wtorek, 8 stycznia 2019

Stycznia zona sina

Zima. Biała jak zęby po butelce czerwonego wina. Godzina szósta, wiszą spaliny nad Warszawą jak zły czar, krzyczą kominy smrodem. Stycznia zona sina […]

Na początku jest chaos: nie bardzo wiadomo, kto mówi i o czym, ale w końcu główny bohater jest na ostrym kacu i czuje się rozkojarzony. On zresztą w ogóle czuje się źle: w głowie ma samotność tak wielką jakby przez morze płynął puszką. Cóż, taki los wrażliwców, a nasz 32-latek z Grochowa ma artystę w sobie. Chciał robić rap i go robi. Takie wyobrażenie ma o sobie Kamil, inni widzą w nim zwykłego luja.


Samozwańczy raper w rozpadających się najkach i bluzie spryskanej damskim dezodorantem peregrynuje z jednego końca Warszawy na drugi, załatwiając rzekomo ważne sprawy, a w istocie tylko płynie z prądem, bierze, co mu los podrzuci. I tu robi się ciekawie, ponieważ w Innych ludziach nie oglądamy stolicy w wersji serialowej czyli cukierkowej, przeciwnie, to raczej Warszawa klasy C, spowita smogiem i zamieszkana przez ludzi przeciętnych i szarych, często z aspiracjami i/lub pretensjami do świata.

Podoba mi się u Masłowskiej ta wszechobecna brzydota i nieatrakcyjność, podobają mi się również rozsypane igły z choinki oraz nieapetyczne niedopałki i brunatne plamy „zdobiące” stronice książki. Jeszcze bardziej podoba mi się celnie uchwycona życia panorama czyli aktualne trendy i mody: od Ubera i pudełkowej diety przez plazmy błyskające w oknach i wino Carlo Rossi za 30 zł aż po tatuaże z Małym Powstańcem i selfie na Instagramie.

Autorka nie zaskakuje, niemniej kupuję jej balladę o smutnej Warszawie i niespełnionym Kamilu, z kapitalnymi chórkami modeli z ulicznych reklam i sąsiadów z bloku. O nas jest ta piosenka, chciałoby się rzec, bo ci inni ludzie to przecież my sami. Całość może nie jest literacką petardą, ale gwarantuje refleksję i dobrą zabawę – Masłowska jak zwykle stylistycznie wymiata.

_______________________________________________________
Dorota Masłowska Inni ludzie, Wyd. Literackie, Kraków 2018 


6 komentarzy:

  1. Brzmi ciekawie, ale i znajomo. Ta brzydota i nieatrakcyjność mocno kojarzy mi się z jedyną książką Masłowskiej, którą jak dotąd czytałem, tzn. "Kochanie, zabiłam nasze koty". Z chęcią sprawdzę jak rozwinął się warsztat tej interesującej artystki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzydota jest we wszystkich powieściach Masłowskiej, autorka lubi pochylać się nad bohaterami nieuprzywilejowanymi. I za to ją cenię, bo wyczuwam zrozumienie dla ludzkich słabości.;)

      Usuń
  2. Masłowskiej jak dotąd czytałam tylko sławną "Wojnę polsko-ruską", która była, jak dla mnie, niezła, ale nie aż tak, by szczególnie wryć się w pamięć, ale skoro polecasz, to zrobię kolejne podejście :). I wszystkiego dobrego w kolejnym roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Wojna była objawieniem. Ale czytałam ją krótko po premierze i wtedy jeszcze się tak nie pisało, to było naprawdę mocne. Inni ludzie mają swoje smaczki, zachęcam do lektury.
      Dziękuję i nawzajem - wszystkiego dobrego!

      Usuń
  3. Znam prozę Masłowskiej tylko z filmu "Wojna polsko-ruska".....odrzucał mnie język....
    A może nie przepadam jednak za epatowaniem brzydotą...chociaż mam jej świadomość...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Masłowską lepiej czytać niż oglądać, wyjątkiem jest adaptacja "Między nami dobrze jest". "Wojna.." z pewnością milusia nie jest, pamiętam, że książkę przeczytałam dopiero za drugim podejściem, bo nieco mnie odrzucała. Ale warto było.;)

      Usuń