środa, 30 maja 2012

Z zaleceniem wstrzemięźliwości

Autor i wydawca "Rozwiązłej" zrobili wiele, żeby zmylić czytelnika. Tytuł i zdjęcie na okładce sugerują rzecz o mocnym zabarwieniu erotycznym, z kolei sam Kamiński cytowany w blurbie stwierdza, że lubi myśleć o swojej powieści jako religijnej. Litości! Wytrzymałość klienta na bzdurną promocję ma swoje granice, postuluję o więcej szacunku dla czytelnika. Zwłaszcza że za książkę musi zapłacić grubo ponad 40 złotych.


Nie przeczę, sięgałam po nią sceptycznie, pierwsze spotkanie zakończyło się po ok. 100 stronach. Coś, co zapowiadało się na niezłą powieść obyczajową o trudnym związku kobiety blisko czterdziestoletniej z dużo młodszym mężczyzną, nagle rozprysło się na szereg dodatkowych wątków. Tu jakieś klimaty akademickie i filozoficzne, tam sytuacje przypominające zbiegi okoliczności rodem z brazylijskich seriali - no nie, to nie dla mnie. Książka poszła w kąt i chyba tylko niedowierzanie pochlebnym recenzjom kazało mi ją stamtąd wydobyć. Po pominięciu kilkunastu stron okazało się, że powieść nabrała spójności i trudno się od niej oderwać. Pójście w stronę powieści detektywistycznej było niezłym posunięciem Kamińskiego.

Największym atutem "Rozwiązłej" jest dla mnie styl i odmalowanie realiów poszczególnych czasów i miejsc. Że jest ich za dużo, to już inna sprawa. Oto bowiem główna bohaterka, wychowanka domów dziecka, decyduje się po latach odszukać rodziców. Trop prowadzi od mazurskiej wsi (tytułowa Rozwiązła) przez Warszawę aż na Podlasie, kamieniami milowymi na tej wyboistej drodze poszukiwań jest druga wojna światowa i wydarzenia marcowe 1968 r. Jakby atrakcji wciąż było mało, autor przenosi czytelnika ze studia filmowego do klasztoru zahaczając o uniwersytet i kilka innych barwnych miejsc. Książka śmiało mogłaby się obejść bez szeregu epizodycznych postaci, nie do końca przekonały mnie także wywody historiozoficzne. Zapewne miały podkreślić finał, który ze względu na wyraźne przesłanie (żeby nie powiedzieć: morał) stanowił dla mnie wyjątkowo nieprzyjemny zgrzyt.

Przy wszystkich tych mankamentach powieść jest świetnym portretem człowieka bez korzeni: osoby wolnej od rodzinnych zobowiązań, płynącej przez życie bez określonego celu. Kamiński ma dobrą rękę do opisywania i realiów, i postaci - jego bohaterowie są niezbyt sympatyczni, za to prawdziwi, i co równie istotne, "niedopowiedziani". Podsumowując: lektura ciekawa i nie najgorsza, bardzo dobrze rokuje na przyszłość.

__________________________________________________________

Jarosław Kamiński "Rozwiązła", Wydawnictwo WAB, Warszawa, 2012
__________________________________________________________


13 komentarzy:

  1. Jakiś czas temu przeczytałam gdzieś o tej książce i dość mocno mnie zaintrygowała - szczególnie ten wątek wydarzeń marcowych 1968, lubię takie klimaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzec'68 został pokazany niesztampowo, więc może Ci się spodobać. Nie tylko zresztą to.;)

      Usuń
  2. Wlasnie, jaki moral mial final, bo mnie jakos przerosl i go nie odczytalam ;-))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba szukać w teorii jedni Ludkina na przedostatniej stronie.;)

      Usuń
    2. Ech, oddalam do biblioteki, bo juz kolejka do tej ksiazki czekala - ale cos mi sie tam mgliscie, mgliscie zaczelo jawic.
      W kazdym razie na pewno do niej kiedys wroce, to przeczytam uwazniej :-).

      Usuń
    3. Z grubsza chodziło o to, że nie jesteśmy sami na tym świecie.;)))
      Mnie coraz bardziej ciekawi, jaka będzie następna książka Kamińskiego (o ile w ogóle będzie.;)).

      Usuń
    4. O, to znowu mi sie zamglilo ;PPP.

      Mnie tez to ciekawi, bardzo, bardzo.

      Usuń
  3. Też się zastanawiałam, czy się za to zabierać, ale chyba poczekam, bo coś czuję, że to nie najlepszy czas na tego typu historie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się tak wydawało, ale jak już się rozpędziłam po setnej stronie, to czytałam do końca.;)

      Usuń
  4. A więc rozwiązła to nie kobieta na zdjęciu a wieś...
    Jakby ktoś chciał wpuścić w maliny czytelnika ;-)
    Seks w końcu zawsze się sprzeda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko, co piszesz, to prawda.;( Jakby tytuł był niewsytarczająco nęcący...

      Usuń
  5. Wydaje się, że wydawca faktycznie liczył na to, że oprócz czytelnika faktycznie zainteresowanego nazwiskiem autora, po książkę sięgnie również wielbiciel literatury erotycznej. Ciekawe, czy zabieg się powiódł? Może przeprowadzono jakieś badania na ten temat? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z chęcią poznałaby wyniki takich badań.;) Wydaje mi się, że ze względu na dość wysoką cenę książki, ewentualni erotomani przeglądają ją przed zakupem.;)))

      Usuń