środa, 10 marca 2010

Miłość - Toni Morrison

Wbrew tytułowi powieść nie jest o miłości, ale o jej "krewniaczkach" czyli zdradzie, nienawiści i seksie. Akcja rozgrywa się w 1993 r. w dawnym kurorcie Silk (pewne informacje wskazują na stan Georgia), do którego przyjeżdża 18-letnia Juniorka Viviane, do niedawna wychowanka poprawczaka. Znajduje pracę w domu dwóch staruszek: Heed i Christine, w dzieciństwie - przyjaciółek, a obecnie - zaciętych wrogów. Powodem niesnasek stał się - jak to często bywa - mężczyzna, ale nie byle jaki: był to dziadek Christine, który za żonę pojął 11-letnią wówczas Heed. Tak, dla nastolatki to może być cios.

Książka opowiada o reperkusjach tej decyzji ciągnących się przez kilkadziesiąt lat. Szczegóły poznajemy stopniowo i z kilku źródeł, w tym od niejakiej L z zaświatów. W tle przetacza się historia czarnych w Stanach Zjednoczonych: lincze, rozruchy, desegregacja. "Miłość" jest również książką o losie kobiet, jak bardzo jest on, czy raczej - był, zdeterminowany przez mężczyzn. Sprawca całego zamieszania od lat nie żył, a jednak przez dziesięciolecia wzbudzał silne emocje u Heed i Christine. Tak jakby jego duch był wciąż obecny w domu i w diabelski sposób drwił sobie z obu staruszek.

Atmosfera powieści kipi od namiętności różnego rodzaju, postaci są barwne i znakomicie zarysowane. W porównaniu z "Umiłowaną" język jest prosty, o wiele bardziej przystępny. Ale nawet gdy jest mowa o potrawach lub strojach, są one tak plastycznie opisane, że wręcz namacalne. Skrzy się tu także od subtelnego humoru, co dodaje całości uroku. Z chęcią obejrzałabym ekranizację tej książki, o ile kiedyś powstanie.

Moja ocena: 8/10

Toni Morrison, "Miłość", Świat Książki, 2005

poniedziałek, 8 marca 2010

Elisabeth i Katarina - Marianne Fredriksson

To nie jest wielka literatura, ale z pewnością opowiada o istotnym problemie tj. o przemocy domowej. Katarina w dzieciństwie wielokrotnie zajmowała się Elisabeth, matką, pobitą przez męża. Obecnie sama oczekuje dziecka i właśnie została pobita przez swojego amerykańskiego kochanka.

W powieści znajdziemy kilka wyjaśnień, dlaczego mężczyźni biją swoje partnerki. Jedno z nich to bezsilność wobec niezależnych, silniejszych psychicznie kobiet, które zawsze mają rację (s. 98). Agresję wywołuje w tym przypadku upokorzenie. Niekiedy mężczyźni biją z zupełnie przeciwnych powodów: kobieta jest słaba, więc można się na niej wyżyć. Agresję można wyładować także na dziecku, z chęci zemsty na jego matce. Cóż, pokrętna jest ludzka psychika. W ten tylko sposób można tłumaczyć trwanie żon przy maltretujących je mężach lub pociąg bitych dziewczynek do damskich bokserów w dorosłym życiu.

Książka jest ciekawa, akcja wartka. Nieco za dużo tu bohaterów o smutnej przeszłości i za dużo zbiegów okoliczności, ale przeczytać nie zawadzi. Osobiście bardzo lubię literaturę skandynawską, więc przymykam oko na braki warsztatowe.

Moja ocena: 7/10

Marianne Fredriksson, "Elisabeth i Katarina", Libros, 2002

sobota, 6 marca 2010

Czerwona sofa - Michele Lesbre

Na książkę trafiłam przy okazji wyprzedaży, później przeczytałam kilka pochlebnych recenzji na blogach i z nadzieją na dobrą literaturę francuską wypożyczyłam ją z biblioteki. Niestety "Czerwona sofa" okazała się pomyłką. Gdyby ograniczyła się do przyjaźni głównej bohaterki ze starszą panią mieszkającą w tej samej kamienicy, byłaby to nawet ciekawa historia.

Tymczasem autorka wysyła Annę koleją transsyberyjską nad Bajkał w poszukiwaniu swojego francuskiego kochanka sprzed ponad 20 lat. Od dawna nic ich nie łączy, ale przecież mieli ze sobą wiele wspólnego w przeszłości. Podobnych "naciąganych" pomysłów jest tu więcej: mimo niezbyt biegłej znajomości rosyjskiego kobieta bez większych problemów porozumiewa się z tubylcami; poznanemu w pociągu, acz milczącemu Igorowi przypisuje właściwości anioła stróża i przewodnika, choć ten podał jej tylko talerz kapuśniaku. W ogóle Rosjanie, z którymi styka się Anna, są nadzwyczaj uduchowieni i serdeczni. Chyba jednak prawdą jest, że Francuzi są zafascynowani Rosją.

Irytujące wydało mi się "filozofowanie" autorki na temat samego podróżowania, miałam wrażenie, że chciała wymyślić coś błyskotliwego, a rezultat okazał się pretensjonalny. Dla mnie ta powieść jest nie tyle przegadana, co "przedumana". Na szczęście jest krótka, ma zaledwie ok. 140 stron, więc szybko można się z nią rozstać. Ale wiele bym dała za dobrą powieść francuską.

Moja ocena: 5/10

Michele Lesbre, "Czerwona sofa", Wydawnictwo Sonia Draga, 2007

piątek, 5 marca 2010

Południe - Colm Toibin

Jest rok 1950, Katherine właśnie opuściła męża, 10-letniego synka i rodzimą Irlandię. Wyjeżdża do Barcelony i zatrzymuje się w hoteliku, o jego właścicielach mówi: Pozostaję dla nich zagadką, nie potrafią mnie rozgryźć (s.7). Podobny problem może mieć czytelnik: mimo że losy Katherine śledzimy na przestrzeni ok. 30 lat, niewiele wiadomo o jej tzw. życiu wewnętrznym. Sprawia wrażenie kobiety chłodnej i skrywającej emocje, na ogół poddaje się biegom wydarzeń.

Można się tylko domyślać, że poznany w Hiszpanii Miguel był jej wielką miłością, a jeszcze większą namiętnością okazało się malarstwo. Być może była nawet lepszą malarką niż jej ukochany. Katherine niewiele mówi, barierą nie jest chyba tylko język kataloński. Do końca nie dowiemy się, jaki miała właściwie stosunek do swej ojczyzny, jakie uczucia wzbudzały w niej dzieci. Z biegiem lat najważniejsze staje się dla niej malowanie i to się czuje podczas lektury.

Książka w ogóle wydała mi się bardzo malarska: oprócz kilku świetnie opisanych fikcyjnych obrazów autor sporo uwagi poświęca grze kolorów w otoczeniu bohaterów powieści. Chłód i wilgoć Pirenejów oraz irlandzka mgła i deszcz są tu wręcz namacalne. Atmosfera wydaje się melancholijna, a nawet smutna, wszystko wyciszone, co w sumie daje znakomity efekt. Na duży plus policzyłabym również formę powieści: obok klasycznej narracji występują tu także listy i fragmenty pamiętnika Katherine. Toibin stosuje przeskoki w czasie, niekiedy kilkuletnie, co potęguje niedopowiedzenia i co moim zdaniem dodaje całości uroku.

"Południe" było dla mnie bardzo dużym i bardzo miłym zaskoczeniem. Z pewnością będę o tej książce myśleć także obrazami np. takimi: Jej miłość do niego była jak mały bukiecik ze smutków i radości. Jej miłość do niego była jak oddech na szkle (s. 128). To dobra zachęta do zgłębienia literatury irlandzkiej, która jak dotąd nie była moją ulubioną. Chyba niezasłużenie.

Moja ocena: 9/10

Colm Toibin, "Południe", Wydawnictwo Zysk i S-ka, 1996

wtorek, 2 marca 2010

Zamknięte drzwi - Magda Szabo

Rzadko zdarzają się w prozie tak barwne postaci jak staruszka Emerenc z powieści Szabo. Tajemnicza i nieprzystępna gosposia pisarki, a zarazem dozorczyni willi w Peszcie ma coś w sobie i z czarownicy, i z dziecka. Niewykształcona, a jednak mądra wskutek doświadczeń nabytych przez długie lata życia. Niewierząca, a jednak nadzwyczaj chrześcijańska poprzez swoje uczynki względem innych osób oraz zwierząt. Zasadnicza, ale również nieobliczalna, potrafi budzić swoim niekonwencjonalnym zachowaniem skrajne emocje: od miłości po wściekłość.

Narratorka czyli pisarka (ma wiele wspólnego z samą Magdą Szabo) opowiada dzieje trudnej znajomości z Emerenc, która z relacji pani - gosposia po wielu latach zamienia się w miłość. Przemianie towarzyszy sporo napięć i nieporozumień, jako że kobiety reprezentują dwa różne światy. Ale to pisarka musi skapitulować i - z ogromnym trudem - zaakceptować staruszkę taką, jaką jest. Nie sposób zresztą z nią walczyć czy też choćby odrobinę zmienić jej światopogląd, bo jej poglądy nie podlegają dyskusji. Oto przykład zapatrywań religijnych Emerenc:

Owocną działalność Boga poznała podczas wojny, nic nie ma do cieśli i jego syna, bo to byli robotnicy, tyle że łgarstwa polityków tak chłopakowi zamąciły w głowie, że trzeba go było w coś wmieszać, aby go wykończyć, kiedy stał się już niewygodny dla przywódców. Najbardziej żal jej matki, bo ta nie miała chyba jednego dobrego dnia, choć jednak to dziwne, że biedaczka na pewno po raz pierwszy spała spokojnie w w Wielki Piątek, bo przedtem wciąż musiała się bać o syna. (s. 26).

Na temat sztuki miała równie nietypowe zdanie:

Gdybyście naprawdę byli artystami, wtedy wszystko byłoby prawdziwe, nawet taniec, bo potrafilibyście sprawić, żeby liście poruszały się od waszych słów, a nie od jakiejś maszyny, ale wy nic nie potraficie, ani pani, ani ta reszta, wszyscyście błazny, a nawet jeszcze gorsi, gorsi od łotrów. (s. 125)

Szabo fantastycznie oddaje wzloty i upadki tej znajomości, wykazując się przy tym dużym wyczuciem ludzkiej psychiki. Początkowo bywa nawet zabawnie, jak np. w rozdziale "Odgracanie", gdzie obie bohaterki próbują ustalić granice kiczu, ale z czasem akcja przyjmuje dramatyczny obrót. Są tu piękne sceny m.in. ta, w której rozsierdzona Emerenc oddaje psu wystawną kolację przygotowaną na przyjazd ważnego gościa, a który się nie pojawił. Podobał mi się również język tej powieści i metaforyka - niewymuszona, ale uderzająca. Moim ulubionym cytatem pozostanie następujący fragment:

(...) nasz neandertalski przodek pewnie wtedy nauczył się płakać, kiedy po raz pierwszy doświadczył, że sam jeden triumfuje nad przywleczonym do domu zwierzem i nie ma z kim podzielić przeżyć tej walki, nie ma też komu pokazać ani łupu, ani swych ran (s. 34).

Mam tylko nadzieję, że powieść zostanie kiedyś wznowiona, bo nawet w antykwariatach jest trudna do zdobycia. Z całą pewnością będę poszukiwać innych książek Magdy Szabo.

Moja ocena: 10/10

Magda Szabo, "Zamknięte drzwi", PIW, 1993