środa, 11 września 2013

Ciekawsze od fikcji

W młodości tworzyłem najważniejsze pismo naszego pokolenia, czyli „Po prostu”, zaraz potem przez wiele lat w „Polityce” kształtowałem opinię publiczną w stronę pragmatycznego liberalizmu. W latach 80. tworzyłem historię, w kapitalistycznej Polsce dorobiłem się majątku. Pełnia szczęścia. (s. 24)


Człowiek o mało chlubnej przeszłości i niepopularnych sądach, za to o fascynującym życiorysie, dużej inteligencji i konsekwencji – tak w skrócie można scharakteryzować Jerzego Urbana. Gdyby wymyślił go literat i umiejętnie opisał w powieści, książka prawdopodobnie trafiłaby na listę bestsellerów, bowiem już sam wywiad z dawnym rzecznikiem prasowym rządu jest nadzwyczaj wciągającą lekturą. Nawet dla mnie, której główny bohater kojarzy się od dziecka głównie negatywnie.

W opowieści Urbana najciekawsze jest jego dzieciństwo i wczesna młodość: dorastanie w bogatej rodzinie o żydowskich korzeniach, wojenna tułaczka i młodzieńcze zaczadzenie determinizmem historycznym. Zaskakuje fakt, że osoba parająca się redagowaniem tekstów ma w rzeczywistości ogromne braki w wykształceniu z powodu chronicznej niechęci do nauki. Potrzeba dużej błyskotliwości (i grubej skóry), aby przez lata współtworzyć opiniotwórcze tygodniki, przetrwać niełaskę decydentów, być tubą znienawidzonej władzy, a na koniec z powodzeniem odnaleźć się w nowym ustroju. Z jednej strony pachnie to makiawelizmem (zwłaszcza okres współpracy z Jaruzelskim), z drugiej nie sposób odmówić Urbanowi trzeźwej oceny sytuacji i konsekwencji.

Wywiad byłby zapewne mniej ciekawy, gdyby nie dociekliwość Marty Stremeckiej, która chwilami nie kryje niedowierzania i zadaje niewygodne pytania. I o ile jej rozmówca ze swadą tłumaczy kontrowersyjne posunięcia, można odnieść wrażenie, że po prostu kluczy. Tak czy inaczej, historia Urbana jest ciekawsza od niejednej powieści osadzonej w PRL-u. Obok znanych polityków pojawiają się w niej znani dziennikarze i artyści, nierzadko w nowym świetle. Naturalnie Urban opisuje zaledwie wycinek rzeczywistości, na dodatek ze szczególnej perspektywy, ale jak to się czyta!

___________________________________________________________________________________

Jerzy Urban. O swoim życiu rozmawia z Martą Stremecką, Wyd. Czerwone i Czarne, Warszawa, 2013
___________________________________________________________________________________

27 komentarzy:

  1. A ja nie dalej jak wczoraj wyczytałem, że pisywał teksty do Kabaretu pod Egidą i cenzura mu je zdejmowała. Ale ogólne skojarzenia mam podobne, pamiętam sławetne konferencje rzecznika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym epizodzie wspomina w kilku zdaniach, o Pietrzaku pisze np. że był wtedy uroczym, rozrywkowym i bystrym facetem. I dalej:Tam pewnego wieczoru usłyszałem piosenkę "Żeby Polska była Polską". Byłem zdumiony tak jawnym podlizywaniem się władzy, a Pietrzak mówi: "Wiesz, to dla cenzury, żeby był jakiś konstruktywny akcent na końcu programu". Takie oto były okoliczności powstania późniejszego hymny "Solidarności". (s. 159)
      Natomiast tekst, którym mocno naraził się władzy (konkretnie Gomułce), to "Jego totalność dr Marcinkowski" o fanatycznym działaczu antyalkoholowym z Krakowa. Niezły tytuł swoją drogą.

      On był odrażający na tych konferencjach, złośliwy aż do bólu.

      Usuń
    2. Hm, Pietrzak jakby ciut inaczej przedstawiał genezę piosenki:P Na dodatek władza od premiery nie uważała jej za przejaw lizusostwa.
      Z konferencji pamiętam głównie zjadliwy ton, bo treści zasadnicze do mnie nie docierały.

      Usuń
    3. Dlatego też do opowieści Urbana podchodzę z dużą dozą sceptycyzmu i traktuję ją jako kolejny event w jego wykonaniu.;)
      Zjadliwy był niemożebnie, u nas prawie natychmiast wyłączany.

      Usuń
    4. Ja go pamiętam z wakacji, dziadek włączał dziennik i usypiał, i tak sobie leciało, leciało...

      Usuń
    5. ;))
      Moim rodzicom za bardzo podnosiło się ciśnienie, o śnie nie było mowy.;(

      Usuń
    6. Dziadek rolnik w porze żniw czatował na prognozę pogody, liczni wnuczkowie mieli przykazane obejrzeć pogodę i zrelacjonować, gdyby dziadek przysnął:P

      Usuń
    7. U mnie na prognozę pogody czatowano codziennie, do dzisiaj tego nie pojmuję.;) Co innego rolnicy.

      Usuń
    8. Może chodziło o sprawdzenie, w co następnego dnia ubrać dzieci do szkoły. Moi rodzice też czyhali na prognozę:)

      Usuń
    9. Pewnie tak. A moja mama do dzisiaj czyha, internetowa wersja jej nie wystarcza.;)

      Usuń
    10. No bo co to jest internet, żadnej wiarygodności:)

      Usuń
    11. Tu raczej chodzi o rytuał czyhania.;)

      Usuń
  2. Wprawdzie nie przeczytałam tej książki, ale mam wrażenie, że znam ją dość dobrze, bo w czasie wakacyjnego wyjazdu mąż raczył się lekturą i ciągle czytał mi na głos różne ciekawe fragmenty. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie wnioskuję, że małżonkowi też się podobała?;) Moim zdaniem książka jest b. wciągająca, czytałam ją do spółki z mamą i jej koleżanką, miały podobne zdanie.

      Usuń
    2. Bardzo, książka została pochłonięta w tempie ponaddźwiękowym, a odczytanych na głos fragmentów było naprawdę sporo. :)

      Usuń
    3. O tak, tę opowieść chłonie się szybko - zajrzałam na chwilę i oderwać się nie mogłam. Teraz szukam wywiadu z Passentem, może być równie ciekawy.

      Usuń
    4. Masz na myśli "Passę"? Jeśli tak, to mam (czeka w kolejce, biedaczka i już przytupuje z nudów), więc mogę pożyczyć, bo jak Cię znam, pewnie uwiniesz się szybciej niż ja:)

      Usuń
    5. Tak, "Passę". Bardzo Ci dziękuję za propozycję, ale na szczęście w ciągu tygodnia powinna wrócić do biblioteki, już ją sobie zamówiłam. Może poczytamy w stereo?:)

      Usuń
  3. To chyba najbardziej niecierpiana postać PRLu. O dziwo teraz, kiedy tamte emocje dawno wystygły i półki w sklepach pełne, jawi się jako jedna z najbarwniejszych najinteligentniejszych naszych osobowości politycznych.Nie przeczę, że teraz korci mnie żeby sprawdzić, co on tam pani dziennikarce naopowiadał ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również nabrałam ochoty na ten wywiad. Postać niewątpliwie frapująca.

      Usuń
    2. @ peek-a-boo

      Właśnie ta inteligencja zachęciła mnie do lektury.;) Zauważyłam też, że faktycznie emocje ostygły, bo nawet starsze pokolenie potrafi podejść do Urbana z dystansem. Nie wszyscy, ale sporo osób. Zakładam, że w wywiadzie przedstawił b. subiektywną wersję wydarzeń (sic!), ale na tyle ciekawie opowiada, że da się to przełknąć.

      @ Eireann

      Zachęcam gorąco. Sama książkę wypożyczyłam z biblioteki tylko dlatego, że stała akurat na półce z nowościami, ale nie żałuję. Powiem więcej - cieszę się, że wpadła w moje ręce.;)

      Usuń
  4. Nie wątpię, że to czyta się dobrze. Mam jednak osobisty problem z tym, by uwierzyć w choć jedno jego słowo, dlatego podejrzewam że podczas lektury nie mogłabym wyzbyć się uczucia podejrzliwości. Skoro zaś - jak piszesz - rzuca "nowe światło" na niektóre osoby, a nie mam żadnych możliwości zweryfikowania prawdziwości tego, co opowiada, pasuję. Powinnam dać radę przeżyć bez tych gawęd:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzliwości pozbyć się nie jest łatwo, Urban to wciąż showman i człowiek propagandy (nawet jeśli dzisiaj mówi się o niej per PR:)). Mam nadzieję, że jednak kilka ziaren prawdy w jego opowieści jest.;) To nowe światło nie jest niczym bulwersującym, mówi wprost to, co inni oddawali w bardziej finezyjny sposób.

      Usuń
    2. A nie miałaś podejrzenia, że jesteś manipulowana? W tym zakresie umiejętności Urbana oceniam bardzo wysoko, dlatego - mimo że jestem dość odporna na sugestie i naciski - nie mam ochoty wysłuchiwać jego wersji. To ten typ człowieka, z jakim nie chcę mieć nic do czynienia, nawet jeśli miałoby się to odbywać tylko za pośrednictwem książek.

      Usuń
    3. Manipulowana - nie. Nie sądzę, żeby w tym wieku zależało mu na tym, żeby przedstawiać się w korzystnym świetle - nie ma po co.;) Pisząc o innych raczej im nie szkodzi, bo np. o alkoholizmie Osieckiej czy zażyłych stosunkach władzy SLD z biznesmenami mówiło się już sporo.
      Natomiast miałam wrażenie, że przedstawia b. subiektywną wersję - kiedy czytałam np. że Kiszczak to miły, kulturalny pan, ciśnienie mi podskoczyło. Dlatego podobało mi się podejście Stremeckiej, która jest ewidentnie w opozycji do swojego rozmówcy i systemu, który reprezentował.
      Ale rozumiem, że można nie chcieć czytać Urbana, mój stryj już mi to wyłożył.;)

      Usuń
  5. To zwykła szmata. Dużo tu padło o jego "twardej konsekwencji", więc niech będzie - żelazna szmata. Ten człowiek wywołuje u mnie odruch wymiotny i protest, przede wszystkim wobec nierozliczonej, opływającej w luksusy post-komuny, ale też wobec kwestii bardziej uniwersalnych - wyborów, postaw, wartości (a raczej antywartości), nihilizmu z obmierzłym uśmiechem błąkającym się na łapczywych, przeżartych kłamstwem ustach. B.Ś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostro powiedziane, ale wierzę, że tak również można Urbana odbierać.

      Usuń