również. Arbus, Coetzeego, Tokarczuk, Chomątowską też miło było dostrzec wśród innych nazwisk.Ale zgadzam się, że MJ żyła w izolacji, nie jest typem "życiowego" człowieka. Wszędzie za to widzi ślad romantyzmu albo marksizmu.;(

      Usuń
    8. Oczywiście, że przeszło :-) Czytam teraz "Feminizm, postmodernizm, psychoanalizę" Bator więc uruchamiają się u mnie automatyczne odruchy obronne typowe dla macho odczuwających patriarchalną potrzebę dominacji :-).

      Usuń
    9. Abstrahując od poglądów - takie tytuły odstraszają mnie skuteczniej niż jakiekolwiek recenzje.;(

      Usuń
  3. Ale ciekawie czyta się waszą wymianę zdań; kulturalnie i na temat. O książce nie podyskutuję bo nie znam, kiepsko też znam panią profesor, ale teza, że uciekała w świat literatury przed otaczającą ją rzeczywistością jest dla mnie przekonywująca.
    Marlow - ja Blaszany bębenek czytałam nie tak dawno temu i też nie odebrałam tej książki jako antypolskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Janion wspomina "jeśli idzie o Grassa, to tutaj chyba muszę zwrócić uwagę na to, że pisarz uznawany za antypolskiego rewanżystę - Blaszany bębenek bardzo ostro był oceniany w środowiskach gdańskich kombatantów - tu pojawiał się jako pisarz wielkiej miary (...)" To "tu" to klub Hybrydy w Warszawie. Proszę Warszawa się poznała a Gdańsk nie na Grassie :-).

      Usuń
    2. @ guciamal
      Dziękujemy uprzejmie.;) Co prawda nie sprzecamy się, ale to też można robić kulturalnie.;)

      A państwo akademicy ze stolicy przewrażliwieni byli i tyle.;(
      Mnie też do głowy by nie przyszło, że ta książka może być antypolska. Ale u nas nigdy nic wiadomo.;)

      Usuń
  4. a to myślicie, że będzie trzecia cześć? Bo mi się wydaje, że to już tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tylko zgaduję, bo wywiad wydaje mi się niepełny. Rozumiem, że profesor tylko pracowała i pracowała, ale coś ciekawego w latach 90-tych mogło się jeszcze wydarzyć.;)

      Usuń
    2. Sprawdziłam: pani z wydawnictwa poinformowała mnie, że kontynuacja wywiadu jest na razie bardzo odległym planem.;)

      Usuń
  5. A czy o Iwaszkiewiczu wypowiada się pozytywnie, czy poleca szczególnie mocno któryś z jego utworów? Pytam, bo kocham twórczość Iwaszkiewicza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozytywnie.;) Zachwyciła się jego opowiadaniem "Stara cegielnia" i od tego rozpoczęła się korespondencja z JI. Podobno później zadedykował jej "Zarudzie".

      Usuń
  6. :-) O, tak, przebywanie z mądrymi ludźmi jest bardzo budujące. Rozumiem ucieczkę od życia w stronę literatury, rozumiem. Ale że tez pani profesor nie bała się syndromu Fausta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może była tak zaaferowana, że nawet nie pomyślała o takim niebezpieczeństwie?:) A potem było już za późno.;(

      Usuń
  7. dobrze to ujęłaś, miło jest poprzebywać w towarzystwie osoby mądrej, chociażby i tylko za pośrednictwem książki! i ta pracowitość Janion, bardzo mnie urzekła, ale była aż przerażająca chwilami!
    mam nadzieję, że uda się wydawnictwu wydać ten trzeci tom. pewnie dużo zależy od formy pani profesor, więc życzmy jej jak najlepszej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jej pracowitość wpędza w kompleksy.;( Z drugiej strony trochę lenistwa przyda się każdemu, nie samą pracą człowiek żyje.
      Właśnie, na pewno dużo zależy od formy Janion, w końcu to wiekowa kobieta. Ale umysł nadal prężny, pozazdrościć.

      Usuń