Duński pedagog Jesper Juul powiedział kiedyś, że dziecko źle traktowane nie przestaje kochać rodziców, ale przestaje kochać siebie. Czternastoletnia bohaterka Mojej Najdroższej w pełni potwierdza tę tezę: mimo budzącego się poczucia krzywdy z pokorą znosi brutalne metody wychowawcze ojca i zrobi wiele, żeby go chronić. O sobie samej myśli i mówi źle, ma wyjątkowo niską samoocenę.
Dzieje się tak, ponieważ dziewczynce trafił się wyjątkowo perfidny tato, istny psychopata. Martin jest człowiekiem zaborczym i nieznoszącym sprzeciwu, do tego oczytanym i inteligentnym, co ułatwia mu umiejętnie manipulować innymi. Owszem, córkę kocha córkę ponad życie i prędzej ją zabije niż pozwoli odejść. Na szczęście Turtle nie jest ofiarą losu, to w gruncie rzeczy twardzielka: mieszka w spartańskich warunkach, świetnie radzi sobie w kalifornijskiej głuszy i sprawnie posługuje się bronią. A ponieważ napięcie między tą dwójką daje się wyczuć od pierwszych stron, jest prawie pewne, że wcześniej czy później dojdzie do konfrontacji. Książka chwilami odrzuca, ma też w sobie jednak coś, co każe czytać do końca – chce się sprawdzić, czy nastolatka wreszcie się zbuntuje, jeszcze bardziej chce się wiedzieć, co wywoła zdecydowaną reakcję.
Gabriel Tallent stworzył bezsprzecznie dobrą powieść – mamy ważne tematy, pełną dramatyzmu fabułę, sugestywnie odmalowaną przyrodę i wyraziste, choć według mnie dość jednowymiarowe postaci. Piszę ogólnikowo, żeby nie zdradzać zbyt wiele, bo Moja Najdroższa ma jeszcze sporo innych zalet, niemniej moim zdaniem za dużo tu gry na emocjach czytelnika, a za mało pola do dyskusji. Tak czy inaczej, mocny debiut.
__________________________________________________________________________
Gabriel Tallent, Moja Najdroższa, przeł. Dariusz Żukowski, Agora, Warszawa 2018




