niedziela, 26 września 2021

Noc w Caracas

W tym kraju, jedynym sprawnie działającym systemem była machina zabijania i grabienia, inżynieria rabunku. Widziałam, jak rosła, tworząc panoramę, w którą wpasowała się z niezrównaną naturalnością: obecność zamaskowana bałaganem i chaosem, chroniona i zasilana przez Rewolucję. [s. 54] 

Głównej bohaterce Nocy w Caracas przyszło pochować matkę w wyjątkowo niespokojnych czasach. Jej starania o godny pogrzeb dobitnie pokazują, że wszystkie świętości zostały już zbrukane – dla rzutkich i bezwzględnych absolutnie każda sytuacja staje się okazją do zarobku. Adelaidzie jest szczególnie trudno odnaleźć się w nowym „ładzie”: po pierwsze jest młodą kobietą, po drugie żyje samotnie, po trzecie została wychowana inaczej niż pseudo-obrońców ojczyzny. A jednak wbrew okolicznościom w tej, wydawałoby się, totalnie bezbronnej osobie nieoczekiwanie budzi się duch przetrwania.

Powieść Kariny Sainz Borgo zaczyna się jako powieść obyczajowa, by stopniowo przemienić się w rasowy dreszczowiec, co bynajmniej nie jest zarzutem. Przejmujące sceny ze szpitala i cmentarza oraz epizody z zamieszek przeplatają się z ciepłymi wspomnieniami z dzieciństwa, podkreślając grozę sytuacji. Pięknie przedstawiona jest relacja matki córki, pięknie pisze się o starych pokoleniach imigrantów osiadłych w Wenezueli, na dodatek w nieprzeciętnym stylu. I nagle gdzieś w połowie z historii uchodzi powietrze: pojawiają się mało istotne wątki, powszednieje język, napięcie opada długo przed finałem. 

Żałuję ogromnie, że autorce zabrakło cierpliwości czy umiejętności, bo książka nosiła wszelkie znamiona wyjątkowości. To mogła być niebanalna rzecz o jednostce w dobie przewrotu politycznego, pozycja autentycznie znacząca. Udało się tylko połowicznie, niemniej cieszę się, że Noc w Caracas w ogóle ukazała się w Polsce – literatury z Ameryki Południowej wciąż u nas wydaje się mało. 

_______________________________________________________________________ 

Karina Sainz Borgo, Noc w Caracas, przeł. Magdalena Olejnik, Wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2021 

 

14 komentarzy:

  1. Jakoś ominęła mnie moda na literaturę południowoamerykańską, więc jakby co, to zawsze mogę wrzucić na ruszt jakiegoś Cortazara :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie dopadły w liceum raczej odpryski tej mody, a że w bibliotece seria iberoamerykańska godnie reprezentowana, przeczytało się to i owo.;) Najlepiej chyba broni się stary Llosa. Plus rzeczy odkryte teraz przypadkiem mało znane, jak np. "Zieleń wszelka zginie" Mallei. A Cortazara chętnie sobie przypomnę.;)

      Usuń
    2. Z Llosą miałem jakiś mały romansik i nie powiem, nie powiem :) A jeśli chodzi o inne skojarzenia w temacie, to pamiętam, że pierwszą książką kupioną z wielkim strachem online (chyba nawet jeszcze z uczelnianego komputera), było "Sto lat samotności" :)

      Usuń
    3. A czy zostało doprecyzowane, w jakim okresie osadzono akcję powieści? Bo w sumie kontynentem południowoamerykańskim politycznie trzęsło dość mocno i często.

      Trochę szkoda, że powieść nie spełniła Twoich oczekiwań, ale i tak jestem nią szczerze zainteresowany. Studium jednostki w niespokojnych czasach to na ogół pole do wielu intrygujących obserwacji.

      Usuń
    4. @ Bazyl
      No proszę, jakie miłe wspomnienie.;) Przeczytałeś już Marqueza?
      Llosa jest tak różnorodny, że można wybierać między krwawym przewrotem albo lekko sprośnymi historiami.;)

      Usuń
    5. @ Ambrose

      Można się domyślać, że chodzi o czasy współczesne, bo są przelewy internetowe i Euro. Co ciekawe, tych oznak nowoczesności jest niewiele i najczęściej miałam wrażenie, że fabuła osadzona jest wcześniej.
      Nie zawadzi jej przeczytać, tam jest sporo dobrych fragmentów. Może zresztą inaczej ją ocenisz.;)

      Usuń
  2. To ja wole chyba Llosę sprośnego niż politykującego :P A co do odpowiedzi dla @Ambrose, to zerknij na końcówkę tego wpisu - https://bazyl3.blogspot.com/2011/02/pochwaa-macochy-mario-vargas-llosa.html Zadziwiająca zbieżność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wolałabym sprośnego, może przypomnę sobie Pantaleona.;)
      Przeczytałam, faktycznie zadziwiająca zbieżność.;)

      Usuń
  3. Trochę losowo mi przyszedł ten tytuł do głowy (aczkolwiek z Południowej Ameryki do Środkowej nie tak znów daleko i w obu książkach trudne czasy), ale gorąco polecam Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao Diaza. Jedna z najlepszych książek, jakie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, próbowałam dwa razy i nie dałam rady.;( Co nie znaczy, że do niej nie wrócę.;)

      Usuń
    2. Jak to mawiają, de gustibus non disputandum est czy jakoś tak :).

      Usuń
    3. Niby tak, ale mogłam wybrać kiepski moment na tę książkę.;)

      Usuń
  4. Chcę wierzyć, że i do iberoamerykańskiej literatury jeszcze dotrę. Wszak czeka choćby Cortazar czy powrót do Stu lat samotności, odkładany od lat, a wciąż kuszący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też kusi.;) Ciekawe, czy przetrwa próbę czasu.
      Myślę, że lit. iberoamerykańska ma naprawdę dużo do zaoferowania, tylko mamy zbyt mało przekładów w Polsce.

      Usuń